5 powodów by przestać lubić warszawskie autobusy

21:59 Alice McDalvis 41 Comments

           


          Podróże małe i duże. Długie i króciutkie niczym seks Twoich rodziców… Szalone i nudne jak flaki z olejem. Różnorodne. Niczym te wszystkie pojazdy, którymi jeżdżę…
Mam w Warszawie środki transportu, które bardzo lubię i takie, od których dostaję choroby lokomocyjnej. Pociągi, metro, tramwaje. I autobusy. Te przeklęte bestie, które zdarza mi się hejtować równie mocno co fizykę w liceum. Powodów ku temu, żeby nie cierpieć autobusów jest wiele, ale ja skupiłam się na pięciu najważniejszych. Wciąż żyję nadzieją, że kiedyś będę mogła wykreślić coś z tej listy i przejechać się busikiem ot tak, dla rozrywki. Póki co to przykra konieczność…

5 POWODÓW BY PRZESTAĆ LUBIĆ WARSZAWSKIE AUTOBUSY


Smród, bród, ubóstwo
Znasz ten moment? Wchodzisz do lśniącego czystością autobusu, który swoje lata świetności ma już dawno za sobą. Zmęczenie bierze nad tobą górę i marzysz tylko o jakimś wolnym miejscu. Chcesz usiąść, odsapnąć i nabrać sił przed starciem z kilkoma metrami, które będziesz musiał pokonać, aby dostać się z przystanku do swojego bloku.
Wchodzisz do tego lśniącego czystością autobusu i widzisz wolne miejsca, która witają cię serdecznie od samych drzwi. Nic tylko brać! Człapiesz więc w tamtą stronę, ale nagle, zupełnie niespodziewanie uderza w ciebie smród tak potężny, że stajesz jak wryty. I jakoś całe to zmęczenie w jednej chwili przestaje mieć znaczenie. Liczy się przeokropny fetor, przez który nie jesteś w stanie oddychać pełną piersią.
Już wiesz, dlaczego wokół jest tyle pustych miejsc. Wszyscy pouciekali na przód autobusu, łapczywie wdychając świeże powietrze wlatujące przez okna. Uciekają od tego wstrętnego zapachu i gościa rozwalonego na ostatnim siedzeniu.

Godziny szczytu
            Najgorsza możliwa pora, żeby zacząć pracę to godziny między 8 a 9 i po 16… Wtedy to dopiero dzieje się na warszawskich ulicach. Nigdy nie mam pewności czy dotrę na czas; nigdy nie wiem, jak bardzo będę spóźniona i jak wcześnie muszę wyjechać, żeby jednak dotrzeć w miejsce pracy przed jej końcem...
            Ja naprawdę nie dziwię się, że w Warszawie są te wszystkie korki. W końcu pełno tutaj samochodów, ale… Podróż autobusem w godzinach szczytu to największa mordęga, jaką można sobie wyobrazić. Jeszcze do tego latem! Żar leje się do tej przeklętej maszyny, ludzie kradną resztki powietrza, a ty zastanawiasz się, czy w pracy będą wyrozumiali i dadzą się przekonać, że to spóźnienie nie jest twoją winą…

Ludzie
            Ogólnie to nie mam nic przeciwko bliskości. Wiecie, średnio przeszkadza mi nawet jak jakiś obcy facet, niechcący, dotknie twojej ręki (albo lepiej – tyłka). Musi być jednak przystojny, wiadomo o co chodzi… Gorzej, gdy wokół znajduje się tłum ludzi, z którymi wolałabym nie wchodzić w bliższe stosunki. A już w ogóle apogeum tragedii jest wtedy, gdy jestem w zatłoczonym autobusie, który stoi w takim korku, że obcy koleś przez najbliższe pół godziny będzie mógł mnie molestować do woli. Twierdząc oczywiście, że to przypadek i wszystko przez napierających na niego ludzi…

Automaty
            Masz w portfelu zaledwie kilka groszy, ale zapomniałeś naładować kartę miejską i musisz kupić bilet? Od czego są automaty w autobusach! Nic tyko wyjąć kartę i płacić, skoro nie masz drobnych. Ale, ale… Sądziłeś, że sprawa jest taka prosta? Nic bardziej mylnego! Okazuję się bowiem, że automat przyjmuje tylko gotówkę…
            Masz portfel pełen pieniędzy, a do tego drobnych, których chętnie się pozbędziesz? Nie ma sprawy. Przecież i tak musisz kupić bilet, najlepiej ulgowy. Namiętnie szukasz 1,70 zł, by zapłacić i nagle okazuję się, że płatność jest możliwa tylko kartą bankomatową… Pech chciał, że zostawiłeś ją w mieszkaniu. Na drugiej półce od góry, zaraz przy śwince skarbonce i paczce prezerwatyw. Leży tam, czekając na moment, aby ją wykorzystać. Leży i śmieję się z ciebie, bo jak debil stoisz z drobnymi w ręce i nie możesz zapłacić za ten przeklęty bilet!

Kierowcy-szaleńcy
            Kiedyś napisałam post o typach kierowców. Chociaż trochę czasu minęło od jego publikacji, to nadal zostaję przy tym, co wtedy stwierdziłam na temat swojej jazdy – jestem narwańcem. Po ojcu.  No tak już mam i nic na to nie poradzę!
            Ale widzisz, ja przewożę maksymalnie czwórkę ludzi, którzy jakoś już się przyzwyczaili i nie narzekają na mój styl jazdy. Może trochę się boją, bo za krytykę jestem w stanie wysadzić ich na środku pustkowia? Nie mam pojęcia. W każdym razie – są ludzie, którzy jeżdżą jeszcze gorzej ode mnie, a mają więcej pasażerów na pokładzie. Mowa oczywiście o kierowcach autobusów…
            Nie wiem jakim desperatem trzeba być, żeby lubić ten środek transportu (i to jeszcze w Warszawie!). Mi czasami serce staje podczas takich podróży. Już nie mówiąc o tym, że często muszę kurczowo trzymać się czegoś, żebym nie zaliczyła gleby… I kurczę - nie trzeba nawet stać, żeby ci się to przytrafiło! Równie dobrze możesz spokojnie siedzieć zasłuchany w ulubioną melodię… A potem możesz spokojnie zbierać swoje ciało i dumę z podłogi, bo typ, który prowadzi tę przeklętą maszynę wyhamował mocniej niż powinien…
            Szczerze? Nie cierpię narwanych kierowców autobusów. Jest jednak jeden, o którym mówią, że przejażdżka z nim to świetna przygoda. Wesoły Kierowco, mam nadzieję, że kiedyś będę miała przyjemność gościć w Twoim autobusie!

Może znajdą się tacy, którzy lubią jeździć autobusami. Może w Twoim mieście wygląda to zupełnie inaczej (w Łodzi jeździ się o wiele spokojniej…), ale w Warszawie… Dla mnie podróże miejskimi środkami transportu są męczarnią. Dla Zazdrośnicy (pozdrawiam!) chyba też, bo w rozmowie ze mną, nieźle hejtowała ten środek transportu.


 PHOTO: Kaique Rocha 

41 komentarzy:

  1. Ja akurat mieszkam w Gdyni i jazda autobusami u mnie nie jest najgorsza. Czasem zdarzy się, ze unosi sie w autobusie brzydki zapach od jakiegoś faceta, jednak nie zdarza się to często (przynajmniej mi). A co do tłoku to najczęściej jest w wakacje w godz. 16, 17 a w roku szkolnym w takich godzinach szczytu jakie Ty wymienilaś :D A tak poza tym to jeszcze nigdy nie jechalam autobusem w Warszawie xd
    Littleredcherrysmile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy powinnam polecić Ci przejażdżkę tym autobusem w Wawie, czy jednak odradzić:D

      Usuń
  2. U mnie we Wrocławiu w sumie nie ma tragedii. Tzn wiadomo, czasami trafi się jakiś pan, niekoniecznie pachnący piękną perfumą :D Ale to częściej w tramwaju wieczorem niż w autobusie.
    Na mojej linii też jest dużo ludzi, ale da się przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nie mam "swojej" linii :D Musiałabym wymienić z kilka ;D

      Usuń
  3. smród w autobusach to zjawisko obecnie nie tylko w Warszawie, ale i na Śląsku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że od tego nie można uciec! :(

      Usuń
  4. W moim mieście nie ma automatów, ale jak byłam w Łodzi to szybko znienawidziłam tamtejsze autobusy i tramwaje. Właśnie tak jak opisałaś o automatach miałam dokładnie tak samo, a jak chciałam kupić bilet u kierowcy to zostałam wyśmiana
    Gattta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kierowcy i bilety... No jak nie masz drobnych i to wyliczonych co do grosza to nawet nie podchodź...

      Usuń
  5. Dokładnie w Krakowie to samo.....
    Jeszcze co śmieszne i wk... czesto koło przystanku kiosku nie ma aby bilet kupić a jak kiosk to najczęściej biletów nie mają...
    Na przystanku są atomaty ale w sporadycznych miejscach. A tramwaju czy autobusie są większość zepsuta i nie działa... a u kierowcy dostepny bilet tylko godzinny.. ktory kosztuje chyba 5zl a np mi jest potrzebny na 20min za 2.80 oczywiście trzeba mieć wyliczona kwotę więc w bilonie miałam 3zł (na ten 20min) to "życzliwy" kierowca nie wyda mi z 10zł za bilet za 5zl bo kwota ma być odliczona..... bo ja jestem wróżka i wiem że automat nie działa i jestem zmuszona kupić droższy bilet.. smród też jest.. ciężko znaleźć plusy takich miejskich transportów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może plusem jest to, że ten miejski transport w ogóle jest i nie trzeba urządzać spacerku na drugi koniec miasta :D
      A te bilety to faktycznie zmora każdej osoby, która nie ma aktywnej karty miesięcznej...

      Usuń
  6. Jeśli już jeżdżę to po Krakowie i podobnie to wygląda.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To nie jest tak, że hejtuję. W lubelskim MPK naprawdę nie jest źle, choć wiadomo - w autobusie wszystko się może zdarzyć. Ja jednak obecnie wolę przemieszczać się rowerem, bo jednak to czego nie lubię najbardziej w lubelskiej komunikacji miejskiej to brak bus-pasów i wieczne korki przez co można jechać 400 metrów przez 15 minut:/

    Pozdrawiam,
    Zazdrośnica Zawistna
    [zzawistna.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj to czasami i specjalnie oddzielone pasy dla busów nie pomagają :D

      Usuń
  8. Niby o autobusie, a widzę tu dużo pociągu... seksualnego. Tu jakieś wspomnienie o prezerwatywkach koło skarbonki, tam o macaniu tyłka i mierzeniu czasu stosunku rodziców ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja rozumiem, że maj, miłostki i nagłe fale gorąca, ale hold your horses, bo przestanę odwiedzać tego blogaska! ;]

    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz, zaraz. Czy to nie Ty, swego czasu, napisałeś te słowa: "ja to jestem jednak totalnym prymitywem i zabrakło mi w tej miniaturce wyuzdanego opisu finałowego zbliżenia"? Kogo, jak kogo, ale myślałam, że Ciebie tym akurat zdołam zadowolić!

      Usuń
    2. Hehe, no przecież, że Cię biorę pod włos, zadowoliłaś mnie! ;d

      Usuń
    3. Widzę, że humor nadal dopisuje :D

      Usuń
    4. Nie patrz na mnie takim wzrokiem, bo się boję!

      Usuń
  9. U mnie w mieście dawno już nie widziałam zatłoczonego autobusu. Wszyscy śmigają samochodami. Może dlatego, że sieć autobusowa nie jest tak gęsta jak w Warszawie i czasami łatwiej się gdzieś dostać samochodem niż przesiadając się przez kilka autobusów. No ale w sumie tutaj jest wszędzie blisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie w "mieście" nawet nie ma autobusów. No chyba że szkolne...

      Usuń
  10. Na szczęście w moim mieście autobusy są dopiero od roku i są lśniące :)

    OdpowiedzUsuń
  11. dokladnie tak! podpiuje się pod tym wszystkim! jestem warszawianką wiem co mowie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze i niezmiennie najbardziej lubię tramwaje :) Mogę podróżować tylko środkami lokomocji, które mają szyny, bo w jakiś niepojęty sposób one nie powodują u mnie choroby lokomocyjnej. A co do autobusów, w pełni się zgadzam. Musiałam jeździć nimi do szkoły...Mieszkania na studiach szukam przy linii tramwajów. Może moja linia nie była najbardziej zatłoczona, bo jeździłam do szkoły w bardzo wczesnych godzinach i wracałam w późnych, ale wszystkie inne wady posiadała w obfitości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie choroba lokomocyjna objawia się przy jeździe autokarami... Trauma z dzieciństwa, cóż.

      Usuń
  13. Ja tam lubię jeździć autobusami. Nie lubię jeździć tramwajami ... Fakt, dużo ludzi jeździ, autobus wypchany po brzegi, ścisk - za tym nie przepadam, no bo jak? Nieraz przyjeżdżają niepunktualnie, ale komunikacją miejską i tak się dojedzie szybciej, bo muszą przepuszczać. Kierowcy czasem i szaleni, ale jakoś mało mi to przeszkadza. Czasami brzydko pachnie, ale to właśnie ma do siebie komunikacja miejska, chociaż w Warszawie słyszałam, że wszedł przepis, by wyrzucać bezdomnych z pojazdu. Nie wiem, ja tam lubię autobusy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam o takim przepisie, poza tym - nie bardzo wierzę w to, że coś z tego wyjdzie... Kto chciałby się z takimi gośćmi użerać?
      Tramwaje są spoko, oby nie te stare, bo ręce z barków mogą wyskoczyć...

      Usuń
  14. Ja na szczęście zbyt wiele autobusami nie jeżdżę :D

    OdpowiedzUsuń
  15. rozumiem, co maz na mysli. ale zdarzaja sie w Waw mile przejazdzki autobusem. Choc to na ogol musi byc o dziwnej porze, np. we wtorek o dwunastej xD
    zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze lepsze są wieczorami, gdy praktycznie nikogo nie ma...

      Usuń
  16. Na szczęście mieszkam na wsi i takiego problemu nie mam. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. W moim mieście jest bardzo dobra komunikacja, na szczęście omija mnie większość problemów o których piszesz. Ale na Śląsku już tak jest, mamy dobre połączenia z większością miast w regionie, nie tylko autobusowe, ale też koleją ;) Żyć nie umierać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pociągi też się tak spóźniają jak na Mazowszu?:D

      Usuń
  18. U mnie w Szczecinie nie jest jeszcze tak źle. Naszymi jedynymi środkami transportu, jeśli mówmy o komunikacji miejskiej, są autobusy i tramwaje. I generalnie podróżowanie nimi nie jest takie złe, no chyba, że jedziemy w godzinach szczytu, kiedy ludzie jadą do pracy czy szkoły albo akurat z niej wracają. Wtedy faktycznie tych ludzi jest więcej, a i miejsca niewiele. Ale najgorzej gdy, zamknięto u nas most, ponieważ akurat robiono na nim nowe tory tramwajowe. Co to się wtedy działo! Autobusy pękały w szwach, bo przecież tramwaje nie jeździły. Nie miałam jak wracać do domu, więc musiałam iść na autobus, a kiedy do niego wsiadałam - żałowałam, że nie idę z jednego brzegu na drugi pieszo. Nie cierpię, gdy jest tłoczno. Nie cierpię. Robi się duszno, gorąco i zawsze dostaję od tego migreny. Zawsze. W takich momentach jak ten, sama wolę trzymać się od autobusów z daleka. A teraz, kiedy mam prawo jazdy i możliwość jeżdżenia autem taty - nie ruszam się nigdzie bez auta.
    I fakt, mnie czasami też denerwuje, jak kierowcy autobusów jeżdżą jak rajdowcy. Jeden z nich tak zahamował, że jedna z pasażerek straciła równowagę i potoczyła się aż pod same drzwi kierowcy, nieźle obijając sobie przy tym głowę. Jak dobrze, że nic jej się wtedy nie stało! A przepraszam i tak nie usłyszała...
    A z tymi automatami w autobusach to zawsze są cyrki. Wydano na nie kilka dobrych milionów (tak pisali przynajmniej w lokalnych gazetach), a przez pół roku nie działały. Później jednak je uruchomili i było ok, bo to jeszcze były te automaty na drobne i ludzie naprawdę często z nich korzystali. A teraz miasto zdecydowało, że musi być nowoczesne i zlikwidowało większość automatów biletowych, które przyjmowały drobniaki i zastąpiło je automatami na kartę kredytową. I nie byłoby źle, gdyby chociaż działały. Ile razy byłam świadkiem sytuacji, w której ktoś chciał kupić bilet, ale nie mógł, bo automaty nie działają. Szczerze mówiąc nie widziałam, gdy tak jeździłam autobusami w czasie roku szkolnego, żeby którykolwiek z nich był uruchomiony. Albo był całkowicie wyłączony, albo pojawiał się komunikat, że jest uszkodzony. I co zrobić w takiej sytuacji, jak najbliższy przystanek jest daleko, bo jedziemy linią pośpieszną? No cóż, pozostaje nam jechać na gapę i liczyć na to, że tym razem nam się uda...

    Pozdrawiam serdecznie,
    Weronika

    96pln.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te automaty, zaraz po kierowcach, są najbardziej wkurzające w autobusach. A najlepsze jest to, że przypomniała mi o nich dopiero Zazdrośnica, bo o ile na kierowców narzekam wiecznie, tak na te automaty tylko od czasu do czasu. karty miejskie mają jednak swoje plusy.
      Skoro w Szczecinie była masakra jak zamknęli most, to w Warszawie na pewno nie było lepiej. Ile ja się nasłuchałam o korkach jak robili most Łazienkowski. Objazdy, korki, godziny szczytu, w czasie których wszystko stało... Najgorzej.
      Ja korków strasznie nie lubię, bo jestem typem człowieka, który wolałby inaczej spożytkować czas, niż gnieść się w autobusie. Ostatnio z pracy wracałam godzinę, bo oczywiście miałam taką linię, która przejeżdżała przed 3 główne ulice w Warszawie. Śmiesznie było, tym bardziej, że śpieszyłam się do mieszkania, by zabrać rzeczy i wrócić szybko do domu.
      Ja nawet nie zliczę tych wszystkich upadków, które widziałam na własne oczy. A najbardziej to mi zawsze szkoda tych starszych osób, które i tak ledwo trzymają się na nogach...

      Usuń
  19. To nie tylko w Warszawie tak jest z tymi autobusami, chyba wszystkie miejskie mają te wszystkie cechy. Dobrze, ze mieszkam w miasteczku i mamy autobusy naprawdę spoko :D/Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj na pewno w Warszawie jeździ się gorzej niż w Łodzi! Obadałam sprawę:D

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)