Typy turystów, z którymi zetknęłam się w sklepie

12:31 Magda 36 Comments


Nie będę ukrywała – praca w sklepie z pamiątkami to nie jest szczyt moim marzeń. Są jednak pieniądze, w dodatku za to, że w pracy czytam, siedzę w internecie, nie przeciążam się i nie muszę stać przez 8 godzin jak to było wtedy, gdy pracowałam jako hostessa. Nie mogę zatem narzekać. No chyba, że wpadną klienci, dosyć specyficzni. Bo niektórzy to naprawdę potrafią dać człowiekowi w kość i aż traci się wiarę w człowieka. Turyści to ciekawi i bardzo różni ludzie. Jednych się lubi, przed innymi najchętniej zamknęłoby się drzwi. No ale są. A ich typy przedstawiam Wam tutaj.

TYPY TURYSTÓW, Z KTÓRYMI ZETKNĘŁAM SIĘ W SKLEPIE

 Wujek dobra rada
            To akurat Polak. I to nie byle jaki, bo obeznany w handlu. On, chociaż jest tylko turystą, lepiej wie, że flagi ze znakiem Polski Walczącej lepiej sprzedawałyby się w sklepie niż magnesy z Warszawą. Albo o, powinniśmy wprowadzić do sprzedaży jakieś figurki papieża, bo on to by kupił, a nigdzie nie ma, więc kiepski mamy asortyment. A w ogóle, jak to możliwe, że w sklepie z pamiątkami nie ma obrusów? Albo typowo krakowskich chodaków? Czy w ogóle niczego, co ma związek z Krakowem? Co z tego, że jesteśmy w stolicy. Wujek dobra rada wie, co powinniśmy mieć w tym naszym sklepie.

Poszukiwacz
            Zazwyczaj poszukiwacz toalet. Albo tego zamku, który zobaczył na pocztówce i chciałby koniecznie wiedzieć, gdzie on się znajduje. A może wiem przy okazji, gdzie w pobliżu jest kantor, bankomat, muzeum, centrum handlowe. Gdzie on może znaleźć buty, sukienki albo smoczki dla małych dzieci. Gdzie jest poczta, syrenka i samolot, który poleci z nim do Gdańska. Chyba nie muszę mówić, że nie dasz rady mu uzmysłowić tego,  jak bardzo nie masz o tym pojęcia...

Promka
            Czyli taki, który myśli, że skoro nie jest w sklepie, w którym produkty ustawia się na taśmie, a nie ladzie, a kasjerka skanuje kody, a nie wklepuje je ręcznie, to znaczy, że może prosić o zniżkę. Ba! Często nawet jest przekonany, że ta zniżka mu się należy i za nic nie da sobie powiedzieć, że w tym sklepie nie funkcjonuje coś takiego. No bo jak to! Przecież w sklepie z naprzeciwka to on dostał zniżkę, a w ogóle to tam i tak mają wszystko taniej! Wierzcie mi, tłumaczenie – zwłaszcza w sezonie, gdy liczba osób pytająca o takie rzeczy wzrasta o 80% - że nie ma i koniec, potrafi wykończyć. Tym bardziej, jak ktoś stoi niczym na bazarku i próbuje się ze mną targować.
            Albo jest Polakiem i zarzuca, że „jasne, bo zniżki to dajecie tylko obcokrajowcom, a Polakom to już nie!”.

Ciotka z Włoch
            Ale nie taka zwykła ciotka, tylko ta, która nie mówi w żadnym innym języku tylko tym swoim. I możesz piętnaście razy wyciągać ręce w geście mówiącym, że nie rozumiesz – ona wciąż będzie ci świergotała po swojemu. Po polsku nic, po rosyjsku nic, po angielsku tym bardziej. A ja mogę tylko stać, patrzeć i próbować cokolwiek ogarnąć, ale to niewiele daje, bo zwykle takie kobiety (bo niestety to głównie kobiety z Włoch tak reagują) są wkurwione faktem, że ich nie rozumiesz i zaczynają mówić jeszcze a) głośniej i b) szybciej.

Japończyk
            Oraz wszyscy z Chin i tym podobnych państw. To jest wieczna zagadka i czasami tylko gesty są w stanie coś zdziałać. Tutaj zwykle lepiej o nic nie pytać. Nie wnikać czy płacą w euro, czy w złotych. Nie pytać o rozmiar koszulki. Po prostu wziąć rzeczy, wbić na kasę i przejść dalej. Nie wiem czy winna jest kultura, czy o co może chodzić, ale ludzie z tych krajów zawsze stwarzają problem. Nie, że robią coś złego. Przeciwnie, to często uśmiechnięci ludzie, którzy ciągle dziękują, próbują się z tobą dogadać, ale niestety bariera językowa jest na tyle duża, że nic z tego nie wychodzi. Zwykle trzeba działać błyskawicznie i bez zbędnych pytań. Albo wołać szefa.

Sprinterzy
            Takich turystów lubię najbardziej. Są to ci wszyscy, którzy wpadają do sklepu, biorą pierwszy lepszy magnes lub pocztówkę, płacą i biegną dalej. Zero problemów, zero pytań, tylko wejść, wziąć i wyjść.

Żółw
            Totalna odwrotność poprzednich turystów. Tutaj mamy do czynienia z tymi wszystkimi podróżnikami, którzy potrafią pół godziny stać i wybierać odpowiednie pocztówki (serio!), a potem kończy się to tak, że i tak biorą jedną, góra dwie (mówię poważnie…). To ci turyści, którzy są w stanie obejść sklep 8 razy, a i tak nic nie wezmą albo wybiorą najtańszą rzecz, która wpadnie im w ręce. To ci, którzy przychodzą trzy razy w ciągu dnia i zawsze wychodzą z niczym. I ci, którzy potrafią zawrócić dupę o jakieś pudełka, każą mi włazić po drabinie i ściągać je z samej góry, a potem i tak mówią, że tego nie chcą. Wiedzcie, że was nienawidzę.

Mały turysta
            O tym musze powiedzieć, bo – chociaż jest masa roboty w takich chwilach – to jedni z najfajniejszych klientów, a zarazem turystów. Są to po prostu dzieci, które są na szkolnej wycieczce i kupują pamiątki sobie, mamie, tacie, bratu czy babci. To dzieciaki, które krzyczą, skaczą, przepychają się, biegają i są niczym szarańcza, która wpada, robi spustoszenie i ucieka dalej. Chociaż w takich chwilach często brakuje mi rąk do pomocy, to jednak darze takie grupy wielkim sentymentem, bo w końcu sama pamiętam, jak to kiedyś było wybierać się na wycieczki i kupować jakieś rzeczy, które i tak nikomu nie są potrzebne do szczęścia.


Mamuśka
              Tutaj mamy dwa rodzaje zachowań. Albo matka jest tak przewrażliwiona na punkcie dziecka, że tylko "o jojoj, nie dotykaj, bo to brudne", "ale daj rączkę, nie możesz chodzić sam", "nie, nie, nie kupię Ci tego, już kupiliśmy pocztówkę", albo idzie w drugą stronę. A znaczy to tyle, że dzieciak buszuje po całym sklepie, łapie za co chce, choćby szkło i nawet karcące spojrzenie (moje, bo matka, zniknęła z zasięgu wzroku) na nic się tutaj zdaje. A ja tylko czekam aż coś huknie tak, że nie będzie ratunku...

Za drogo
                    Chyba nie muszę wyjaśniać, jaki tutaj jest problem. Dla takich turystów wiecznie jest za drogo. A bo pocztówka to złotówkę kosztuje, to majątek jest. A to magnes za dużo, to nie jest tyle warte. A to jakaś inna pierdółka - nie no, tyle nie można dać, bo to w sumie badziewie. Może jakaś zniżka?

Nie ma co, czasami w tej pracy jest wesoło. A czasami mam ochotę wyjść i więcej nie wrócić, bo ktoś jest ewidentnie chamem albo chce się popisać (ze wsi człowiek wyjdzie, ale wieś z niego nigdy) i psuje drugiemu człowiekowi humor. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że turyści to nie takie buraki jak typowy Polak. Oni potrafią się śmiać, dziękować za drobnostki i bije z nich takie ludzkie ciepło. Czyli to wszystko, czego mi brakowało, gdy pracowałam jako hostessa. Bo tam czasami to dopiero traciło się nadzieję w to, że ludzie nie są tacy źli.


36 komentarzy:

  1. bardzo fajny wpis :D przede wszystkim ciekawy :)
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujący post! Czytałam z uśmiechem na twarzy! To niesamowite jak dużo można zaobserwować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I warto zapisywać, no potem wylatuje z głowy!

      Usuń
  3. W sumie to musi być zabawne, kiedy ktoś narzeka na cenę, jeszcze tak, że pracujący tam to słyszą :)
    Miło się czytało, niektóre z tych typów są serio ciężkie, ale przynajmniej ma się doświadczenie i ten konktakt z roznymi osobami, to jest fajne :)

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsi są Ci, którzy narzekają przy samej kasie!

      Usuń
  4. Hehe fajny wpis. Nie pracowałam nigdy w sklepie z pamiątkami, ale chętnie bym spróbowała :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale dużo tych typów turystów, nie spodziewałam się że może ich być aż tyle :D
    Mój blog - KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby poszperać w pamięci to byłoby ich więcej.

      Usuń
  6. Chętnie popracowałabym w sklepie z pamiątkami, bo uwielbiam obserwować ludzi, a w Krakowie dość łatwo o taką pracę. Ale póki co rozmyślałam tylko, którym typem jestem ja :D Obawiam się, że tym, który obejdzie wszystko osiem razy i nic nie kupi/kupi coś taniego. Głównie dlatego, że kupuję pamiątki dla rodziny, szczegółowo przez nich opisane i wymarzone. Potrafiłam chodzić do Sukiennic regularnie przez miesiące, żeby kupić mamie tą jedną, wymarzoną koszulkę z Krakowa. Albo kubek, bo nigdy nie wiadomo, kiedy rzucą pomarańczowe, a ona musi mieć w tym kolorze. Nie narzekam na to, w końcu studiuję na Starym Mieście i lubię chodzić po tych ulicach, ale sprzedawcy chyba mają mnie dość :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pomarańczowego kubka to nawet ja nie mam w sklepie:D zadomowiłabyś się u mnie i może jeszcze jakieś ploty w jesienne dni, kiedy się człowiek nudzi,kto wie:D

      Usuń
  7. Hah, ja jestem albo ta szybka, albo ta wolna:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Z turystami to ja mam mało wspólnego ale... Większość osobowości klientów u mnie idealnie pasuje szczególnie promka i za drogo :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsi! Dzisiaj u mnie był pan, który chciał zapłacić mniej. Choćby o złotówkę!

      Usuń
  9. Fajny tekst, napisany z przymrużeniem oka (a może niekoniecznie :P). Najśmieszniejsze jest w tym to, że kiedy wyjeżdżam za granicę to łapię się na tym, że jestem niektórymi z tych typów - np. tym poszukiwaczem xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukiwacz jest niegroźny do momentu, kiedy napastliwie zaczyna tłumaczyć, że musi się gdzieś dostać i dziwne, że nie wiem, gdzie to jest. Chociaż zdarzają się i takie perełki, jak pewna pani, która z uśmiechem przyjęła do wiadomości, że nie mogę jej pomóc. A potem stwierdziła, co jest prawdą, że pewnie tylko pracuje w tym miejscu, a nie mieszkam tutaj, przez co niw bardzo wiem, choćby,gdzie jest dobra restauracja.

      Usuń
  10. Turyści to czasami zabawna kwestia. Ostatnio kilka razy w obcym mieście zatknęłam na się z różnymi typami i weź im wytłumacz, że sam też jesteś tylko turystą :D W każdym miejscu można trafić na coś ciekawego, a i każda praca coś daje (poza pieniędzmi oczywiście :D) i czegoś uczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Jako hostessa dużo nauczyłam sie o ludziach, nie tylko klientach, ale też szefach. Teraz sporo dowiaduje się o handlu i również mogę obserwować ludzi. W dodatku z różnych kultur co samo w sobie jest jednym wielkim plusem.

      Usuń
  11. Oj tak, z obserwacji to już w ogóle można mnóstwo wyciągnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie nie mam jeszcze swojego ulubionego fryzjera:D

      Usuń
  12. Jedyne co pamiętam z podróżowania - zwłaszcza w Hiszpanii to jak się pytają czy jesteś polakiem to mów, że jesteś z Grenlandii - wtedy nagle nikt nie chce z Tobą mówić bo nie wierzą, że na Grenlandii żyje ktokolwiek oprócz niedźwiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie należę do zbyt cierpliwych osób, więc nie wiem czy bym dała radę musząc tłumaczyć ludziom po 15 razy jedno i to samo. Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest ciężko, ale są też tacy, ktorzy wynagradzają to cierpienie. Dla przykładu ostatnio wpadła pani, która jak dziecko cieszyła się z tego, że znalazlam jej jeszcze pocztówek, które ostatnio u nas kupiła. Jej szczęście było niesamowite.

      Usuń
  14. Azjaci mają bardzo często problem z rozmawianiem w języku angielskim. Ja jestem typem turysty, który nie kupuje pamiątek, nie są mi do niczego potrzebne. :)
    https://pokazswepiekno.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jest dla mnie nowy typ turystów!

      Usuń
  15. Hahahaha i tutaj również pasuje określenie "człowiekowi nie dogodzi". A zazwyczaj my, Polacy doszukujemy się czegoś, czego nie ma lub nie możemy dostać w danym sklepie. Mało tego, takie szukanie toalety, muzeum itd jest STRASZNE. Ja pracowałam kiedyś w moim mieście na starówce w sklepie odzieżowym - MĘSKIM, zwanym skateshop i uwierz, że turyści wchodzili TYLKO popatrzeć, albo zapytać co gdzie się znajduje i jak dojechać. Jakby w około nie bylo innych sklepów a nawet map (które widnieją na nie jednej kamienicy) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, to dopiero tupet. Ja to już przywykłam. Taka kolej rzeczy. Ale jakby wchodzili so sklepu z odzieżą i się tylko lampili to nie wiem, czy bym to zniosła.

      Usuń
  16. Czyli jestem Sprinterem. Ufff, to dobrze, bo chociaż nie psuję ludziom dnia :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj trzeba się napracować, żeby zepsuć dzień. Ale czasami się zdarzy. Teraz bardziej to śmieszy. No chyba że ktoś wciąż wybiera pocztówki, a ja w kurtce stoję i chcę zamknąć już sklep. No wtedy to się wkurzam.

      Usuń
  17. Ja najbardziej chyba pasuję do sprinterów :D Nie wiem czy mam Ci zazdrościć, czy współczuć, z w kilku przypadkach można się nieźle pośmiać, ale w niektórych też zdenerwować, hmm :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest różnie. Raz ubaw po pachy, innym razem mam ochotę wyjść z siebie. Przeważnie staram się nie reagować, bo co mi to da.

      Usuń
  18. Oj, świetny tekst! Widzę, że nie czytałaś w pracy non stop książek, tylko skupiłaś się na charakterystyce psychologicznej klientów ;)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki to nie, ale bardzo często siedzę w internecie.

      Usuń
  19. Haha, podziwiam, jak ludzie potrafią tak fajnie swoje obserwacje ubrac w słowa :D Zabawne i prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)