Moja poranna rutyna, co zrobić, żeby się nie załamać

22:12 Alice McDalvis 62 Comments


Nie wyjaśnię Ci, jak ogarnąć życie, ani jakich kosmetyków używać rano, żeby być piękną i młodą. Nie napiszę, jak poradzić sobie z porannym wstawaniem czy jak znaleźć motywację do tego, żeby w ogóle zwlec się z łóżka. Sama tego nie wiem. Sama cierpię każdego dnia. Zapewniam Cię jednak, że warto poświęcić mi trzy minuty swojego życia. Napiszę Ci bowiem, jak wygląda moja poranna rutyna. Chcesz to się śmiej, masz ochotę to płacz. Ja postawiłabym na to pierwsze.

MOJA PORANNA RUTYNA, CO ZROBIĆ, ŻEBY SIĘ NIE ZAŁAMAĆ
           
Ja naprawdę nie wiem, jak ktoś może to znosić. Jeszcze rozumiem latem, gdy słońce wcześnie wstaje i późno zachodzi. Gdy dzień jest dłuższy, cieplejszy, radośniejszy i w ogóle można tańczyć półnago na plaży i nikt nie może się przyczepić. Ale jesienią? Zimą? Wczesną wiosną? Dla mnie to istna katorga. Jak ten przeklęty budzik zaczyna dzwonić, to mam ochotę rozwalić go o ścianę, wyrzucić przez okno i zakopać się znowu w kołdrze, w której jest zakurwiście gorąco. Najlepiej pod pierzyną jest przecież rano. Wtedy, gdy całe zło staje przeciwko Tobie i wiesz, że przegrasz, nie masz szans, musisz podnieść się z wyra, bo praca, uczelnia, ważna rozmowa, lekarz, zakupy, coś tam… Szach mat, Magda. Przegrałaś z życiem.
Gdyby ktoś zastanawiał się, czego nie cierpię najbardziej na świecie to odpowiadam: nienawidzę cholernych budzików, które budzą mnie wtedy, gdy na zewnątrz jest tak ciemno, że równie dobrze mógłby to być środek nocy. Nie cierpię was wszystkich i każdego z osobna.

To będzie dzień. Oby z tych dobrych
Gdy mam już za sobą całe to poranne wyklinanie budzikowej melodii; świata, który serwuje mi kiepską pogodę i życia, które każe mi wstawać tak wcześnie, zwlekam się z łóżka i w sennym amoku idę zrobić siku. Nie rozumiem, jak to się dzieje, że rano człowiek musi pozbyć się takiej ilości płynów, no naprawdę, przecież nie lunatykuję w nocy i nie żłopię hektolitrów wody (czy tam wódy, jak kto woli)… Człowiek. Dziwna istota.
Zęby prawie zawsze myje przed śniadaniem. Chyba zostało mi to z czasów kiedy nie jadłam śniadania przed wyjściem w domu, tylko dopiero przed lekcjami (chyba że miałam na „później”). Zawsze wygląda to tak samo: mokra szczoteczka, trochę pasty i rozwiązywanie egzystencjonalnych problemów. Czy dzisiaj znowu będzie chujowy dzień? Dlaczego musi padać wtedy, gdy kupiłam nowe buty i chciałam się nimi pochwalić? Przecież nie dam im zmoknąć, jeszcze się pobrudzą… Dlaczego los mnie tak karze i muszę wstawać po godzinie siódmej, skoro chciałabym pospać do jedenastej? Czy ja naprawdę nie mogłam urodzić się milionerką? Siedziałabym z drinkiem w ręce gdzieś na Karaibach i miałabym w nosie to wszystko, co czeka mnie tego dnia… Praca. Po co mi to było? Może pójdę na zasiłek? A w ogóle to dlaczego niebieski jest niebieskim, a zielony zielonym?

Jakich kosmetyków używać rano?
            Powinnam wymienić kilkanaście kosmetyków, których używam rano przy okazji oczyszczenia twarzy. Prawda jest jednak taka, że jestem totalnym leniem i rano chodzę jakbym była półżywa. Jedyne o czym wtedy myślę to moje łóżko, które nadal powinno być ciepłe i chętnie przywitałoby mnie, gdybym wpadła w jego objęcia. Przygarnęłoby mnie, utuliło i pozwoliło cieszyć się dalej snem. Nie mam jednak w życiu tak dobrze, a jednak nie chce wyglądać jak potwór, w końcu mam kontakt z ludźmi. Bez makijażu to ja wychodzę tylko do sklepu i to naprawdę w przypływie szaleństwa… Zanim jednak makijaż, to oczyszczenie twarzy… Zwykle kończy się na jednej, bardzo prostej czynności – przemyciu mordki wodą. Może dlatego wciąż, mimo 18 lat na karku (tak sobie wmawiam, w końcu 21 to strasznie dużo… #smutnomi), borykam się z niedoskonałościami? No bo serio, jak tak czytam na blogach, co inne dziewczyny robią rano, to chyba muszę sama przed sobą przyznać, że robię coś źle. Nie oceniajcie, rano nie jestem człowiekiem...
Chyba najlepsze w tym całym porannych zamęcie są podkłady, pudry, tusze, róże i inne pierdoły. To chce mi się robić i mogłabym tak ślęczeć nad tym godzinami. Zwykle to jednak siedem, w porywach dziesięć minut, mojego życia. Jak tu się z nim polubić, skoro na najfajniejsze rzeczy daje mi tak mało czasu? I dlaczego rano zawsze zapomnę wziąć z szafy stanik i muszę do niej sięgać jeszcze raz? Apogeum to jednak osiągam wtedy, gdy a) zapominam spodni b) wezmę tylko jedną skarpetkę i c) nie wyciągnę bokserki, a jest za zimno na to, żeby założyć tylko bluzę. Czy ja naprawdę muszę się tak wkurwiać z rana?

Jedzenie, picie, lenistwo i inne grzechy główne
            Znowu łapię się na tym, że nie jem śniadania w mieszkaniu. Nie wiem jak się do tego zmotywować, po prostu przestałam i ciężko do tego wrócić. Tak wiem, śniadanie to najważniejszy posiłek, no ale co ja zrobię na to, że nie mogę rano nic przegryźć. Nie wchodzi i koniec. Masakra. Humor poprawia mi jednak herbatka (słaba, dwie łyżeczki cukru) i sterta jedzenia, które przygotowuję na cały dzień, który muszę spędzić w pracy (żartowałam z tym przygotowywaniem jedzenia... To nigdy nie poprawia humoru. Bo serio - ja naprawdę tyle jem?).
            Może i często wmawiam sobie, że nie mam czasu na jedzenie rano, ale zawsze znajdzie się chwila (przeważnie dwie) na poszperanie w Internecie. Czy to już uzależnienie? Nie wiem, sobie i innym mówię, że to moja praca…
To jest czas, kiedy zastanawiam się nad ludzką głupotą, czytając jakieś komentarze pod postami na Facebooku; zazdroszczę komuś, kto właśnie siedzi na drugim końcu półkuli i ma w dupsku wszystko, co dzieje się wokół niego, bo ma wolne i cieszy się życiem. No i znowu zaczynam rozkminiać nad sensem życia. Czy ta wiedza i pieniądze naprawdę są mi potrzebne do szczęścia? A może by tak rzucić to wszystko w cholerę i zostać leniwcem?
            Chcę do łóżka. Chociaż teraz, wieczorem, nie przyciąga ono tak bardzo jak rano. Nigdy nie ogarniałam fizyki. Ktoś mi wyjaśni skąd ta zależność?


 PHOTO: Scott Webb

62 komentarze:

  1. Może to dziwne ale nie mam problemów ze wstawaniem. Czasami potrafię obudzić się przed czasem i leżę i czekam aż ten budzik zadzwoni :O
    Mój Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tez tak miałam, a potem życie przytłoczylo obowiązkami

      Usuń
  2. Tyy to co ja mam powiedzieć jak wstaje o 4 rano i robię czasami po 11 gidzin a w domu padam na pysk bo jestem dopiero po 19.. nim zjem, wanna itd.. sam dojazd zajmuje mi w korkach w sumie z 4 godziny. Nie znoszę zimy wychodzę z domu ciemno, wracam ciemno.. chyba powinnam zmienić się w sowę lub nietoperza. Chcę zrobić to mieszkanie i iść na swoje.. będę miała 5 min na nogach do pracy i może wreszcie się wyśpię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to i po 12 robię wiec znam ten ból. Wpadam fo mieszkania, jest 22 i nic tylko spać😞

      Usuń
  3. A może wszystko zależy od Twojego podejścia??? Jeśli z samego rana Twoje pierwsze słowa to wiązanka przekleństw na Boga ducha winny budzik to jak chcesz mieć miły poranek? Opisałaś egzystencję zapracowanej MŁODEJ dziewczyny, przed którą świat ma nadal tak wiele do zaoferowania! A może rzeczywiście przeredukuj sobie wszystko to, co robisz... Czy to co studiujesz sprawia Ci satysfakcję i chcesz wiedzieć więcej? Czy Twoja praca nie robi z Ciebie niewolnika, a stanie w korkach nie namawia do przeniesienia się do mniejszego miasta? Wszystko jest kwestią priorytetów ludzkich, jeśli stawiasz na pracę, karierę i zarobki to jasne, że Twój styl życia tak wygląda.
    Odpuść czasem ogrom obowiązków i zwyczajnie ciesz się życiem! ;)
    Trzymaj się! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo mówi mój facet i wiem, że dobrze prawi. Problem jednak w tym, że potrzebuje opłacić czynsz, mieć na zycie, którym mogłabym się cieszyć i na inne pierdoły. A i dyplom z tytułem też by sie przydały. Stąd całe moje latanie z jednego miejsce na drugie i zły humor, bo nie mpge sie wyspac.

      Usuń
  4. Ja tez mam problemy ze wstawaniem, choc po obowiazkowym wypiciu kawy na ogół częściowo zanikają :D nie mam do budzika aż tak morderczych zapędów, to wszytsko zależy od godziny. Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż ...u mnie dzuen zaczyna się o 4 rano nieświadomym wypadnięciem z loża - jednak zazwyczaj budzę się dopiero, gdy wystraszy mnie przerażająca morda spoglądająca groźnie w moje oczy. Uspokajam się dopiero, gdy załapię, że to lustro...

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż źle mi się robi czytając to, bo jutro muszę wstawać po 6! A potem mam 3 trudne wykłady, po których mózg się gotuje :( Ja również rano nie potrafię nic zjeść, bo nic mi nie smakuje i źle się robi od jedzenia rano...

    OdpowiedzUsuń
  7. Normalnie tak jakbym czytała o sobie. Jesteś chyba moją bratnią dusza wiesz?! Ja dokładnie przeżywam wszystko jak Ty, nienawidzę porannego wstawania i też podczas mycia zębów przeklinam cały świat!! Nie rozumiem jak można cieszyć się z życia kiedy trzeba tak rano wstawać! to odbiera całą radość egzystencji. Gdyby tak sie mozna bylo wyspac do 10 to na pewno bylabym bardziej szczęśliwa! A dźwięku swojego budzika nienawidze, grrrrrr, czesto musze go zmieniac, i ustawiac takie, ktore niby wydaje sie byc przyjemniejsze.. ale kazda melodia ktora zbudza mnie o świcie w koncu staje sie znienawidzona !
    haha!
    Ale sobie ponarzekałam, dziekuje że dałaś taką mozliwosc!
    Pozdrawiam kochana;*
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to ja budzika nie zmieniam, bo by mnie dobijało to jeszcze bardziej. Mam też nauczkę, że na budzik nie ustawia się niczego fajnego...

      Usuń
  8. Wstawanie to chyba najgorszy moment w ciągu dnia. Może nie zawsze, ale bardzo ciężko się zwlec z łóżka.
    Chyba to źle, ale ja przestawiam budzik po kilka razy na kolejne 15 min. drzemki. Tak już się przyzwyczaiłam i nic nie poradzę :D Kiedy już wstanę po kilku minutach bezczynnego leżenia oczywiście udaję się do toalety. Jakże by inaczej? :D Mycie zębów, makijaż, podczas którego wkurzam się, że codziennie poranek wygląda tak samo xD Ubranie się i zaskoczę cię...zjedzenie śniadania. Kiedyś nigdy nie jadłam, ale w końcu przełamałam się. Na początku było ciężko, nie mogłam nic w siebie wcisnąć o tak wcześniej porze. Ale to tylko kwestia czasu. Teraz potrafię obudzić się głodna. Dziwne, ale ty też jesteś w stanie to zrobić :) Poranki potrafią być strasznie ciężkie, ale u mnie chyba nie wygląda to aż tak źle. Jak już wstanę to budzi się we mnie motywacja. Chociaż to też zależy od dnia. Ogółem wolę mieć pozytywne nastawienie, taka niechęć do wszystkiego od rana nie ma sensu. Trzeba dostrzec wszystkie plusy. Pozdrawiam
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Jezusiu, moja współlokatorka tak robi. Strasznie mnie to irytowało dwa lata temu, gdy się wprowadziłam. Dzwonił ten budzik i dzwonił z 7 razy, a ona w końcu i tak go wyłączała i spała do 12... Jaki w tym sens to nie wiem, teraz wpienia mnie to rzadziej. Tylko mój chłopak przechodzi katusze jak u mnie nocuje, a ona robi takie budzikowe eksperymenty z rana...

      Usuń
    2. Heh. Nie no,7 to nie :D 2, najwyżej 3 :))

      Usuń
  9. Chciałabym mieć taki poranek. Chociaż raz ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. oj chyba większość z nas tak zaczyna dzień. No może np ja pomijam tylko makijaż i nie zapominam o staniku. Ale poza tym to baaardzo podobnie. Najgorzej usłyszeć budzik,otworzyć oczy i zobaczyć,że jest nadal ciemno i mieć nadzieję,że budzik się jednak pomylił :D ( ale nie,on się chyba nigdy nie myli).

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie miałem zbytnich problemów z rannym wstawaniem, a kiedy odkryłem, że o takiej 6 rano pracuje mi się zdecydowanie lepiej niż w południe, nauczyłem się wstawać regularnie o 6.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, o tej porze to ja jestem jedną nogą w łóżku więc praca odpada :D

      Usuń
  12. Wspólczuję Ci tak koszmarnego samopoczucia rano. Ja należę do skowronków i nie mam z tym problemów. Jedyne co mogę Ci doradzić to wyciszyć i zrelaksować się wieczorem i nie chodzić pózno spać.8 godzin snu minimalnie musi być ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko nie chodzić spać późno gdy przychodzi się o 22. I ciężko spać długo gdy ma się na 9 :(

      Usuń
  13. Tęsknie za okresem w swoim życiu, kiedy wstawałam razem z pierwszym budzikiem i byłam wtedy przytomna. Teraz trzy alarmy to minimum, a i tak czasem zaśpię. A jak zaśpię to lepiej się do mnie nie zbliżać. Ciuchy szykuję wieczorem, więc zwykle jestem kompletnie ubrana zaraz po wypełznięciu z łóżka. No dobra- przyznam się. Ubieram się leżąc. Śpię ubierając skarpetki. Potem wypełzam z łóżka i przeklinam pogodę. Bo piździ za przeproszeniem, a ja muszę marznąć na tym przystanku... No jak to tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nauczyłam się wychodzić na autobus na ostatnią chwilę

      Usuń
  14. powiem Ci szczerze, że nie wiem, co powiedzieć :P mój poranek wygląda inaczej. Zawsze staram się witać nowy dzień z uśmiechem, wdzięczna Bogu za to, że dane mi było obudzić się kolejny raz ;) Śpię zwykle po 4-5 godzin, w przypływie szczęścia 6 :P ale staram się nie narzekać. Spróbuj czasem nie wkurwić się z rana i zwyczajnie uśmiechnąć się na przekór wszystkiemu. Powodów do narzekania zawsze znajdziesz masę, ale uwierz, że lepiej znaleźć jeden dla którego warto się uśmiechnąć. Szczęście, to przede wszystkim kwestia podejścia :) a pracować każdy z nas musi, witamy w dorosłości ;)
    pozdrawiam Cię i życzę uśmiechu jutro o poranku :*
    http://zyciejakpomarancze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj żałuję tych kilku godzin snu!

      Usuń
    2. Oczywiście współczuję nie żałuję😉

      Usuń
  15. Żadna porada na mnie nie działa, bo ja zwyczajnie nienawidzę poranków. Wstawanie przed 9 to katorga. Jedyne, co potrafi sprawić, żeby poranek był w miarę znośny, to kawa, na którą nigdy nie mam czasu. Rankiem wszystko wywraca się do góry nogami!

    Sandra, horyzont-y.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Hah, nie no, zdecydowanie bardziej się śmiałam niż płakałam. :) Ja to mam wspaniałą poranną rutynę w poniedziałek i wtorek, a od środy zaczyna się kombinowanie pod tytułem "co mogę sobie odpuścić, żeby poleżeć dłużej w łóżku?". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kombinowanie zaczyna mi sie już w poniedziałek😂

      Usuń
  17. W zimę nigdy nie potrafię się zmobilizować. Budzę się kilka razy w nocy, a w szkole przysypiam na lekcjach dodatkowych ;c Wolę jesień! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też ostatnio zaczęłam odchodzić od śniadań w domu - dopiero w szkole około 11 coś wszamię. Ale herbatka o poranku - to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jestem lepsza - otworzę sklep, ogarnę się i po 9 sobie na spokojnie (albo i nie) jem śniadanko. Oczywiście herbatka też musi być!

      Usuń
  19. Mam ogromny problem ze wstawaniem rano :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj ja miałam bardzo duże problemy ze wstawaniem szczególnie w tym właśnie okresie jesiennym gdzie jest ciemno, zimno i się nic nie chce.
    Teraz jestem w etapie zakochania i latania, więc śpie po 3 albo 5 h , mało jem bo ciągle jestem najedzona i wreszcie mam niesamowita motywacje do wstania, tym bardziej, jak tego samego dnia się widzimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to na mnie to chyba to nie działa... Jak mój siedzi u mnie, to zwykle oczy otwieram przed 11 :D A i wysypiam się normalnie, co jest ze mną nie tak?! :(

      Usuń
  21. Powiem Ci, że moje poranki (szczególnie te zimowe) wyglądają bardzo podobnie - budzik, 10-minutowy (lub mniej) makijaż, zero śniadania, które zjem wraz z wcześniej zabraną stertą jedzenia w pracy (także nie, nie tylko Ty tyle jesz ;)).. Świetny post, moja droga.

    OdpowiedzUsuń
  22. przyzwyczajona od wstawiania o 5 xD budzik mi nei srtaszny xD pozdrawiam i zapraszam do siebie na owa recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami z tym "problemem". Ahh życie :))

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiesz, da się polubić poranki nawet... mi się udało, wstając... wcześniej, niż zwykle ^^ Fakt faktem - najtrudniej było wydostać się spod kołdry, ale po pierwszych łykach porannej kawy zawsze już jakoś szło. Więcej czasu na wszystko, na zabicie lenistwa przede wszystkim - bo leniem jestem potwornym. Także da się. I tak, wiem, że to jest cholernie trudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poranków nie polubię, bo mnie wprawiają o zły nastrój z samego rana. Chcę się po prostu wyspać. Czy ja za dużo oczekuję od tego mojego życia? Eh :(
      Wszyscy o tej kawie, a jakoś tego przełknąć nie mogę.

      Usuń
  25. Też nie mogę rano nic przełknąć... Jakiś czas temu niby jadłam maluteńką kanapeczkę, ale wtedy szybciej w pracy robiłam się głodna, a bez śniadania bez problemu wytrzymuję do przerwy, więc zrezygnowałam z wpychania w siebie jedzenia rano na siłę. Do pracy się nie maluję, bo mi się nie chce :D I... też strasznie ciężko rano mi się wstaje, i nieważne, czy chodzę do pracy normalnie na 7, czy jak przez ostatnie 2 tygodnie - na 8 ;|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to i wstając na 11 byłam niewyspana....

      Usuń
  26. Ja nigdy nie jem śniadania rano, bo nie umiem. Jem dopiero w pracy o 9:30. A co do porannego wstawania, też nie cierpię budzików. Ale pora roku w moim przypadku nie odgrywa żadnej roli :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Śniadanie to zawsze podstawa mojego dnia, chociaż kromka chleba, trochę płatek musi być. Inaczej nie wychodzę z domu. Ze wszystkim innym masz zupełnie rację, przy tych pogodach które mamy obecnie wstać rano bez grymaszenia to niemożliwe. Czekamy do lata...
    A tymczasem Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Łączę się w bólu porannego wstawania... :( A post świetny, super pomysł. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Widzę, że nie tylko ja rano jestem jak zombie, które ledwo z grobu powstało.
    W zasadzie nie mam problemów ze wstawaniem rano, o ile budzik nie dzwoni w środku przepięknego snu.

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak widać każdy ma jakąś swoją rutynę, która działa, lub też nie, korzystnie na nasze poranne nastawienie bojowe.
    Sama całkiem dobrze znoszę tę codzienność, chociaż wiadomo, wolałabym wstawać później i przez parę pierwszych sekund po obudzeniu też jestem nie do życia. Potem jednak wyciągam rękę po telefon, półprzytomna czytam SMS na dzień dobry, odpisuję, prawie nie widząc ekranu, wstaję, ścielę łóżko, załatwiam łazienkę i idę się budzić. Konkretniej przez następne 3-5 min skaczę sobie, robię przysiady, brzuszki czy inne pierdoły, żeby żyć. Parzę zieloną herbatę, hartuje twarz zimną wodą z dodatkiem kosmetyków do mycia, ubieram się i zaczynam śniadaniową gonitwę. Tzn. jedną ręką robię śniadanie, drugą przeglądam jakieś notatki, jem, pakuję jedzenie na później, czasami jeszcze włączę na chwilę Facebooka i biegnę dalej. Robienie paru rzeczy na raz podobno wcale nie jest efektywniejsze, a jednak jestem tak do tego przyzwyczajona, że niezwykle mi to pasuje. Oczywiście dalej ogarniam resztę, łącznie ze sobą, pakując się po drodze ze szczoteczką do zębów w ruchu. Nie daję sobie czasu na lenienie się, przez co wychodzę z domu pełna energii i na tyle żywa oraz optymistycznie nastawiona, że moi znajomi nieustannie dziwią się, jak to robię i jak to jest w ogóle możliwe. Więc cóż, jakoś sobie można to wypracować, szczególnie polecam parę minut ruchu, to chyba przynosi największe efekty w walce z porannym zaspaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, może te poranne ćwiczenia są jakimś wyjściem z sytuacji.
      Dzięki za tak długi komentarz, zawsze je lubię <3

      Usuń
    2. Warto spróbować :)
      No jakoś tak się rozpisałam, dawno mnie nie było widać w blogosferze ;)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)