Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogerskie pitu-pitu. Pokaż wszystkie posty



Klaudia jest wielką fanką kosmetyków. Warunki są tylko dwa – muszą być naturalne albo koreańskie! Przyznaje się bez bicia, że świadomość i dbałość o naturalne składy nie szła od razu w parze z wyborami, których dokonywała przy sklepowej półce. Wszystko wymagało czasu. Klaudia interesuje się również kulturą japońską i bardzo często odwołuje się do niej na swoim blogu. Dzisiaj z autorką Sakurakotoo porozmawiam jednak o serialach. Te uwielbia oglądać i ona, i ja. Na ich temat można wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że są stratą czasu. Spróbujemy to udowodnić w tej rozmowie! Przy okazji polecimy też seriale, które warto obejrzeć i damy znać, co myślimy o Netflixie.

BLOGERSKIE PITU-PITU: SERIALE, KTÓRE UCZĄ I SKŁANIAJĄ DO GŁĘBSZYCH ROZWAŻAŃ

Magda: Moje zimowe wieczory to mój chłopak i ulubione seriale. Chyba w te mroźne dni nie byłabym w stanie wykrzesać z siebie więcej. Teraz jednak jest więcej słońca, czas spędza się na zewnątrz i nie ma tylu godzin, które można by było na seriale poświęcić. Nie narzekam jednak. Idealna pora na nie to zima.

Klaudia: U mnie było podobnie, tylko bez osoby towarzyszącej obok. Kiedy wracałam z uczelni, to najczęściej byłam tak wymęczona intelektualnie, że nie miałam ochoty na bardziej angażujące czynności. Jeśli zaś chodzi o osoby towarzyszące, to wolę oglądać seriale sama. Z drugą osobą więcej trzeba rozmawiać, a przez to często umykają ważne fakty. W dodatku nie można pokusić się o głębszą analizę i wyciąganie wniosków, które złożą się na całościowy przekaz. Dla mnie to jest najważniejsze, ponieważ strasznie lubię uczyć się czegoś nowego. Dlatego więc, jeśli serial, to oglądany w pojedynkę.

Magda: O widzisz, to dla mnie seriale są świetnym sposobem na wspólnie spędzony czas z moim chłopakiem. Produkcje tego typu towarzyszą nam w codziennym życiu i są jego niemalże tłem. Nie jest bowiem tak, że siedzimy i wgapiamy się w ekran telewizora. Ja sobie przy okazji piszę, mój pogra, a w końcu oboje pokonujemy kilometry na orbitreku. I pewnie, można powiedzieć, że oglądamy bardzo dużo, ale to nie jest tylko i wyłącznie oglądanie. Robimy przy okazji wiele innych rzeczy.

Klaudia: To ja mam trochę inaczej, ale najpierw jednak muszę zapytać, jakie seriale lubisz najbardziej? Ja staram się nie ograniczać do jednego gatunku. Przyznam jednak szczerze, że są takie, które oglądam częściej i chętniej. W młodzieńczych latach uwielbiałam wszelkiego rodzaju paranormalne romanse jak Pamiętniki Wampirów czy H2O. Chociaż nie ukrywam, wtedy więcej czytałam, a i oglądanie seriali było ograniczone.

Magda: To ja nigdy nie miałam jakiegoś serialowego faworyta. Kiedyś uwielbiałam latynoskie telenowele. Po dziś dzień bardzo miło wspominam Zbuntowanych, ale to już temat na zupełnie odrębny post. Teraz zwykle sięgam po amerykańskie produkcie o różnej tematyce. Nie tylko miłej i przyjemnej, ale nawet trudnej, politycznej. Wszystko zależy od tego, czy mnie serial urzeknie. Jeśli tak, to nawet duża liczba sezonów nie powstrzyma mnie przed oglądaniem.

Klaudia: Jak wspomniałaś o polityce, to skojarzył mi się ostatni sezon American Horror Story Kult, gdzie pojawiły się postacie Donalda Trumpa i Hillary Clinton. Ten serial też bardzo lubię i jak tylko ukazał się w sieci, to obejrzałam wszystkie odcinki. Byłam pod wrażeniem (ale nie politycznej otoczki, bo ja i polityka nie za bardzo się lubimy), ale owego kultu. To było niczym fakty o manipulacji w sektach z książki Hassana, którą akurat przerabiałam na zajęciach.

Magda: Powiem szczerze, że nie słyszałam o tym, ale to bardzo ciekawy temat. W ogóle same wybory są niezwykle intrygujące i dziwię się ludziom, że wytrzymują całą tę presję. Dobrze to pokazywał serial House of Cards.  À propos, jest to naprawdę fajna produkcja ze świetnymi bohaterami i intrygującą akcją.

Klaudia: Niezwykłe jest to, jak ludzie zgadzają się na utratę własnej tożsamości, a zyskanie nowej – nadanej przez guru. Niestety – problem sekt jest wciąż aktualny i chociaż nie mówi się o tym zbyt wiele, to ich wpływ na jednostkę jest skrajnie destrukcyjny. Seriale tego typu są więc potrzebne, aby uzmysłowić ludziom istnienie i skalę jakiegoś problemu.

Magda: Dokładnie tak. Często słyszę, że seriale to strata czasu, że w sumie po co je oglądać. No ale jednak one też niesamowicie uczą. Wystarczy tylko dobrze wsłuchać się w to, co fabuła ma pokazać. To nie podręcznik, w którym wszystko jest podane na tacy. W serialach trzeba czytać między wierszami. Dlatego tak bardzo lubię Breaking Bad. Tam świetnie przedstawiono historię człowieka, który jest gotowy na wszystko, bo nie ma już nic do stracenia. Albo Dom z papieru. Tam znowu widać, że każdy plan, nawet ten misternie przemyślany, może się zawalić za sprawą jednego – wydawać by się mogło – nieistotnego detalu.

Klaudia: Zgadzam się z tym. I dlatego tak bardzo spodobała mi się serial anime z dalekiego wschodu – Legend of Galctic Heroes. Jest to japońska produkcja, która jest pełna przemocy, przez co nie nadaje się dla dzieci. Ja sama wahałam się zanim po nią sięgnęłam. Jest to jednak klasyka space opera, więc stwierdziłam, że muszę spróbować. Tematem przewodnim okazała się walka między demokracją a monarchią. Jestem pewna, że Ciebie też w szkole uczono, że tylko demokracja jest słuszną drogą i nadaje przywileje. Ta seria pokazuje jednak, że świat nie jest czarno-biały. Wszystko w nim ma swoje wady i zalety, nawet rodzaj sprawowanej władzy.

Magda: Wiele się można nauczyć dzięki serialom! Ja akurat nie jestem fanką anime, nigdy nie mogłam zrozumieć fascynacji tymi s. Widzę jednak, że można wiele z nich wyciągnąć i nawet zmienić swój światopogląd. Zresztą, jest tak z każdą produkcją. Wiele nas uczą i na bardzo długi czas pozostają w pamięci. Masz takie seriale, które wywarły na Tobie duże wrażenie i nie możesz o nich zapomnieć?

Klaudia: Jeśli o mnie chodzi, to nie znalazłam zbyt wiele perełek w zachodnich serialach. Nie mówię jednak, że nie można znaleźć dobrych produkcji. Weźmy na przykład Z Archiwum X. To klasyka lat 90’, która zachwyca. Poza tym jest też Dr House i jego ironiczne poczucie humoru. Gra o Tron to z kolei wulkan spisków, które przewyższają liczbę bohaterów. The Walking Dead pokazuje, jak przetrwać w post apokaliptycznym świecie, w którym każdy może w jednej chwili stać się twoim oprawcą. 13 powodów to znowu historia problemów, z którymi mierzą się nastolatkowie z całego świata. Black Mirror ukazuje futurystyczną przyszłość – jej blaski i cienie. Wiele jest zatem seriali, które w jakiś sposób poruszają. Chociaż mnie głównie fascynują te wschodnie.

Magda: To ja ci napiszę, że wymieniłaś sporo seriali, które sama znam. Nie każdy jednak lubię. Widzę też dlaczego oglądasz telewizję sama. Często bowiem niektóre problemy mogą umykać uwadze. W każdym razie, ja jak już wcześniej wspomniałam, młodzieżowe lata przeżywałam z uczniami Elite Way School ze Zbuntowanych. Przez wiele lat to był mój ulubiony serial i nawet dzisiaj miło go wspominam. Chociaż niektóre wątki są strasznie oklepane i wydają się głupie po tylu latach, to jednak serial ten pokazał, że warto walczyć o marzenia. Wiele dobrego dał mi również Orange is the New Black, który przybliżył codzienną walkę amerykańskich klas społecznych. Pokazał też, jak wiele jest problemów, które muszą rozwiązywać kobiety.   

Klaudia:  Słyszałam o ostatnim serialu. Bardzo wiele osób wysoko go ocenia i jest na mojej liście do obejrzenia. Mogę też polecić, nie koniecznie Tobie, skoro nie lubisz anime, ale czytelnikom wschodnie produkcje. U mnie przygoda z nimi zaczęła się od Sailor Moon, które oglądałam w dzieciństwie, jednak wtedy zbyt wiele nie rozumiałam. To była po prostu ładna bajka. Gdy oglądałam to w późniejszych latach o wiele łatwiej było mi zrozumieć fabułę i przesłanie. Nie tylko walkę dobra ze złem, ale też motywy, jakimi kierują się pozytywne i negatywne postacie.  Jest również Shinsekai Yori, która wywarła na mnie tak duże wrażenie, że długo musiałam dochodzić do siebie. Autor wydaje się mieć ogromną wiedzę z zakresu psychologii, socjologii czy biologii. I pięknie pokazuje to w swojej opowieści. Seria ta sprawiła, że miałam w głowie mnóstwo pytań, na które wciąż próbowałam znaleźć odpowiedzi. To tylko dwie pozycje, ale możesz mi wierzyć, wśród anime jest naprawdę sporo świetnych produkcji. Nie sposób przytoczyć tutaj wszystkich.

Magda: Myślę, że to nie jest gatunek dla wszystkich. Ja się nie mogę z nim polubić. Chociaż tematyka wydaje się ciekawa, a Twoje dobre słowa powinny zachęcać do oglądania, to jednak wciąż mnie do tego nie ciągnie. Zdecydowanie lepiej odnajduję się w tych serialach, które wymieniłaś wcześniej. Świetne jest jednak to, że mimo wszystko potrafisz mnie naprawdę zaciekawić tymi historiami, o których opowiadają japońskie produkcje. Z pewnością nigdy nie zobaczę tego na ekranie, ale dobrze jest usłyszeć tyle fajnych rzeczy o serialach. Widać dzięki temu, że to nie tylko rozrywka, ale źródło wiedzy i przeżyć. Emocji, które tak bardzo lubię we wszelkiego rodzaju opowieściach.

Klaudia: Rozumiem i zdaję sobie sprawę z tego, że wielu może nawet nie zerknąć na serie tego typu. Każdy ma jednak inne upodobania i preferencje. To jest super! W dodatku mamy teraz tyle możliwości, że możemy wybierać to, co chcemy. Już nic nas nie ogranicza.

Magda: No może tylko słabe łącze internetowe! Wtedy to można dostać zapaści albo wkurzyć się tak, że potem będzie ciężko się uspokoić. Seriali jest jednak tak dużo, że można spokojnie przetrwać mroźne wieczory albo umilić sobie deszczowe, letnie dni. Denerwować może tylko to, że niektóre z nich mają tylko jeden sezon i trzeba czekać z niecierpliwością na kolejne odcinki. A nie oszukujmy się – ja nie jestem osobą cierpliwą.

Klaudia: Tak! Mnie też strasznie denerwuje czekanie na kolejne fragmenty serii. Dlatego najczęściej oglądam produkcje, które są już zakończone.

Magda: To mi się coraz rzadziej zdarza na takie trafiać. Najgorzej jest z Netflixem, bo jednak tam często dostępny jest tylko jeden sezon. Pal licho, jeśli będzie nijaki. Znacznie częściej jednak okazuje się strzałem w dziesiątkę. Jak w takiej sytuacji oczekiwać na kolejne odcinki? Mam tak teraz z The 100. Ostatni sezon oglądaliśmy jesienią, teraz znowu odcinki pojawiają się co tydzień... Jak ja tego nie znoszę!

Klaudia: Mnie w Netflixie najbardziej denerwowały początki, kiedy to wszędzie się go reklamowało. Blogi czy YouTube były tym przepełnione. Do tego nie słyszało się złego słowa, a to zawsze jest podejrzane. Po czasie jednak mogę stwierdzić, że Netflix zasługuje na tak dobrą opinię. A przy okazji, słyszałaś o Czarnym lusterku? Kilku youtuberów nagrało swoje produkcje, które miały być w klimacie oryginalnego hitu. Powiem szczerze, że efekt końcowy był bardzo ciekawy.

Magda: Słyszałam! Widziałam, że Krzysztof Gonciarz w parze z Kasią brali w tym udział. Oglądałam jednak tylko początek, do tej pory nie miałam jakoś czasu na resztę. Nie wiem jednak na ile jest to produkcja podobna do oryginału, bo jakoś za nim nie przepadam. Nie mogę też nie pogratulować uczestnikom tego, że wzięli udział w takim projekcie! Super!

Klaudia: Oj to polecam obejrzeć całość. Ja śledzę ich poczynania na YouTube od lat i przyznam szczerze, że są niesamowici. Atmosfera jaką stworzyli w tym mini odcinku jest bardzo intymna. W niektórych momentach było mi nawet niezręcznie na nich patrzeć. Czułam się jakbym podglądała ich prywatne życie. Czułam coś takiego pierwszy raz i naprawdę podziwiam ich za to, co zrobili.

Magda: W takim razie będę musiała koniecznie do tego zajrzeć i zapoznać się z całością. Znając tę dwójkę można się spodziewać czegoś innego od wszystkiego, co się do tej pory widziało. Ale wracając do seriali – nie denerwuje Cię, gdy ukazuje się nowy sezon i jest on o wiele gorszy od poprzedniego? Wtedy nie ma niedosytu, za to lekka złość. Tak było u mnie w przypadku W garniturach.

Klaudia: Jest cała masa seriali, które w pewnym momencie są robione na siłę. Dobrym przykładem są nowe sezony Z Archiwum X. Kiedy usłyszałam, że produkcja ma być wznowiona, z tymi samymi aktorami, to mega się ucieszyłam. Ostatecznie – byłam zawiedziona. Widać, że zrobiono to dla kasy, a całość nie umywa się do poprzednich części. Z drugiej strony jednak, miło znowu zobaczyć Foxa i Scully.

Magda: No to chyba na tej samej zasadzie tworzono ostatnie sezony The Walking Dead. Tragedia i straszna nuda. Widać, że autorom brakowało pomysłu na to, co zrobić. Zresztą podobna sytuacja była ze Skazanym na śmierć. Pierwszy i drugi sezon to prawdziwy hit, a każdy kolejny, chociaż z ciekawymi wątkami, nie miał tego czegoś, co by zachwyciło.

Klaudia: Mam podobne zdanie o TWD. Ostatni sezon bardzo mnie zawiódł. Skazanego obejrzałam tylko dwa sezony, potem dałam sobie spokój. Mimo wszystko uważam, że seriale są świetne. Od oglądającego zależy, co z niego wyniesie. Dla przykładu Przyjaciele, to nie tylko fantastyczna komediowa produkcja, ale również serial, który pomoże nauczyć się angielskiego. W prosty sposób można połączyć przyjemne rzeczy z pożytecznymi. Wystarczy tylko chcieć. Poza tym seriale poszerzają horyzonty i dają naukę poprzez opieranie się na doświadczeniu innych. Mimo że fabuły są często zmyślone, to można z nich wyciągnąć wiele informacji, które zaczerpnięte są prosto z życia. Dzięki trmu można je wykorzystywać w swoim własnym życiu.

Magda: Dokładnie tak! Nie ma co mówić, że seriale to zło konieczne i ogląda się je dla samego oglądania. Ja dzięki nim bardzo fajnie osłuchałam się z hiszpańskim, co pomaga mi w pracy. W dodatku poznałam wiele ciekawostek o świecie i o tym, jak żyją inni ludzie. To dobra wiedza, która może się przydać. Z resztą, czasami jakaś scena na tyle zapadnie w pamięć, że można ją wykorzystać i dzięki niej stworzyć unikalny post na bloga. Warto więc z tego korzystać.

Klaudia: Z całą pewnością! Korzystać i uczyć się. Choćby o innych kulturach, zachowaniach czy przekonaniach. To też świetna sprawa. W mojej opinii przenikanie się kultur, które obecnie można zauważyć, jest w dużej mierze zasługą środków kultury masowej. Seriale to niezaprzeczalnie jedna z takich form. Mimo że należą do przemysłu rozrywkowego i nie mogą dać tyle, ile materiały dokumentalne, to i tak przeładowane są wiedzą. Wystarczy po nią tylko sięgnąć.

Magda: W dodatku teraz są na wyciągnięcie ręki. Mają świetną, przystępną formę i można je oglądać w każdym miejscu na świecie. Często wystarczy tylko internet. Dla mnie to wielka zaleta Netflixa i wielu innych serwisów tego typu.

Klaudia: Oczywiście. Oglądanie w internecie ma swoje wady i zalety. Warto spróbować i zobaczyć, czy znajdzie się coś dla nas. Ja nie za bardzo lubię seriale zachodnie, przepadam za to za japońskim anime. Uważam jednak, że wszędzie znajdzie się coś, co wniesie jakieś wartościowe rzeczy do naszego życia. To od nas samych zależy, czy skorzystamy z danej nam możliwości czy nie. Rozpatrywanie wielu różnych sytuacji i analizowanie ich niewątpliwie poszerzą nasze horyzonty i pomogą dostrzec rzeczy, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy. Warto zatem sięgnąć po seriale, skoro mamy taką możliwość.

Magda: Ale nie sięgać dla samego sięgania, bo to często za mało. Warto korzystać z nauk, które są przekładane nawet w typowo rozrywkowych produkcjach. Ja oglądam seriale i często robię w tym czasie inne rzeczy, ale mimo wszystko staram się coś z tych historii wyciągnąć. Choćby pojedynczą rzecz, która sprawi, że będę chciała oglądać dalej. 



Ile lat jesteś w blogosferze? Co możesz o niej powiedzieć? Jakie obserwacje poczyniłeś i czy w jakiś sposób wpłynęły one na to, co aktualnie tworzysz? Miałeś poczucie, że to już nie dla Ciebie, a mimo wszystko wróciłeś do pisania bloga? Masz swoje ulubione tematy czy blogi, na które nigdy nie zaglądasz? My mamy. A w blogosferze jesteśmy, czasami z dłuższymi przerwami, od dobrych kilku lat. Widziałyśmy sporo i na własnych blogach trochę nam się pozmieniało. Ale ciągle gnamy do przodu. Chociaż miło było wrócić wspomnieniami do naszych początków tutaj – w tym internetowym miejscu dla każdego, kto lubi tworzyć.
            Dzisiaj z Klaudią z Klaudia Lisowska blog porozmawiam o blogosferze. O tych jej pięknych aspektach, przeszłości i tym, co daje nam teraz. Powiemy też, co nas najbardziej inspiruje i gdzie szukamy pomysłów na wpisy.

BLOGERSKIE PITU-PITU: JAK TO JEST BYĆ BLOGEREM OD KILKU LAT I GDZIE SZUKAĆ INSPIRACJI?

Klaudia: Zaczęłam blogować 9 lat temu. Pisałam opowiadania. W sumie, wtedy prawie każdy blog nastolatki był taki jak mój. Od tamtej pory sporo się zmieniło, jednak wciąż lubię pisać. Chyba mam to we krwi, bo nawet o jakiejś pierdołce mogę napisać referat.

Magda: To ja mam dokładnie tak samo! Też zaczynałam od pisania opowiadań i też pamiętam, że wszystkie blogi, na które udało mi się wejść, były właśnie w tym stylu. Zresztą, jak byłam w gimnazjum to tylko takie blogi mnie interesowały. Potem blog mi trochę umarł, pisać mi się nie chciało, przestało to mieć sens i na kilka lat odeszłam z blogosfery. Jednak coś mnie zawsze do niej ciągnęło. Gdy wróciłam, byłam po 1 roku dziennikarstwa i mój blog stał się zupełnie innym miejscem. I już nie publikowałam wyłącznie opowiadań.

Klaudia: Myślę, że większość osób, która bloguje od dobrych kilku lat, zaczynała właśnie od opowiadań. Jednak tak jak mówisz, z czasem zaczęto pisać o innych tematach. Pojawił się bardzo popularny lifestyle. Mój blog, tak jak i Twój, uległ zmianie. O tym, czy na lepsze bądź gorsze powinni zdecydować stali czytelnicy. Wierzę jednak w to, że blog jest dobry wtedy, gdy jego autor wkłada serce w to, co na nim robi.

Magda: Ja uwielbiałam te fanowskie opowiadania czy ogólnie – wymyślane przez autorów historie. Są czasami ciekawsze od wątków w książkach dostępnych w Empiku. Ale jednak – ile można? Ja stwierdziłam, że pora wziąć się za coś innego poza wymyślaniem historii. Chciałam podzielić się również swoim życiem. A opowiadania? Tworzę je nadal, rzadko, ale za to o miłości. To bowiem najlepsze uczucie pod słońcem. A ja uwielbiam w opowiadaniach przekazywać emocje. Jest to klucz do sukcesu i oczarowania czytelnika.

Klaudia: Zgadzam się, bez emocji każdy tekst byłby nudny. Jednak to nie taka prosta sprawa, włożyć w napisane słowa emocje. Niejednokrotnie spotykałam się z profesjonalnie napisanym tekstem, który usypiał mnie swoją monotonnością i doskonałością. Nie mam na myśli wyłącznie opowiadań, ale książki, prasę czy artykuły w internecie. Dlatego twierdzę i zawsze to powtarzam, że to blogi zawierają w sobie najwięcej emocji. Te krótkie teksty, te zwyczajne tematy, te błędy ortograficzne - czy taki tekst nie jest bardziej prawdziwy? Czy nie zawiera więcej uczuć niż ten w gazecie? Co o tym myślisz? Czy amatorskie blogowe referaty mogłyby dorównać profesjonalnym tekstom?

Magda: Myślę, że niektóre blogi już dorównują albo przebijają te artykuły z gazet. Są w internecie miejsca, które są źródłem rzetelnych informacji, zdobytych na podstawie wiedzy własnej lub dzięki badaniom, nad którymi spędzał czas ich autor. Niektóre z tych artykułów były nawet podstawą wiedzy branżowej, dzięki której napisałam swój licencjat. Ale czy takie blogowanie mogłoby zastąpić dziennikarstwo? Zobaczymy. Najgorsze byłoby jednak przemieszanie się tych dwóch sposobów pisania.

Klaudia: Wiesz, nie każdy tekst to informacja. Ja wiadomości czerpię z rzetelnych źródeł. Tam jest wiele inspiracji. Poza tym sądzę, że tekst zawsze znajdzie swojego amatora. Nawet taki, który nie ma prawdziwych w 100% informacji. Takie wpisy warto jednak traktować z przymrużeniem oka.

Magda: Przede wszystkim na blogi trzeba patrzeć jak na subiektywną wizję autora. To on kreuje świat i opisuje go z uznaniem tych faktów, z którymi się zgadza. I ja to w blogach bardzo lubię. Zawsze można przeczytać coś ciekawego, wartościowego, chociaż nie zawsze trzeba się ze wszystkim zgadzać. I to jest w tym najlepsze, bo sprawia, że sami musimy drążyć temat i sprawdzać. Przez to nie można jednak w pełni ufać niektórym autorom. Pokazują oni bowiem tylko część prawdy, tę która im bardziej pasuje. Oczywiście nie wszyscy, mówię o tych, którzy bardziej blogują niż tworzą teksty dziennikarskie. Zresztą nie każdy musi mieć takie zapędy, żeby tworzyć coś, co będzie jak artykuł w gazecie. Nie od tego są blogi.
Są jednak na pewno tematy, które w blogosferze interesują Cię najbardziej.
 
Klaudia: Oczywiście. Każdy miłośnik blogów ma swoje ulubione tematy, wybrane gatunki. Najchętniej odwiedzam blogi z fanowskimi opowiadaniami, z recenzjami filmowymi, z przepisami i te o modzie. Można jednak znaleźć wiele blogów, które nie przypisują sobie konkretnej kategorii. Takie też bardzo lubię. A Ty?  

Magda: Ja zdecydowanie najbardziej lubię w tej chwili lifestyle. Sama zresztą na ten właśnie temat piszę. Fanfiki lubiłam kiedyś, teraz praktycznie nie zdarza mi się ich czytać. Chyba już nie ten wiek i nie te zainteresowania. Lubię za to poczytać o serialach czy fajnych książkach. Na modzie się nie znam totalnie, ale podglądanie stylizacji to ciekawe zajęcie. Niektóre dziewczyny robią kawał naprawdę dobrej roboty i aż chciałoby się ubierać tak, jak one.
A co z blogami, które Cię jakoś zraziły? Są takie, na które w ogóle nie wchodzisz?

Klaudia: Wiesz co? Nie. Nawet jeżeli tematyka danego bloga nie bardzo mnie interesuje, to i tak na takim blogu się pojawiam. Przykład: jeżeli ktoś skomentuje mojego bloga, to ja honorowo komentuję jego, o czym by nie pisał. Po tylu latach blogowania, ciągle wyznaję tę zasadę i po prostu się przyzwyczaiłam do czytania wszystkiego jak leci. Od deski do deski. Dzięki temu dużo uczę się o innych ludziach. No i poznałam wiele nieznanych mi wcześniej tematów, ciekawostek i tak dalej. Ty masz taką czarną listę blogów?

Magda: U mnie kiedyś wyglądało to podobnie jak u Ciebie. Też wyznaję zasadę, że warto odwiedzać w blogosferze innych. Szczególnie tych, którzy u nas byli. Są jednak blogi, które kompletnie mi nie odpowiadają tematyką. Do nich należą np. blogi motoryzacyjne. W zgodzie ze swoim sumieniem wolę tam nie bywać, bo i tak nie mam co pisać na ten temat. Coraz rzadziej czytam też opowiadania. Za dużo jest tego wszystkiego. Za dużo blogów, które mogłabym czytać, a za mało czasu. Dlatego też staram się odwiedzać innych, ale jeśli wiem, że coś mi nie odpowiada, to wolę nie robić tego na siłę. Z szacunku do pracy innego blogera.

Klaudia: Gdy wspomniałaś o motoryzacji, to przypomniało mi się, że nie lubię blogów politycznych. To jedyna tematyka, w której się totalnie nie odnajduję. A tak z drugiej strony, to strasznie uwielbiam haule z chińskich sklepów. Nie wiem dlaczego. W ogóle haule lumpeksowe, bo jestem bardzo oszczędną osobą. Fotografia również jest bliska mojemu sercu. A jakie tematy Ty lubisz najbardziej?

Magda: Polityka i religia! To też niezbyt lubiane przeze mnie tematy, uciekam od nich, jeśli mogę. Co do czytania, to lubię czytać o tym, o czym sama piszę, czyli o życiu. Uwielbiam wszelkiego rodzaju posty w rodzaju „5 sposobów na", „10 dowodów na to, że" itd. Uwielbiam też podsumowania, chociaż te kosmetyczne mnie przerażają. Ja często w kwartał nie wykorzystam tyle, co inni w miesiąc. Czy to robi ze mnie mniej zadbaną kobietę, haha? Przede wszystkim lubię, gdy ktoś mnie w swoich wpisach zaskakuje. Za to nie cierpię rutyny! A czasami nawet zmiana koncepcji postów wystarczy by blog był całkowicie unikatowy!

Klaudia: Jeżeli chodzi o kosmetyki, to mam bardzo podobną sytuację. Czasem patrzę na tych ulubieńców miesiąca, na te denka i zastanawiam się, jak można zużywać tyle kosmetyków? Robię co mogę, a i tak te produkty mi się nie kończą. Albo jestem podświadomie oszczędna i nie nakładam np. kremu tyle ile powinnam (chodź to bardzo głupia teoria) albo te dziewczyny co pięć minut balsamują całe ciało (to też bez sensu). Może wyciskają te kremy do zlewu? Nie wiem…

Magda: Ja też tego nie rozumiem, ale wiem, że nie jestem osobą, która codziennie dba o dokładną pielęgnację ciała. Wystarczy, że włosy muszę myć codziennie, to mi czasami wystarczy. Może więc kluczem jest tutaj regularność? W każdym razie, są tematy, które bardziej lubię, a są takie, na które zerknę i szybko o nich zapominam. Albo się denerwuje, bo na 5 blogu z rzędu widzę to samo. Doprowadza mnie to do szału i nigdy nie wiem, co mam takim osobom napisać.

Klaudia: To, że odwiedzam kilka blogów i na piątym z kolei widzę to samo jest śmieszne. A nawet śmieszno-smutne, bo to jest tak bardzo prawdziwe... Nie wiem, może czasem blogerom brakuje pomysłów na posty, dlatego chwytają te popularne. Chociaż nie potrafię zrozumieć, jak można nie wiedzieć o czym pisać. Od dziewięciu lat nie miałam takiego problemu. Jak widzę na jakichś forach albo grupach pytanie: „nie wiem, co mam napisać na blogu, pomożecie?" to mnie aż boli. Mam ochotę zapytać, czy ten blog jest jakiś zbiorowy. Rozumiem szukanie inspiracji, ale czy takie zachowanie nie jest pisaniem bloga na siłę? Albo dla korzyści materialnych. Wiadomo jakich.  

Magda: Też mam trochę takie gorzkie odczucia. Sama czasami nie mam pomysłu na post albo nie potrafię ułożyć go w głowie. Starać się jednak w takich momentach zrobić sobie przerwę i poszukać czegoś, co chwyci. Mnie, a potem czytelników. Nie lubię robić czegoś, co robią inni. Stąd w sumie też pomysł na ten cykl. I dlatego też strasznie podziwiam ludzi, którzy tworzą unikatowe treści. I pięknie piszą w języku polskim! Dla mnie Ci, którzy tworzą piękne słowa po polsku są niesamowitą inspiracją. Czasami sprawiają, że aż chce mi się wziąć Worda w obroty i po prostu tworzyć.

Klaudia: Dla mnie wielką inspiracją są filmy. Gdy obejrzę wyjątkowo dobry film, to robi mi się cieplej w klatce piersiowej i od razu mam ochotę pisać. Nagle przypływa do mnie fala potężnej weny twórczej.

Magda: To ja czasami słuchając muzyki łapię jakąś myśl, która potem przeradza się we wpis. Zwykle jednak najwięcej dają mi inni. Ludzie to świetna kopalnia tematów i trzeba się tylko na nie otworzyć. Chociaż, jak to mówił jeden z moich wykładowców na dziennikarstwie - tematy są wszędzie. Trzeba tylko umieć ich szukać.

Klaudia: Z muzyką mam bardzo podobnie, zwłaszcza wtedy, gdy są to soundtracki z gier. Wpływają na mnie bardzo twórczo. Tematy są wszędzie - tak jak napisałaś. Czasami nawet nie trzeba bardzo wytężać wzroku, aby je znaleźć. Trzeba być tylko otwartym na możliwości, które daje świat.  

Magda: A widzisz podobieństwa między tą ówczesną blogosferą, a tą, w której zaczynałaś 9 lat temu? Według mnie wszystko strasznie szybko poszło do przodu. Teraz większą uwagę poświęca się temu, jak wygląda strona. Sporo blogów powstaje też po to, aby zarabiać. Ciężko mi przypomnieć sobie kogoś, kto w przeszłości myślałby o czymś takim.

Klaudia: Mam podobne odczucia. Nie mogę jakoś znaleźć podobieństw między tą blogosferą, a tą starą, z przeszłości. Kiedyś blogi były o czymś. Teraz już nie koniecznie. Nie było współprac, promocji, darmowego testowania czy korzyści materialnych. Blogi były amatorskie, często nieestetyczne (słynny blog Emo Martynki). Miały jednak w sobie to coś.

Magda: Dokładnie tak. To był swoistego rodzaju klimat. I nikt nigdy nie wiedział, na co dokładnie trafi. Teraz mimo że tematyka jest rozległa, to czasami ciężko z kreatywnością.

Klaudia: Tak jest! Dlatego cieszę się, że zaczęłam pisać wtedy. Poznałam taką piękną blogosferę. Niestety ona już nie wróci. W ogóle bardzo się cieszę, że zdecydowałam się pisać. Bez względu na to, jak ta blogosfera się zmienia. To wciąż moja pasja.

Magda: No dobra, ale masz kilka lat za sobą w blogosferze. Jest coś, co powiedziałabyś młodszym stażem koleżankom i kolegom?

Klaudia: Tak - by być otwartym na propozycje innych. Czytajcie dużo, dowiadujcie się wiele, a na pewno na podstawie informacji, które znajdziecie w internecie, stworzycie interesujące posty. Nie kopiujcie - twórzcie. Sprawcie by tekst i zdjęcia były wyjątkowe. Nie stawiajcie na ilość, tylko na jakość. Bądźcie różnorodni i podejmujcie się różnych tematów. Sprawdzajcie, w czym czujecie się najlepiej. Dzięki temu nigdy nie zabraknie Wam pomysłów.

Magda: Ja od siebie mogę tylko dodać, żeby być odważnym. Nie kryć się po kątach z tym, co się tworzy. Publikować tylko takie teksty, z których - jako autorzy - będziecie dumni. I cieszyć się tym, co robicie w internecie. W gruncie rzeczy, to nie jest łatwa robota, więc nie dajcie sobie tego wmówić. Dużo trzeba czytać, sporo pisać i często być w sieci. Ale jeśli to lubicie, to jak najbardziej warto zaryzykować. I tworzyć. Jak najwięcej.


PHOTOS: pexels.com


Na imię jej Anita i uwielbia podróże. Lubi też czytać i coraz więcej czasu poświęca gatunkom, których do tej pory nie znała. Na swój sposób jest pedantką, strasznie ceni sobie porządek i dobrą  organizacje swojego czasu. Wciąż jednak cierpi na brak motywacji, w czym rozumiemy się całkowicie, haha. Jak sama mówi: „nie spędzam wieków na Facebooku, za to nadrabiam na Snapchacie”. I dlatego dzisiaj porozmawiam sobie z autorką My place to relax. Chillout! o tym, czy bloger powinien korzystać z mediów społecznościowych. Powiemy też trochę o naszym sposobie na pisanie i swoich ulubionych twórcach internetowych.  

BLOGERSKIE PITU-PITU: CZY BLOGER POTRZEBUJE DO SZCZĘŚCIA FACEBOOKA, INSTAGRAMA BĄDŹ YOUTUBE’A?

Magda: Błagam, powiedz mi, że też zdarza Ci się przesiedzieć pół dnia na tych wszystkich Facebookach, Instagramach i innych mediach. Niech nie będę w tym wszystkim odosobniona.

Anita: Na pewno nie jesteś sama. Może nie spędzam czasu na mediach społecznościowych codziennie, ale jak mam wolne od pracy, to lubię tego typu odskocznię. I choć czasem kompletnie się nic nie dzieje, to ja i tak potrafię oglądać jedno i to samo.

Magda: Ja zdecydowanie prym wiodę w pracy. Moja robota nie jest zbyt porywająca, szczególnie teraz, poza sezonem, więc naprawdę dużo czasu spędzam przeglądając media społecznościowe. I blogi. I ogólnie internet.

Anita: Wszystko to kwestia pracy i obowiązków w niej. Im więcej obowiązków, tym mniej czasu na siedzenie w telefonie. Ja na przykład w pracy jestem od niego odcięta, ewentualnie zerkam do niego w czasie przerw. Ale nie ma czasu na Facebooka czy Instagrama. Nawet po pracy ciężko jest mi się za to zabrać. 

Magda: Też tak kiedyś miałam i zdecydowanie jest to opcja bardziej zdrowsza dla oczu. Ale dobra, każdy korzysta ile chce i gdzie może. Zasadnicze pytanie tutaj brzmi: czy bloger powinien mieć swoje miejsce w social media?

Anita: Oczywiście, że powinien. Nie oszukujmy się, dzisiaj jeżeli ktoś nie żyje w social mediach, ten nie żyje w ogóle. Przede wszystkim nasze media społecznościowe to nasz wizerunek, dodatek do bloga, a jednocześnie dobry sposób na skontaktowanie się z autorem. Chociaż nie wiem, jak z tą częstotliwością pojawiania się na takich stronach. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że staram się być wtedy, kiedy mam czas, a jeśli nic nie dodaję to i tak jestem aktywna u innych osób. Na pewno nie możemy przesiąknąć internetem, bo poza nim jest życie prywatne, czas dla siebie czy swoje obowiązki.

Magda: Pewnie, że tak. Chociaż jak sama wspomniałaś - ciężko w dzisiejszych czasach obyć się bez takich rzeczy. A gdy prowadzi się własnego bloga czy jakieś oficjalne konto na kanale, to wypadałoby być też na innych. Warto być tam, gdzie są ludzie, którzy mogą nas szukać. Dla mnie to nie tylko czas spędzony w necie, ale to też szukanie sposobu na rozwój. Moje pasje nieodzownie związane są z internetem, więc trochę posiedzieć w nim muszę, żeby wiedzieć, co w trawie piszczy.

Anita: Rzecz jasna, że rozwój osobisty to podstawa w prowadzeniu bloga, kanału czy nawet zwykłego konta na Instagramie. Ale nie ukrywajmy, że przebywanie z innymi ludźmi to też nauka, chociażby wyrozumiałości czy cierpliwości.

Magda: Trzeba być na bieżąco nie tylko żeby komunikować, ale też żeby wiedzieć, co interesuje innych, czyli np. tych, którzy nas czytają. Trzeba wiedzieć, jak dotrzeć do większego grona odbiorców, publikować lepsze treści. To szukanie możliwości i uczenie się choćby tego, jak robić dobre zdjęcia. Nie tylko bycie w necie dla rozrywki, ale też nauka. Chociaż bycie w realu to jeszcze ważniejsza sprawa.

Anita: Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie wszystkiego w necie jest pod dostatek. Jak nie ta strona to inna. Grunt to właśnie zauważać takie aspekty jak rozwój, nauka. A i praktyka czyni mistrza.

Magda: A gdzie tej nauki najlepiej szukać? Jakie strony, blogi, książki? Jakie miejsce w sieci będzie idealne dla blogera, który chce się podszkolić? Ja najlepiej uczę się poprzez praktykę właśnie. Dlatego lubię podglądać, jak radzą sobie inni i dzięki temu, szukać swojego miejsca w sieci.


Anita: Wyjęłaś mi to z ust. Nauka poprzez patrzenie, obserwowanie, czytanie tego, co ktoś tworzy jest chyba tą najbardziej pożądaną nauką. Każdy od czegoś zaczynał, więc fajnie widzieć coś, co się rozwija i na tej podstawie się uczyć. Mimo wszystko nauka we własnej praktyce też jest ważna! A z samego patrzenia nie zawsze osiągniemy to, czego byśmy chcieli. Musimy tworzyć i uczyć się na błędach.

Magda: I siedzieć w tym internecie! Poza blogiem prowadzisz jakieś konta w mediach?

Anita: Oczywiście, że tak. Jak wspomniałam już wcześniej bloger bez kont w social mediach nie istnieje, a przynajmniej na mniejszym poziomie. Mam Instagrama i Facebooka. Oprócz kont związanych z blogiem, mam też prywatne.

Magda: Czyli nie łączysz prywaty z blogowaniem? Ja tak robię na Instagramie. Wrzucam tam wszystko, co moje. Tymczasem Facebook to coś zupełnie innego. Tam zdecydowanie oddzielam prywatne życie od tego hmm zawodowego. Jakoś sobie nie wyobrażam jakby to było je połączyć.

Anita: Ja mam podobnie i choć rzadko wrzucam coś nowego (typu zdjęcia czy jakiekolwiek posty), to ciężko byłoby mi to połączyć. Oczywiście nie ukrywam też, że mam swoje prywatne konta, bo nie widzę takiej potrzeby, aby je łączyć z blogiem. Chcę, aby profile typowo blogowe zawierały treści z związane z blogiem, w razie gdybym wrzuciła coś innego nie trzeba byłoby szukać we wszystkich dodanych postach.

Magda: Ja nawet nie chce tego próbować. Cenię sobie prywatność. Nie można z tym wszystkim przesadzać i próbować na siłę to łączyć. Poza tym nie chce spamować moim znajomym na tablicy. Jeśli chcą, to mogą polubić fanpage i tam szukać informacji ,choćby o nowych postach czy śmiesznych historiach, które mi się zdarzyły. Nie widzę powodu, żeby to zmieniać.

Anita: No to możesz wiedzieć, że nie jesteś sama. Mam takie samo podejście do kwestii oddzielnych kont w social mediach. I tak, jak wspomniałaś - jeżeli ktoś zechce sprawdzić, co słychać na prywatnym Facebooku lub na tym blogowym, to zawsze może tam wejść. A jeśli jeszcze chodzi o Facebooka, to u mnie na razie ciężko z systematycznością. Zajmuję się blogiem i Instagramem, a Facebook prawie umiera, a to przecież tutaj jest najlepszy kontakt z ludźmi. Można wymieniać się komentarzami, zdjęciami czy filmami. Masz jakieś sprawdzone sposoby na to, żeby pokazać ludziom swoją stronę na Facebooku?

Magda: Ja właśnie mam ten sam problem co Ty. Mam jakiś szablonowy pomysł na tego Facebooka, jakiś tam kiełkujący w głowie plan na to, jak powinien wyglądać, ale ciągle brakuje mi czasu na to, żeby plany zmienić na działanie. No i systematyczność też u mnie siada. Zgadzam się z tym, że to najlepsze miejsce do komunikacji i dzielenia się czymś z innymi, ale też wymaga to pracy i czasu. Dlatego na razie nie mam jakiejś recepty na to, jak działać. Częściej jestem na Instagramie, ale tam po prostu wrzucam zdjęcia.

Anita: Ale przecież Facebook też umożliwia wstawianie zdjęć ze smartphone. Ja zwykle wstawiam zdjęcie i w jednym, i w drugim miejscu. Czasami na Facebooku udostępniam zdjęcia z podpisem, że pochodzi z mojego Instagrama.
Magda: Ja nie chce, żeby na obu tych kontach pojawiały się takie same treści. Jedno medium od drugiego trochę się różni i chce to oddzielać. Pewnie, że wrzucam zdjęcia na Facebooka, w końcu od tego też jest. Staram się jednak nie wrzucać tam wszystkiego, co mam na Instagramie. A teraz powiedz mi – można jakoś połączyć Instagrama ze swoim blogiem?  Ja na to nie mogę znaleźć sposobu.

Anita: Nigdy nie zdarzyło mi się wstawić zdjęcia na Instagramie, które dotyczyłoby posta. Jeśli już pojawia się taka informacja, to zamieszczam ją pod postem. Tak jak u ciebie, raczej konto w tym serwisie odbiega tematyką od bloga. Ba! Uważam, że to nie jest dobry sposób na reklamowanie swojego bloga. To zamknięty świat, w którym ludzie po prostu przeglądają zdjęcia.

Magda: Ja zwykle na Instagramie omijam opisy, więc nawet jak ktoś tam wstawia linki, to raczej nie klikam. Dla mnie Instagram to oddzielne życie, na którym raczej ciężko o reklamę bloga. Facebook nadaje się do tego idealnie. Ale, ale! Jest jeszcze YouTube. Kiedyś prześmiewczo w jednej z rozmów w tym cyklu twierdziłam, że przenoszę się na YT. Jednak zdecydowanie to nie miejsce dla mnie.

Anita: Ja kiedyś to rozważałam, ale na YouTube trzeba mieć dobry pomysł i mnóstwo czasu. Logiczne bowiem jest, że wrzucanie filmu raz w miesiącu mija się z celem.

Magda: Ja jestem strasznie niefotogeniczna. Źle wyglądam na zdjęciach, a co dopiero mówić o filmach. Nie czułabym się dobrze przed kamerą. To nie jest świat dla mnie. Więcej bym się martwiła, niż tym bawiła. Poza tym – znacznie bardziej wolę pisać. Mam jednak swoje ulubione kanały, które uwielbiam oglądać. I to musi mi wystarczyć.

Anita: No właśnie! Wszystko tutaj zależy od nas, nikt nie będzie wbrew sobie tworzył kanału na YouTube, bo do niczego dobrego to nie będzie prowadziło. Albo założy go i zaraz zrezygnuję. Bez sensu. A co do tych ulubionych kanałów to polecisz mi jakiś? Albo jakiś fajny blog? Ja przeglądam YouTube, ale nie mam swoich stałych youtuberów, do których wracam.

Magda: Tak samo jest ze Snapem. Jeśli ktoś tego nie czuję, to za nic w świecie sobie nie poradzi. Dla mnie to tylko aplikacja, która umożliwia mi wysyłanie zdjęć do moich znajomych, a ludzie zarabiają na tym tysiące złotych…. A coś fajnego do oglądania? Mogę polecić rozrywkowy kanał IISuperwomanII. Jest po angielsku, ale świetnie się ogląda tę dziewczynę. Z naszego kraju to koniecznie Busem Przez Świat. Zakochałam się w ich vlogach z podróży! Zresztą ich blog też jest świetny. Podróżnikom pewnie nie muszę polecać, ale wszystkim innym jak najbardziej. Warto zajrzeć. Do tego Krzysztof Gonciarz ze swoimi vlogami. Też jest świetny!

Anita: Podróżne… często chciałabym znaleźć się na miejscu tych podróżujących ludzi, ale jeśli nie mam takiej możliwości, to przynajmniej nacieszę swoje oczy ich szczęściem i widokami. Fajnie, że są ludzie, którzy pokazują zakątki świata. Dzięki temu i ja wiem co warto odwiedzać. A masz takie kanały, które oglądałaś, ale sparzyłaś się co do prowadzących? Jeżeli zaczynasz przeglądać YT zatracasz się z nim? Bo ja mam tak, że jak mnie coś wkręci, znajdę nowy kanał, to siedzę i przeglądam starsze filmiki i tracę na to nawet cały dzień.

Magda: O podróżach było już w tym cyklu, mam nadzieję, że odwiedzę miejsca, które sobie zaplanowałam. A co do tych kanałów, którymi mogłabym się sparzyć, to nie mam takich. Po prostu jest tego tyle, że jak coś mi się nie podoba, to idę dalej. I też potrafię przesiedzieć godzinami przy tych filmikach. Wróćmy jednak do blogów – polecisz mi jakieś ciekawe?

Anita: Jeżeli chodzi o mnie, to chętnie poleciłabym Ci całą moją listę czytelniczą. Nie potrafię wybrać najlepszego. Każdy blog ma w sobie coś takiego, co zachęca mnie do tego, aby do niego wrócić. Kiedyś chciałam zrobić cykl blogów, które polecam. Myślę, że to fajna inicjatywa, bo można znaleźć blogi, których się nie znało. Ty prowadzisz ten cykl i również można wpaść na kogoś, kogo się nie czytało, a warto. Jak na przykład na bloga Marty, którego nie znałam.

Magda: Oj Martę to ja też uwielbiam. Świetne ma te posty, do tego bije od nich taki spokój, którego czasami bardzo potrzeba. Ogólnie polecam strasznie dziewczyny, które w tym moim cyklu się pojawiły. To fajne, mądre i przemiłe kobiety. Do tego polecam coś spoza tego blogspotowego światka: Wyrwane z kontekstu, Stay Fly, Moja Dziewczyna czyta blogi czy Andrzeja Tucholskiego. To bardzo długa lista i mógłby z tego powstać oddzielny post.  

Anita: To byłby fajny wpis i z pewnością bym go przeczytała. Dzięki Tobie i tak już mnóstwo fajnych osób poznałam, więc chętnie zobaczę, co jeszcze możesz polecić.

Magda: W takim razie postaram się stworzyć coś takiego. Zawsze to może kogoś zainteresować i może znajdzie coś fajnego dla siebie. Blogów jest tyle, że mnóstwo rzeczy można o nich tworzyć. Z Instagramem miałabym problem. Jakoś nie mogę polecić nic konkretnego, bo nie przywiązuję wagi do tego, kto co publikuje.

Anita: Możesz mi zdradzić, ile czasu poświęciłaś na bloga? Z tego co pamiętam, to chyba był Ci potrzebny na studiach, ale już wtedy myślałaś, że będziesz kontynuować pisanie na nim. Ile czasu poświęcasz, aby go rozwijać?

Magda: Mój blog powstał dobre kilka lat temu i nie miał nic wspólnego ze studiami. Na drugim roku robiłam jednak ten cykl „Blogerskie pitu-pitu” na zaliczenie zajęć i tam mnie znalazłaś. Bloga prowadziłam dalej i kontynuować chciałam ten cykl właśnie. Były wzloty i upadki, przerwy od pisania, czas potrzebny na licencjat, ale ogólnie jakoś się trzymam. Do tego zmieniłam całkowicie tematykę, bo kiedyś były tu same opowiadania, w końcu jednak stwierdziłam, że trzeba inaczej. Jednym z pierwszych tekstów na tym odnowionym blogu był ten o okresie, któremu wbiło właśnie 15 tysięcy wyświetleń, co jest szokiem, ale cieszy strasznie. I to motywuje do pracy nad nim. Ile czasu spędzam w blogosferze? Dużo, nie tylko u siebie na blogu, ale też na innych. Ale wciąż łapię się na myśli, że to jednak za mało.

Anita: Nie ukrywajmy, Twoje teksty są genialne, zawsze chętnie się je czyta i wraca do nich niejednokrotnie (a na swoim przykładzie wiem, że tak jest). Co do tego wpisu o okresie? Skąd ten pomysł? I skąd pomysł na te cykle, tematy? Dużo czasu zajmuje Ci pisanie wpisu razem z poprawkami?

Magda: Jejku, zawstydzasz mnie bardzo! Ale strasznie miło mi się to czyta. Naprawdę fajnie jest wiedzieć, że ktoś docenia moją – jakby nie było – pracę. Staram się jak mogę, żeby było dobrze. Jeśli chodzi o pomysły na tematy do postów i te z rozmów, to przychodzą one same. Czasami tylko strasznie długo trzeba je chwytać, żeby coś ogarnąć z tych szalejących myśli. Cykl powstał dlatego, że miałam fazę na wywiady, ale nie chciałam, żeby ten blog był jak gazeta. Pomyślałam sobie, że jest tu tyle ludzi, którzy mają wiele do powiedzenia, że warto z nimi po prostu porozmawiać. I tak to się zaczęło. Post o okresie tymczasem powstał podczas jednej z miesiączek, kiedy chciałam się wyżalić światu. Miało być prześmiewczo, a jest 15 tysięcy, masakra! Ale koniec o mnie, powiedz mi, jak to jest z Twoim blogiem. Ostatnio rzadko Cię widzę, a też lubię strasznie Cię czytać.

Anita: Ze względu na przeprowadzkę, zmianę otoczenia i pracy…  muszę złapać ten rytm, z którym jak widać do tej pory walczę. No ale poza pracą i blogiem mam też wiele spraw do załatwienia, trochę zwiedzam miejsca mi nieznane, więc blog trochę odchodzi na dalszy plan. U Ciebie widać rezultaty pisania, jak choćby ten post. Z talentem widać trzeba się urodzić!

Magda: Nie wiem, czy tutaj chodzi o talent. Chyba jak we wszystkim potrzeba tutaj samozaparcia i samodyscypliny. Pisanie na bloga to ciążka harówka. Tak samo jak prowadzenie kont w mediach społecznościowych. Wiem, że gdyby nie lenistwo, to lepiej bym sobie poradziła i miała czas choćby na fanpage’a. I myślę, że to taka złota zasada, której powinno się trzymać – nie ważne, gdzie się próbuje swoich sił i po jakich social media się człowiek porusza. Najważniejsze jest to, żeby robić to z pasji, robić to, co się lubi. I wszystko stanie się o wiele łatwiejsze. 

PHOTOS: pexels.com


Uwielbia podróżować i strasznie lubi fotografię. Od 4 miesięcy jest dumną żoną, a od niemal 5 lat mieszka w Szkocji. Przyszłość wiąże z rolą przedszkolanki, a w teraźniejszości stawia na drobne rzeczy, z których może się cieszyć. I dostrzegać w nich piękno. Jest przemiłą osobą, która w życiu postawiła na jedną kartę. Wyjechała razem z mamą i bratem do Szkocji i tam próbowała odnaleźć swój kawałek świata. I właśnie o tym będzie dzisiejsza rozmowa z Klarą z bloga Niezwykle piękne. O tym ciężkich decyzjach, największych problemach i o tym, co dobrego znalazła w Wielkiej Brytanii.

BLOGERSKIE PITU-PITU: O TRUDNYCH DECYZJACH, KTÓRE TRZEBA PODJĄĆ W ŻYCIU

Magda: Tak sobie czasami myślę, że chyba rozsądnie byłoby wziąć nogi za pas i jak najszybciej wyjechać z tego kraju. Nie czuję się jednak w stanie zostawić wszystkiego tutaj, w Polsce. Rodzinę, znajomych, moje ulubione miejsca. Z drugiej jednak strony są takie rzeczy, które mnie totalnie doprowadzają do szału. Jak choćby kodeks drogowy czy polska mentalność.

Klara: Przeprowadzka do innego kraju jest nie lada wyzwaniem, to prawda. W głowie plusy i minusy, za i przeciw. Nie łatwo podjąć decyzje. Zawsze się ryzykuje, tym bardziej, jak się nie zna kraju. U mnie z wyjazdem było troszkę łatwiej, dlatego że skończyłam liceum i nie wiedziałam, co dokładnie chciałabym robić w życiu, na jakie studia pójść. Co prawda miałam dużo pomysłów, ale nie miałam tej pewności, że to na pewno to. Wyjazd za granice zaproponował mój wujek, który był już w Szkocji ponad 7 lat. Z racji tego, że mieszkaliśmy w małym mieście w województwie mazowieckim, to nie było zbyt wiele perspektyw. Tym łatwiej było nam podjąć decyzję o zmianie.

Magda: Czyli tak naprawdę pomogła rodzina? Ja nie mam takich kontaktów. Szczerze? Chyba bym się bała rzucić tak wszystko i wyjechać. Co innego pojeździć, pozwiedzać, a co innego spakować walizkę i wyjechać na stałe. No dla mnie to trochę przerażające doświadczenie, chociaż jakby mój chłopak chciał, to pewnie bym się zgodziła. Tak sama w inny świat? Trochę ciężko.

Klara: Nam wujek wynajął mieszkanie dosłownie 4 domki od niego, więc czuliśmy się bezpiecznie. Wiadomo, że na początku było łatwiej się zaadoptować w nowym środowisku. Tym bardziej, że wyjechałam z mamą i bratem - jakby nie patrzeć z całą najbliższą rodziną. Ciężko jednak było zostawić przyjaciół i zacząć poznawać inne osoby, tym bardziej, że jestem introwertykiem.

Magda: A język? To była bariera czy jednak dało się to obejść? A może jednak trzeba najpierw dobrze nauczyć się języka, żeby mieć jakieś zaplecze? Ja sobie nie wyobrażam swoich rodziców wyjeżdżających do innego miasta, a co dopiero do państwa. To by było coś zupełnie niespodziewanego. I nie sądzę, żeby dali sobie radę przede wszystkim właśnie przez tę barierę językową.

Klara: Oj tak, język był trudny. Co prawda rozumiałam, co ktoś do mnie mówi, ale nie mogłam mu odpowiedzieć. Bałam się, że zrobię jakiś błąd albo użyję innego czasu niż trzeba. Za to mój brat został rzucony na głęboka wodę. Jak przylecieliśmy do Szkocji, to miał 14 lat, więc poszedł tutaj do szkoły. Ja z moją mamą dostałam się do collage’u na ESOL. Jest to szkoła z angielskim dla obcokrajowców. Oczywiście byłyśmy w innych klasach, bo ja angielskiego się uczyłam. Jak możesz się jednak domyślać, moja mama nie. Miała lekcje z niemieckiego, dlatego angielski był dla niej nowością.  

Magda: I to było najgorsze? Ja mam podobną barierę, jeśli chodzi o mówienie. Pracuję w sklepie, w którym przewija się mnóstwo turystów i bardzo często potrzeba języka angielskiego. I o ile rozumiem co do mnie mówią, tak nie jestem w stanie sama z siebie czegoś powiedzieć. Nawet nauka na studiach nic nie pomogła, a tam jednak więcej mówiło się po angielsku.

Klara: Oj ja myślę, że właśnie najtrudniejsze było pierwsze pół roku, kiedy to wdrażałyśmy się w ten angielski. W szkole raczej niewiele się mówiło w tym języku, a tam? Trzeba było przywyknąć do tego, że trzeba mówić po angielsku, słuchać różnych akcentów, pisać. Do tego dochodziło poznawanie miasta i całej tej szkockiej kultury. To dużo pracy.

Magda: Dla mnie taka nauka chyba byłaby najlepsza. Nie ma nic gorszego niż uczenie się gramatyki w szkole, bo jednak niewiele ludzi przywiązuje do niej wagę, a człowiek się przez nią bardzo stresuje. Bo nie ten czas, bo nie tak się mówi. A najprostsze rozwiązanie to chyba po prostu… mówić. Jak z tym poradził sobie Twój brat?

Klara: Na początku było mu ciężko, ale w tej szkole było sporo Polaków i mieli taki system dosyć ciekawy. Przez kilka pierwszych miesięcy, nowy uczeń dostawał tzw. opiekuna, czyli osobę, która mówiła w jego ojczystym języku (oczywiście jeśli taka była) i ta osoba oprowadzała po szkole, siedziała w klasie i pomagała jak ktoś nie rozumiał.  Do tego ciągle miał kontakt z tym językiem, w szkole spędzał ok. 7 godzin, poznawał nowe osoby. Wiedział, że musi się nauczyć języka, żeby sobie dobrze radzić. Myślę, że wielkim ułatwieniem dla niego było to, że lubił filmy i oglądał je po angielsku.

Magda: Chyba właśnie najważniejsze jest to, żeby samemu dojść do wniosku, że dany język nam się przyda. Ja też angielskiego uczyłam się dzięki filmom. Dużą rolę odegrały też piosenki, które sobie tłumaczyłam na polski. I to nie dlatego, że ktoś mi kazał, a dlatego, że chciałam. Po prostu lubię ten język.

Klara: Masz rację, takie podejście jest najlepsze. Ja zamierzam w ten sposób uczyć się hiszpańskiego. Stopniowo, krok po kroku. Jestem wielką fanką Alvaro Soler, nawet w tamtym roku przyleciałam specjalnie do Polski, żeby pójść na jego koncert. To mnie bardzo motywuje, żeby nauczyć się dobrze języka.

Magda: Hiszpański i dla mnie był zawsze takim językiem, którym chciałam posługiwać się na co dzień. I chociaż moje zamiłowanie do telenowel minęło z biegiem lat, tak zostało to przekonanie, że jest to przyjemny język, który warto znać. Jeśli nie ze względów zawodowych, to ot tak – dla siebie. A jak myślisz, jakie są jeszcze powody, dla których ludzie wyjeżdżają z kraju?

Klara: To prawda z tym Hiszpańskim. To wspaniały język i brzmi tak melodycznie. Ma w sobie „to coś”. A jeśli chodzi o te wyjazdy, to myślę, że taką główną przyczyną jest po prostu praca. Nie zawsze jest możliwość znaleźć w kraju pracę w zawodzie, w dodatku taką, która byłaby dobrze płatna. Wiadomo też, że życie kosztuje, a wszystko wokół drożeje. Poza tym ludzie wyjeżdżają też na studia, bądź za swoją miłością. Znam wiele par, gdzie najpierw mąż wyjeżdżał za pracą, a jakiś czas po nim przyjeżdżała jego żona.

Magda: Studia? Chyba niewiele osób decyduje się na studiowanie poza krajem. No chyba, że tak im zasmakował ten słynny Erasmus. Ja zdecydowanie jeśli miałabym kiedykolwiek wyjeżdżać, to za lepszym życiem. Ale już z osobą, którą kocham i którą chciałabym mieć przy sobie.

Klara: Ja znam kilku Hiszpanów, którzy tu przyjechali, żeby nauczyć się angielskiego, bo przydaje im się w pracy. A co do tych wspólnych wyjazdów, to zgadzam się z Tobą. Nie wyobrażam sobie takiej rozłąki, życia bez mojego męża. Tym bardziej na tak długi czas. Do tej pory najdłuższą przerwę jaką mieliśmy, to było 3 dni i myśleliśmy, że umrzemy z tęsknoty.

Magda: Dlatego jeśli bym coś takiego planowała, to tylko we dwójkę. Nie wiem, jak ludzie mogą wyjeżdżać za pracą, zostawiając w domu rodzinę. Ja bym na głowie stanęła, żeby wziąć ich ze sobą albo darowałabym sobie takie życie. Ciężko by było wtedy bardzo. Chociaż wiadomo – są rzeczy, których się nie ominie i jeśli nie byłoby innego wyboru, to trzeba by było jakoś przetrwać. Oby ciągle mieć tę osobę w sercu i wiedzieć, że ma się do czego wracać.

Klara: Ja nie mogę zrozumieć osób, które godzą się na takie życie. Wolałabym zostać w Polsce i być z ukochanym niż odliczać kolejne dni do spotkania i tęsknić. Zawsze łatwiej jest, gdy ma się te drugą osobę obok, a nie gdzieś daleko.

Magda: Dokładnie! Dla mnie to byłaby katorga. Ale jak już mowa o wyjeżdżaniu, to dlaczego Szkocja? Ludzie chyba częściej emigrują do Niemiec czy Anglii.

Klara: Myślę, że mój wujek chciał być oryginalny, haha. Nie no, oczywiście żartuję. Nie wiem dlaczego wybrał akurat Szkocję, nigdy go o to nie pytałam. Przypuszczam jednak, że zanim wyjechał z Polski, to właśnie w Szkocji znalazł pracę i potem tak mu się spodobało, że został na stałe. Teraz z roku na rok jest tam więcej Polaków, więc łatwiej się żyje. W końcu wśród swoich.

Magda: Przyznam, że to dosyć niecodzienne miejsce na takie przeprowadzki. Mi by nawet do głowy mogło nie przyszło takie miejsce. Pewnie strzelałabym bardziej w Anglie, Irlandie. Słyszałam też, że wielu Polaków żyje w Islandii. Tam jednak nie miałabym chyba odwagi pojechać. Nie wytrzymałabym, gdyby przez pół roku było ciemno.

Klara: To prawda, Anglia jest bardziej popularna - szczególnie Londyn, gdzie nawet są już utworzone polskie dzielnice. Też słyszałam, że Irlandia jest popularna - szczególnie Dublin. Ja chciałabym kiedyś zamieszkać w Hiszpanii, to moje największe marzenie.

Magda: No i te wspomniane już wcześniej Niemcy. Mam tam koleżankę, która wyjechała zaraz po liceum. Powiedz mi jeszcze, co jest takiego w Szkocji? Są rzeczy całkowicie inne, niż te w Polsce? Coś Cię szczególnie zdziwiło?

Klara: Ja długo nie mogłam przywyknąć do tego, że w Szkocji są dwa krany – jeden na ciepłą, a drugi na zimną wodę. To było naprawdę irytujące, bo woda np. do kąpieli była zawsze albo za zimna, albo za gorąca. Teraz już mi to nie robi różnicy, nauczyłam się z tym żyć. Na pewno jest też problem z jedzeniem. Jest tutaj strasznie dużo fast foodu. Gotowe posiłki kupić można nawet w sklepach na specjalnych działach. To samo dzieje się w szkole – dzieciaki jedzą taką przetworzoną żywność. Nawet dziwnie się patrzyli, gdy brałam do pracy coś, co sama zrobiłam. To największy minus, przez który w dodatku można nieźle przytyć. Przez 2 lata przybrałam 10 dodatkowych kilogramów.

Magda: 10 kilo to i mi mogło przybyć, a wcale nie pojechałam do Szkocji, haha. U mnie winą jest zła dieta składająca się głównie ze słodkich rzeczy. A co do fast food, to sprawiają one, że jeszcze bardziej nie chce się jeść zdrowo. Ludzie mają wymówki, a przemawia za nich często lenistwo. Niestety, ale to chyba się szybko nie zmieni.

Klara: Dokładnie. Ale najgorsze jest to, że takie jedzenie serwują w szkołach. Mój brat na obiad mógł wybierać między hamburgerem, makaronem z serem, rybą z frytkami… Ja w Polsce miałam zupę, jakieś drugie danie i wszystko było gotowane po domowemu, a nie odgrzewane z puszki. Przez to wszystko w dzieciakach wyrabiają się złe nawyki, których ciężko będzie im się pozbyć.

Magda: Matko, to trochę nie do pomyślenia, żeby szkoła serwowała takie rzeczy. Ja też kojarzę ze szkoły zupy. Nie były jakieś super smaczne, ale chociaż człowiek od nich nie tył jak głupi. Ale chyba są też jakieś pozytywy mieszkania w Szkocji? Bo powiem Ci szczerze, że to jedzenie mnie przeraziło.

Klara: Oj tak! Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ludzie się ciągle uśmiechają. Nawet potrafią witać się z nieznajomymi w parku. To bardzo miłe i na początku było to dla mnie coś zupełnie innego. W Polsce nie spotkałam się z takim zachowaniem.

Magda: A ja tak! Miałam taki okres, że sobie biegałam po warszawskim Lesie Bielańskim. I tam ludzie są naprawdę bardzo pozytywnie nastawieni. Gdy pierwszy raz zobaczyłam, jak ktoś macha do mnie ręką na powitanie, to myślałam, że się pomylił. Ale nie, to taki zwyczaj, który szybko wszedł mi w krew.

Klara: To bardzo ciekawe! Nawet nie wiedziałam, że panują tam takie zwyczaje. Ale jak mówiłam – to bardzo miłe. Tym bardziej podczas biegania. Takie wsparcie ze strony innych biegających, to coś, czego się nie da z niczym porównać.

Magda: Dokładnie, sama byłam w szoku, ale też bardzo fajnie się człowiek wtedy czuja. I lepiej się biega. W każdym razie – cieszę się, że powodzi Ci się w Szkocji. Że znalazłaś swoje miejsce na ziemi, męża, w którym masz wsparcie. To jest najważniejsze!

Klara: Wiesz, ciężko było podjąć decyzje o tym wyjeździ. To w końcu nowy kraj, nowe otoczenie, nowi znajomi. Ale życie jest nieprzewidywalne. Teraz cieszę się, że mogłam przeprowadzić się do Szkocji. W sierpniu minie 5 lat odkąd tutaj jestem. Poznałam przez ten czas wielu ciekawych ludzi, a co najważniejsze – męża. Bez niego nie wyobrażam sobie życia. Wiadomo, że tęsknie. Za krajem, przyjaciółmi, rodziną. Ale na szczęście Wielka Brytania to nie koniec świata. Można wziąć sobie wolne i pojechać do Polski na urlop. Wszystkiego nie można mieć w życiu, ale naprawdę jestem zadowolona z tego, że tę trudną decyzję podjęłam i znajduję się teraz w Szkocji.

Magda: Nie pozostaje mi w takim razie nic innego, jak życzyć Ci wielu wspaniałych chwil tam. I tych gór i morza, do których w Szkocji jest tak blisko. Wiem, że nie musisz spędzać całego dnia w samochodzie, żeby znaleźć się w jednym z tych miejsc. Ba! Możesz być w obu tego samego dnia. Coś wspaniałego i tego zazdroszczę Ci chyba najbardziej. Dziękuję Ci za tę rozmowę!

Klara: To była przyjemność. Bardzo fajnie mi się z Tobą pisało. Życzę Ci radości z prowadzenia takich rozmów również z innymi blogerami.


PHOTO: Wszystkie zdjęcia są własnością Klary, zabrania się kopiowania.