Jak to jest wynajmować z kimś mieszkanie? 5 sytuacji, które mogą ci się przytrafić, gdy zamieszkasz z innymi studentami

21:57 Magda 24 Comments


Jeszcze miesiąc. Tyle czasu będę jeszcze wynajmowała pokój w Warszawie. Po ponad dwóch latach najwyższa pora wrócić do domu, a wcześniej – zastanowić się nad tym, jak to w tym wielkim mieście się żyło. Z jakimi ludźmi, po co, na co, za co i w jaki sposób. No i o tym trochę będzie dzisiaj, bo przed Wami pięć sytuacji, które przytrafiły mi się, gdy mieszkałam w Warszawie. Było z nimi trochę śmiechu. Pokazały jak dziwnie czasami żyje się z innymi. I jak różni potrafią być ludzie.


JAK TO JEST WYNAJMOWAĆ Z KIMŚ MIESZKANIE? 5 SYTUACJI, KTÓRE MOGĄ CI SIĘ PRZYTRAFIĆ, GDY ZAMIESZKASZ Z INNYMI STUDENTAMI


Półnagi facet w salonie
Studenckie imprezy – wiadomo, jakoś muszą się zacząć i w jakiś sposób skończyć. Tak się złożyło, że mój były współlokator postanowił zorganizować z kumplem mały wypad do klubu, który okazał się pijacką eskapadą. Przynajmniej dla jednego z nich. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie było moje zdziwienie, gdy o 8 rano schodziłam na dół, żeby zrobić sobie jedzenie do pracy i zobaczyłam wspomnianego już kumpla mojego współlokatora. Jak gdyby nigdy nic spał sobie w najlepsze na fotelu w salonie, idealnie naprzeciwko schodów. I nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby nie fakt, że spał tak ze spodniami spuszczonymi do kostek. Nie wiem czy w tym alkoholowym amoku nie miał siły ich zdjąć czy o tym zapomniał, ani dlaczego spał akurat naprzeciwko schodów a nie na przyniesionym materacu, ale nie ukrywam – stał się bohaterem Snapchata.
           

Fallus z kiełbasy
Różne można mieć gusta i różne rzeczy można lubić. A jak wiadomo urodziny to idealna okazja do tego, żeby sprezentować coś, co drugiej osobie może się spodobać. Nie sądziłam jednak, że można komuś podarować kawałek… cienkiej kiełbasy. Aby nie byle jakiej! Prezent, o którym mówię był pięknie zapakowany – w przeźroczystą folię, do której przyklejony był kawałek papieru w kształcie wstążki i z ręcznie domalowanymi oczami. Może jestem dziwna, może mam chore skojarzenia, ale jak natknęłam się na ten prezent w kuchni to jakoś za bardzo przypominał on… kutasa. Ale, jak już wspomniałam – różne rzeczy można lubić. I różnymi obdarowywać innych.


Trudne nowego początki
Nie będę ukrywała: byłam pełna obaw jak przeprowadzałam się do Warszawy. I chociaż miałam spoooro czasu do oswojenia się z myślą, że wyprowadzam się z domu i teraz będę mieszkała w stolicy, to jednak pewien niepokój pozostał. W końcu miałam siedzieć z totalnie obcymi ludźmi, z którymi mogłam się nie dogadać itd. itp. Stwierdziłam jednak, że co będzie to będzie, najwyżej będziemy się żreć. No ale, o ile początkowo rozmowy nie bardzo się kleiły, o tyle każdy był w stanie odpowiedzieć sobie „cześć” jak minął się gdzieś w salonie czy kuchni. No dobra, prawie każdy... Jedna nie opowiadała. A mnie strasznie wkurzał fakt, że mnie ignoruje, nie mówi „hey”, „siema” czy „pocałuj mnie w dupę”. Nie odzywa się, nie pyta, nie interesuje i ogólnie ma mnie w głębokim poważaniu. No bo w końcu – litości! Nic jej nie zrobiłam!
            Cóż, zanim doszło z tego tytułu do rękoczynów z poszarpanych słów podsłuchanych u innych współlokatorów zrozumiałam, że ona po prostu mnie nie słyszy... No i wiecie, lepiej przestać wkurzać się po 3 tygodniach, niż wcale...


Dzikie harce
Imprezy, imprezy, imprezy. Kto jak kto, ale moja współlokatorka wie o nich najwięcej. I nie miałabym nic przeciwko nim (bo co mnie to obchodzi), gdyby któregoś dnia nie wróciła do mieszkania ze znajomymi i o 5 nad ranem nie robiła aftera, a w pokojach nie przekładało tak, że za chuja pana nie dało się spać. Ale! Po usilnych prośbach o to, żeby ściszyli dupska, bo chcę spać i około 15 minutach spokoju, weszli oni. Do pokoju (dwuosobowy tj. najgorszy z możliwych), do łóżka, do siebie. I chociaż chciałam udawać, że nic nie słyszę, niczego nie widzę i o niczym nie mam pojęcia, to nie dałam rady. Po pytaniu czy im nie przeszkadzam i odpowiedzi w postaci skrzypiącego łóżka opatuliłam się w kołdrę i stwierdziłam, że muszę poszukać sobie innego pokoju na tę resztę nocy. Znalazłam, u współlokatora, który akurat wyszedł do pracy. Zwinięta w kłębek na skaju łóżka czekałam na sen, ale nie… Słyszałam tylko i wyłącznie wyrka, materace i postękiwania z pokoju obok. Jeśli bardzo chcecie wiedzieć – nie, nie spałam już tego dnia. Nie mogłam, bo zastanawiałam się, czy nie przebiją się przez ścianę albo nie połamią łóżka.


Poszło o termin zapłaty czynszu
Ja rozumiem, ludzie są różni i wszystkich należy szanować. I naprawdę szanuję. I staram się nie wkurwiać, jednak cierpliwość ma swoje granice. Moja również (albo przede wszystkim). Czaję, że czasami można się poprztykać o niesprzątniętą kuchnię czy pierdolnik w salonie, ale nie popadając przy tym ze skrajności w skrajność. A mam wrażenie, że mój współlokator trochę nie ogarnia, że jak w mieszkaniu jest tyle osób, to nie zawsze i nie w każdej godzinie będzie porządek. I czaję, że osoby, które mają wadę słuchu – jak on – mogą czasami nie ogarnąć, ale żeby robić mi wykład o tym, jak to „oni” różnią się od „nas”? I przez kilka godzin nakurwiać o niesprawiedliwości świata. O innej mentalności. O tym, że nie rozumiem. Nie znam sytuacji. Nie potrafię pogodzić się z tym, że im trzeba coś wyjaśniać, mimo że moje wyjaśnienia tego czym jest ironia pojawiły się już na samym początku sprzeczki? No i wiecie, w takim momencie- gdy kłócę się z kimś, kto nie ogarnia nie dlatego, że nie słyszy tylko dlatego, że nie chce – nie wiem czy się śmiać czy jednak płakać. Ale jednak się śmiałam. Bo zaczęło się od tego, że ironicznie napisałam, że przyjeżdża właściciel i muszę mu dać kasę za czynsz z moich ciężko zarobionych pieniędzy… 

PHOTO: pexels.com

24 komentarze:

  1. Nie chciałabym czegoś takiego.
    Z samego faktu, że nie przepadam za imprezami, ale lubię też mieć po prostu spokój i porządek :D

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nawet spokój trzeba sobie odpuścić 😂

      Usuń
  2. Doskonale cię rozumiem, od roku mieszkam w akademiku :D Chociaż akademik jest o tyle lepszy, że pilnuje cie trochę wyższa instancja, no i nie musisz martwić się o sprzątanie kuchni. W niej po prostu z założenia jest syf.
    Mieszkanie z facetami to już całkiem wyższa szkoła jazdy - moi współlokatorzy założyli chyba jakiś klub nudystów w swoim pokoju. Strach do nich wejść, jeżeli nie chce się człowiek naoglądać. Kiedyś gość mojej współlokatorki wpadł do nich znienacka i przeżył szok :D
    Mimo to uważam że mieszkanie z dużą ilością ludzi jest bardzo fajne, zawsze jest się do kogo odezwać, pogadać w kuchni, pożyczyć igłę albo metr krawiecki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kuchni z założenia jest syf😂 o mega. U mnie notyrycznie są kłótnie o to, że jest bałagan:D
      O nagości w tym mieszkaniu tylko słyszałam:D

      Usuń
  3. Oj znam to, znam to! Dwa lata mieszkam w tym nieszczęsnym Krakowie. Dwa lata z jedną i tą samą osóbką pod jednym dachem, i za każdym razem, tak mniej więcej w okolicach grudnia, a potem czerwca, gdy sesja się w pełni zaczyna, to ja zaczynam się zastanawiać się, dlaczego znowu to sobie robię - czemu przedłużam tę cholerną umowę :P
    Niby jest fajnie, blisko wszędzie, pokój niedrogi, a standard wysoki, a współlokatorka niby się nie wtrąca w moje życie (a ja cenię swoją prywatność jak nic innego na świecie!), nie pałęta pod nogami i dzikich imprez nie urządza, ale to właśnie ona ma jeden, wielki minus. Nie, nie to, że jest wegetarianką. Niech sobie je, co uważa za słuszne, bo przecież ona się nie krzywi, że jem biedne zwierzątka (krzywi się na pewno, ale w ukryciu, bo ja tego nie widzę lub udaję, że nie widzę :D ). Nie, nie to, że jest zapaloną ekolożką. Niech sobie ma w lodówce wszystko oznaczone tym śmiesznym znakiem EKO. Nie przeszkadza mi nawet to, że w łazience to siedzieć ona potrafi przeszło dwie godziny i to akurat, gdy mi się spieszny... Ba, mi nawet nie wadzi, że ona wytwarza swoje własne mydło! Wiesz co mnie za to boli? Ona jest MUZYKIEM. Studentką muzyki pragnę uściślić. I tak, gdyby ktoś pytał, ma fortepian w pokoju. Tak, gra na nim od 8 do 22. Codziennie. Najczęściej tą samą melodię w kółko i w kółko w ramach ćwiczeń.
    Help.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mój współlokator też wegetarianin i też EKO, wiec znam ten ból. Ale żeby tak grać cały czas?

      Usuń
  4. Najbardziej mnie rozwalił opis numer jeden. No i zastanawia mnie, ile osób tam mieszkalo. Brzmi, jakby kilkanaście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mieszkaniu jest piątka osób.

      Usuń
    2. Ale ciągle skład ulega zmianie.

      Usuń
  5. No cóż, jak widać i ludzie są różni, i sytuacje. Zawsze znajdzie coś przynajmniej coś do wspominania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mieszkam już 5 lat w tym samym mieszkaniu. Ekipa wciąż się zmienia i już sporo przeszłam z niektórymi osobami. No niestety, tak to jest, jak się mieszka z obcymi :D. Jedni potrafią się ogarnąć a inni niestety nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej jak tłumaczysz, a i tak nie dociera.

      Usuń
  7. Ja wyprowadzając się z domu rodzinnego wolałam zamieszkać w akademiku. niby to zło,a le jednak ktoś tam porządku pilnuje, a w razie nieporozumień ze współlokatorami można zmienic pokój. Dopiero, gdy poznałam moich obencych współlokatorow (wszystkich płci meskięj) zdecydowałam się zamienić akademik na mieszkanie. Znamy asię już ponad dwa lata, wiemy o sobie wszystko i nic nas nie może zakoczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do akademika za żadne skarby bym nie poszła :D

      Usuń
  8. Chyba wolałabym mieszkać sama, ewentualnie z kimś kogo już znam i komu ufam

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha, autentycznie rozbawił mnie ten post! :D
    Jestem studentką już drugi rok. Na razie mieszkałam tylko w kawalerce z moim facetem i to już i tak było straszne (wieczny bałagan, na który ciągle narzekałam, zwłaszcza jak przyjeżdżałam z domu z weekendu i zastawałam faceta który chyba przenosił całą zawartość kuchni do pokoju... Koszmar). Teraz zamieszkamy w trójkę jeszcze z jednym innym studentem ale już się boję po prostu xD
    Mama mówi że to najgorsza rzecz jaką mogłam zrobić i że dla własnego zdrowia psychicznego powinnam sobie znaleźć chociaż jedną kobietę do dzielenia z nią mieszkania, tylko gdzie znaleźć taką dobrą duszę? :P

    Pozdrawiam!
    puszekptasiegomleczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej jest mieszkać z takimi, co po prostu wyprowadzili się z domu po to, żeby nie słuchać narzekań rodziców właśnie na bałagan... WTEDY to dopiero nic nie pomoże. :/

      Usuń
    2. Mi to mieszkanie mimo wszystko dobrze zrobiło. Teraz mogę tylko dodać do tego fakt, że wspomniana już koleżanka, która dzieliła ze mną pokój pożegnała mnie (a tym samym mojego chłopaka, który pomagal mi przy przeprowadzce) w bardzo specyficzny sposób. Na dzień przed powrotem do domu wróciliśmy późno do mieszkania, ta spała. Nago. Jak ją Bóg stworzył. Nawet skrawkiem pościeli niezakryta i z dupą odwrócona w stronę drzwi. Powiem, że tego w ogole sie nie spodziewałam.

      Usuń
    3. Miłe pożegnanie. A jedno pytanko - nie słyszała, bo była głucha, czy to po prostu taki eufemizm, że miała cię tak bardzo w poważaniu że ostatniego dnia ci chciała pokazać ten (swój) szacunek? :P
      Może jej było po prostu gorąco i nie pier*oli się w tańcu? xD
      Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Głucha nie była, więc pozostaje zgadywać, co miała w głowie. Gorąco było, ale też nie aż tak żeby spać na golasa i choćby kocem sie nie przykryć. Coś czuję że chciała w ten sposób pokazać jak bardzo nie lubiła, gdy mój chłopak u mnie siedział, ale mogę tylko zgadywać.

      Usuń
  10. Całe studia mieszkałam z innymi ludźmi, teraz właściwie też mieszkam ze współlokatorami i mimo różnych sytuacji, chyba miałam szczęście, bo miałam mało hardcorowych sytuacji.
    Co ciekawe, lepiej mieszkało mi się z osobami z przypadku niż z wcześniej mi znanymi. Zwykle.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie miałam możliwości mieszkać z kimś, kogo znam, bo nikt nie próbował wyprowadzić się z domu (do Warszawy nie mamy tak daleko), ale może to i lepiej.😂

      Usuń
  11. Nie wyobrażam sobie z kimś dzielić mieszkania-jak bardzo odpowiedzialną pracę która psuje sporo nerwów,do domu wracam i chce odpocząć, wyspać się...
    Druga rzecz to to że jestem pedantką i lubię mieć ład wokół siebie ☺
    Podziwiam cię za to☺
    Pozdrawiam
    body-and-hair-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkanie to nic, gorzej pokój z bałaganiarą i imprezowiczką:)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)