Jak naprawdę wygląda praca hostessy?

21:37 Magda 58 Comments


Pracowałam jako hostessa prawie dwa lata. Wiele się przez ten czas nauczyłam – o sprzedaży, o sobie, o sposobie funkcjonowania wielkich molochów, jakimi są hipermarkety… Poznałam ciekawych ludzi i zdobyłam fajne doświadczenie. Przede wszystkim jednak nadwyrężyłam nerwy. Ta praca to bowiem ciągła walka: o pieniądze, szacunek i święty spokój.

JAK NAPRAWDĘ WYGLĄDA PRACA HOSTESSY?

- Dzień dobry!
- …
- Może chciałby Pan spróbować naszych nowych produktów?
- …
- Teraz są na promocji, można je kupić o połowę tan…
- (nie odezwawszy się słowem odchodzi z okruszkami rozsypanymi po brodzie)

Tak to właśnie wygląda. Nie ma co liczyć na miłe pogawędki, one zdarzają się naprawdę rzadko. Przeważnie dla klientów hostessy są jak wrzód na tyłku, którego unikają jak ognia i skracają kontakt do minimum. Wiadomo, że pokusa zjedzenia czegoś za darmo robi swoje i jednak muszą podejść, ale czy to sprawia, że są łasi na rozmowy? Nie. Burkną pod nosem coś, co ma oznaczać „dzień dobry”, chociaż trochę brzmi jak „ja pierdolę, przestań gadać, chce to tylko opierdolić za friko”; pochłoną tyle jedzenia ile tylko zdołają złapać w garść i idą dalej nie oglądając się za siebie.
Ewentualnie przychodzą ponownie, żeby jeszcze raz spróbować „bo nie są zdecydowani”. W rzeczywistości po prostu przyszli głodni, widzą coś, za co nie muszą płacić, więc korzystają ile mogą. Tak w przeważającej większości przypadków wyglądają degustacje. Polska. Warszawa.
           
Stałam się obojętna. Dziękuję Wam drodzy klienci
            Tą pracą nie można się cieszyć przez długi czas, jeśli podchodzi się do niej zbyt poważnie. Naprawdę. Najdłużej wytrzymują Ci, którzy idą na skróty (a więc pracują ile muszą i wtedy, kiedy zleceniodawca patrzy im na ręce) i są wyzbyci emocji. Oraz jakiejkolwiek wiary w sens tego, co robią. Czy ta praca da Ci satysfakcję, sprawi, że lepiej będzie Ci się spało, stwierdzisz, że znalazłaś sens w życiu i chcesz to ciągnąć do końca swoich dni? Wybacz, może niszczę marzenia, ale nie masz co na to liczyć. Ja z akcji wracam tak zmęczona i wypompowana, że mam ochotę rozwalić się w wyrku i nie wychodzić z niego przez tydzień. Po prostu. Klienci wysysają ze mnie całą energię.
            Nie ma co brać do siebie tych wszystkich skarg, narzekań i pierdzielenia ludzi, którym coś proponujesz. Oni zawsze znajdą powód, żeby nie kupić produktu (bo za drogi, niedobry, niezdrowy, za słony, bez smaku, a poza tym to są na diecie i jutro wylatują w podróż dookoła świata…). Spróbować jednak zazwyczaj są chętni (chyba że to naprawdę kijowa akcja i sama nie tknęłabyś palcem tego, co proponujesz), w końcu jak za darmo, to nie można nie wziąć, cnie?
            Najgorsze to dać się sprowokować i w nieskończoność przekonywać o zaletach produktu kogoś, kto i tak go nie kupi. Albo wpędzić się w wyrzuty sumienia, bo komuś nie smakowało, nie mogliśmy mu pomóc, albo nas zjebał za to, że jesteśmy niemiłe (no bywam jak mnie ktoś wkurwi, Pani nie?).
I nie można martwić się tym, że klient nie odpowie „dzień dobry”, nawet jeśli go ładnie przywitacie. To gbur. Szkoda na niego czasu.

A czy mogłaby Pani
            A czy mogłaby Pani powiedzieć: gdzie leży mąka?, gdzie są kasy?, czy znajdę w tym centrum łazienkę? Albo jeszcze inaczej – pytania o produkt: jest tu gluten?, mogą to jeść cukrzycy?, a dzieci?, starsze osoby mające problemy z żołądkiem?, a ile procent ma mleko, które jest w tym produkcie (i stanowi jakieś 000.1% tegoż produktu)?, a czy mogę zamrażać?, odmrażać?, gotować?, a w sumie - do czego to może być użyte?
            Ciśnie mi się na usta odpowiedź – a co ja, wróżka jestem? Nie mam pojęcia o glutenach, cukrzykach czy o gotowaniu. Na temat produktu wiem tyle, ile przekaże mi agencja, niewiele więcej, chyba że sama kupuję tę akurat rzecz…
Problem w tym, że to ja świecę oczami przed klientem i to ja wychodzę na idiotkę jak czegoś nie wiem. A jeszcze się nie zdarzyło, żebym wiedziała wszystko. I tu jest pies pogrzebany, bo z natury lubię wiedzieć. Po prostu.

No idź do Pani, ona Ci coś da
            Rodzice. To chyba moja największa zmora. Jak oni mnie denerwują. Dzielą się na trzy grupy. Pierwszą lubię i niestety stanowi nikły procent tych wszystkich rodzin, które można spotkać w sklepie. Są to zwykli rodzice, którzy próbują, dają dzieciom do spróbowania, a potem albo kupują, albo nie. Zero zawracania dupy. Druga grupa to rodzice, których dziecko bardzo chciałoby czegoś spróbować (i nawet nie są to słodycze, do których maluchy lgną, ale coś naprawdę fajnego i nawet całkiem zdrowego). Ci jednak nie i nie. Jak takiego zrozumieć? Nie wiem, ale irytuje mnie strasznie. Ostatnia grupa jest jednak jeszcze gorsza – są to rodzice, którzy sami wysyłają swoje dzieci do mnie, żeby tylko sobie chapnęły coś za darmo i przestały truć i jęczeć. Boże, a potem przychodzi taki dzieciak, trochę starszy, i bierze sobie ze stoiska wszystko co mu się żywnie podoba, bo go tak rodzice nauczyli. I nawet nie pyta, nie mówi nic, tylko łapie i wieje.
            Rodzice, błagam – nie krzywdźcie swoich dzieci. Najgorsze co może być, to rozpuszczony bachor, który uważa, że wszystko mu się należy.

Kiedy dostanę wypłatę?
            Najgorsze są jednak agencje, które żerują na dziewczynach, które nie mają doświadczenia oraz odwagi, żeby się sprzeciwić i poprosić o pieniądze, które zarobiły – bądź co bądź – ciężką pracą. Nawet nie macie pojęcia ile nerwów zjadłam przez tych wszystkich pajaców, którzy myślą, że mogę w nieskończoność czekać na wypłatę. Albo takich, którzy mają nadzieję, że zapomnę, że dla nich pracowałam i nie będą musieli wypłacać mi nawet grosza. Naprawdę ciężko trafić na uczciwych ludzi, jeszcze do tego takich, którzy nie dają głodowej stawki i są w stanie szybko przelać pieniądze na konto. Większość każe sobie czekać miesiąc (a akcja trwała np. jeden dzień…) albo dwa, albo kurde pół roku i pewnie by nie zapłacili w ogóle, gdyby nie ciągłe telefony i upominanie się o kasę.
            W tej pracy trzeba dobrych kontaktów i sprawdzonych przez inne hostessy agencji, które są słowne i wypłacają pieniądze w terminie. Trzeba trochę w tym posiedzieć, żeby znaleźć dobrych i porządnych ludzi, którzy nie chcą zrobić cię w balona. Gwarantuje jednak, że dla agencji, które traktują hostessy jak człowieka, chce się pracować i takie też można znaleźć. Mi się udało.

Ale i tak mam dosyć tej pracy
            Bo jest nudna, monotonna i przewidywalna. Rzadko ktoś wpadnie i cię rozśmieszy. Prędzej zirytuje i sprawi, że nóż w kieszeni sam będzie się otwierał. To fajna praca, nawet dobrze płatna, ale jeśli idzie się na akcje raz, max dwa razy w miesiącu. Nie dłużej. Zatyra się człowiek i straci sens życia.
            Ja stwierdziłam, że dłużej nie dam rady, dlatego znalazłam sobie coś innego. I jest mi naprawdę bardzo dobrze, a nie sądziłam, że sklep z pamiątkami może być takim fajnym rozwiązaniem mojego problemu.
Łapcie jednak akcje, próbujcie, może odnajdziecie się w pracy hostessy bardziej niż ja. Albo sobie dorobicie. Mimo wad warto się pokusić o coś takiego. Tylko nie zapuście korzeni. Traktujcie to jako dodatek, a może będziecie czerpać z tej pracy radość. Ja już dawno ją straciłam. 

PS. Szukam blogera wynajmującego mieszkanie. Ładnie proszę o namiary. Płacę uściskami!


PHOTO: Alexas_Fotos

58 komentarzy:

  1. Praca w sklepie to ogólnie ciężka praca. Zwłaszcza w spożywczym. A taki sklep z pamiątkami to dużo lepsza sprawa. Tyle ciekawych ludzi można spotkać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt! A turyści, szczególnie z Anglii, są po prostu przekochani! <3

      Usuń
  2. Na pewno praca hostessy jest wyczerpująca. Pracowałam jako sprzedawca przez parę lat i muszę przyznać że jest to fajny zawód z wyjątkiem sytuacji ze złodziejami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra.. czasami widzę w sklepie dziewczyny, które pod koniec dnia już są opadnięte z sił. Kilka moich koleżanek właśnie narzekała najbardziej na problem z pieniędzmi.
    Dwa miesiące temu był Dzień Zdrowia w moim mieście. Nigdy nie zapomnę jak kierowniczka wysłała mnie by rozdać przyprawy ludziom, którzy najbardziej się bawią. Wyszłam spod sceny i ludzie się rzucili ' a może mi pani dać, jak jej to ja też chcę ' itp.. jakoś mi się do od razu przypomniało :O
    Mój Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak to niestety wygląda. Smutne jest to, że jak widzimy coś za darmo to puszczają nam hamulce i przestajemy myslec rozsądnie. Przecież większość z tych rzeczy z degustacji jedt w przystępnych cenach... a o przyprawach już nie wspomnę.

      Usuń
  4. Od 1,5 roku okazjonalnie pracuję jako hostessa i uważam, że nie jest to praca marzeń, co prawda idzie fajnie zarobić, jednak coś kosztem czegoś, często trudno jest rozmawiać z klientami a o wypłatach w terminie już nie wspomnę, czasami czeka się nawet po 2 miesiące na otrzymanie wynagrodzenia, praca jest ok, ale na krótki okres czasu, ewentualnie raz na kiedy, jak chce się mieć fajny dopływ gotówki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym też wspomniała w poście. Ja polecam, ale naprawdę nie jako pracę stałą tylko o, taka możliwość dorobienia.

      Usuń
  5. nie tylko praca hostessy, ale praca z ludźmi w ogóle bywa bardzo wymagająca (żeby nie powiedzieć uciążliwa). Jako hostessa co prawda nie pracowałam, ale doświadczenia z klientami mam na prawdę przeróżne :D zawsze jestem miła dla hostess/kasjerek czy szeroko rozumianej obsługi sklepów :) doceniam ich pracę, staram się nie być uciążliwa i czasem (jeśli i ja i osoby z obsługi) mamy czas- lubię sobie pogadać :D
    pozdrawiam
    www.zyciejakpomarancze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie są uciążliwi. Czasami to aż się zastanawiam czy im nie płacą za nękanie mnie w pracy 😂

      Usuń
    2. Ludzie są uciążliwi. Czasami to aż się zastanawiam czy im nie płacą za nękanie mnie w pracy 😂

      Usuń
  6. Ja mysle,ze wytrzymałas w tej pracy bardzo długo. Chyba najgorsza jest świadomość,ze tak naprawdę to jie ma większego sensu. Statystycznie to jaki % kupuje koniec końców taki produkt? Zastanawiam sie czasem,czy firmom to się opłaca :D Twoja nowa praca brzmi ciekawie,sklep z pamiątkami to chyba nie takie zwykle sprzedawanie,tylko rownież możliwośc poprwadzenja ciekawych rozmów oraz oczywiście szlifowania języka obcego ;) No i mniej frustracji. Zapraszam Cię na "Niezaleznosc",zmieniłam juz ustawienia i mozna wejść na mój profil blogera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jaki produkt. Jeśli jest drogi to nie przekona się ludzi do zakupu. Jesli jest niedobry również. Jeśli akcja dzieje się w złym sklepie albo jedt skierowana do jakiegoś konkretnego człowieka to też jest ciężko. W molochach rzadko kto patrzy na zdrowe i drogie jedzenie i takoe akcje sa uciążliwe. I bezsensowne.
      Sklep z pamiątkami jest spoko szczególnie nie w sezonie.
      Super. Wpadne!

      Usuń
    2. Zależy jaki produkt. Jeśli jest drogi to nie przekona się ludzi do zakupu. Jesli jest niedobry również. Jeśli akcja dzieje się w złym sklepie albo jedt skierowana do jakiegoś konkretnego człowieka to też jest ciężko. W molochach rzadko kto patrzy na zdrowe i drogie jedzenie i takoe akcje sa uciążliwe. I bezsensowne.
      Sklep z pamiątkami jest spoko szczególnie nie w sezonie.
      Super. Wpadne!

      Usuń
  7. Ojej, gratuluję cierpliwości i wytrwałości - taka praca to niezły trening tych cech. Zawsze szkoda mi hostess, od których ludzie (skosztowawszy już produktu) odchodzą bez słowa, bez żadnego dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawie to opisałaś, zawsze mnie to interesowało jak wygląda taka praca od środka, ale spodziewałam się że jest ciężka. Pamiętaj że są też hostessy co np jeżdżą na wystawy, pokazy jakies i eventy i to chyba już trochę ciekawsze :D

    wymieniamy się obserwacjami? ^^

    a co do koników no to są duże ale bardzo łagodne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że są, ale akurat tym się nie zajmowałam. :)

      Usuń
  9. Przypomina mi to, jak pracowałam w Call Center. Z perspektywy czasu zastanawiam się, jak u licha tam wytrzymałam, a nie były to 2 lata jak u Ciebie, raptem kilka miesięcy. Najgorzej brzmią dla mnie ci rodzice, którzy traktują hostessy jak przejściowe niańki, mam chyba alergię na ludzi wpychających obcym swoje dzieci. :) Cieszę się, że znalazłaś coś lepszego i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pracowałam tak długo jak jeszcze chodziłam do szkoły, ale ja wybierałam takie firmy i takie promocje na których miałam na papierze umowę zlecenie aby czasem przypadkiem że się brzydko określę " nie chcieli mnie wyruchać na kasę " owszem czekałam nie raz miesiąc na kasę ale to było wyraźnie zawarte w umowie że płatność tego i tego dnia. Oczywiście mając umowę Państwo musiało zabrać swoje więc jak np wtedy miałam 10zł na godzinę to dostawałam na rękę np 8.50 ale mogłam to rozliczyć sobie w picie. Dziewczyny które nie chciały umowy bo wtedy mówiono im dostaniesz 12 łakomiły się jak wróble na zimę na słoninę powieszoną na drzewie i co ? dostawały ale wielkie G*** bo nie miały dowodu na to że były i robiły to i to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat mam inne doświadczenie. Często przy umowie, gdzie jasno i wyraznie jest napisana kwota i data wypłaty, zdarzało się, że albo dostawaam mniej, albo na dłuuuugo po czasie.

      Usuń
    2. Ja akurat mam inne doświadczenie. Często przy umowie, gdzie jasno i wyraznie jest napisana kwota i data wypłaty, zdarzało się, że albo dostawaam mniej, albo na dłuuuugo po czasie.

      Usuń
  11. Ja byłam kilka razy hostessą zawsze miałam ustaloną kwotę, ale zazwyczaj czekała na pieniądze prawie miesiąc co było dużym minusem. Miałam okazje być na fajnych akcjach gdzie czas mijał od tak, ale zdarzało się też gdy stałam i minuty mijały jak godziny, a 'atrakcją' było 'wie może pani gdzie jest...' to o czym pisałaś i wielki bulwesrs jak to mogę nie wiedzieć.

    >> VANILLIA96.BLOGSPOT.COM <<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Nie wiem dlaczego tak ciężko jest pojąć, że ja w tym sklepie mogę być pierwszy raz i że kompletnie nie interesuje mnie rozstawienie towaru, tylko mój produkt (do którego często sama trafiać przypadkiem).

      Usuń
  12. Nigdy nie myślałam, że praca hostessy jest łatwa, po lekturze Twojego postu tylko utwierdziłam się w swoim przekonaniu. Sama na studiach dorabiałam w kiosku i również z własnego doświadczenia wiem, że praca z klientami nie jest aż tak przyjemna jak się wydaje, choć nie powiem, zdarzały się osoby, z którymi można było normalnie porozmawiać. :)

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzają się, zdarzają, ale to przypadek jeden na tysiąc niestety.

      Usuń
  13. Wydaje mi się, że do takiej pracy trzeba lubić ludzi, ale jednocześnie być pogodzonym z tym, że jak się ją skończy to spojrzenie na ludzi bardzo się zmieni; ogromnej siły psychicznej trzeba ;>
    A sklep z pamiątkami brzmi super!

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczywiście nigdy nie pracowałam jako hostessa, ale brałam udział w kilku akcjach z wolontariatu. Moim zadaniem było zachęcanie ludzi do wzięcia w niej udziału, wrzucenia tych kilku groszy z reszty, którą sekundę temu otrzymali. Po tych dwóch, czy trzech razach nie wyczerpało mnie to jakoś szczególnie. Raczej czułam satysfakcję, bo w mojej puszce znalazła się dosyć duża suma. Ale przekonałam się, że nie jest to praca na dłuższą metę. Spotkałam też raz panią, która postanowiła zasypać mnie szczegółowymi pytaniami na temat akcji, na których odpowiedzi po prostu nie znałam. Tak jak napisałaś, poczułam się jak idiotka... Ludzie całkowicie lekceważący mnie i udający, że nie widzą są strasznie denerwujący. W sumie trochę ich rozumiem, bo na świecie jest wiele naciągaczy itd., no ale szacunek należy się każdemu. Niech wysłuchają, powiedzą miłe "Dzień dobry" i zwyczajnie powiedzą, że nie są zainteresowani, zamiast zarażać nas swoją niechęcią do... wszystkiego. Bardzo wkurzają mnie ludzie, którzy zachowują się jak pasożyty. Niedawno byłam na imprezie w zakładzie pracy mojego brata. Były tam darmowe słodycze dla dzieci. Bardzo miło ze strony firmy, fajnie sobie wziąć jednego, czy dwa batoniki. Ale jak zobaczyłam ludzi, którzy pakują jak najwięcej do toreb, by zabrać do domu to załamałam się ;_; No ile można? No cóż, tego nie zmienimy. Ludzie są różni. Fajnie, że znalazłaś zajęcie, które bardziej Ci odpowiada :) Warto spróbować wielu zajęć, może w końcu trafimy na coś, co będziemy wykonywać w uśmiechem na twarzy. Pozdrawiam
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idą promocje na karpie w Lidlu podobno, czekam na filmiki. Widziałam co się działo na promocji toreb, crocsów czy teraz podczas tej akcji z możliwością oddania rzeczy, które się nie spodobały, więc będzie pewnie na co patrzeć. Szczyt żenady. Ludzie po prostu nie mają wstydu.
      Co do tego, że praca Cię nie wyczerpała i czułaś satysfakcję - wolontariat rządzi się trochę innymi prawami. Ty zachęcasz do oddania kilku groszy na jakiś (szczytny) cel, ja tymczasem do wyciągnięcia kasy i kupienia rzeczy, po które klient nie przyszedł do pracy. Nie czuję satysfakcji, bo z czego miałaby ona wynikać? Jesli mam na akcji super produkt, który jest naprawdę świetny, zdrowy itd., a do tego sprzedał się w dużej ilości to fajnie. Jeśli jednak akcja okaże się klapą, to świat się nie zawali, po prostu. A zmarnowana jestem zawsze. Może początki były spoko, ale potem, gdy zaczęłam pracować w takim trybie weekendowym, przestało to być fajne. Perspektywa, że inni balują, a ja własnie wracam z akcji potrafiła dobić, tym bardziej, że nie były to jednorazowe sytuacje, a praca jak każda inna, tylko że w weekend (przynajmniej 3 razy w miesiącu).

      Usuń
    2. *Nie przyszedł do sklepu, of course.

      Usuń
  15. Nie wyobrażałam sobie tej pracy w taki sposób.
    No, ale super, że piszesz szczerze, mogłam spojrzeć na to twoimi oczami.
    Świetną decyzją była zmiana pracy, ile można się męczyć.

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem biednym studentem i lubię spróbować czegoś dobrego za darmo :)
    Ciężki kawałek chleba. Na pewno sklep z pamiątkami to znacznie lepsza praca i lepszy kontakt z klientem.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować i owszem, ale obżerać się tym, bezwstydnie? Bez przesady...

      Usuń
  17. Hostessą nigdy nie byłam, ale pracowałam na dziale AGD w jednym z tych ogromnych marketów i doskonale Cię rozumiem :D

    OdpowiedzUsuń
  18. To zdjęcie z ziemniakiem przypomniało mi animację ,,Sausage Party''. ;) Coś wiem o tych dzieciach, które myślą, że wszystko się im należy - też tego nie rozumiem. Po tym, co przeczytałam, podziękowałabym za pracę hostessy. Nie mam nerwów do takich rzeczy. :/

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie widziałam, że praca hostetssty może być aż tak irytująca. Ja z reguły nie podchodzę do takich stoisk, by po prostu zapełnić żołądek czy coś. xd Tylko jak myślę, że produkt może mnie zainteresować - wtedy to ma sens.
    A kwestia z wypłatą też nie za ciekawa, ale przy takich innych pracach dorywczych również niestety zdarzają się takie problemy. Denerwuje mnie taka samowolka, pewnie myślą, że jak młodzi, to odpuszczą. Dobrze, że postawiłaś na swoim! ;)
    Pozdrawiam!
    unambitious33.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, ale czasami nawet ja nie mam nerwów, żeby kłócić się o każdy grosz :(

      Usuń
  20. Wydaje mi się, że praca z ludźmi jest zawsze trudna, a jak jeszcze dochodzą problemy z wypłatą pieniędzy to ja już dziękuję... Myślę, że pozytywne w tej pracy może być to, że możesz trafić na fajne dziewczyny z którymi pracujesz i zawsze trochę pogadać, poznać nowe osoby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to z pewnością :) Fajnych ludzi też się od czasu do czasu spotka. Pisałam o tym kiedyś w poście. Ale ogólnie słabiutkooo.

      Usuń
  21. Też pracowałam prawie dwa lata jako hostessa. Łączę się z Tobą - rozumiem co czujesz. Przeżyłam prawie wszystko, o czym piszesz. Wprawdzie pracowałam przy organizacji loterii w galerii handlowej, ale też zdarzały nam się hity: "a gdzie Pani kupiła tę spódniczkę?" "w którym sklepie dostanę taki kapelusik, który Pani ma na głowie?", "w którą stronę jest sklep z Conversami?" i aż się gną nogi, gdy podeszła do mnie taka nieśmiała, zahukana pani z tekstem "mi dwa dni temu tata umarł...". Plusem były te momenty, gdy ktoś dłużej ze mną pogadał i poopowiadał mi coś, albo ze mną pożartował. Raz nawet jeden klient przeprowadził u mnie analizę astrologiczną na podstawie mojej dłoni, znaku zodiaku i daty urodzin :P Pękałam wtedy ze śmiechu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi gość opowiadał o tym, jak zmierzyć szerokość Wisły nie wchodząc do wody. Nic nie zczaiłam. Albo o, pewna miła staruszka opowiadała mi o tym, że kiedyś miała kozę i piła mleko tylko kozie właśnie. Dla takich ludzi warto tam stać!

      Usuń
  22. O tak praca z ludźmi do łatwych nie należy, chociaż wiadomo każdy klient jest inny. Nie pracowałam nigdy jako hostessa, jako introwertyk to byłoby ponad moje siły. Ale aktualnie pracuje w księgarni i dobrze się w tym odnajduje, szczególnie jak mam stałych klientów, których mniej więcej znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze chciałam spróbować pracy w księgarni! Takie moje małe marzenie.

      Usuń
  23. Pracowałam jako hostessa przez dosłownie kilka dni.. i powiedziałam sobie, że nigdy więcej! Stanie po 12h w jednym miejscu z jedną, tylko jedną przerwą na coś do zjedzenia było ponad moje siły. Namawianie ludzi aby grali w zdrapki też niezbyt mi się podobało. No ale, potrzebowałam na tamten moment kasy więc nie wybrzydzałam. Jedyne plusy z tego całego hostessowania? Podpisana umowa, pieniądze praktycznie od razu po akcji no i zwrot podatku na koniec roku :P

    Dobrze, że znalazłaś coś spokojnego i coś co Ci się podoba! :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak dobrze, że nie było problemu z kasą... Zdarza się, że jest zupełnie inaczej niestety.

      Usuń
  24. To chyba moja rodzina jest jakaś inna - zawsze jak jest degustacja to gadają, a potem często kupują, tylko ja odludek z dietami czytam wcześniej etykietę lub dziękuje i od razu przechodzę do zakupu produktu bez próbowania, więc takie pytania pt. czy jest gluten, cukier, soja, psi kał to nie pytanie do hostessy - przecież można sobie to samemu sprawdzić. Ale powiem Ci, że help center nie lepsze - każda praca z klientem bywa uporczywa, bo niektórzy zanim dopuści się ich do życia powinni zdawać testy na IQ :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ciężko :/ Szczególnie ci bogaci mają cię zawsze gdzieś, eh. Mnie nigdy nie ciągnęło do bycia hostessą i w sumie widzę, że nic nie straciłam :D
    Zapraszam! www.zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu Cię zaskoczę, ale nie masz racji. Najlepiej pracuje się z w sklepach, w których klienci definitywnie maja wypchane portfele. To mogę Ci zagwarantować.

      Usuń
  26. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. hmm zazwyczaj reaguje: nie dziekuje a czasem ale rzadko sie zdazy ze sei zainteresuje i nawet popatrze i wezme :D praca jak rpaca z ludzmi strasznie ciezka ;/ no ite "stanie" masakra.... fajnie ze sie podzielilas doswiadczeniami. pozdrawiam i zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanie jest strasznie upierdliwe, tym bardziej, gdy nic się nie dzieje i stoi się na darmo :(

      Usuń
  28. Hej! Nigdy nie byłam hostessą ale zawsze chciałam się w tym ''zawodzie'' spróbować, tyle, że zawsze nie było okazji. Wydawało mi się to fajną, niezbyt męczącą pracą.. jednak jak przeczytałam Twój post to bardzo zmieniłam zdanie. O wielu rzeczach nie miałam pojecią. Rozwydrzone dzieciaki i rodzice z tekstem ''Idź do pani, to Ci coś da'' - tragiczne! szału można dostac. Chyba długo bym nie pociągnęła, szczegolnie ze jestem z natury bardzo nerwowa.
    Pozdrawiam!;)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nerwowość byłaby wielką wadą. W tej pracy potrzeba cierpliwości :D

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)