Pracuję, bloguję, studiuję, żyję - bywa ciężko

17:42 Magda 49 Comments


                                        
Czasami to aż nie mogę uwierzyć w to, jak wiele trzeba zrobić w ciągu doby. I nie, nie chciałabym, żeby doba trwała dłużej, bo jak sobie pomyślę o tym, że miałabym harować jeszcze więcej godzin, to krew mnie zalewa i żyć mi się odechciewa. Chciałabym jednak żeby moje życie trochę zwolniło i żebym miała więcej wolnego na rzeczy przyjemne i na rozrywkę. W końcu kiedyś muszę się poopierdalać. Emerytury to ja pewnie nie doczekam, więc to jest idealny moment, żeby robić z siebie leniwca. Ale jak, skoro mam tyle na głowie, że nawet nie mam czasu na bloga?
Ten tekst będzie o tym, dlaczego nie mogę wieść spokojnego życia leniwca albo wombata, o którym wspominałam Wam pod koniec lipca. Nie mogę, i czasami to mam ochotę ronić łzy nad swoim losem. Szczególnie wtedy, gdy muszę wstać rano i popędzić do pracy…

PRACUJĘ, BLOGUJĘ, STUDIUJĘ, ŻYJĘ – BYWA CIĘŻKO
Pracuję
            Wciąż jako hostessa, chociaż coraz częściej łapię się na tym, że chciałabym iść w inną stronę. Ile można przekonywać do tego, że coś jest najlepsze, najpyszniejsze, mega super? Pracuję jako hostessa od niemalże dwóch lat i dochodzę do wniosku, że powoli się wypalam. Ile można dłubać w żarciu, którego – czasami – ludzie nie chcą próbować, mimo że jest za darmo? Ile można słuchać pitolenia niezadowolonych klientów, którzy narzekają na smak, na cenę, na sklep, na życie, na wszystko? Ile można użerać się z pracownikami hipermarketów i agencjami? Ile można czekać na wypłatę, która miała przyjść miesiąc temu? Ile można tak żyć? Wiecznie zmęczona i w nerwach... Co tydzień w innym sklepie… Co tydzień na nogach po osiem godzin dziennie albo i więcej…
            Wróciłam z Bieszczad i poświęciłam się pracy. Każdego tygodnia w robocie spędzam przynajmniej 4 dni. Cztery długie dni, które wleką się niemiłosiernie. Godziny, podczas których muszę użerać się z tymi wszystkimi ludźmi, którzy mają mnie w dupie. Długie i rozciągające się w czasie minuty, doprowadzające mnie do nerwicy. Napiszę Wam o tym jak wygląda moja praca. Żebyście nie żyli w przekonaniu, że hostessa to nie ma powodów do tego, żeby narzekać. 

Bloguję
            A przynajmniej staram się to robić, chociaż jak sami możecie zobaczyć – ostatnio jest o to ciężko. I nie przemawia za tym moje wrodzone lenistwo tylko fakt, że nie mam czasu na bloga. Albo nie mam pomysłu na posty. Bo jak można je mieć, skoro moje dni wyglądają identycznie? Wstaje rano, idę do pracy, wkurwiam się na ludzi, wracam, myję się, jem i leżę z rozwalonymi nogami, które błagają o masaż. Ale nikt mi tego masażu nie robi jak siedzę w Warszawie. I to jest problem. Bo jakby ktoś robił masaż to mogłabym o tym napisać, a tak? Naprawdę chcielibyście czytać o tym, jak bardzo bolą nogi po ośmiu godzinach stania? Nie sądzę.
            Spokojnie jednak. W końcu wrócę na bloga, bo aż mi tak dziwnie w środku, jak nie przesiaduję długich godzin nad tekstami, a potem nie odpowiadam na Wasze komentarze. I dziwnie jest mi, gdy zastanawiam się, dlaczego od tak dawna nie odwiedzałam Waszych stron. Obiecuję poprawę! Mam już nawet ambitny plan dotyczący przyszłych postów. Może tak wrócić do rozmów z innymi blogerami? Bez świadomości, że notki podgląda i ocenia mój wykładowca? Bez spiny, że będę miała ocenę za cały ten projekt z „Blogerskim pitu-pitu”?
            Ja się na to piszę, tyle Wam powiem. Pytanie tylko, czy Wy jesteście na to gotowi i czy jesteście w stanie wziąć w tym udział.

Studiuję
            Bo chociaż do października mogę cieszyć się wakacjami, to nie zapominam o swoich studenckich obowiązkach. Wciąż kołaczę mi w głowie myśl, że w tym roku się bronię. I trochę dobija mnie fakt, że muszę napisać pracę dyplomową. I już nawet nie bardzo ratuje mnie (przed depresją) to, że będę pisała o blogach.
Powoli zaczynam się stresować. Przytłacza mnie ogrom pracy, która mnie czeka i to, że tak mało jeszcze wiem. Będzie ciężko, po prostu to wiem. Minimum 40 stron. Boże, jak ja to napiszę?
Cóż, napiszę najlepiej jak potrafię... I tego boję się najbardziej. Moje dążenie do tego, żeby wszystko grało jak należy, zabierze mi masę czasu, który mogłabym poświęcić na coś innego… Zachciało się studiów, ja jebie.
Już nie wspomnę o tym, że robię aktualnie praktyki i piszę teksty dotyczące problemów z moich rodzinnych stron, co – wbrew pozorom – nie jest proste. W końcu w domu pojawiam się na dwa, trzy dni. Wyzwanie, tak mogę to określić. Ale i dobry sposób na sprawdzenie swoich pisarskich umiejętności. Pisanie na bloga różni się od pisania do gazety. I niestety często dostaję po tyłku za to wszystko, co tutaj przeszłoby bez choćby zająknięcia. Plus jest taki: wiem, że nie ma co osiadać na laurach, cały czas trzeba się uczyć, żeby pisać jeszcze lepiej.

Żyję
            I to nie byle jak, bo z kimś. A to jest a) wyzwaniem b) pocieszeniem. Wyzwaniem, bo życie z kimś to zawsze uczenie się wędrowania po ścieżkach kompromisu. I manewrowanie czasem między obowiązkami, a przyjemnościami… Bywa różnie, ale staram się jak mogę, żeby było dobrze! Jeszcze mi nic nie wypomina, więc na razie mogę oddychać spokojnie, ale jak mi się zbuntuje i zacznie narzekać, to nie wiem, co pocznę. Nie mogę robić 4 rzeczy jednocześnie, a boję się, że skończyłabym na robieniu tej, o której aktualnie czytacie.
            Bycie z kimś, to też pocieszenie. Chociaż nie każde „bycie” jest takie, jak te moje obecne. Poprzednie było takie średnie. To… Wiem, że nie jestem z niczym sama. Wiem, że mogę napisać. Wiem, że mogę się wygadać. I wiem, że mogę się przytulić, jak mi jest cholernie smutno albo jak już nie ogarniam, co mam w życiu zrobić. Albo w co włożyć ręce, bo tak dużo mam na głowie. Albo tak, po prostu. Bo mogę.
            Co tu dużo mówić? Dobrze mi. Tak dobrze to mi jeszcze nie było. A może w końcu wróci mi wena na pisanie opowiadań, to i Wam zrobię dobrze? Chociaż nie wiem czy facetów tymi swoimi opowieściami uraczę, ale zawsze mogę próbować. Zresztą, ich i tak jest tutaj jak na lekarstwo. Czasami to mam wrażenie, że oni czytają tylko posty o okresie…

 PHOTO: www.pexels.com

49 komentarzy:

  1. A ja uwielbiam ten wpis i zapewne wrócę na niego jeszcze setki razy. Zyciowy z dobra dawką refleksji. Pogodzić ze sobą prace, nauke i.. życie - to naprawdę nie lada wyzwanie. I sama wiem co piszę, bo podobnie jak Ty - sama zmagam się z tymi czynnościami. Co innego żyć pełnią życia a co innego żyć bo żyć.
    Praca, która wymaga spędzenia tyle czasu na nogach bywa upierdliwa, mało tego - ludzie, z którymi masz styczność bywają nad wyraz upierdliwi, grzecznie mówiąc. Obrona? Wydaje mi się, nie! Ja to wiem - nie masz się czego bać! W końcu jesteś jedną z niewielu ambitnych osób, które znam w blogosferze.
    A blog? I tak jest dobrze, piszesz tu i nie uciekasz mimo tego, że tego czasu jednak Ci brakuje. A wpisy sa naprawdę życiowe i mądre.
    No i chyba wspomniałam Ci, że lubie tu bywać? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru żyć, żeby żyć. Chcę to życie przeżyć. A to nie prost,e jeśli siedzi się w takiej bezsensownej pracy. Ta fucha to po prostu tragedia czasami. Ludzie bywają dziwni, ale klienci to już w ogóle.
      Żeby tylko ta ambicja mnie nie przygniotła :D Czuję, że ludzie liczą na to, że napiszę jedną z najlepszych prac, ale czy to mi pomaga? Nie sądzę.
      Bywaj tutaj, bywaj! <3

      Usuń
  2. Jesteś zdolna, świadoma i jakby było mało - dojrzała babka z Ciebie. Do tego fantastycznie piszesz. Każdy Twój post czytam z ogromną przyjemnością.
    A na pociechę, taką w stylu - inni mają gorzej - uwierz, tam gdzie ja pracuje, chyba mało kto by chciał:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie za stara babka ze mnie :D
      Aż się boję pytać, gdzie pracujesz.

      Usuń
    2. Mniej wiecej oczyszczanie szamba. W pewnym sensie :).
      Dojrzała nie znaczy stara.

      Usuń
    3. Chcesz zostać hostessą? Załatwię Ci to. :D

      Usuń
    4. Ha ha, moja praca polega na tym, że nie da sie z niej zrezygnować:)))).

      Usuń
  3. Zastanawiam się, kiedy spisz! Serio. Dobrze czytac blog osoby, ktora zawsze wróci do publikacji ;). Podobała mi się"życiowosc" tego posta i szarość zycia. Jestem pewna, ze napiszesz prace, a co do hostessowania: nie dziwie sie Twojej frustracji ;).
    niezaleznosc-hp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie zamierzałam od tych publikacji uciekać. Tylko, że po co pisać kompletnie o niczym albo tak, że nawet ja nie czuję swoich tekstów, bo w czasie ich pisania, prawie spałam na klawiaturze? Bez sensu.
      Śpię kiedy mogę, oby tylko nie w dzień :D

      Usuń
    2. Wiesz jak pisał Bukowski? Skończył dyżur na poczcie, chlał kilka piw, szedł na ku^wy i klepał do rana na wpół przytomny na starej maszynie do pisania. A teraz wszyscy się zachwycają! Nie ma wymówek. Życie to nie rurka z kremem, ale nikt nie ma taryfy ulgowej!

      Usuń
    3. Mmm... I tu sie zgodzę. Jeszcze do tego nocne przechadzki po Casablance i wypisz wymaluj - ja:) Tyle ze omijam punkt -ku...wy i nikt sie nie zachwyca:)))

      Usuń
    4. Nie będę piła piw i nie będę rano klepała tekstów (nawet na swoim laptopie). Rano to ja ledwo robię herbatę, a co tu mówić o pisaniu?:D

      Usuń
  4. No tak, nie ma lekko. Mam podobne doświadczenia ostatnio - praca w "redakcji", patrzenie 8h w kompa i symulacja roboty albo masa durnych poprawek do, moim zdaniem, dobrych tekstów. Po powrocie do domu nie chce się w zasadzie NIC. Studia też mnie czekają, ciutkę trudniejsze. Oprócz tego co kilka dni mam wdrożenie do pracy na uczelni w charakterze pracownika technicznego. Oprócz tego też gdzieś tam próbuję mieć życie prywatne. Oprócz tego myślę ciągle o kanale na YT z klockami. Oprócz tego piszę rzeczy gdzieś na boku np. poprawka artykułu naukowego do publikacji, abstraktu na konferencję. Oprócz tego ogarniam ostatnio wyprzedaż książek Fantasy z mojej biblioteczki. Przebodźcowanie totalne...

    Fajno, że masz jakąś drugą połóweczkę, która nie jest połówą czystej! Wtulaj się, wtulaj, póki Wam różnica charakterów nie zacznie przeszkadzać :v

    Kultura & Fetysze (klik!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, przez te poprawki to i ja przechodzę na praktykach. Często się zastanawiam o co cały ten szum, skoro nie ma tam rzeczy strasznych. Może coś się tam wypatrzy, że mniej gramatycznie niż mogłoby być, ale chyba nie ma co panikować? No chyba, że mylą mi się imiona i miejscowości, to już co innego, ale to też kwestia tego, że inaczej wygląda moje pisanie na bloga, a inaczej na studia czy na praktyki.
      A po pracy to się nic nie chce, wiem.
      Co Ty o tych klockach będziesz gadał? I co Ty masz z tymi studiami i publikacjami? Jezu, jak poważnie to brzmi, gratki!
      O jaki życzliwy!

      Usuń
  5. Doba to zdecydowanie za mało! Czas leci coraz szybciej, życie jest coraz bardziej intensywne, jesteśmy coraz bardziej zapracowani, wszystko robimy coraz bardziej... Ciężko zwolnić i znaleźć chwile dla siebie. Jednak jest to bardzo potrzebne. Sama bardzo często narzekam na zmęczenie, brak czasu... Ale dzięki takim postom, osobom jak Ty zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiem co to znaczy ciężko pracować. Przekonam się w swoim czasie. A teraz muszę doceniać to co mam, póki mogę. Zmiany są potrzebne. Domyślam się jak trudno znaleźć czas na bloga :/ Najgorsze jak masz ambicję, chcesz coś zrobić, ale nie masz kiedy... Życzę dużo powodzeniu pracy w całym roku. Trzeba sobie jakoś poradzić. Podziwiam Cię, dużo ze sobą godzisz. To cholernie trudne... Pozdrawiam
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godzę, godzę i mam nadzieję, że w końcu to wszystko pogodzę! Bo tak mi głupio olewać jedno na rzecz drugiego. Potrzebuję życiowej harmonii. Muszę nad tym popracowac, a co:D

      Usuń
  6. Jakże by mi się przydała taka druga połóweczka, do której mogłabym się przytulić, gdy z każdego kąta szkoły trąbią, że nie zdam matury, a to już w maju. MNie też często zalewają obowiązki. Niestety, musimy się w tym łączyć. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukajcie a znajdziecie. Albo lepiej - oddajcie się w ręce losowi...

      Usuń
  7. Kurczę. Myślałam że hostessa rzadko kiedy otrzymuje jakieś zlecenia. Raczej, że to praca na jeden raz, a tu proszę - 4dni w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy dobrym układzie planem to można by było pracować nawet 7 dni w tygodniu. Wszystko zależy od miesiąca, zapotrzebowania na akcje w danych dniach. Nie ma co się dziwić, że tak ich dużo, w końcu to Warszawa.

      Usuń
  8. Mi też brakuje czasu.. na bloga mam mało więc zrobiłam "zapasy" jak miałam urlop wyciągnęłam wszystkie rzeczy z łazienki które już stosuję od jakiegoś czasu np 1-2 miesiące, najpierw porobiłam zdjęcia... ahh było ich ponad 120 na jakieś 30 postów :P ( zdjęcia robiłam 5 godzin tylko ozdoby zmieniałam ale cały czas w pozycji klęczącej i wstać nie mogłam bo mi chyba krewka do nóg nie doszła) porobiłam fotki, wpisy dałam do roboczych i publikuję co dwa dni
    ( bo w sumie jak coś już używam 1 miesiąc, dwa lub dłużej to zdanie wyrobione mam )teraz robię nowe zdjęcia i co jakiś czas dodaję do roboczych aby w razie "W" mieć coś w zanadrzu co by nie było że olewam :P ludzi :). Najgorsze mam dni np Poniedziałki...wstaję o 4 wyjeżdżam o 5 i heja na 6 do roboty do 17 tyraj człowieku, i czekaj na busa 40 min bo innego nie ma, a w domu jestem 18.30-19 w zależności jak korki są, no i co? Zjeść coś trzeba, dupke umyć też jest już po 20 odwiedzę ludzi z bloga, coś skomentuje i heja 22 do spania :P bo znów o 4 trzeba wstać. środy za to mam wolne rano coś tam porobiłam kilka nowych fotek i do roboty to piwnice, to strych ogarniałam, i cały czas coś... jutro znów od nowa do pracy i tak do soboty, niedziela wolna i nie ruszę się z wyrka choćby mnie siłą ściągali :P. Emerytury to ja pewnie też nie dożyję :P Nawet z moim tylko widzę się w weekend po pracy bo w tyg nie ma nawet kiedy, dlatego ze mną śpi mój hipcio którego dostałam na 18 urodziny :) jest mięciutki i fajny i ma fasolki albo groszek? w dupci to mogę go przez sen miętosić :D Ja to muszę się trochę bardziej zorganizować co by mieć czas na leniuchowanie :)
    Praca hostessy jest nawet fajna ale wszystko zależy od zlecenia :) bo w niektórych to grrrrr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się w końcu nauczyć pisania tekstów na zapas. Póki co jednak daleko mi do tego i to aż straszne, ale mam nadzieję, że teraz już posty będą regularnie, przynajmniej raz w tygodniu...
      Boże, Ty życia praktycznie nie masz! A to ja narzekam...
      Hipcio <3

      Usuń
  9. Te 40 stron nie powinno Cię przerażać, myślę, że gdybyś zebrała do kupy wszystkie blogowe teksty to wyszłoby ich i ze 400! Także masz wprawę ;> I tak, tak zdaję sobie sprawę, że to zupełnie co innego, ale zasada ta sama - uderzasz w klawiaturkę.
    Fajnie, że nie dopisałaś "żyję" w tytule posta, bo gdy dociera się do tego punktu w notce to tak jakby się światełko w tunelu zapaliło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wiem czy będzie 400 stron, ale na pewno będzie sporo. Tyle, że to nie praca naukowa :D
      Żyję całkiem fajnie, mimo tego, że jestem mega zarobiona <3

      Usuń
  10. Od kiedy jestem z kimś to wiem, że mogę więcej. Że dobra trwająca 24h jest idealna, żeby pójść do 9h do pracy, zrobić zakupy, pójść na siłownię, zrobić pranie, ugotować obiad na następny dzień, nadrobić swój ulubiony serial, pomalować paznokcie, przeczytać kawałek książki, a następnie spać przez najbliższe 7h (przynajmniej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ja ostatnio na książki miałam czas... :D

      Usuń
  11. Bycie z kimś dodaje takiego kopa, że aż chce się wszystkiego, pracy, nauki, bo ktoś wyjątkowy nas wspiera i zawsze możemy na niego liczyć, to cudowne uczucie. Co do łączenia pracy z nauką bywa ciężko wiem to po sobie. Teraz co prawda mam szkołę co drugi weekend, ale za to cały tydzień pracuję i też bywa ciężko.

    Ale co tam! coś w życiu trzeba robić i cieszyć się każdym dniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie pozytywne myślenie to by mi się przydało! <3

      Usuń
  12. Widać, że nie jest lekko, ale to, że teraz nie ma czasu nie oznacza, że później też go nie będziesz miała.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czas studiów i takich dorywczych prac jest tym najlepszym ... naprawdę. Ja od 2 lat pracuję już normalnie i faktycznie jest różnica między życiem studenckim, a takim już mega dorosłym ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja się z tym akurat nie zgodzę. Być może w trakcie studiów nadal nie odpowiadałam za siebie w 100%, mogłam liczyć na spadochron rodziców oraz łudzić się poczuciem, że na wszystko mam jeszcze mnóstwo czasu. Za to zdecydowanie nie pamiętam, jak przebrnęłam, przez łączenie studiów z kursami, pracą, stażami i praktykami, wyjazdami do rodziców, chłopakiem na odległość i całą masą innych rzeczy. Dzisiaj jest mi zdecydowanie spokojniej.

      Droga autorko, wspieram i czekam na Twoje nowe projekty!

      Usuń
    2. Ja nie wiem jak to będzie, ale wiem, że to co mam teraz wcale nie jest takie piękne i potrafi nieźle wykończyć. Przynajmniej jednak nie mogę narzekać na to, że w moim życiu nic się nie dzieje.
      Dziękuję! <3

      Usuń
  14. Matko, jakbym czytała o sobie! Dokładnie takie same problemy przeżywam, gdy pracuję jako hostessa (choć dawno się tym nie trudniłam, w wakacje i we wrześniu pracowałam gdzieś indziej). Jakbyśmy to my były producentami. Nawet niedawno obszernego posta z zażaleniami napisałam, no bo ludzie no.
    Podziwiam Cię, że dajesz radę. Swoją prawie-stałą pracę rzucam, bo klasa maturalna mi z tym nie współgra, ale jako hostessa chciałabym gdzieniegdzie jeszcze pochodzić.
    I chciałabym wkrótce żyć z kimś. No ale nie zanosi się na to, niestety. Chyba głównie dlatego nie jest dobrze ;3
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale będzie dobrze! U mnie też się nie zanosiło, a potem proszę bardzo. Wyszło jak wyszło <3
      Zajrzę do Ciebie i zerknę na tego posta, bo az mnie normalnie zaciekawił los mojej koleżanki po fachu!

      Usuń
  15. Hej, hej! Pamiętasz mnie jeszcze? :D Tak mi się trochę zniknęło z blogosfery, ale wróciłam (mam nadzieję, że na dłużej niż trochę). A teraz Twój post. Pracować to jeszcze nie pracuję, cieszę się póki mogę, chociaż z miesiąc przed ŚDM i w ich trakcie jako wolontariuszka robiłam tyle rzeczy, że można by to nazwać pracą. :) Także coś tam już wiem.
    Hmm... Z blogowaniem mam tak samo. Chciałabym bardzo pisać częściej, ale jak, kiedy szkoła, nauka, zespół, dwie schole, próby, szkoła, nauka itd. Jeszcze nie studiuję, na razie "bawię się" w liceum, ale już niedługo. Chociaż liceum też nieźle daje mi w kość. Nie no, żyję to ja sobie dosyć dobrze, jeszcze trochę czasu dla siebie mam (tak przed 6.30 zanim wstanę do szkoły, albo po 22.00 jak już wszystko ogarnę :D). Nie narzekam, jeszcze nie mam tak źle.
    Mam nadzieję, że u Ciebie będzie tylko lepiej. Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nowe rozdziały.
    Rea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczą Was w tych szkołach teraz. Ja w liceum to robiłam co chciałam, a przy książce to można mnie było spotkać przed jakimś waznym egzaminem albo przed maturą...

      Usuń
  16. Studia już dawno skończyłam, ale mimo to..mamy wiele wspólnego ;-) Niby mało optymistyczne, ale mimo to co najmniej pocieszające ;P

    OdpowiedzUsuń
  17. Nieciekawie jako hostessa. :/ Nie wiem, czy dałabym radę użerać się z ludźmi przez dłużej niż dwa dni. Niektórzy potrafią być wyjątkowo upierdliwi. A rozmowy z blogerami czy z kimkolwiek innym - o tak! Wyjątkowo przyjemnie czyta się tego typu rzeczy. Zakończenie napisałaś genialne. =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się. I będę Wam robiła dobrze, bo dobrem należy się dzielić <3
      Praca spoko, ale na krótko. To nie jest coś, co można robić w tygodniu i co weekend, wiem co mówię.

      Usuń
  18. Praca z ludźmi jest zajebiście trudna. Sam doświadczam tego na co dzień.
    Ja też bardzo lubię Bieszczady. Wrzesień to dobry czas na wakacje w górach.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tęskniłam. Zdałam sobie z tego sprawę, jak tylko skończyłam czytać pierwsze zdanie. Ostatnio też zaniedbałam blogosferę. Zarówno jeśli chodzi o mnie i tych, których najchętniej odwiedzam. Dopadło mnie lenistwo. Ale nie byle jakie, bo takie okropne. Dorwało mnie w swoje szpony i nie chciało puścić, dziadostwo! Ale jakoś się wyrwałam i jestem. Jestem i nadrabiam zaległości.
    A teraz do rzeczy: współczuję pracy. Ludzie bywają trudni i myślę, że gdybym była na Twoim miejscu i miała tak wszystkiego wysłuchiwać, to też bym miała dosyć. Bo w sumie ileż można? Co do studiów: będę trzymać kciuki, żebyś napisała tę pracę. Wiem, że sobie dasz radę, bo zdolna z Ciebie bestia i każdy Ci to powie, ale zawsze przyda się ta świadomość, że jednak jest ktoś, kto Cię wspiera i wie, że sobie poradzisz. Ja mam o tyle fajniej, że dopiero zaczynam studia, więc o pracy dyplomowej póki co myśleć nie muszę (uff!). Poza tym dobrze jest wiedzieć, że mimo ciężkiej pracy i natłoku obowiązków ze studiów, żyjesz i masz się dobrze.

    PS. Zakończenie mnie urzekło! :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Weronika

    96pln.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się zakończyć z pazurem :D Bardzo dziękuję za ten komentarz, to był średnio dobry dzień a Ty mi zrobiłaś dobrze na jego zakończenie, więc cieszę się strasznie, że wpadłaś.
      Nie daj się lenistwu, to najgorsze, co może sie przydarzyć! I dziękuję za tę wiarę w moje umiejętności. Zobaczymy w czerwcu (mam nadzieję!) co z nich będzie :)
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  20. Nie zazdroszczę pracy hostessy, chociaż można w tym czasie słuchać ludzi i zbierać materiały na bloga. Jeżeli masz siłę, aby jeszcze kogokolwiek słuchać. Dobrze, że oprócz pracy masz życie i, jak piszesz, udane życie, masz od kogo otrzymać wsparcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety prawda jest taka, że rzadko kto potrafi zabłysnąć. Klienci albo narzekają, albo irytują. O tych, którzy ujęli mbie za serce opisalam w poście o moich ulubionych wariantach:)

      Usuń
  21. Widzę, że dużo rzeczy masz na głowie - studia, praca, blogowanie, może być tak, że nie będziesz wiedziała, w co ręce włożyć, ale widzę, że poświęcasz się temu w pełni za co naprawdę szanuję. Nawiązując do organizacji czasu szkolenie otwarte w tym zakresie każdemu z nas by się przydało, bo bazując na swoim przykładzie i moich znajomych to zauważamy jak dużo czasu zajmuje nam robienie czegoś, co nie jest związane z naszymi obowiązkami. Czy Ty też tak masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdecydowanie mam na odwrót. Ostatnio ciągle tylko obowiązki i mało czasu na przyjemności.

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)