Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty



W ostatniej rozmowie w moim autorskim cyklu pisałam o tym, czy blogerowi potrzebne są te wszystkie Instagramy, Facebooki i Snapchaty. Rozmawiałyśmy też o ulubionych blogerach i zostałam poproszona o to, żebym w oddzielnym wpisie powiedziała o swoich. A więc dzisiaj trochę o nich powiem. I to nie byle jak, bo polecając je w największym internetowym spisie ulubionych twórców internetowych - Share Week.

SHARE WEEK - POLECAM 3 MOJE ULUBIONE BLOGI, KTÓRE LUBIĘ CZYTAĆ

Co to za akcja?
Jak co roku Andrzej Tucholski zorganizował akcję SHARE WEEK. Akcja ta polega, w skrócie, na dzieleniu się swoimi ulubionymi blogerami, vlogerami z innymi. Na blogu i w specjalnym formularzu. Andrzej następnie podlicza wszystkie głosy i wstawia na swojego bloga podsumowanie, w którym przedstawia wszystkich polecanych twórców internetowych.

Jakie są zasady?
Zasady są proste i zamykają się w kilku punktach:
- musisz wybrać 3 ulubionych blogerów i napisać o nich w poście;
- na blogu Andrzeja znajduje się również formularz, który trzeba wypełnić, aby Twój głos był ważny;
- w komentarzu pod odpowiednim postem na blogu Andrzeja piszesz o swoich typach;
- najlepiej, gdy polecisz mniej popularnych blogerów. Jak bowiem wiadomo - ci więksi i tak sobie poradzą;
- zgłoszenia można wrzucać do 8 kwietnia, także - śpieszcie się!

Dlaczego warto wziąć udział?
Dla tych, którzy mają obiekcie co do tego, czy warto wyodrębniłam 3 najważniejsze powody.

Po pierwsze: masz darmowy pomysł na wpis na blogu

W swojej notce możesz poruszyć różne kwestie. Najważniejsze jednak, aby pojawiły się w nim 3 blogi, które cenisz i możesz z czystym sumieniem polecić je innym. To całkowicie darmowy pomysł na posta i możesz go wykorzystać na własny użytek. Ba! Pomysłodawca będzie się z tego bardzo cieszył, a Ty rozpowszechnisz idee i dodasz cegiełkę do wielkiej listy najlepszych twórców.

Po drugie: Publicznie doceniasz pracę innych osób

Bardzo często to, co czytamy my sami jest nieznane osobom, które wchodzą na naszego bloga. A oni chcieliby bliżej poznać naszych ulubieńców, ludzi, których podziwiamy i lubimy za to, co robią. Ta akcja to idealny moment na podziękowanie naszym ulubionym blogerom za to, że dla nas tworzą. Za to, że robią to, co lubią i dzielą się swoją pasją, życiem, emocjami. Teraz i Ty możesz pokazać, że cenisz cudzą pracę.

Po trzecie: możesz pokazać, kogo czytasz

Bardzo często wchodzę na blogi i niewiele wiem o ich autorze. Nie do końca wiem, co lubi, nie wiem jakie książki czyta (chyba, że recenzuje), nie wiem jakim jest człowiekiem. No i nie wiem, kogo w tych internetach sam czyta, podpatruje i do kogo lubi zaglądać. Anita (pozdrawiam!) przekonała mnie, żebym sama podzieliła się blogami, które sobie cenię. Bo fajnie byłoby wiedzieć, co ja, jako blogerka, polecam. I chociaż jest mnóstwo stron i miejsc w internecie, które uwielbiam i ciężko byłoby napisać o wszystkich, tak jednak myślę, że warto spróbować. I niech te moje 3 polecenia będą początkiem serii, w której co jakiś czas napiszę Wam o kimś, kogo lubię czytać.

Dzisiaj moje 3 ulubienice, które wzięły udział w "Blogerskim pitu-pitu", więc tym bardziej polecam je poczytać. Część pewnie je zna, druga nie, więc... to moje 3 perełki, które szczerze mogę polecić!

Jakie 3 blogi polecam?

Martę uwielbiam i wspominam o tym przy każdej możliwej okazji. Lubię ją za te piękne słowa, które w rozmowie ze mną, pisała o miłości. Lubię za to, że twardo stąpa po ziemi i potrafi zachęcić mnie do czytania nawet o tym, co nie do końca mnie interesuje. No i za ten spokój, który pojawia się w jej wpisach, a którego często brakuje w tym szumie informacji na innych blogach. A, i za przepisy, które będę mogła wykorzystać, żeby nie jeść ciągle tych kanapek! Dziękuję!

Hiszpania, praca i bardzo wiele miłości. Do tego ciągły uśmiech na twarzy i pozytywne podejście do życia. To tak w skrócie o tym, co możecie znaleźć na blogu Pauliny. Ja przede wszystkim cenię sobie ciepłe słowa, które już od początku wpisu zabierają mnie do jej świata. Są rzeczy, z którymi się nie zgadzam, mam o nich inne zdanie. Ale jest też lekkość pisania, chwytliwe zdania, piękne historie i delikatność, której mi w tych moich tekstach brakuje. Dlatego lubię sobie czytać te teksty, usiąść na miękkim łóżku i zagłębiać się w ten świat coraz bardziej.

Anie powinnyście kojarzyć. Pisze o kosmetykach i chociaż sama nie znam się na tym kompletnie, to wiem, że Ania recenzuje to, co zdążyła przetestować. Nie boi się krytykować, mówić, że coś jest do kitu albo w ogóle nie ma na nią wpływu. Dlatego też wiem, że mogę jej ufać w kosmetycznych wyborach i jeśli czegoś nie byłabym pewnie to wystarczy zapytać. Poza tym z Anią świetnie mi się pisało, ot tak, nie tylko w tej naszej rozmowie. Wiem, że to pracowita i świetna kobieta. Taka równa babeczka, jak to się mówi. I dlatego tak bardzo lubię wpadać i czytać to, co publikuje. Chociaż kosmetyki to nie do końca mój świat.

O co proszę?
Na koniec mam do Was prośbę. Zasypcie Andrzeja poleceniami. Pokażcie swoich ulubionych blogerów. Napiszcie o nich kilka zdań, wypełnijcie formularz i dodajcie cegiełkę do tego wielkiego spisu, który Andrzej Tucholski organizuje. Zapewniam Was - to świetna zabawa!

PHOTO: pexels.com


Planuję to już od ponad roku, ale do tej pory, nie było na to czasu. Praca, studia, obrona tytułu, życie. A do tego czas, który chciałam spędzić z moim chłopakiem i cieszyć się nim tak, jak tylko można. Projekt poszedł w odstawkę, blog w pewnym momencie też. Postanowiłam jednak, że zrobię to teraz. W końcu, czy to nie zima jest najlepszym czasem na czytanie fajnych rzeczy w internecie?

WRAZ  Z INNYMI BLOGERAMI, ZROBIĘ DLA WAS CIEKAWY PROJEKT

Na drugim roku studiów, w ramach zaliczenia na zajęcia, zaczęłam tworzyć „Blogerskie pitu-pitu”, czyli rozmowy z blogerami. Takim też sposobem, na moim blogu zaczęły co tydzień lądować nowe wpisy, w których kolejni fajni internetowi twórcy, dokładali swoją cegiełkę i pomagali mi stworzyć projekt. Projekt, który z jednej strony miał być formą zaliczenia ćwiczeń, z drugiej – świetną lekturą dla Was.
            Rozmowy, czasami spontaniczne, w końcu musiały powstawać w ciągu zaledwie 7 dni (a to przecież nie tylko sama rozmowa, ale i korekta, edycja, akceptacja przez mojego rozmówcę i ewentualne poprawki). Często było to ściganie się z czasem tak, aby ten post wylądował przed deadlinem na moim blogu. Bywało ciężko, chociaż nie ukrywam – to była fajna zabawa i dla mnie, i dla Was.
            W ciągu kilku miesięcy udało mi się porozmawiać z 13 blogerami i stworzyć w ramach tego 12 rozmów. Było o sporcie, motywacji, muzyce, blogowaniu, o modzie, a nawet o facetach. Nie było łatwo. Ten projekt wymagał ode mnie determinacji i mnóstwa zaangażowania. I czasu. Czas odgrywał wielką rolę. Mimo wszystko wiem, że było warto i już wtedy – opowiadając na zajęciach o tym przedsięwzięciu – wiedziałam, że prędzej czy później do tego wrócę. I tak właśnie się dzieje.

Pierwszy etap: zorganizować czas
            Znając już swoje możliwości i zdając sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę godzin musiałam spędzić na jednej takiej rozmowie wtedy, wiem już, że muszę pisać z wielkim wyprzedzeniem. Pośpiech w wypadku takich rzeczy absolutnie nie jest wskazany. Wiem to, bo chociaż staram się jak mogłam, pewnych rzeczy nie mogłam dwa lata temu zrobić lepiej. Po prostu nie było już na to czasu, bo a to późno się z kimś zgadałam, a to rozmowa trwała dłużej niż myślałam, a to coś mi znowu wypadło i opóźniła się moja praca nad redakcją tekstu. Uwag do tego, co mogłabym poprawić, miałam wiele. Dlatego też teraz – tworząc ten sam projekt, będę starała się tworzyć taką rozmowę znacznie wcześniej, żeby mieć wystarczająco dużo czasu na poprawki, które są po prostu nieuniknione.

Drugi etap: znaleźć odpowiednich blogerów
            Wbrew pozorom – to również jest żmudna praca. Jakiś czas temu rozmawiałam z Kamilą (pozdrawiam!), która zaproponowała mi, żebym zrobiła serię wywiadów z dziewczynami z Instagrama. I wiecie co? Chociaż bardzo ciekawa nowych wyzwań, musiałam jednak spojrzeć na to trzeźwym okiem i sama przed sobą wyznać, że chyba na razie, to nie wypali. Najzwyczajniej w świecie, nie miałam pojęcia, czy da radę rozmawiać z tymi dziewczynami. Szkopuł polegał na tym, że nie było wielkiej możliwości sprawdzić, jak bardzo są rozgadane i czy mają w ogóle coś do powiedzenia. Bałam się i stwierdziłam, że jeśli już mam wprowadzać jakieś rozmowy na bloga, to z kimś, kto na pewno będzie w stanie mi sporo opowiedzieć. Dlatego też po raz drugi zostałam przy blogerach. Wiedziałam, że gdzie indziej nie będę miała takiej kopalni wiedzy o kimkolwiek. Przecież to twórcy swoich stron, na których publikują coraz to nowe teksty! Tutaj musiałam znaleźć takich ludzi, którzy będą na tyle wygadani i chętni na współpracę, że zgodzą się wziąć udział w „Blogerskim pitu-pitu”.
            Pozostało zatem znaleźć te blogowe perełki, które będą miały coś fajnego do powiedzenia i z którymi współpraca, będzie nie tyle pracą, co przyjemnością.
            Na chwilę obecną, mam już kilku blogerów, z którymi powoli rozmawiam albo na te rozmowy się umawiam. I nie mogę się doczekać, aż w końcu opublikuję coś nowego na blogu! Ale zanim publikacja, trzeba spełnić warunki, które stawiam i przed moimi blogerami, i przed samą sobą.

Etap trzeci: postawić warunki
            Już dwa lata temu zakładałam, że nie chcę w tym projekcie wywiadów. Chcę tak normalnie, po koleżeńsku porozmawiać z ludźmi, którzy tworzą do internetu, tak jak ja. Miałam zamiar poruszać z nimi tematy, które będą ich interesowały, które zainteresują mnie i będą ciekawe dla czytelników. Chciałam, żeby dali w tej rozmowie coś od siebie, żeby mnie wciągnęli do swojego świata i nie tylko odpowiadali na pytania, ale również – żeby potrafili je zadać. Mam zastrzeżenia co do tego, jak to wyglądało w pierwszej edycji „Blogerskiego pitu-pitu”, ale jak pisałam wyżej – dużo było roboty, mało czasu. Nie wszystko wyszło tak, jak chciałam, dlatego teraz jest moment, kiedy mogę ten projekt zrobić znacznie lepiej.
            Prosiłam także o wybór tematu. Ponieważ nie ograniczam się w tych rozmowach na konkretnym zagadnieniu (chociaż nie wiem, czy to rozsądne), daję absolutną dowolność w tworzeniu. Pod warunkiem oczywiście, że będę w stanie na jakiś temat pisać i nie będzie to odgrzewanym kotletem. Ot, ciekawa lektura dla ludzi po drugiej stronie. Na chwilę obecną wiem, że będzie o drugich połówkach; o łączeniu pracy z życiem, rodziną czy studiami; o świętach w Hiszpanii i zakupowym szaleństwie w Ameryce. Co dalej: czas pokaże.

Etap czwarty: publikować
            A przed tym sprawdzić, przeredagować, dać do autoryzacji, poprawić i kliknąć „publikuj”. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, cały projekt ruszy już na początku grudnia, a posty będą ukazywały się co tydzień. Nie mogę zagwarantować, że zawsze tak będzie, ale będę się starała, żebyście w zimowe piątku mieli co czytać.
            I takie są właśnie moje plany. Zapowiada się sporo pracy. Mam nadzieję, że poza rozmowami uda mi się publikować normalne teksty, które będę wrzucała innego dnia tygodnia. Oby się udało! Postaram się coś wymyślić i w razie zmian, będę informowała na moim fanpage’u na Facebooku.
            Dajcie znać co myślicie o tym projekcie i o czym byście chcieli poczytać! A jeśli macie ochotę zobaczyć poprzednią edycję, to koniecznie kliknijcie w zakładkę "Blogerskie pitu-pitu"!


Stosunkowo niedawno coosure (pozdrawiam!) pisała na swoim blogu o tym, co sądzi na temat współprac, które pojawiają się w blogosferze. Koniecznie musicie się z tym zapoznać! Ja, chociaż zgodzę się z zasadniczym zarzutem, który tam pada (współpraca ze wszystkimi to żadna współpraca), nie mogę przekreślać reklam na blogach w ogóle. Mam bowiem wrażenie, że ogólnie w blogowym świecie nie jest wcale tak źle i rzadko kto łapie wszystkie zlecenia jak leci. To domena głównie nowych blogerek. Dlaczego? Mam często nieodparte wrażenie, że chodzi o wiek i nieznajomość panujących w marketingu zasad. A zasady są dosyć proste: jeśli reklamujesz wszystkich, to co tak właściwie sprzedajesz? 
           Postanowiłam uporządkować trochę wiedzę na temat reklam. W tym poście pokażę charakterystykę różnych rodzajów reklam, które mogą pojawiać się na blogach oraz korzyści, jakie mają blogerzy z dobrze przeprowadzonej kampanii. Na koniec podam kilka dobrych przykładów współprac między moimi ulubionymi blogerami a markami.

WSPÓŁPRACE REKLAMOWE NA BLOGACH, CZYLI NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY, JAK GO MALUJĄ

Najlepiej byłoby zacząć od początku i napisać o tym, jak wyglądały blogi kiedyś, od czego zaczęła się ich historia i jaka jest ich specyfika. Nie ukrywam, że zawsze sobie myślę, że trzeba znać podstawy, żeby przechodzić do szczegółów. Byłoby trudno zamieścić wszystkie te informacje na raz, więc dzisiaj tylko o reklamie. Mogę Wam jednak obiecać, że jeśli byłybyście zainteresowane czymś więcej na temat blogów, to chętnie podzielę się z Wami ulubionymi książkami, które pomogły mi stworzyć moją pracę dyplomową, której tematem były właśnie blogi. 
Przejdźmy jednak do rzeczy. Na początek…

RODZAJE REKLAM NA BLOGU
            Pierwszą i przez wiele lat bardzo popularną reklamą, którą można była spotkać na blogu był baner. Było to po prostu zdjęcie lub obrazek, które często zawierało linki przekierowujące na stronę reklamodawcy. Taki sposób reklamy w obecnych czasach, jak sami pewnie rozumiecie, nie miałby prawa istnieć ze względu na to, że ludzie unikają zbędnych reklam, szczując je AdBlockiem. Trzeba było zatem poszukać czegoś innego...
            W kolejnych latach rozwinęły się popularne do tej pory bartery. Barter polega na tym, że reklamodawca, w zamian za przedstawienie przez blogera produktu na stronie, dawał mu ten produkt za darmo. Ten rodzaj reklamy najczęściej zaobserwować można teraz na blogach modowych i blogach o tematyce beauty, gdzie w zamian za kosmetyk czy ubranie, trzeba napisać tekst o produkcie.
            Większość blogerów, w pewnym momencie swojej blogerskiej ścieżki, doszła jednak do wniosku, że znacznie lepiej byłoby dostawać za swoją – jakby nie patrzeć pracę - pieniądze. W ten sposób zaczęły się rozwijać reklamy polegające na publikowaniu tekstów sponsorowanych. Tutaj pojawia się spora gama możliwości, ponieważ w takich tekstach można zarówno recenzować (np. książki); pisać o produkcie, jako o części swojego codziennego życia (np. opis codziennej drogi do pracy i polecenie samochodu konkretnej marki, który najlepiej się w tym sprawdza) czy relacji z jakiegoś wydarzenia, wyjazdu.
Reklama na blogu to również współpraca przy różnego rodzaju konkursach, testach, czy filmy wideo, w których pokazany jest produkt. Możliwości jest wiele i pewnie można wymyślić ich jeszcze więcej. Wszystko to tylko chęci, kreatywność i dobre dogadanie potrzeb i celów z reklamodawcą.
Należy także pamiętać, że reklama może być jednorazowym strzałem jak również długotrwałą kampanią.

KORZYŚCI, JAKIE BLOGER MOŻE MIEĆ DZIĘKI REKLAMOM
            Zacznę od czegoś oczywistego – dzięki reklamom bloger może zarobić. Oczywiście, w zależności od tego, jak bardzo jest popularny, rozpoznawalny i ile może dzięki reklamie zdziałać dla marki, naliczana jest jego wypłata. Dla kogoś, kto chce utrzymać się ze swojej pasji, to ogromny plus. W dodatku, współprace reklamowe opierają się często na kreatywności i innowacyjności. Nie ma chyba nic gorszego jak oklepana reklama, której nikt nie chce czytać czy oglądać. Trzeba mieć pomysł, chęci i oczywiście odwagę, żeby spróbować czegoś nowego. Czegoś, czego jeszcze nie było, a o czym będą pisać wszystkie portale i gazety zajmujące się temat marketingu, a w szczególności tego internetowego.

PRZYKŁADY MOICH ULUBIONYCH REKLAM I KAMPANII REKLAMOWYCH
            W tym wszystkim, chodzi również o to, żeby czytelnik zapamiętał. A zdecydowanie nie zapamięta czegoś, co już było albo czegoś co jest nudne. Niżej przedstawione reklamy zdecydowanie nie należą do tych, które można pominąć. Do moich ulubionych reklam należy m.in. kampania reklamowa marki Tołpa.
            Pamiętacie głośną akcję tołpa: off, w której wzięli udział m.in. Paweł Opydo, Joanna Pachla, Kasia Gandor czy Janek Favre? Cudowna kampania pokazująca, że czasami trzeba po prostu się wyłączyć i zacząć żyć w realnym świecie, który ma wiele dobrych rzeczy do zaoferowania. Tołpa wyłączyła blogi kilku najpopularniejszych twórców, w ten sposób zapraszając po części do wzięcia udziału w konkursie, a po części, do korzystania z tego życia poza internetem. Do tego powstały super filmy jak ten Janka, zobaczcie sami!

            Kolejną świetnie ujętą w moim odczuciu reklamą jest ta, w której udział wzięła Maffashion i Czarek z Abstrachuje. Walentynkowy spot jest pełen miłości, wyzwala emocje. Pokazuje piękne sceny z życia dwójki zakochanych w sobie ludzi. Mnie to ujęło i jak pisałam o tym w licencjacie to musiałam obejrzeć kilka razy, bo inaczej się nie dało. 
              Warto wspomnieć, że to nie jedyna akcja Coca Coli, do której zaangażowano blogerów i twórców z YouTube.

            Dla mnie warta uwagi jest również recenzja Joanny Pachli o nowoczesnym odkurzaczu Roomba, którą znajdzie w jednym z postów na jej blogu. Świetne zdjęcia i do tego z partnerem blogerki. Z przymrużeniem przedstawienie cech odkurzacza w zestawieniu z cechami mężczyzny. W czym odkurzacz może być lepszy od faceta? No nie mówcie mi, że takiej recenzji nie przeczytalibyście dla samej tylko odpowiedzi na to pytanie. Tak to się powinno robić!

A CO O TYCH WSPÓŁPRACACH SĄDZĘ?
            Przede wszystkim to, że reklamy to nic złego. Trzeba jedynie umieć je robić z głową i nie brać w swoje ręce wszystkich propozycji, którymi mogą nas reklamodawcy zarzucić. Bo co z tego, że dostaniecie darmową bluzkę czy kilka złotych, skoro zaufanie Waszych czytelników w Wasze słowa może się nadwyrężyć? W końcu jak można ufać komuś, kto co tydzień reklamuje inną markę. Jaką w końcu lubi? Poza tym, warto pamiętać, że schematy, chociaż bezpieczne, nie zawsze są dobrym rozwiązaniem. Czasami po prostu trzeba dać się ponieść fantazji i może to będzie kluczem do sukcesu? Wasze recenzje czy posty sponsorowane nie mogą być nudne!


Pewnie tego posta by nie było, gdyby nie długie godziny przy moim licencjacie, w którym pisałam również o współpracach między blogerami a markami. Tutaj wersja w pigułce, ale zagadnieniu warto się przyjrzeć bliżej i poszerzyć swoją wiedzę z tym związaną. Ja polecam, człowiekowi otwierają się oczy i aż się nie może nadziwić, że to serio tak od środka może wyglądać.

PHOTO: główne: pexels.com, infografika - ja.


 Napisałam licencjat! No dobra, prawie go napisałam, troszkę jeszcze zostało do poprawy, ale najgorsze za mną. Najwyższa pora tutaj wrócić. Na tego mojego bloga. Do Was. Wrócić w takim stylu, bo mam nadzieję, że tego teraz będzie więcej.

PISZĘ: KOCHAM, TĘSKNIĘ, NIEDŁUGO WRACAM

Autobus gwałtownie hamuje, zatrzymując się na czerwonym świetle. Ktoś przeklął. Ktoś inny kogoś szturchnął, potrącił, przeprosił. Spojrzał w cudze oczy, by w końcu wrócić do swojej strefy komfortu. Telefon w ręce, wzrok utkwiony w wielkich billboardach, usta zaciśnięte w wąską linie. Autobus znowu rusza... Torby podrygują na każdym dołku, zakręcie, przy manewrze wymijania…
Przystanek: wychodzą, potykają się, zderzają ramionami w ciasnych drzwiach, nie mogąc zdecydować się – przepuścić czy najpierw wyjść? Oczami badają chodniki, uciekają wzrokiem, ukrywają swoje wnętrza. A ja myślę o nim… O jego brązowych oczach, które zaglądają w każde zakamarki. Wypełniają się miłością, radością i uśmiechem. Myślę o oczach, które szukają odpowiedzi, reakcji, pozwolenia. Szukają moich oczu, z którymi mogłyby toczyć szczęśliwe potyczki, kradnąc z nich dumę, uwielbienie i oddanie. Te oczy potrafią wykryć każdą wątpliwość, każdy strach, ból czy zmęczenie. Działają kojąco. Pozwalają wierzyć, że martwię się zupełnie niepotrzebnie, że pora odpuścić, że nie ma się czym stresować. Że są dla mnie.
Myślę o tym, że dawno już ich nie widziałam. Że nie widziałam jego. Kilka dni: w pracy, na uczelni, w bibliotece, bez niego. Minuty zamieniające się w godziny, dni mijające jak tygodnie. Odliczanie do spotkania, pocałunku, do wtulenia się w jego ramiona, w których każdy problem przestaje mieć znaczenie. Do słuchania jego bijącego serca, wygrywającego najładniejsze melodie… Czas biegnie strasznie wolno, gdy ja zmierzam do niego. Gdy jestem, gdzieś tam - w środku Warszawy, w wirze zajęć, ferworze zadań, kakofonii dźwięków, wśród problemów, piętrzących się nad głową. Gdy po raz kolejny wsiadam do autobusu, który zatrzymuje się na następnym przystanku, tym samym co wczoraj, przedwczoraj i jutro. Tłum obojętności otacza mnie z każdej strony. Przytłacza, denerwuje, porywa w objęcia marazmu i sprawia, że jeszcze bardziej chce uciec. Wrócić, zobaczyć, przytulić…
Wielkie budynki, miasto betonu, szara codzienność, która uderza każdego dnia i czasami potrafi przytłoczyć. Miejsce, które bez niego wydaje się smutne, pozbawione szczęścia, humoru. Miasto, w którym ludzie zatracają siebie, swoje pasje, poczucie, że nie są sami na świecie. Kolejne skrzyżowanie, hamulec, gaz, hamulec. Korek. I wspomnienie tego, do czego chcę wrócić: jego uśmiechu, ponieważ potrafi poprawić nawet najbardziej popsuty nastrój. Śmiechu, który rozśmiesza do łez; sposobów na to, żeby się ze mną podroczyć i uroczego spojrzenia, gdy do końca nie wie, czy nie przesadził.
Chciałabym wyjść na następnym przystanku, złapać pierwszy lepszy tramwaj do Centrum, a potem wrócić do domu. Do niego. Żeby móc wtulić się w jego szyje, pozwolić, żeby nosił mnie na rękach, krzyczeć, żeby puścił i bawić się tak, jakbym miała szesnaście lat. Żeby móc poczuć, że życie to nie tylko zmartwienia i że mam jego i jestem w najlepszym miejscu na świecie. Z osobą, która kocha, potrzebuje, opiekuje się i zrobi wszystko, aby było lepiej.
Wyjmuję telefon: piszę, że kocham. Że tęsknię. Że brakuje mi go teraz, tutaj obok. Że potrzebuję, aby przytulił i przekonał, że będzie dobrze, że jeszcze chwila stresu, pracy, a potem już będzie z górki. I że będę miała jego na wyciągniecie ręki i będę mogła usiąść na kolanach, objąć i zapomnieć o całym bożym świecie. Tęsknię. Chociaż widziałam go dwa dni temu i wiem, że zobaczę go niedługo. Tęsknię, bo kocham, bo mi zależy, bo jest najcudowniejszy na świecie i bez niego trudno wytrzymać w tym wielkim mieście. Gdziekolwiek, gdzie nie mam jego obok. Jest kochany, potrafi pocieszyć, poprawić humor, sprawić, że stres opuszcza chociaż na kilka chwil. Jest mój. A ja chciałabym wrócić.
Autobus dojeżdża do kolejnego przystanku. Wstaję, wysiadam, oto mój cel podróży. Taki daleki od tego, który naprawdę sobie obrałam. Jeszcze chwila, kilka dni. W końcu będzie obok. Cały mój, cały dla mnie. A ja będę dla niego.


 PHOTO: www.pexels.com


Coś strasznie dużo ostatnimi czasy haseł z Google, dzięki którym do mnie trafiacie. W ogóle sporo jest wyświetleń bloga, co mnie dziwi, bo – jak możecie zauważyć – trochę zniknęłam z blogosfery. Kajać się będę po sesji, a może dopiero po obronie? Sama nie wiem, ale póki co zatonęłam w książkach o celebrytach, blogach, manipulacji, a nawet o papieżu Franciszku… Nie mam czasu na pisanie postów, ale wyłuskałam dla Was najlepsze teksty, które wrzucaliście w wyszukiwarkę, żebyście tak całkowicie o mnie nie zapomnieli. Standardowo jest trochę okresu, ale spokojnie – jakoś to razem przetrwamy.
            Pisownia oryginalna, komentarze mojego autorstwa. Łapcie!

O CZYM WARTO PISAĆ NA BLOGU, ŻEBY SIĘ KLIKAŁO?

co się stanie gdy dojdę a moja dziewczyna nie i będzie mnie trzymała
            W najlepszym razie Ty będziesz zadowolony, w najgorszym - ona będzie musiała uprać pościel.

jakie słowa wyjdą z wyrazu bajkopisarz
            Bajko i pisarz?

kiedy kobieta ma okres o swoim mezcynie
            O moim mężczyźnie w czasie okresu i wtedy, gdy go nie mam, wyrażam się w samych superlatywach, bo nic nie poradzę na to, że jest świetnym człowiekiem. Nawet okres nie jest w stanie zburzyć mi tego obrazu.

nienawidzę sraczki
            Aha.

nie ma to jak kichnięcie podczas okresu dlaczego
            To trochę jak wodospad i ta woda, która płynie bardzo szybko i niekontrolowanie ze skalnego progu. Nijak nie można tego zatrzymać, zwolnić czy powstrzymać.

nie nie jestem zla tylko mega wkurwiona
Nawiązując do kawałka Junior Stress: znam ten stan…

okres dziewczyny nie maja ochoty z nikim rozmawiac
            Ja tam mam. A jeszcze jak ktoś słucha o tym, że brzuch mnie boli tak, że nie mogę wytrzymać, to znaczy, że jest świetnym słuchaczem i wielkim przyjacielem. To chyba racja co mówią – prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

dziewczyna wysyla buziaki innym mężczyzną
            No skoro ktoś nie ogarnia różnicy między „mężczyzną” a „mężczyznom”, to wcale się nie dziwię, że wysyła buziaki komuś innemu.

glupoty kobiet podczas okresu
            Że te wszystkie skutki uboczne okresu to głupoty, tak? Fajnie, zamień się na jeden tydzień to zobaczymy co będziesz gadał…

mojego chlopaka ciekawi okres
            Dobrze. Ja tam mojemu mówię co tylko chce wiedzieć, przede wszystkim jednak to, że potrzeba mi czekolady w te dni, ale jeszcze chyba nie połączył wątków i nie ogarnął, że fajnie byłoby, gdyby ją dostarczył. No zobaczymy, wszystko przed nami!

mam byc zla jak chlopak przytula inne dziewczyby?
            Ja bym była wkurwiona…

dlaczego dziewczyna nie chce gdy ma okres
Bo to obrzydliwe? Bo czuje się chujowo i nie ma ochoty pływać po Morzu Czerwonym nawet jeśli facet twierdzi, że jest dobrym marynarzem? Bo to po prostu nie najlepszy dzień na takie rzeczy? No sama nie wiem.

smsy po ktorych twoja kobieta nie bedzie mogla zasnac ,
Dzielą się na dwie zasadnicze grupy: takie, przez które będzie wkurzona i będzie sapała się na Ciebie pół nocy, bo doprowadziłeś ją do furii albo do płaczu oraz takie słodkie, urocze smsy, które sprawią, że będzie jej dobrze i jedyne o czym będzie myślała to fakt, że Ciebie nie ma obok i tęskni jak cholera.

co się stanie jak kobieta umrze podczas okresu
No umrze, a co ma się stać?

mój okres i mój chlopak opowiadnia
Ktoś naprawdę chce czytać takie opowiadania? Na jakim świecie ja żyję…

ruszanie tyłkiem gdy chlopak dotyka w niego
A polecam, ale ode mnie się tego nie nauczyliście, tak jakby coś.

wesołych świąt i tak ci nie mówią tego szczerze
Nikt mnie nie kocha :(

czemu laski majo okres
Daniel tłumaczy to zjawisko tym, że Ewa zgrzeszyła w Raju i teraz my wszystkie przez nią cierpimy, bo mamy jej grzech we krwi…

czy fajnie dotykac dziewczyne podczas okresu
Polemizowałabym, ale koniec końców nie mi to oceniać.

dlaczego facet nie opłaca nic dziewczynie
Samochodu może mi nie opłacać, ale jak mi kupi coś słodkiego od czasu do czasu, to na pewno zapulsuje. Jakby nic nie kupował to już trochę słabo.

kiedy dziewczyna mowi ze zle sie czuje

To znaczy, że źle się czuje. Amen.

A oto poprzednia dawka humoru:



Czego Wy szukacie w tym Internecie? Dlaczego wpisujecie takie frazy w wyszukiwarki? Chcecie mnie rozbawić? Bo czasami po prostu nie sposób się nie śmiać… Tyle humoru mi dostarczacie! Nie ma dnia, żebym nie sprawdzała nowych haseł, dzięki którym dotarliście do mojego bloga. To stały punkt mojego dnia, wierzcie mi – można sobie poprawić w ten sposób nastrój.
Dzisiaj daję Wam kilka kolejnych fraz, które przyprowadziły Was na mojego bloga. Niezmiennie króluje okres, ale co tam, i tak jest fajnie!  

KRÓTKO O TYM, JAK TRAFIACIE NA MOJEGO BLOGA, CZYLI NAJŚMIESZNIEJSZE HASŁA Z GOOGLE

dziewczyna mowi zebym sie nie kleil
            Z tej mąki chleba nie będzie, gwarantuję…

co sni siè chlopakom gdy dziewczyny maja miesiączkę
            Nie wiem, a co im się śni? Są tu jacyś faceci, którzy odpowiedzą mi na to pytanie? Ten mój jakoś nie chciał.

chłopak maca mnie po tyłku niby nie chcąc
            A niech maca. Od tego mam tyłek, żeby ktoś się nim zajął. No chyba że mam okres to wtedy lepiej do pewnych miejsc się nie zbliżać.

dlaczego dziewczyna placze z utraty chłopaka
            Bo oddała serce komuś, kto na to nie zasługiwał i zachodzi w głowę, jak mogła być taką idiotką i to zrobić?

gdy masz dziewczyne i ma okres
            Przyzwyczaj się, dziewczyny często mają okres. Faceci w sumie też…

on mi obcial wlosy
            Ale że jak to?

moja dziewczyna nie chce mnie widziec gdy ma okres
            No to nie wiem, widocznie dajesz dupy jak jesteś obok i nie potrafisz jej pomóc, gdy tego potrzebuje.

5 rzeczy o okresie
1. Wodospad między nogami. 2. Ból. 3. Wkurwienie. 4. Obżarstwo. 5. Huśtawka nastrojów.

narzeczony nie chce ze mna spac w czasie okresu
            To po co Ci taki narzeczony? Jak go brzydzą takie rzeczy, to raczej długo się z nim nie pociągnie. Co miesiąc będzie uciekał i zero z niego pożytku, a czasami to jednak by się taki przydał obok, żeby ukoić ból.

jak przytulić wkurwioną dziewczyne
            Całym sercem i z dobrą czekoladą w ręce. Ja bym wybaczyła. Chyba.

kiedy twoją dziewczyne drażni twój dotyk
            Przerąbane stary. Albo ona jest zimną suką, albo Ty robisz coś źle. Może zamiast szukać odpowiedzi na takie pytania w Google, porozmawiaj ze swoją dziewczyną? My nie gryziemy, naprawdę.

jak zajac się kobietka gdy ma okres
            Kochać, nie zważać na humorki, nie denerwować, rozpieszczać, raczyć słodkościami i przytulać tak często, jak się tylko da, o!

gówniak slang
            Mój chłopak nie mógł uwierzyć, że ktoś wrzucił takie hasło do wyszukiwarki. Widzisz Daniel, na coś jednak przydał się ten post o Twoich powiedzonkach, których używasz, a ja ich często nie rozumiem (ale i tak tęsknię jak ich długo nie słyszę!).

co musi wiedziec chlopak gdy dziewczyba ma okre
            Cały post napisałam o tym, czego nie powinien robić facet, gdy jego dziewczyna ma okres. Może powinnam dać jeszcze listę rzeczy, które koniecznie musi zrobić w TE dni?

piosenki dla liceum wakacyjne
            Musiałabym trochę cofnąć się w czasie, żeby przypomnieć sobie, czego słuchałam w liceum… Swoją drogą – strasznie wymagający Ci ludzie. Raz, że mają być dla liceum, a dwa, że takie, których mogą słuchać w wakacje. Nie wiem czy jakieś znam…

gdy żona ma okres memy
            Twoja żona to musi mieć zabawne życie, skoro takich rzeczy poszukujesz w Internecie. Dzielisz się z nią potem tymi memami?

co zrobić gdy dziewczyna ma f
            Co ma?!

co napisać dziewczynie gdy boli ją przez okres
            Mój zwykle pisze coś w stylu „krew Cię zalewa?”, „leci?”, „to kara za to, że jesteś kobietą”…

bedzie dobrze kochanie
            Musi być!

gdy leże obok faceta to mam ochote
        Normalna sprawa w sumie. Wszystko jest dla człowieka, oby tylko zachować umiar i będzie w porządku…


kobieta w lozku jej nogi
             Różni ludzie mają różne fetysze. Nie mi to oceniać...

PHOTO: Ryan McGuire


- To sobie wymyśliłaś temat, Magda. Znajdziesz blogerów, którzy dostali się do show-biznesu? Ja nie znam żadnego. Może jeszcze uda Ci się zmienić temat tej pracy, co? – i to byłoby na tyle, jeśli chodzi o wsparcie. Mówili tak znajomi, mówili członkowie rodziny, koledzy i chłopak. Ale czekaj, z początku wszyscy byli zachwyceni. Dopóki nie zapytałam: - Znasz jakiegoś blogera, którego ostatnio pokazywali w mediach?
Nie wymienili nawet jednego…

NIE MA MNIE – PISZĘ LICENCJAT!

Co oznacza, że nie mam czasu na nic i na nikogo. Taki stan rzeczy będzie utrzymał się dopóki nie wyklinam w Wordzie piętnastu stron pierwszego rozdziału. Trochę mi jeszcze zostało, ale wzięłam też na wstrzymanie. Wiem, że zdążę wysłać to w pierwszych terminach. I wiem, że to nie musi być najlepszy rozdział na świecie, bo nad tym będę miała czas pracować później. Teraz… Muszę się wyspać.
Za mną tydzień intensywnej pracy, dzięki której udało mi się stworzyć kawałek fajnego licencjatu, z którego już czuję dumę, chociaż wiem, że nikt poza moją promotorką (kochana <3) i recenzentem tego nie przeczyta. Nawet nikt ze znajomych nie chciał (więc po co to pisać?). A przecież stworzenie tego kosztowało mnie sporo nerwów, wysiłku i bólu paczadełek (oraz dupska).
 Mimo wszystko – warto było. Tyle pochwał i dobrego na temat swojego tekstu dawno nie dostałam. Nie licząc oczywiście bloga i ostatniego wpisu (Wy też jesteście kochani <3).  Jest dobrze.

Tylko dlaczego te wszystkie książki o blogach są wyłącznie w Narodowej?
Na to pytanie nie potrafię sobie odpowiedź, ale przykre jest to, że siedzę na uczelni, która ma szkolić przyszłych dziennikarzy, a o książkach dotyczących mediów społecznościowych i blogów mogę sobie tylko pomarzyć. Litości… Ja wiem, że to nie jest wiedza ściśle związana z dziennikarstwem, ale to kawałek świata Internetu i możliwość pracowania na własne nazwisko… Żeby nawet podstawowych książek nie było? Takich, które mogłabym przytargać w wielkiej torbie do domu i spokojnie sobie je czytać?
Problem polega na tym, że nie ma takich książek ani w bibliotece uczelnianej, ani w żadnej innej, z której mogłabym je wypożyczyć (a przynajmniej o żadnej nie wiem). No i tak siedzę sobie w Bibliotece Narodowej, próbuję cokolwiek ogarnąć, ale jak można pisać, gdy obok ktoś kicha, kaszle, szeleści kartkami albo sapie mi za plecami? Ja wolę zagrzebać się wiedzą w swoich czterech ścianach i trzasnąć jakąś „kurwą” w przypływie rozpaczy…

I jak można zmieścić tyle informacji o blogach w jednym rozdziale?
            Z początku te piętnaście stron wydawało mi się końcem świata. W życiu tyle nie stworzę – tak sobie mówiłam. A potem zaczęłam pisać. I nagle okazało się, że dwa z czterech punktów rozwinęłam na siedem stron, a przede mną te najważniejsze i najdłuższe...
Limity są okropne. Jednak limit górny, maksymalny, końcowy jest moim gwoździem do trumny. Stresuję mnie jeszcze bardziej niż ten cały plagiat, który ciągle kołacze mi w głowie.

No właśnie – plagiat
            Mam nadzieję, że kiedyś się przekonacie, jak ciężko pisze się ze świadomością, że cała Wasza praca będzie przerzucona przez specjalny program, który wykryje (oby nie…), że bezprawnie skorzystaliście z wiedzy innych osób… I chociaż robi się te przypisy, cytuje i w ogóle nie ma się do czego przyczepić, to ja jednak mam wrażenie, że to za mało. Głupieję, wiem. Ale jak nie głupieć skoro plagiatem straszyli od pierwszego roku? Ciężko śpi się w nocy, możecie mi wierzyć. A przecież nie grzeszyłam i nie przywłaszczyłam sobie niczyich słów!

A o czym ja w ogóle piszę?
            - A o czym mogłabym pisać? – odpowiadałam każdemu, kto zapytał mnie o temat. O blogach. Przecież na niczym innym nie znam się tak dobrze. Przecież nic nie dawałoby mi tyle radości, co możliwość tworzenia licencjatu, a przy okazji uczenia się rzeczy, których o blogach jeszcze nie wiem. Tyle ciekawych książek przeczytałam w ostatnim czasie, że nic, tylko tę wiedzę przekładać na praktykę i stawać się jeszcze lepszym blogerem. Chyba Wam napiszę o najlepszych książkach, do których koniecznie – jako blogerzy – musicie zajrzeć. Fajne są!
            Tworzę pracę dotyczącą tych wszystkich blogerów, którym chociaż w minimalny sposób udało się wyjść poza blogosferę. Mam nadzieję, że będzie tak, jak chciałam, bo na nowo jaram się tym tematem. Pytanie tylko, jak długo? Kiedy mnie to zmęczy? Nie wiem. Ale wiem, że muszę przeprosić i chłopaka, i znajomych, i Was za to, że mnie teraz w ogóle nie ma. Cierpliwości jednak. W tym nadchodzącym tygodniu prawdopodobnie skończę pisać pierwszy rozdział i znowu będę Was męczyła sobą i swoimi postami. Bo tak.