Cześć, spotkałam wariata

14:31 Magda 58 Comments

            

           Praca z ludźmi? Męcząca. Klienci bywają bowiem strasznie irytujący. I upierdliwi. I nudni. W końcu ile można słuchać o tym, że nie działa czytnik, a sklep jest za duży i nie można w nim nic znaleźć? Panie, nie moja wina! Ja tu tylko tak, od święta. Jako hostessa pracuje. Zażalenia to do kierownika...
            Otóż nie! Zażaleń zawsze słucha ten, kto stoi najbliżej. Najczęściej właśnie ja… Rok w tej pracy nauczył mnie jednak obojętności na ludzkie skargi i przeciągłe westchnienia. Gorzej, gdy wstaję lewą nogą. Wtedy to człowieku bez kija nie podchodź. Szczególnie przed 13.
            Ale, ale! Narzekanie na klientów uprawiałam w innym poście. Dzisiaj przyszła pora, aby pokazać, że w tej pracy znaleźć można również pocieszne perełki. Takie, które poprawiają mi humor na cały boży dzień. Albo i na dłużej.


 CZEŚĆ, SPOTKAŁAM WARIATA

1.         
W każdym sklepie zdarzają się stali bywalcy. A że ja ostatnio chodzę głownie do dwóch marketów i mam świetną pamięć do twarzy, to wiem, kto już próbował ode mnie rzeczy, a kto udaje głupiego. Wierzcie mi – więcej jest takich, którzy udają, że jeszcze nigdy nie jedli tego, co akurat serwuję, chociaż ja dobrze pamiętam, że widzieliśmy się tydzień temu, dokładnie w tym samym miejscu…
Na szczęście są też tacy, którzy potrafią przyznać się do tego, że oni już spróbowali, ale skoro mam jedzenie za darmo, to oni chętnie zdegustują je ponownie. Nie inaczej było z tym gościem. Pamiętam go doskonale. Na oko po trzydziestce, widać, że w domu się nie przelewa. Może też jakaś choroba?
Przychodzi, wita się, próbuje. A ja tylko czekam.
- Ja Ciebie lubię, dziewczynko! Mogę jeszcze?
Mówię, żeby brał.
- Ty jesteś miła dziewczynka!
Z grzeczności nie wypadało zaprzeczyć.

2.        
Wiesz, że największymi podrywaczami są staruszkowie? Serio. Młodzi nigdy nie mają czasu, gdzieś tam pędzą, a starszy człowiek? Przyjdzie, rzuci komplementem, spróbuje zeswatać z wnukiem skoro na niego nie lecę. Albo chociaż da jakąś życiową radę. Jak ten.
- Pani Madziu, a wie Pani, jak obliczyć szerokość rzeki nie wchodząc do niej?
Ja, jak to humanistyczna dusza:
- Matma nie jest moją najlepszą stroną…
- Ale to nie matematyka! To życiowy problem, ja Pani pokażę! Masz Madziu długopis?
Nie miałam. Poszedł szukać. Po 5 minutach wrócił.
- Pani Madziu, spójrz. Mam tutaj rysunek.
Zerkam, bo co innego mam robić? Klientów jak na lekarstwo, ja w nastroju, który spokojnie można uznać za chujowy. Bez kija nie podchodź, mówiłam. Przyglądam się rysunkowi. Trochę jednak nie bardzo ogarniam tę spiskową metodę obliczania szerokości rzeki.
- Widzisz Madziu? To nie takie trudne i wcale nie trzeba się moczyć! Jak to pokazałem – tu następuje zwolnienie blokady: tytuły, nazwiska, miejscowości – nie mógł uwierzyć, że można tak łatwo to obliczyć.
- To chyba dobrze, że Pana miał.
- Oczywiście. Ale wiesz Madziu, to jest przydatna umiejętność w życiu.
- Z pewnością.
- A masz chłopaka?
- Teraz? Teraz to tylko bóle serca i inne egzystencjonalne problemy…
- To ja Ci Paniu Madziu powiem tak: chłopak to ma być miły i bogaty. Takiego trzeba szukać.
- Wiadomo, na innych to nawet nie zerkam…
- I dobrze, Paniu Madziu. Ja Ci to mówię, bo ja życie znam. Miły i bogaty.
            To jak, znajdzie się tutaj jakiś?

3.        
Było już o tym, dlaczego nie warto mieć dzieci. Natchnęło mnie oczywiście jak byłam w pracy i przyglądałam się tym wszystkim rozbeczanym bachorom. Nie ukrywam jednak, że niektóre dzieci poruszają moje skamieniałe serce – w pozytywny sposób.
- Ale ma śliczne oczy!
- Wiem, wszyscy tak twierdzą. A ja Pani powiem, że już się trochę boję o to, co będzie z nią w przyszłości. Całego miasta będę musiał pilnować.

4.       
Dziadek Jędrek to świeża historia. Wydarzyła się w środę. I nie, normalnie to w środy nie hasam do pracy. W tym tygodniu jednak stałam na akcji. No i pojawił się On.
- Ooo, już przekupują, już przekupują!
- Kto i kogo przekupuje?
- Ci z nowego sklepu przekupują osiedle! A Pani im pomaga.
         Myślę sobie: świetnie się zaczyna. Zaraz się nasłucham, że moja praca jest do bani, że powinnam zająć się czymś bardziej pożytecznym, że lepiej pracować na polu niż tak stać i zawracać dupę biednym ludziom. A w ogóle Polska to chujowy kraj jest!
            -  Ja nie przekupuję. Ja tylko namawiam do odwiedzenia nowego sklepu.
            - A te ciasta to nie przekupstwo?
            - Ja…
            - E tam, dajmy temu spokój! Dziadek Jędrek jestem! A Ty?
            - Magda…
         - To przybij żółwia! I Madzia - poczekaj na dziadka z tymi ciastkami. Ja zaraz wrócę, tylko się napiję.
          Przybiłam żółwia. I chwilę poczekałam, aż Dziadek wróci ze sklepu. Mojego sklepu. Z flaszką wódki w dłoni. A potem chwilę poczekałam, aż opróżni ją gdzieś na parkingu.
            - Madzia, to powiedz, co w życiu robisz?
            - Pracuję, studiuję…
            - A tam! To, że pracujesz to ja widzę. Co studiujesz?
            - Tak się składa, że dziennikarstwo.
            - Naprawdę? To świetnie, ale ciężko o pracę, prawda?
            - Różnie to bywa, wiadomo.
            - Madzia, Ty mi tu nie kłam! Kłamać to możesz rodzicom, ale nie dziadkowi, żółwik!
            Przybiłam.

5.        
        Żeby nie było, że w mojej pracy humor poprawiają mi tylko klienci, opowiem Ci o pewnym ochroniarzu.
            Zwykle rzeczy osobiste zostawia się na recepcji. W tamtym sklepie recepcja jednak nie obowiązuje. Wszystko leży w pokoiku ochrony. Poszłam więc tam i widzę rozwalonego na krześle gościa, który ze znużeniem wgapia się w monitorki. A ja, ponieważ dobrze kojarzę ludzi, którzy pracują w tym markecie i jestem z nimi na ty, pozwalam sobie na lekką ironię.
            - No ładnie, nie za wygodnie Ci?
            - Mi? Nie. Ale byłoby o wiele lepiej, gdybyś się przytuliła.
            Ja, jak na wzorową pracownicę przystało, stwierdzam, że takie rzeczy dopiero po pracy. Już chcę wychodzić, gdy w drzwiach stanęła moja ulubiona babeczka od wykładania towaru. Około czterdziestki, chociaż w środku nastolatka. Ręce kładzie na biodrach i pyta ochroniarza:
            - Tobie nie jest za wygodnie?
            Na co on:
         - A dopiero mówiłem, że wygodnie to by było, gdyby ona – zerka na mnie – się przytuliła.
            Na co ona:
            - W takim razie zostawiam Was samych.
            I zostawiła. Przy okazji blokując drzwi.
         Ja, jak na wzorową pracownicę przystało, obijałam się tego dnia, jak tylko mogłam. W końcu to maj, piątek, okres grillowania i do tego z piękną pogodą na zewnątrz. Kiszenie się w sklepie najchętniej zamieniłabym na kilka godzin spędzonych nad wodą. Stwierdziłam zatem (po długiej dyskusji z innymi hostessami), że pora na przerwę. A więc idę do pokoju ochrony, by zgarnąć torbę i coś do zjedzenia. W środku mój ulubiony ochroniarz.
            - I co? Przyszłaś się całować?


6.       
Największe nieszczęście, które może mi się przydarzyć? Stanie na akcji, w której częstuję ludzi czymś słodkim. W końcu dieta, w końcu zero podjadania…
Tamtego dnia stałam wytrwale, próbując przekonać ludzi, że to, co im daje, jest najlepszą rzeczą jaką jedli do tej pory. Że bez chemii, że zdrowe, że przecież ode mnie, więc musi być świetne! Niektórzy się zgadzali, inni próbowali, by po chwili pokręcić głową. W końcu przyszedł ten pan:
- Słodycze? E tam. Ja ze słodyczy to tylko swoją żonę!

A tutaj:  W podróży: Magda i ludzie, garść innych dziwnych typków, których zdarzyło mi się spotkać w podróży. Trzymaj!


PHOTO:  www.pexels.com

58 komentarzy:

  1. Mimo że nie publikowane w poważnych gazetach i portalach to i tak godne uwagi i chwilowej zadumy nad Twoim ciężkim żywotem hostessy. No ale nic, chociaż się pracy nie nudzisz!

    p.s. wielki minus za brak Bijons

    Pozdrawiam,
    Zazdrośnica Zawistna
    [zzawistna.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bijons za drzewem kiedyś będzie, obiecuję <3

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. To wtedy może zasłużysz na plusa, na razie masz u mnie wotum nieufności

      Usuń
    4. Poprawię się! Przede mną jeszcze przeszczepianie twarzy, więc czekaj na efekty.
      #jamistrzgimpa #czegoucząmnienatychstudiach

      Usuń
  2. Nie każdy nadaje się do pracy w handlu, czasami jednak otwarcie własnego sklepu powoduje ,że zmienia się stosunek do klienta.Ludzie są tylko ludzmi, niektórzy są tak samotni, że jedynymi osobami z którymi rozmawiają są sprzedawczynie i kasjerki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba daleko mi do zakładania własnego sklepu. Już mi wystarczą te cudze!

      Usuń
  3. Ja też pracowałam jako hostessa :) z ludzmi to różnie bywało czasami można było pogadać z fajnymi osobami i czas szybciej leciał. Ale zdarzały się też niemoralne propozycje...
    Teraz pracuje w sklepie spożywczym i w sumie pod kątem ludzi nie ma większej różnicy niż gdy robiłam na promocjach.
    Miałam taki przypadek że facet chciał kupić mleko: taki ok70...
    Grzecznie pytam:
    -woreczek, butelka, karton?
    -woreczek to mam swój( i się cieszy)
    (Lekko mi ciśnie podniósł..i mówię mu tak)
    - Z całym szacunkiem ale my w woreczku mamy świeże mleko a u Pana to już nie bardzo...
    Gość się zmieszał i teraz jest już spokojny i nie sadzi glupich tekstów :P przed tą rozmową kiedyś mi powiedział że by mi dobrze zrobił i inne takie, czekałam na moment aż mu coś powiem takiego że go zgasi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Anka, rozbroiłaś mnie tą historią :D Gość widać liczył na coś więcej, a Ty mu tak niegrzecznie... :D Chociaż i tak nie przebijesz mojej współlokatorki, bo ta jak odpyskuje to bój się Boga :D

      Usuń
    2. Chciałam tak wbić mu małą szpilkę ale dość głęboko :D

      Usuń
    3. I chyba wbijałaś. Skoro teraz już romansów nie uprawia:D

      Usuń
  4. Bardzo fajna opowieść:) Fantastycznie piszesz, a porwać czytacza to juz gruba umiejętność!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wychodzi na to, że praca z ludźmi jednak ma czasem jakieś plusy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Praca z ludźmi jest trudna, nie ma co ukrywać. Różni ludzie się trafiają, a dla każdego trzeba być miłym, uprzejmym i nie dać się sprowokować, bo polecą do szefa na skargę.
    ,, - To ja Ci Paniu Madziu powiem tak: chłopak to ma być miły i bogaty. Takiego trzeba szukać.
    - Wiadomo, na innych to nawet nie zerkam…" - mój ulubiony fragment. I ta akcja z ,,lubię cię dziewczynko", niee no z takimi tekstami... Ludzie lubią dostawać coś za darmo, więc jak widzą, że mogą zwinąć cukierka albo długopis bez płacenia to biorą, nawet jeśli dieta albo mają już w domu takich długopisów sto. Taka natura, tak mi się wydaje. Polak korzysta jak tylko może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ja długopisy też bardzo lubię. Nie pogniewałabym się, gdybym jakiś dostała ;D
      A jeśli chodzi o Twoje ulubione fragmenty to pamiętaj - chłopak ma być miły i bogaty. To mi powtarza każdy staruszek i każda babcia.

      Usuń
  7. Podziwiam ja bym chyba tak nie wytrzymała. Chociaż z drugiej strony patrząc na Twój entuzjazm to miałabym bardzo podobne podejście ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój entuzjazm jest różny - zależy od dnia i pogody :D

      Usuń
  8. Również pracowałam jako hosstesa i racja, ta praca jest ciut męcząca, ale ma swoje plusy i minusy. Czasem klienci są niezwykle wkurzający, a czasem potrafią Ci poprawić humor na cały dzien!:)
    Aguuuszka-klik!☼

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wszyscy ludzie na tej planecie tak naprawdę:D
      Jak długo wytrzymałaś w tej pracy?

      Usuń
  9. Zawsze miło do Ciebie wpaść na odwiedzinki i przeczytać interesujacy tekst!
    pozdrawiam i milutkiej niedzieli życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jutro uda się nakręcić film!:D

      Usuń
  10. Dobrze, że po tej planecie chodzą jeszcze ludzie którzy potrafią rozbawić :D/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  11. zawsze i wszędzie znajdzie sie uroczy starszy pan ;). Myślę, ze taka praca to całkiem niezłe socjologiczno-psychologiczne zdobywanie doświadczeń ;D. Ochroniarz tez miał niezła gadkę :D serdecznie zapraszam na rozdział numer poetnascie na niezaleznosc-hp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o socjologiczno-psychologiczne zbieranie doświadczeń to ja się w stu procentach zgodzę. To chyba idealna praca dla Maćka. :D

      Usuń
  12. "Słodycze? E tam. Ja ze słodyczy to tylko swoją żonę!" Cudny ;) Też zauważyłam, że starsi panowie podrywają częściej..i inaczej. Z większym szacunkiem, delikatniejszym doborem słów.. myślę, że młodzi mogliby się wiele nauczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hah ^ ^ Te Twoje historie, uwielbiam je czytać!

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  14. Oh kochana z jednej strony fajna praca trochę śmiechu ale są naprawdę i wariaci :(
    Fajny post warty uwagi , fajnie napisany
    Zapraszam cię do mnie na nowy post trochę kulinarny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie wygląda praca z ludźmi.

      Usuń
  15. Hah, to w pracy się nie nudzisz:D Niektóre przypadki naprawdę mnie rozbawiły. Zwłaszcza Dziadek Jędrek i ,,ja ze słodyczy to tylko swoją żonę". Świetne!
    Cóż, ludzie są dziwni i dziwniejsi;)
    Notabene bardzo fajnie opisane te przypadki, naprawdę świetnie się czyta:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, bo straszcie trudno pisało mi się ten post!

      Usuń
  16. Super ! :) :* Obserwujemy ?
    pozdrawiam i zapraszam na:
    www.vvbre.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś pracowałam w sklepie i wiem jacy ludzie potrafią być, ale są też perełki, które potrafią poprawić humor ;). Szkoda, że jest ich tak mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie bywają różni, ale faktycznie - zdarzają się tacy, jak Ci tutaj!

      Usuń
  18. Praca z ludźmi bywa ciężka, nie tylko w sklepie ale w jakichkolwiek firmach - w końcu nie na darmo się mówi "wszystkim nie dogodzi".. przyznam się szczerze, że sama potrafię narzekać na pracowników sklepów, choć sama pracuje w sklepie.
    Nie raz są tak nieznośne panie, ktore stoją za kasą albo 'doradzają' - jak się podejdzie poprosi o pomoc, bo czegoś po prostu nie potrafię wyszukać to w momencie wzrok - dobrze, ze nim sie nie da zabić. Rouzmiem, każdy ma humory ale "klient nasz pan' :)
    Dzieci są słodkie, jeżeli są wychowane. Drażnią mnie takie dzieci, które w sklepie płaczą na cały głos bo mama nie kupiła soczku czy innej rzeczy, wrr..
    No a ogólnie fajny wpis! :)
    https://my-place-to-relax.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja już rozumiem, dlaczego te wszystkie panie tak reagują na wszelkie pytania - zmęczenie robi swoje. A klienci potrafią doprowadzić do szału.
      Najbardziej to mnie jednak denerwują te wszystkie drogerie. Zawsze gdy potrzebuje pomocy to w zasięgu wzroku nie ma nikogo, a jak mprzyszlam tak, przejść sie i pooglądać to zaraz 5 mnie atakuje. No jak??

      Usuń
    2. Wiem jak to jest, sama po całym dniu bywam zmęczona, nie mam siły się uśmiechać a mimo to z kultura wymaga być miłym. W końcu to nasza praca, a nie jak kobieta podejdzie i odburknie jakbym co najmniej zabiła jej kogoś z rodziny. Najgorsze to są te osoby, które nie dają sie rozejrzeć np. za danym ubraniem, tylko od razu podchodzą i 'w czym pomóc' albo śledzą każdy ruch, nie ukrywam że wtedy czuje takie otoczenie, zero prywatności w obrębie..

      Usuń
    3. Ja będę tych pań broniła, bo wiem, że życie z ludźmi bywa dobijające. Szczególnie, gdy dostaje się 6 złotych za godzinę, przez bite 8 godzin (albo i więcej) wykłada się towar (tudzież ten towar przesuwa się po kasie), a ludzie wciąż zadają irytujące pytania. I mają pretensje o coś, co totalnie nie jest twoją winą, tylko tych w garniturkach, którzy zajmują zaszczytne miejsce na samym szczycie tej dziwacznej piramidy.
      O matko, tak! Zawsze czuje się tak, jakbym miała zaraz coś ukraść, a przeciez nie weszłam do sklepu z zamiarem dokonania kradzieży...

      Usuń
    4. Ale ja Cie tu całkowicie popieram! Rozumiem jak to jest, wiem że różne zażalenia nie składa się do Pań pracujących tylko w całej mojej wypowiedzi źle mnie zrozumiałaś. Chodzi o to, że podchodząc np. do pewnej kobiety, pytam jak cywilizowany, kulturalny człowiek gdzie mogę dostać daną rzecz (przyjmijmy, że będą to świece zapachowe) - nie każe jej iść za mną i pokazywać palcem jak dziecku, wystarczy odpowiedź a owa kobieta z wzrokiem niczym 'killer' odburknie - nawet nie odpowie grzecznie. Sama pracuje w sklepie odzieżowym, wiem że ludzie są irytujacy i czepiają się takich rzeczy, że jest to co najmniej KOSMOS, ale zazwyczaj zawsze odpowiadam grzecznie i niekoniecznie z uśmiechem bo po dziesięciu godzinach pracy nie mam siły podnieść kącików ust. Mam nadzieję, że teraz zrozumiałaś mnie w pełni:)

      Usuń
    5. Myślę że dobrze zrozumiałam i za pierwszym razem, ale nadal uważam, że ten wzrok często jest uzasadniony. Oczywiście, że kultura jest ważna i nie mówię że powinno się o niej zapominać nawet po tych kilku godzinach pracy. Staram się to jednak zrozumieć, bo sama jak stoję na akcjach to potrafię burknąć, jak mi coś nie leży.

      Usuń
  19. Niektórzy klienci są zdecydowanie ciężcy. Osobiście pracuję w sklepie z ekologiczną i zdrową żywnością. Pewnego dnia wchodzi chłopak, góra 16. lat i pyta, czy palę elektryki, bo ma na sprzedaż wkłady. Myślę: no, głupi. Wchodzi do ekologicznego sklepu i pyta, czy ktoś tu zatruwa środowisko. Zaciskam zęby, uśmiecham się pomimo sześciogodzinnego stania i odpowiadam, że nie palę. Po czym on stwierdził, że faktycznie, pewnie dopiero skończyłam osiemnaście lat XDD
    >FOXYDIET<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha to tego się nie spodziewałam :D Może to dobrze, że nie pracuję w sklepie z ekologiczną żywnością... :D

      Usuń
  20. Po studiach pracowałam w Call Center i też się takie kwiatki trafiały - proponowanie kawy albo grożenie, że ktoś przyjedzie pod naszą siedzibę to norma. :) Mimo to była to chyba najzabawniejsza praca, jaką wykonywałam do tej pory. Podziwiam Cię bo hostessy też nie mają lekko, super że chcesz sobie dorobić zamiast leżeć odłogiem jak duża część studentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bardzo chętnie leżałaby odłogiem jak większość moich znajomych. Ile czasu miałabym dla siebie! I o ile mniej nerwów w strzępach! Cenie sobie jednak jakąś tam formę usamodzielnienia się i odejścia od miski stawianej przez rodziców. Chociaż wiadomo, że nie odejdę całkowicie, bo pracując jako hostessa kokosów nie zarobię...
      O, Call Center to jedno z takich miejsc, do których w życiu nie poszłabym pracować.

      Usuń
  21. Bardzo cieszę się, że podzieliłaś się z nami swoimi zabawnymi historiami z pracy (szczególnie podoba mi się ta z panem od żółwika oraz staruszkiem od "chłopak musi być miły i bogaty"), która swoją drogą na pewno nie należy do lekkich, zresztą jak każda praca z klientem (podczas swoich studiów dorabiałam sobie w kiosku i też zdarzały mi się różne ewenementy ;)).

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadek Jędrek był spoko. Tylko był też na swój sposób straszny :D
      Prace w kiosku to w ogóle muszą być koszmarne. A skoro już mam okazję to zapytam - jak z łazienką w nagłych wypadkach?? Zagadka mojego dzieciństwa...

      Usuń
  22. Ja akurat uwielbiam pracę z ludźmi bo uwielbiam rozmawiać i przykre sytuacje mnie nie zrażają, a u Ciebie widzę nawet całkiem wesoło jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przykrych sytuacji to ja już się nauczyłam śmiać. Albo opowiadać o nich innym dziewczynom, które stoją na akcjach. Ile to człowiek może słów wsparcia usłyszeć... I przekleństw na tego, kto mnie doprowadził do emocjonalnej ruiny (tj. do totalnego wkurwu).

      Usuń
  23. W moim sklepie (gdzie codziennie robię zakupy) nie ma takich słodkich i niesłodkich konsumpcji ;) Na szczęście jest miły personel, dzięki temu chętnie robię tam zakupy :) Przed pójściem na studia zdarzyło mi się kilka razy pracować jako hostessa i wspominam dobrze ten czas - na szczęście krótko to trwało i nikt nie zdążył wyprowadzić mnie z równowagi, śmiesznych historii też niestety nie pamiętam ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do wielkich marketów w piątki, a już w szczególności w soboty - możesz nie ogarniać obiadu, zjesz w środku:D
      Mimo że krótko, to ja i tak się dziwię, że nikt nie wyprowadził Cię z równowagi. U mnie początki były naprawdę tragiczne. Teraz mi to tito, jakoś mnie nie ruszają pewne sytuacje.

      Usuń
  24. Wesołe historie i "ciekawi" ludzie przytrafiają się na Twojej drodze:D Każda praca dostarcza nowych doświadczeń, więc nie warto się zrażać, tym bardziej, że obrałaś dla siebie zupełnie inną drogę, a ta jest jedynie poczekalnią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam nadzieję, że nie utknę w tej pracy na 10 lat... Fajne to jest teraz, ale w końcu przestanie mnie to jarać.

      Usuń
  25. Proszę, jak się tam waflujecie z innymi pracownikami sklepu i klientami. Tylko Madziu, Madziu... ;>

    A ochroniarz ładny? Może to byłaby dobra partia? Pracę ma, przytulaśny jest, dowcipny również. Zastanów się Madzia, bo jego fałdka na brzuchu może ściągać wzrok innych dziewcząt i chłopców! ;D

    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miał fałdki na brzuchu :D A "Madzia" mówią do mnie praktycznie wszyscy... To chyba taki mój urok osobisty...

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)