Blogerskie pitu-pitu: Rusz ten tyłek, czyli trochę o motywacji

20:01 Magda 42 Comments

          

        

        Marta Hennig – studentka, trener personalny, autorka dwóch blogów... Kobieta związana z lekkoatletyką i z dziennikarstwem. Dziewczyna, która napotkane koty pyta, co u nich słychać…  Ciepła i szczera osoba, z którą – po prostu - fajnie jest się znać.
Wiele dobra możesz znaleźć na jej blogu Marta Pisze, jeszcze więcej na Codziennie Fit, zwłaszcza, jeśli chcesz się pobawić w sport. Z Martą dałoby radę pogadać o wszystkim. W końcu to taka normalna dziewczyna, która robi w życiu to, co kocha; ma mnóstwo pasji i swoje już widziała. Zaproponowałam jednak temat o motywacji. Bo w końcu dobre zmotywowanie się jest połową naszego sukcesu. O tym jak to zrobić skutecznie i co nam może pomóc przeczytasz w tej rozmowie.
             A jak już skończysz czytać, to rusz tyłek i zrób wreszcie coś dla siebie.  Nie musisz dziękować.



RUSZ TEN TYŁEK, CZYLI TROCHĘ O MOTYWACJI

Magda: Jak tak oglądam te wszystkie filmiki z ćwiczeniami, które udostępniasz albo czytam posty na Twoich blogach, to mam nieodparte wrażenie, że za tym wszystkim stoi niesamowicie skora do roboty osoba. Wulkan energii. Ktoś, kto potrafi zmotywować się wtedy, gdy innym opadają ręce i nie mogą wykrzesać choćby odrobiny chęci na zmiany. Jest coś w tym?

Marta: Jest, jest. Ja ogólnie jestem osobą, która dużo robi, ma zazwyczaj cały czas zapał i chęć do pracy. Nie wiem, jak to jest. Po prostu, jak nic nie robię, to jestem nieszczęśliwa i smutna. Lubię prowadzić swoje projekty i je rozwijać w każdą stronę. 

Magda: Ja mogę jedynie podziwiać. Zapał i chęć do pracy to jakoś nie są rzeczy, które u mnie przewijają się non stop. Ambicja i zaangażowanie? Jasne, ale nie można wiecznie za czymś gonić! Gdzie tu czas na odpoczynek? Ja koniecznie potrzebuję kilku chwil na naładowanie baterii. Ubolewam jednak nad tym, że często to się przedłuża, bo siada mi motywacja.

Marta:
Ja też odpoczywam, staram się. Ale nie lubię siedzieć za długo i nic nie robić, taki mam chyba charakter.

Magda: Zazdro! U mnie takie nicnierobienie może się strasznie przedłużyć. Denerwujące to jest, więc zapytam - jak można się zmotywować, żeby nie siedzieć na dupsku dłużej niż to rzeczywiście jest konieczne?

Marta: Trudno mi powiedzieć - ja zawsze robię listę i wiem, co muszę dzisiaj zrobić, bo inaczej świat się zawali. 

Magda: O matko, te listy są najgorsze! Ja staram się ich nie robić. Jestem nerwowym człowiekiem i coś mnie trafia, gdy jakiś punkt nie zostanie odhaczony albo przesunie się w czasie.

Marta: Dlatego ja już się nauczyłam, że listy należy umieć pisać - z głową. Piszę 1-2 duże zadania i 3-4 malutkie. Tyle, ile jestem w stanie zrobić w ciągu jednego dnia. Kiedyś miałam tak, jak Ty. Od kiedy jednak robię listy rozsądnie, to zawsze skreślam tyle, ile powinnam i jest w porządku.

Magda: Listy są ok, dopóki życie płynie mi spokojnym torem. Gdy coś zaczyna się dziać i muszę sobie modyfikować zadania, które miałam zrobić, bo już z czymś nie zdążę, to robi się nieprzyjemnie. Denerwuję się na siebie, denerwuję się na innych, denerwuję się na cały świat. I koniec końców motywacja ginie w tym szaleństwie.
A jak z fotkami zgrabnych babek, które oglądamy z westchnieniem? Jakoś to na Ciebie działa? Bo ja łapię pięciominutową chęć na ćwiczenia, a potem kolejna przegrana…

Marta: Może to kwestia sportowego wychowania - nie mam problemu z motywacją do ćwiczeń. Czasami za to mam problem z motywacją do diety i wtedy właśnie takie zdjęcia bardzo mi pomagają i pozwalają podejmować zdrowsze decyzje. Mnie one motywują.

Magda: Nie chce mi się wierzyć, że masz problemy ze zdrowym odżywianiem! Przecież u Ciebie na blogu są same dobre rzeczy i zawsze sobie myślałam, że co jak co, ale dieta to u Ciebie prosta sprawa. 

Marta: Raczej chodzi mi o to, że też mam czasami dni słabości. I wtedy właśnie pomagają zdjęcia, cytaty. Wiem jednak, że to nie działa na wszystkich.

Magda: Właśnie konsultowałam sprawę ze znajomymi i nie, jakoś takie fotki działają przez kilka minut, a potem się o nich zapomina. Za to dobrze robią deadline’y.

Marta: A widzisz, u mnie deadline się nie sprawdza - chyba za bardzo mnie stresuje.

Magda: Naprawdę? Dla mnie deadline to dobry bodziec do działania. Dla przykładu w czasie sesji. No chyba nic nie motywuje mnie bardziej niż presja czasu. Fakt, że mam od groma materiału i strasznie mało godzin do egzaminu sprawia, że wreszcie biorę się za naukę. A pomyśleć, że kiedyś uczyłam się z wyprzedzeniem…

Marta: To chyba dorosłość. Więcej spraw na głowie, więcej poważnych problemów.

Magda: Być może. Potrzebuję odpoczynku po całym maratonie pośpiechu, który odbywał się w tygodniu…
Zazdroszczę tych wszystkich osiągnięć sportowych. Jak to możliwe, że taka młoda osoba ma już tyle sukcesów za sobą? Nie chcę mi się wierzyć, że do diety musisz się czasami zmotywować, a do ćwiczeń w ogóle!

Marta: Jeśli trenuje się od 12 roku życia, a pochodzi się ze sportowej rodziny, to chyba ma się sport w genach. Do ćwiczeń raczej nigdy nie muszę się motywować. Źle się czuję, jak ich nie robię. Jeden dzień - ok, regeneracja. Więcej dni przerwy sprawia, że robię się rozdrażniona, zła…

Magda: Daj mi chociaż odrobinę tych swoich chęci do uprawiania sportu… U mnie w rodzinie jakoś nie stawiano na aktywny tryb życia, więc może stąd cała moja niechęć do wysiłku fizycznego. A w szczególności do w-fu!

Marta:  Akurat z w-fem to nic dziwnego, większość lekcji wychowania fizycznego prowadzi się niesamowicie nudno. A szkoda, bo to właśnie super okazja, żeby zarazić młodzież pasją do sportu....

Magda: Mnie w-f zawsze odstraszał. A najgorzej było wtedy, gdy pakowali mi go do planu gdzieś między matmę a biologię. Totalna klapa i brak chęci na jakikolwiek wysiłek… No ale właśnie – mówisz, że Ty do ćwiczeń nie musisz się motywować. A co z tymi, którzy chcą coś ze sobą zrobić, ale jakoś gubią po drodze swój cel?

Marta: Trzeba obrać taki cel, który naprawdę chcemy spełnić. My, a nie mama, nasz chłopak albo społeczeństwo. Należy ułożyć sobie prosty plan działania i próbować się go trzymać.

Magda: Wydaje się to banalne, ale chyba większość osób ma z tym problem. Ja przynajmniej miałam. Dopóki nie zaczęłam martwić się o siebie, a nie o to, co powiedzą inni, to jakoś wszystkie próby wzięcia się za ćwiczenia kończyły się fiaskiem.

Marta: Bo czułaś presje ze strony swojego otoczenia. A ona nigdy nie działa motywująco.

Magda: Nie da się ukryć, że coś w tym jest. Jeśli ktoś naprawdę chce coś w życiu zmienić to nie będzie patrzył na innych, tylko zacznie działać, bo sam ma na to ochotę. I czuje, że to będzie dla niego dobre.

Marta: Tak. Warto również próbować przezwyciężyć lenistwo i brak wiary, które przeszkadzają w osiągnięciu celów. My często traktujemy te nasze cele jak marzenia. Wiesz: fajnie by było, ale to niemożliwe.
Dopóki będziemy nastawiać się na to, że i tak się nie uda, to nie zdobędziemy upragnionych szczytów. Nie ma bata.

Magda: Jasne, że tak, ale widzisz – nie jest łatwo się zmotywować. Są ludzie – i Ty wydajesz mi się być jednym z nich – którzy potrafią wziąć się w garść i działają, zamiast gadać. Ja za to dużo pitolę o tym, co bym chciała, ale często na tym się kończy.

Marta: Bo dużo łatwiej i przyjemniej jest leżeć i nic nie robić! Najgorszym błędem jest to, że najpierw dostrzegamy pracę, która nas czeka. Nie widzimy owoców, które z tej pracy wynikną. A to właśnie na nie trzeba patrzeć! Przestańmy z tym: o nie, nie chcę mi się ćwiczyć codziennie. Zacznijmy myśleć: fajnie, już za miesiąc wcisnę się w te spodnie, jeśli tak dobrze będzie mi szło!.

Magda: To wydaje się takie proste jak o tym piszesz… Gdy jednak stajemy twarzą w twarz ze swoim wyzwaniem to zaczyna być pod górkę. Ale w całym tym bałaganie chodzi chyba przede wszystkim o nastawienie. Jeśli ktoś dobrze sobie ułoży wszystko w głowie, to ma szansę na zdobywanie kolejnych szczytów.

Marta: Nastawienie to podstawa. Nie tylko w ćwiczeniach, ale i w ogóle. Jeśli ktoś stara się zmienić swoje życie, chce zacząć dostrzegać jego dobre strony, a nie tylko te złe, to musi coś w sobie zmienić. To nie jest łatwe, bo – mam wrażenie – w naturalny sposób widzimy złe strony w świecie. Głównie dlatego, że byliśmy wychowywani tak, żeby nie przechwalać się swoimi sukcesami. Nie ciesz się, bo jeszcze zapeszysz albo cieszysz się czwórką? Przecież mogłeś mieć piątkę

Magda: O tak… Jakbym słyszała moją mamę. Ciągle mało, a oceny to mogłyby być lepsze. Chociaż ja i tak nie miałam najgorzej, moja mama aż tak bardzo nie interesowała się moimi sprawami. Miałam raczej luz. Za to niektórzy moi znajomi… Ciężko było na to patrzeć, bo miałam wrażenie, że tym rodzicom wiecznie czegoś brakuje do pełni szczęścia. Jakby próbowali przez dzieci naprawić swoje błędy z przeszłości…

Marta: Dlatego trzeba skończyć z takim myśleniem, ale to wymaga czasu.  Można zacząć od codziennego lub cotygodniowego zapisywania fajnych rzeczy, które się zdarzyły ostatnio.... Zasada jest taka: im więcej doceniamy małych rzeczy, tym bardziej zaczynamy patrzeć na świat z pozytywnej perspektywy.

Magda: Masz całkowitą rację. I trochę też mnie zmotywowałaś. A kto jest takim motorem napędowym dla Ciebie?

Marta: Mój chłopak. Jest dla mnie wsparciem w każdej trudnej chwili i kibicuje każdemu mojemu przedsięwzięciu. Bez niego pewnie dużo razy bym się poddała.


PHOTO: Luka Radicovic 

42 komentarze:

  1. A ja, jak już nawet napiszę na tej liście "poćwiczyć", to potem ta kartka mnie terroryzuje, stresuje i wisi na sercu do wieczora. Później zasypiam tylko z wyrzutami sumienia jeśli nie poćwiczę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego staram się nie pisać takich liścików. Lubię długi i spokojny sen :D

      Usuń
  2. Mądrze gada, polać jej! Przyjemnie się czyta tę rozmowę, a rady Marty są przydatne, życiowe i prawdziwe! Ja sama, już wiem, że ma rację w wielu rzeczach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja mam roczny karnet na siłkę, a więc place z góry zatem trzeba chodzić bo szkoda kasy wiec ruszam się musowo ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to jest prosty, ale skuteczny sposób! ;D

      Usuń
    2. I chyba dlatego jeszcze się nie zapisałam na siłownie... :D

      Usuń
  4. Patrząc z socjologicznego punktu widzenia: Marta to taka wzorcowa przedstawicielka klasy średniej, aspirująca do wyższej średniej. Przedsiębiorcza, proaktywna, umiejąca oddalić moment gratyfikacji w pogoni za celem typu SMART. Super! Szkoda, że Marta jakaś taka bardziej wycofana i stonowana niż w swoich energicznych notkach na Marta Pisze! Trochę ją Madziu przydusiłaś w rozmowie! :C

    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się za to smażyła w piekle, wiem :(

      Usuń
    2. Swoją drogą, chyba jeszcze nikt w blogosferze nie zwrócił się do mnie per "Madziu". Propsy

      Usuń
  5. Chciałbym mieć taki zapał i podejscie + motywację oczywiście w kwestii ćwiczeń :) o ile w kuchni mogę spędzić kilka godzin gotując jedno danie to w kwesti ćwiczeń... ehym no cóż... mój dziubek kupił mi rolki nie jeździłam od czasów młodszych..szkolnych czyli jakoś 14-15 lat temu :P gdy miałam te 14lat może się nie zabije na nich hah :) od czegoś trzeba zacząć a rolki to też fajna aktywność :)
    Listy nie robię bo zawsze o wszystkim pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rolki <3 Wskoczyłabym w nie dzisiaj, ale mam takie zakwasy w nogach i w tyłku przez ćwiczenia z Martą (pozdrawiam! <3), że ledwo stoję, a co tu mówić o jakieś jeździe... :D

      Usuń
  6. ja zaczęłam ćwiczyć z przyjaciółką i motywujemy się nawzajem, a poza tym... jest coraz cieplej, dlatego do domowych ćwiczeń często dorzucamy rower lub rolki;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jest najlepsze! Zawsze lepiej pocić się we dwójkę :D

      Usuń
  7. O Marta! Moja ulubiona blogerka :D
    Ciekawa rozmowa :)
    Właśnie motywacja do ćwiczeń i pisania spadła, pora wziąć się w garść! :D
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesyłam wirtualnego kopniaka na szczęście, oby wzięcie się w garść wypadło jak najlepiej:)

      Usuń
  8. Marta ma świetne podejście do zycia. Faktycznie głownie chodzi o nastawienie. O wiele lepiej brzmi: za miesiąc wcisnę sie w te spodnie niz ojej, znów musze ćwiczyc. Batdzo ciekawa i motywująca rozmowa :) czekam na kolejne! Zapraszam Cię na niezaleznosc-hp.blogspot.com na rozdział czternasty i ogłoszenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem nawet, że to brzmi całkiem zachęcająco :)

      Usuń
  9. U mnie tak samo, nie stawiano raczej na aktywny tryb życia i też zazdroszczę tej energii Marcie, że musi ćwiczyć i bez tego czuje się źle. Kurczę, niesamowicie podoba mi się taka forma, bo zawsze jakoś miło się to czyta. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już prawie się kończy! Ale spokojnie, kiedyś na pewno do tego wrócę:)

      Usuń
  10. Listy rzeczy do zrobienia są super! Sama takie robię praktycznie codziennie, lub robię jedną na cały tydzień z rozpisanymi kolejno dniami :D Też jestem raczej pracowita i nie lubię jak choćby jeden dzień minie mi całkowicie na lenistwie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak Wy tak możecie? Motorki w dupsku czy co?:D

      Usuń
  11. Znalazłam Cię po przeczytaniu Twojego komentarza na moim blogu. Rzadko czytam tak miłe komentarze! Na dodatek na końcu nie było spamu co już w ogóle było genialne! :D Jeżeli chodzi o motywację to bardzo często wmawiam sobie, że nie mam czasu, a prawda jest taka, że mogę wszystko. Wystarczy wszystko dobrze zorganizować. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich Twoich postów, ale chciałabym tu widzieć wpis o organizacji czasu! :D Marta jest prawdziwą mistrzynią. Dostrzegam w niej tyle zapału! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam! Czas organizują sobie wszyscy i wszyscy o tym piszą. Mi już się nie chcę. Zresztą teraz mam tyle na głowie, że sama chętnie bym poczytała jak zorganizować sobie więcej czasu - pisać posty na bloga w pracy?:D
      Marta jest najlepsza <3

      Usuń
  12. Ojej, bardzo fajnie!
    Ogółem mega ciekawy blog, będę tu częściej zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post, przyjemnie się czytało!
    Będę zaglądała tu zdecydowanie częściej!
    https://julietguliet.blogspot.com/ zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Często robię sobie listy rzeczy do zrobienia ;D

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Mi też potrzeba jest dużo motywacji, oj bardzo dużo!

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrze jest mieć przy sobie osobę, która stale Cię motywuje, dodaje chęci i kibicuje Ci w walce o "lżejsze" jutro;) Ja mam taką przy sobie i życzę Ci, byś i Ty taką znalazła:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Z motywacją faktycznie czasami jest trudno. Ma się lenia. Samemu naprawdę ma się problem ze zmotywowaniem, a znajomi czy rodzina niekoniecznie potrafią być dobrymi motywatorami, bo niektórzy działają właśnie dostając taki impuls od kogoś innego. Wf nie lubiłam, zwłaszcza gdy miałam go rano, a potem kolejne 5 lekcji. Poza tym nauczyciel był na początku, a potem sobie szedł i nie ćwiczył z nami. Jakby ćwiczył, myślę że byłoby inaczej, bo by się widziało, że on nie tylko każe, ale też sam to robi.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokaż mi nauczyciela od w-fu, który coś na tych zajęciach robi :D
      Moja rodzina to mnie koszmarnie demotywuje...

      Usuń
    2. Na studiach miałam faceta, który czasami z nami ćwiczył, ale myślę, że to dlatego że sam jeszcze potrzebuje utrzymać formę, bo jest zawodnikiem sztuk walki, a moja siostra ma wuefistkę, która też czasem z nimi ćwiczy. No ale to czasem. Większość wuefistów przychodzi, odhacza obecność i idzie pić kawę w pokoju. A potem narzekanie, że wiele osób nie chce ćwiczyć. Jak bliscy Cię demotywują, to źle właściwie. W sumie, wiesz rób, co robisz, Tobie to ma sprawiać przyjemność przede wszystkim, a nie komuś. Bycie przekornym nie szkodzi, biorąc pod uwagę motywację. ;)

      Usuń
    3. Jasne, że to nie szkodzi, ale z drugiej strony to jest dołujące. Brak wsparcia ze strony najbliższych albo jeszcze gorzej - nawracanie na poprzedni tryb odżywiania (kompletnie niezdrowy) to prawdziwa udręka!
      Ja to miałam taką dwójkę w gimbazie, która w sumie jakąś aktywność wykazywała na w-fie. Poza tym to jednak stereotypowi nauczyciele w-fu, którzy nigdy nie mają czasu (żeby nie było - dla mnie zawsze był to plus:D).

      Usuń
  18. Super post ! Podoba mi się ! Może zaobserwujemy ? :)
    pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    www.vvbre.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Lista to dobra sprawa, sama od niedawno zaczęłam ją proawdzić i dzieki niem wiem na co mogę sobie pozowlić, co musze zrobić i ile czasu mogę poświęcić 'sama sobie'. Zawsze myślałam ze to nie dla mnie, nie dam rady, no ale jednak wystarczyły chęci, dobra organizacja, a reszta leci jak po maśle :)
    Super wywiad!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plany u mnie już średnio się sprawdzają. za dużo roboty :D

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)