Blogerskie pitu-pitu: Jak i gdzie Amerykanie robią zakupy?

18:44 Magda 56 Comments


Jest jedynaczką i strasznie lubi Harry'ego Potter'a. Od dziecka marzyła o tym, żeby dostać list z Hogwartu. Uwielbia "Twój Styl", ma polskie i amerykańskie prawo jazdy, a do tego klnie jak szewc, czym bardzo przypomina mnie samą. Od 7 lat jest w związku, a od 3 mieszka w Ameryce. Jak każda kobieta lubi też wydawać pieniądze i sporo wie o zakupach. A szczególnie o tych w Stanach, o których sobie dzisiaj pogadamy. To tutaj dowiecie się, dlaczego Amerykanie tak bardzo lubią fast foody, jakie są najpopularniejsze sklepy w USA i czy podczas Black Friday naprawdę są tak wielkie wyprzedaże. Zapraszam serdecznie na rozmowę z autorką bloga Za Wielką Wodą


BLOGERSKIE PITU-PITU: JAK I GDZIE AMERYKANIE ROBIĄ ZAKUPY?

Magda: Ostatnio strasznie narzekam na brak pieniędzy. Nic nie da się z tym zrobić, bo niestety, ale zarabiam mniej niż wydaje i to jest problem, ale od czasu do czasu muszę sobie coś kupić. Dla przykładu ostatnio kupowałam wielki kubek mojemu chłopakowi na prezent świąteczny. Trafiłam na promocje 2+1 za złotówkę i to sprawiło, że musiałam, no musiałam koniecznie coś sobie dobrać. Skończyło się na kolejnym świątecznym kubki i… reniferze. Nie wiem po co mi ten renifer, ale ładnie wygląda na półce.

Za Wielką Wodą: Świetnie Cię rozumiem. Kiedyś przed Wielkanocą pojechałam po zgrzewkę wody, a wróciłam z półmetrowym, pluszowym zającem. Był niebiesko-szary, mięciutki i miał długie uszy. Nie mogłam przejść obok niego obojętnie, dlatego też wylądował u mnie w koszyku.

Magda: Haha, ale chociaż kupiłaś wodę? Mówią, że czasami kobieta może wyjść na zakupy z konkretną potrzebą,  a potem wróci i nie będzie tego miała, bo nakupuje innych rzeczy. Drobnostek, ale jednak.

Za Wielką Wodą: Wtedy wodę kupiłam. Za to teraz od 3 tygodni kupuje płyn do mycia naczyń i jakoś to nie wychodzi. No ale wiesz, najpierw Black Friday, a teraz pomału już szał świątecznych zakupów (rozmowa prowadzona była przed świętami). Wczoraj jak pojechałam po ten płyn to wróciłam z bluzką z nadrukiem Myszki Miki, w którą wmontowane są takie jakby świąteczne światełka choinkowe. Jak się naciśnie guzik, to bluzka świeci! Narzeczonemu ręce opadły, jak wróciłam z tą bluzą, a bez płynu…

Magda: No to powiem Ci szczerze – nieźle! Ale chociaż jesteś zadowolona z zakupu? Możesz powiedzieć, że było warto zapomnieć o tym płynie po raz kolejny i kupić taką ekstrawagancką bluzę? Ja też już wpadłam w świąteczny wir i nic tylko bym kupowała te wszystkie ładne rzeczy z wigilijnym motywem.

Za Wielką Wodą: Uwielbiam tę bluzę! Obawiam się, że światełka szlag trafi przy pierwszym praniu, ale cóż… Pewnie to jednorazówka, ale z drugiej strony, może jeszcze mnie miło zaskoczy. Już kilka razy zdarzyło mi się kupić coś taniego i wydawało się, że jest to tylko na jeden raz, a chodzę w tym do dziś. A jeśli chodzi o świąteczne dekoracje to kupuje co roku nowe i robię choinkę w innym kolorze. W tym okresie bardzo przydatne dla mnie są sklepy „wszystko po dolarze”. Jakościowo to dno i dziesięć metrów mułu, ale 12 bombek za 1$ to naprawdę fajna sprawa. A ja lubię mieć co roku nowe dekoracje, także na trwałości mi nie zależy.

Magda: Ooo, takie sklepy są najlepsze! Na dłuższą metę nie nadają się do niczego, ale jak ktoś chce coś fajnego przez chwile i do tego po taniości to naprawdę warto. Chociaż w Polsce to wchodzi się do sklepu oznaczonego „Wszystko po 2 zł”, a potem i tak wychodzi na to, że wszystko jest, ale po 20 i wyżej. No i pewnie nie kupiłoby się takiej bluzy, a już na pewno nie za taką cenę. Ale ozdoby warto też kupować w takich sklepach jak np. Home & You. To właśnie stamtąd jest renifer. Już nie wspominając o IKEA. Tam mogłabym zamieszkać.

Za Wielką Wodą: Bluza kosztowała 11 dolarów, nie wiem czy to aż tak mało. Ale w porównaniu do cen w Polsce, to naprawdę grosze. Kiedy w wakacje byli u mnie moi rodzice, to się tak obkupili na wyprzedażach, że trzeba było wysyłać paczkę do Polski, bo się w bagaż nie zmieścili. Często nawet w przeliczeniu na złotówki, rzeczy w USA wychodzą znacznie taniej.
A co do sklepów z dodatkami do domu, to taniej można je kupić w Targecia, czy Walmarcie, niż w sklepach typu IKEA. W ogóle ja w tym sklepie nawet z mapką nie mogę się odnaleźć, dlatego nie przepadam za tym budynkiem.

Magda: Oj ja to uwielbiam! Mogłabym tam wejść i cały dzień zwiedzać. No i strasznie podobają mi się te rzeczy, pasują do mnie idealnie. Aż smutno nie wziąć czegokolwiek. O Walmarcie dużo słyszałam, ale nie rozumiem tego fenomenu. Zastanawiam się, czym ma on jakiś polski odpowiednik.

Za Wielką Wodą: Fenomen Walmarta polega głównie na tym, że jest na każdym kroku i można kupować wszystko w jednym miejscu. Zaczynając od jedzenia a kończąc na fotelu. Czy jest tanio? Na pewno taniej niż w Targecie, ale nie są to jakieś kolosalne różnice. Generalnie Ameryka nie jest drogim państwem, choć podobno dawniej to była taniocha i teraz ludzie narzekają, że ceny podskoczyły. A jeśli chodzi o polski odpowiednik to hmm. Real? Pepco? O ile jest w nim jedzenie.

Magda: Reala nie ma już od kilku lat. Jakiś sklep go zastąpił, ale nie pamiętam dokładnie co to było. A jeśli chodzi o Pepco, to jest to mały sklepik z ciuchami, tekstyliami i dekoracjami. Raczej nie ma co porównywać. Sama nie mogę sobie wyobrazić, jakiegoś podobnego sklepu do Walmarta, może dlatego tak ciężko sobie uzmysłowić, jaki może być ten sklep. W każdym razie, Ameryka to też wyprzedaże garażowe! Zawsze chciałam na taką iść.

Za Wielką Wodą: Reala nie ma? Wow, nie wiedziałam. Dawniej była też Hipernova, to ją mogę porównać do Walmarta. Ewentualnie jeszcze E.Leclerc, o ile jeszcze istnieje. A wyprzedaże garażowe to największe zło Ameryki! Idziesz sobie zobaczyć co tam ciekawego i nagle okazuje się, że absolutnie wszystko by ci się przydało. W dodatku kosztuje 1-5$, więc grzech nie kupić! Później okazuje się, że masz pierdyliand wazonów, ramek i nie wiadomo czego jeszcze!

Magda: Tak chyba jest ze wszystkimi sklepami. Zawsze znajdzie się coś, bez czego po prostu nie można wyjść i trzeba to kupić, bo więcej się tego nie spotka. Ale powiedz – znajdzie się tam coś fajnego? Amerykanie naprawdę tak dużo tam kupują?

Za Wielką Wodą: Na garaże trzeba mieć sposób. Trzeba wybierać bogate dzielnice z dużymi i pięknymi domami, bo w biedniejszych ludzie próbują sprzedać takie graty, że czasami aż wstyd pytać np. mamy, czy by czegoś takiego nie chciała. Warto też wybierać się na wyprzedaże pierwszego dnia, bo można znaleźć rzeczy, które nie zostały już doszczętnie przejrzane. Ja pozwalam sobie na takie zakupy max. 2-3 w roku, bo inaczej moje mieszkanie byłoby zawalone po sufit. I musisz się targować! Amerykanie to kochają.

Magda: A ja tak bardzo nie lubię targowania się. To najgorsze co może mnie spotkać np. w pracy. Serio, ludzie czasami potrafią marudzić, bo nie chce zejść o złotówkę niżej, a przecież nie mogę. U nas w Polsce raczej targować to się można, ale na bazarach, a nie w sklepach. Mam jednak wrażenie, że turyści tego nie rozumieją.

Za Wielką Wodą: W sklepach też nie lubię się targować. Ale w Ameryce to normalna sprawa. Targują się nawet o auta. Paliłam się ze wstydu, gdy mój narzeczony próbował tego w salonie samochodowym, ale… skubanemu udało się osiągnąć to, co chciał. A „garaże” to już w ogóle przede wszystkim kojarzą mi się z targowaniem. Na szczęście nie są to jakieś długie rozmowy. Zazwyczaj bierzesz coś o łącznej wartości 15$, mówisz, że dasz za to 10$ i zwykle jest po sprawie.

Magda: U mnie targować się uwielbia ojciec. On to wszędzie wyprosi niższą cenę. I będzie nudził, aż ktoś się zgodzi na to, żeby np. nie musiał płacić za dowóz mebli do domu. Z nim na zakupy zdecydowanie nie lubię chodzić. Ale na taką amerykańską wyprzedaż garażową chętnie bym się przeszła. Tak samo jak na Black Friday. Chociaż nie wiem, czy wtedy by mnie nie stratowali.

Za Wielką Wodą: Black Friday zdecydowanie warto zobaczyć przynajmniej raz w życiu, ale w bezpiecznej odległości. Dentysta w Stanach jest drogi… A tak serio, wszystko zależy od tego, co chcesz kupić. Jeśli ciuchy, buty czy kosmetyki, to o wiele lepsze są wyprzedaże na The 4th of July. Przeceny są praktycznie takie same, ale jest o wiele spokojniej. W ogóle odnoszę wrażenie, że Amerykanie w ten Black Friday wariują dla samej tradycji. Faktycznie sprzęty AGD mogą być np. -200$ taniej, ale czy wszyscy rok w rok muszą mieć nowy telewizor?

Magda: To akurat takie rzeczy, które chyba warto często zmieniać, bo mogą okazać się lepsze. Albo mógł wyjść nowszy model, który na przecenie będzie kosztował tylko kilka dolarów więcej niż ubiegłoroczny, więc to niewielka strata. Tylko chyba problem polega na tym, że ja bałabym się tam wejść w czasie takich wielkim sprzedażowych rewolucji. Za bardzo bałabym się o swój stan fizyczny i psychiczny.

Za Wielką Wodą: Ale właśnie nowe modele zazwyczaj nie są przeceniane. Tak samo jakieś kultowe kosmetyki. Sprzedawcy wiedzą, że to i tak pójdzie, więc nie robią na to jakichś wielkich promocji.
Poza tym, my w tym roku kupiliśmy telewizor na promocji, 70 cali, przeceniony z 1400 na 900 i to nie był Black Friday. Więc można się obyć bez tego. Promocje są cały rok, raz w jednym, raz w drugim sklepie. Szkoda nerwów na Czarny Piątek.

Magda: Teraz dopiero widać, jak bardzo nadmuchane jest to wydarzenie. Wychodzi na to, że nie warto odkładać i czekać z wytęsknieniem na te promocje. W Polsce pojawiają się jakieś dni typu -20% i to jest wielki Czarny Piątek. Trochę mnie to śmieszy, bo jednak chyba – mimo wszystko – nie ma co porównywać.

Za Wielką Wodą: Faktycznie, nie ma co porównywać, bo promocje w Stanach sięgają 60-80%. W Black Friday nigdy jednak nie biorę udziału w wyprzedażach. Zdecydowanie bardziej wolę wyprzedaże lipcowe. A tak zmieniając temat, to musisz wiedzieć, że Amerykanie kochają zakupy hurtowe. Tutaj dużą popularnością cieszą się sklepy tumu Sams czy Costco, gdzie ceny za jeden produkt kupiony w hurcie, są znacznie niższe.

Magda: Hurtowe zakupy robi się i u nas. Przynajmniej u mnie zawsze robiło się duże zakupy raz w tygodniu, żeby nie biegać kilka razy do sklepu. Nawet teraz, gdy znacznie więcej osób w rodzinie ma prawo jazdy i tak nawyk takich zakupów pozostał.

Za Wielką Wodą: O widzisz, to u mnie wyglądało to zupełnie inaczej. Zakupy robiło się raz na 2-3 dni. Tutaj robi się zakupy raz na tydzień albo nawet dwa. Kupuje się produkty, z których można będzie potem coś zrobić i się kombinuje. Dla mnie to świetna sprawa, bo nie cierpię zakupów spożywczych. Chociaż ja akurat lubię świeże mięso. Amerykanie kupują gotowce z długą datą ważności. I najlepiej takie, które da się przygotować potem w mikrofalówce...

Magda: Czyli sprawdza się teoria mówiąca o tym, że ludzie w Stanach nie za bardzo lubią spędzać czas w kuchni? Naprawdę wolą mrożonki i fast foody?

Za Wielką Wodą: O fast foodach można by było zrobić oddzielną pogadankę. Ale tak, Amerykanie bardzo często korzystają z restauracji typu McDonald. Po części jest to lenistwo, a po części fakt, że w Stanach pracuje się znacznie dłużej niż w Europie. Teoretycznie pracuje się tutaj 40 godzin tygodniowo, ale w praktyce rzadko kto nie ma nadgodzin. Ba! Nawet banki, urzędy czy poczta są tutaj otwarte znacznie dłużej niż w Polsce. Mam znajomą prawniczkę, która wychodzi z domu o 6:30, a wraca po 19. Nie dziwię się, że nie chce jej się gotować.

Magda: To teraz i ja się nie dziwię, że ci ludzie mają tak mało czasu na porządne posiłki. Po tylu godzinach w pracy i ja nie miałabym na to chęci. Czy ze względu na taki stan rzeczy popularniejsze są w Ameryce zakupy przez internet? Ja tak szczerze to za nimi nie przepadam. Wolę coś zobaczyć i wymacać.

Za Wielką Wodą: To ja mam tak z ciuchami. Też wolę iść do galerii i pooglądać. Chociaż wtedy zwykle mam problem z parkingiem, w USA to nieuniknione. Przez internet wolę kupować elektronikę czy kosmetyki. Zresztą jak większość. Hipermarkety to przekleństwo dla tych, którzy nie cierpią kolejek. A szczególnie tych do punktów zwrotu. Warto też zaznaczyć, że w Ameryce można oddać wszystko, podobno nawet używany szampon. Wystarczy powiedzieć, że źle działał na twoje włosy, a oni oddają kasę.

Magda: Ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, kiedy w Polsce przechodzi coś takiego. U nas to nawet robią problem jak chcesz oddać coś na gwarancję, która należy ci się jak psu buda. Albo chcesz złożyć reklamacje na buty, które po dwóch tygodniach się odkleiły, a oni ci mówią, że to nie ich wina.

Za Wielką Wodą: Haha, pamiętam, gdy mojemu tacie wystrzeliły akumulatorki w aparacie. Przekonanie sprzedawcy, że musi je przyjąć na gwarancję zajęło 40 minut, a i tak uległ dopiero wtedy, gdy wcisnęłam mu kit, że pracuje w gazecie. I że w poniedziałek na bank się w niej pojawi.

Magda: Niestety taki mamy trochę dziwny kraj. Dlatego zazdroszczę Ci tej Ameryki. Tego, że wyprzedaże tam są konkretne i jak się okazuje, nie tylko jednego dnia w roku. No i tych wszystkich wyprzedaży garażowych! Chętnie też bym się przekonała, czy hot-dog z USA jest smaczniejszy od tego serwowanego w Polsce! Ten kraj wydaje się być spełnieniem marzeń dla zakupoholików...

Za Wielką Wodą: Zdecydowanie Ameryka to raj dla tych, którzy kochają zakupy i piekło dla tych, którzy ich nie lubią. Jednak i tak polecam się przekonać na własnej skórze jak to wygląda. Black Friday wcale nie jest szaleństwem wyprzedażowym i tutaj znacznie bardziej wolę takie zakupowe święta w lipcu, gdy mogę obkupić się kosmetykami. Chociaż nie uniknie się w taki dzień kolejek, to jednak jest to fajne przeżycie. A jeśli już ktoś wpadnie do Ameryki, to niech da znać, chętnie wybiorę się na zakupy! I koniecznie niech weźmie więcej pieniędzy, bo tutaj naprawdę można kupić sporo fajnych rzeczy znacznie taniej niż w Polsce.

PHOTOS: pexels.com

56 komentarzy:

  1. Chyba wiem, o jakim reniferze mówiłaś :D Chociaż dla mnie Ameryka to właśnie byłby koszmar, bo nie cierpię zakupów i moim szczytowym osiągnięciem jest kupienie kilku rzeczy w Auchan, wtedy to już są ,,wielkie zakupy". Tak samo spontaniczne kupowanie nieprzydatnych rzeczy to jakaś bajka, ciężko mi uwierzyć, że ludzie naprawdę to robią :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Auchan przeraża. Ten aklep wysysa całą energię:D
      A renifer jest gruby i czerwony. Uroczy❤️

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa rozmowa :)
    W Szkocji, też większość ludzi korzysta z mrożonek, gotowych dań i fast foodów, jak jestem na praktykach w przedszkolu na dłuższej przerwie i jak wyjmuje swoje domowe jedzenie to czasami patrzą na mnie jak na człowieka z innej planety, bo oni zwykle albo jadają zupki w proszku, z puszki albo po prostu gotowe dania do podgrzania (bo jest mikrofala w pokoju nauczycielskim).

    Ja bardzo nie lubię zakupów szczególnie ubrań, męczy mnie chodzenie po sklepach. Ale na szczęście ze spożywczymi zakupami nie mam problemu, może też dlatego, że robimy je dwa razy w tygodniu, a potem nie musimy się o nic martwić bo wszystko mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w liceum też królowało takiw jedzenie. Na studiach ciepłe bułki. Ja zawsze wolałam kupować swoje albo coś na szybko robić (typu kurczak i ryż, a so tego trochę warzyw). Moja była już współlokatorka z Ukrainy bardzo dziwila się, że my Polacy jemy tak bardzo dużo kanapek w pracy czy szkole. Dla niej to było coś niecodziennego.

      Usuń
  3. W żadnym innym kraju nie kupowało mi się wszystkiego tak dobrze jak w USA. Kohls to najlepszy sklep ever

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wielką ochotę spróbować 🙈

      Usuń
  4. AAA cudowne wspaniałe kolejne "pitu-pitu" :)
    Madziu, jak ja uwielbiam te Twoje rozmowy... :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny i ciekawy wywiad :-) We Francji sklepy organizują dla właścicieli kart lojalnościowych wyprzedaże 2 tygodnie przed tymi oficjalnymi.I zawsze jest wielkie rozczarowanie gdy wchodzi się do sklepu w pierwszy dzień wyprzedaży bo nie ma w czym wybierać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też bardzo fajna opcja. I zdecydowanie bardziej sprawiedliwa. Stali klienci na pewno są zadowoleni.

      Usuń
  6. W Anglii z kolei można kupić gotowe obrane ziemniaki ;) W sumie całkiem wygodna sprawa ;) Jak to się mówi co kraj to obyczaj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie robią się dziwne przez to, że są długo obrane?

      Usuń
  7. Zacna rozmowa, można dowiedzieć się coś zarówno o Tobie, zakupach w Polsce jak i w USA. :)

    :) Znam parę dyscyplin sportowych, które są nie do zrozumienia nawet po przeczytaniu zasad w Sieci czy książce (np. baseball). O to ciekawie, że piłkę nożną czasem oglądasz, a ze skokami tak nie za bardzo przepadasz.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę aż w takie szczegóły nie wnikać jak zasady:D

      Usuń
  8. Fajna ciekawa rozmowa☺
    Ja na początku nie znosiłam Black Friday,ale dzięki internetowi pokochałam 😍
    A co do tych zwrotów-dziwna sprawa...
    Z jednej strony fajnie,a z drugiej- nie lubię używać używanych kosmetyków a podejrzewam że szampon który komuś nie spodobał się bo źle działał trafia z powrotem do sklepu☺
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już musialaby powiedziećmoja rozmówczyni. Nie sądzę jednak żeby tak był. Skoro jest możliwość reklamacji wszystkiego to podejrzewam, że tam handel działa inaczej niż u nas. Po co mieliby znowu wrzucać na półki rzeczy, które ktoś zwrócił? Koło by się kręciło.

      Usuń
    2. Nie ma szans żeby używany kosmetyk trafił znowu na polke, no bo jak? Pół szamponu sprzedadzą? Natomiast, jesli coś co ktoś zwrócił, bo po prostu nie lubił (np. Nie udany prezent), na którym nie ma oznak użytkowania, nie wiem...powiedzmy mikser, po sprawdzeniu czy wszystko działa i było nie używane, jak najbardziej wróci na polke.

      Usuń
    3. No i jeśli opakowanie da się złożyć, tak żeby nie było oznak rozpakowywania. Bo ja np. Kiedyś kupiłam koty zabawkę, taka powiedzmy interaktywna, ale on się jej bal, poszłam więc zwrócić ale opakowanie było w strzepach bo inaczej się tego nie dało otworzyć. Ta zabawka na polke już nie mogła wrócić, chyba że odeslali do producenta żeby przepakowac...tego już nie wiem:D

      Usuń
    4. Tak mi się też zdawało, że takie numery by nie przeszły. Nawet u nas chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie sprzedawałby takich bubli.

      Usuń
  9. Haha skąd ja to znam. Jak pojadę to Targeta po jedną rzecz, to nakupię zawsze dziesięć. Taka magia tych Amerykańskich sklepów... w Polsce jakoś umiałam się opanować. A może to ja jakaś naiwna jestem... sama nie wiem, ale nie umiem nad tym panować, choć staram się :D
    Zapraszam! www.zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny, bo kusicie mnie jeszcze bardziej na takie zakupy!

      Usuń
  10. Przyjemnie czyta się takie rozmowy, naprawdę mnie wciągają. :D Zakupy lubię i chętnie pobuszowałabym po sklepach w Ameryce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Baaaardzo zazdroszczę Amerykaną Targetu czy Walmarktu... U nas brakuje tego typu miejsc, masz racje że Pepco to kompletnie nie to samo. Fakt, czasem można upolować tam coś fajnego do domu, ale to zdecydowanie nie takie miejsce. O tym drugim sklepie na R (teraz na złość nie mogę odnaleźć tej nazwy w tekście) nawet nie słyszałam :(

    No i fkatycznie wyprzedaże w Stanach to zupełnie inna bajka niż nasze przeceny. Z resztą kolega opowiadał mi, że w naszych śieciowkach to oni potrafią cześć sztuk zachować w magazynach na wyprzedaże już w cenie o 30% tańszej także najlepszy dowód na to że nowa kolekcja nie opłaca się naszemu portfelowi jeśli ta rzecz od początku nie jest tyle warta. Nie twierdzę że w USA tak nie robią, ale zakupy tam to jednak inna bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama kwestia tego, że oni mogą zwrócić wszystko, sprawia, że mają chyba inne podejście. U nas chce się opchnąć wszystko, żeby jeszcze za to jak najwięcej zapłacić, a tam chyba się to nie opłaca skoro można reklamować wszystko.

      Usuń
  12. Miło poczytać obie panie, gratuluję pomysłu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wywiad, gratuluję ! Dużo się z niego dowiedziałam, a wybieram się do Ameryki , więc na pewno te informacje przydadzą mi się tam podczas zakupów <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tym bardziej polecam bloga mojej rozmówczyni;)

      Usuń
  14. :) No w sumie to zrozumiałe nawet. Bo niektóre zasady dyscyplin są jak z Kosmosu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajnie jest poznać jak to jest w innych krajach :) Super temat! Taki codzienny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie, że zrobiłaś wywiad na ten temat. Zawsze lepiej poczytać o życiu w Ameryce, gdy wypowiada się ktoś, kto tam mieszka. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdecydowanie! A moja rozmówczyni to skarbnica wiedzy!

      Usuń
  17. Teraz jeszcze bardziej chcę odwiedzić USA. :D Na taką wyprzedaż garażową też chętnie bym poszła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żółwik! Rozumiem to doskonale. Kusi mnie ona straszliwie.

      Usuń
  18. Wywiad bardzo pomysłowy :) Fajnie tak poznać po części inny kraj :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mój brat bez przerwy mówi o tym, ze chciałby pojechać do USA na zakupy. Słyszałam już dość sporo na temat tamtejszych sklepów, gdybym pokazała mu ten wywiad pewnie jeszcze bardziej namawiałby nas na ten wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Facet i chce na zakupy? Mój to prędzej by uciekał:D

      Usuń
  20. To niesamowite jakie różnice panują między kontynentami, nawet w przypadku takich prozaicznych zajęć jak zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duże rzeczy są inne, to i prozaiczne wypadają inaczej. Mentalność Amerykanów wydaje się być cudowna, więc i zakupy to większa przyjemność.

      Usuń
  21. Świetna rozmowa,przyjemnie się ją czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  22. świetny wywiad. dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.
    Rzeczywiście mentalność amerykańska znacząco różni się od naszej. tryb życia także.

    Pozdrawiam
    Zuzanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej mentalności też bym się nie powstydziła. Amerykanie to mega otwarci ludzie.

      Usuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ta rozmowa pokazuje różnicę w zakupach między tymi obydwoma krajami. Żałuję, że w Polsce nie ma garażowych wyprzedaży, bo sama mogłabym pozbyć się niepotrzebnych przedmiotów, a kupić to, czego potrzebuję. A w Polsce wyprzedaże są w wielu wypadkach pozorne, co obserwować można coraz częściej. Szkoda, że kobiety dają się nabrać.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 10% zniżki to marna wyprzedaż niestety. :(

      Usuń
  25. Co do wyprzedaży to w Polsce faktycznie są nieco żałosne... 10 czy 20 % zniżki to nic :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko tu powiedzieć o jakiejkolwiek wyprzedaży. To po prostu promocje.

      Usuń
  26. W Targecie i Walmarcie mogłabym zamieszkać . Jest tam tyle fajnych i tanich marek, że czasem aż nie do uwierzenia, że u Nas taki badziew. Co do sklepu "dolarka" osoniście robiłam tam często zakupy typu chemia alno jakieś przygwizdy ewentualnie jedzonko 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygwizdy?:D to mnie zaciekawiłaś!

      Usuń
  27. bardzo ciekawy wywiad :) kompletnie nie odnalazłabym się w takim konsumpcyjnym społeczeństwie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to bym chętnie chociaż zobaczyła jak to jest w rzeczywistości:D i zrobiła porządne zakupy.

      Usuń
  28. Świetne ciekawostki! I dobra perspektywa obrazująca tę specyfikę zakupową :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo ciekawią mnie takie wpisy porównujące naszą kulturę do amerykańskiej... I faktycznie podejście do pracy jest tam inne, a pracuje się zdecydowanie dłużej - pracuję z Amerykanami i potwierdzam.
    Uśmiechnęłam się też, kiedy napisałaś, że chętnie zamieszkałabyś w IKEA bo mam swoją prywatną teorię, że na wypadek katastrofy ekologicznej, wojny i innego Armagedonu IKEA jest najlepszym miejscem, w którym należy się zabarykadować, żeby przeżyć. Wyobraź sobie wyjadanie tych bułeczek cynamonowych i wylegiwanie w wygodnych łóżkach w oczekiwaniu na służby ratunkowe... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, przedstawiłaś mi świetna perspektywę na koniec świata. Muszę to koniecznie rozważyć:D

      Usuń

UWAGA: Komentarze zawierające linki do blogów będą usuwane. Tak samo z komentarzami, które brzmią jak "super post", "ciekawy post". Jeśli zamierzasz zostawiać taką opinię, to zapewniam - szkoda czasu.

Wszystkim innym serdecznie dziękuję! Miło mi, że do mnie napisaliście. Możecie być też pewni, że Was odwiedzę:)