Jak wygląda życie w Warszawie?

18:32 Magda 38 Comments

            

         Warszawa – synonim bogactwa, wielkości i prestiżu. Miasto, w którym spotykają się ludzie ze skrajnych środowisk. Przepych przeplata się z ubóstwem; ogromne, szklane budowle kontrastują z szarymi blokowiskami warszawskiej Pragi; restauracje McDonalda walczą o klienta z lokalami serwującymi kebaba. Tłok, hałas i dwie linie metra. Miasto pełne skrajności. To stolica, miasto biednych i bogaczy. To stolica, miasto śmiechu i rozpaczy. To Warszawa: pożyjesz, poznasz, zobaczysz jak to było w kawałku Fenomenu.
            Pożyłam, zobaczyłam, poznaję od roku. Co mogę powiedzieć o życiu w stolicy?


JAK WYGLĄDA ŻYCIE W WARSZAWIE

Jesteś anonimowy
            Mam na tyle dobrze, że moją rodzinną miejscowość od stolicy dzieli jedynie czterdzieści kilka kilometrów. Warszawskie życie nie było mi zatem całkowicie obce, gdy się tam wprowadzałam. Od dziecka znałam to miasto. Widziałam, przeżywałam, trochę też  się bałam. Wiadomo, różnie bywa. Wiedziałam jedno: nie jest to miasto, w którym chciałabym kiedyś zamieszkać.
Byłam przyzwyczajona do spokoju bijącego od mojej wioski, do braku anonimowości… U mnie wszyscy się znają. „Dzień dobry” rzuca się ot tak, niemalże każdemu. I zdecydowanie lepiej nie pominąć tego zwrotu grzecznościowego, bo potem całe miasto patrzy na Ciebie wrogim spojrzeniem.
Warszawa to świat zupełnie inny. Nie znam ludzi, którzy mieszkają na tej samej klatce, nie znam swojego listonosza, nie znam pani z warzywniaka. Wszyscy są obcy, anonimowi. Są, a potem nagle ich nie ma, ale tej straty zupełnie nie czuć. Na ulicach nie mija się ludzi, mija się twarze. Mnóstwo twarzy. I betonu.

Poznajesz
            W piosence Lady Pank był taki tekst: Warszawa, pełna ulic, placów, drzew.  Powiedziałabym, że to znacznie więcej. To muzea, kluby, restauracje, wieżowce i Pałac Kultury. To Łazienki, Stare Miasto, ciesząca się złą opinią Praga, obezwładniający „Mordor” i spokojne Bielany. To miejsca, do których trafia się przypadkiem, by później do nich wracać. Warszawa to nadwiślańskie spacery i ciasne ulice. Denerwujący kierowcy autobusów i zakątki, do których lepiej nie wchodzić samemu. To ludzie, którzy są tacy sami w gonieniu do inności.
            Warszawę można poznać tylko wtedy, gdy pomieszka się w niej chociaż przez chwilę. Lubię różnorodność, która mnie tutaj otacza. Lubię fakt, że jedni ludzie są tak mili, że humor się człowiekowi poprawia z samego rana, a inni spojrzą w taki sposób, że nie wiadomo czy się śmiać czy już płakać (tutaj przodują ważniacy w drogich garniturach czy wysokich szpilkach). To mnie kręci. Do tego się przyzwyczaiłam.

Wydajesz
            Plotki o tym, że Warszawa to drogie miasto nie istnieją. Jest to całkowita prawda. Tutaj znacznie więcej zapłacisz za jabłko, które i tak nie będzie tak dobre, jak te prosto z sadu, załadowane przez babcię do torby. W piwo lepiej zaopatrzyć się w hipermarkecie, bo bary żerują na studentach. Tutaj rozrywka jest droga, a utrzymanie się jeszcze bardziej.
            Ładnych mieszkań w przystępnych cenach można ze świecą szukać. I ogólnie panuje jakiś taki kult pieniądza.   

Pędzisz
            Pamiętam jak mój znajomy z roku, rodowity Warszawiak, śmiał się ze mnie, gdy stanęłam po lewej stronie schodów ruchomych. Wielki faux pas z mojej strony. Lewa strona służy bowiem temu, aby ludzie mogli przyśpieszyć kroku i wejść na górę znacznie szybciej. To miasto przecież pędzi, cały czas. Nawet ruchome schody trzeba przechytrzyć i zdobyć te kilka sekund przewagi nad leniwcami, którzy postanawiają wjechać ślimaczym tempem na górę.
            To miasto, gdzie ludzie biegną na tramwaj czy na autobus. Przycinają rękawy próbując zdążyć wepchnąć się do metra, zanim drzwi się zamkną. To miasto osób, które pędzą przez pasy nie rozglądając się wokół. Wszędzie tylko tłum nieznajomych, spragnionych sukcesu twarzy, które potrącają się w biegu i rzadko kiedy rzucają przepraszam.

Możesz wszystko
            Ciągle powtarzam, że znalezienie w Warszawie prawdziwego warszawiaka to jak szukanie igły w stogu siana. Praktycznie niemożliwe. Bardzo dużo tutaj przyjezdnych, którzy wpadają, aby spróbować swoich sił. Warszawa to przecież miasto możliwości. Jeśli znajdzie się sposób, to można odnieść zwycięstwo, ustawić się na całe życie, zgarnąć grube pieniądze. Trzeba jednak racjonalnie odważać swoje możliwości i cele. Często bowiem można dostać porządnego kopniaka od życia i z podkulonych ogonem wrócić do rodzinnych stron.

Pracujesz
            W Warszawie dużo się wydaje, ale można również sporo zarobić. Trzeba jednak uważać, ponieważ często można wpaść w ręce wyzyskiwaczy, którzy myślą tylko o sobie. Kręcą biznesy zarabiając na naiwności innych (głównie przyjezdnych), którzy pracują, aby związać koniec z końcem.
Często słyszy się również, że bardziej pracowici są ci, którzy przyjeżdżają z innych miast, bo chcą się związać z Warszawą - widzą w niej swoją szansę. Nie chcą wracać do domu, do rodziców czy pracy za ladą w sklepie spożywczym. Chcą wielkiego miasta. I mają je, na wyciągnięcie ręki. A także gotówki (lub bardziej na czasie – karty bankomatowej) z portfela.

Imprezujesz
            Kto nie imprezuje w tym mieście? Dajcie spokój! Jest tyle miejsc, do których można udać się wieczorem! Kluby, bary, kawiarnie, restauracje, budki z hot-dogami, a dla szukających mocniejszych wrażeń – kluby ze striptizem. Co kto lubi. Na pewno znajdzie się coś dla Ciebie.

Uprawiasz sporty
            Warszawa ma fioła na punkcie zdrowego trybu życia! Tutaj spędza się długie godziny na siłowni, jeździ się na rowerze (organizuje się również strajki, blokuje ulice i zmusza władze do tworzenia ścieżek rowerowych w częściach miasta, które wiecznie stoją w korkach i gdzie nie przecisnęłaby się nawet mysz) oraz biega. Mój Boże, tutaj biega się nawet z dzieckiem w wózku. Poważnie. I niech ktoś mi powie, że stolica rozleniwia…
            Swoją drogą – bardzo podoba mi się fakt, że ludzie, którzy biegają są dla siebie mili – przynajmniej w mojej (jak to brzmi) dzielnicy. No bo serio – czy na Waszych twarzach nie kwitłyby uśmiechy, gdybyście widzieli jak inni machają do Was z daleka, chcąc się przywitać i dodać trochę energii? Świetne uczucie.  

Zmieniasz się
            Bo tak naprawdę zmieniają wszystkie miejsca na Ziemi. Warszawa nie jest w tej kwestii odosobniona. Człowiek nabiera w niej pewnych zwyczajów, które wchodzą w krew i trudno się ich pozbyć. Chociaż, dwa tygodnie w domu wystarczą, żebym znowu zaczęła mówić swoim miejscowym slangiem.


Czy lubię warszawskie życie? Coraz bardziej. Polubiłam się z klimatem, jaki tutaj panuje, ze zwyczajami, z miejscami, do których chętnie wracam. Przyzwyczaiłam się do pośpiechu, betonowych osiedli, szklanych budynków i do Pałacu Kultury, który wita się ze  mną w różnych częściach miasta (obym tylko stała na wysokościach). Odnalazłam tutaj siebie. Jednak czy chciałabym tak na zawsze? Nie, i niech dowodem na to będzie fakt, że jadę do domu chociażby na jeden dzień albo na kilka godzin i uśmiecham się na widok znajomych rzeczy, które tulą mnie jak tylko wyjdę z pociągu. 

Ogłoszenia parafialne:
Pierwszy odcinek Blogerskiego pitu-pitu już w tym tygodniu! Widzimy się w piątek lub w sobotę. Dokładne informacje podam na fp Mówiąc Słowami. Będzie tam również więcej wiadomości o projekcie :) 

38 komentarzy:

  1. Twoje przemyślenia są naprawdę bardzo ciekawe. W Warszawie dużo hałasu, ale mieszkam w
    Katowicach i zapewniam Cię, że tutaj też jest głośno. Myślę, że ten hałas stał się z czasem wyznacznikiem uprzemysłowienia i rozwoju danego regionu, więc szybko się tego nie pozbędziemy. Stolica - oczywiście piękne miasto, ale jak piszesz - zawsze w domku jest i będzie najlepiej :)
    Pozdrawiam,
    http://mademoisellepaulline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Katowicach nigdy nie byłam, ale mam nadzieję, że kiedyś sie przejadę i zobaczę, czy faktycznie jest tam tak głośno jak w Warszawie :)
      W domu, przy mamusi, która obiad zrobi bez zbędnych pytań, mhh <3

      Usuń
  2. Przeczytam jeszcze raz, zanim zdecyduję o przeprowadzce, co w przyszłości, choć trochę dalekiej, jest całkiem możliwe. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno w Internecie nic nie ginie, więc jest szansa, że mnie tutaj znajdziesz za te kilka lat:)

      Usuń
  3. Przeczytam jeszcze raz, zanim zdecyduję o przeprowadzce, co w przyszłości, choć trochę dalekiej, jest całkiem możliwe. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nigdy nie byłam w stolicy wiec sie nie wypowiem :)

    OFFICIAL PATTY (klik)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższy czas pojechać i zobaczyć :)

      Usuń
  5. Byłam w stolicy niestety tylko dwa razy, ale za to jakie mam wspomnienia. Zawsze ciągnęło mnie do wielkich miast typu Paryż czy nawet Warszawa. Nawet kiedyś myślałam o studiowaniu tam, ale jakoś tak chyba nie umiałabym żyć w ciągłym biegu. Rzeczywistość zaczęłaby mnie chyba przytłaczać. Kurczę jak będę planowała przeprowadzkę to przypomnę sobie o tym poście i poczytam o tych wszystkich zaletach. Może akurat podejmę ważną decyzję mojego życia.
    Pozdrawiam ciepło (:
    calkiemzwyczajnadziewczyna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie sądziłam, że się przeprowadzę do Warszawy. W końcu mieszkam niedaleko. A jednak. los zadecydował.
      Paryż? Jakoś staniki nie latają. Nie ciągnie mnie to miasto.

      Usuń
    2. A mnie za to od zawsze nie dość, że zachwycało to ciągnęło do zamieszkania w nim, ale jednak te obawy. Dosłownie przed wszystkim chyba zwyciężą i zostaną mi tylko wycieczki.

      Usuń
    3. Mi to się marzy Nowy Jork! W końcu jak szaleć to szaleń, nie?

      Usuń
  6. Właśnie tego typu teksty odstraszają mnie totalnie od Warszawy :) Oczywiście nie chciałabym wyjeżdżać z mojego miasta, ale żeby znaleźć prace w zawodzie wiem, że będę musiała to zrobić.

    Nie mogę znaleźć Twojego maila, a prosiłaś o kontakt. Mój mail znajdziesz pod profilowym lub w zakładce kontakt ;)
    The balance of my life

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę jak tylko uda mi się wygrać walkę z pocztą, bo póki co, nie mogę się zalogować.

      Usuń
  7. Podoba mi się tekst. Bardzo, bardzo ładnie napisany i powiem ci, że wiele z tego, co tutaj zawarłaś mogłabym przenieść w odnośni do Krakowa, w którym mieszkam od października.
    Chyba wszystkie duże miasta mają to do siebie, że jesteś anonimowy. Ja też czułam się taka tyci, tyci, niezauważalna i nikomu niepotrzebna, gdy stawiałam pierwsze kroki w tym mieście, ale do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. Po prostu trzeba "wgryźć się" w ten nietypowy styl życia. A co do tego "Dzień dobry", u mnie na osiedlu, a przynajmniej w moim bloku mieszkają chyba sami sympatyczni ludzie, bo za każdym razem, jak się z kimś mijam na klatce schodowej, to zostaję obdarzona takim miłym gestem. Więc to nie jest reguła według mnie :D Co oczywiście nie zmienia faktu, że ja tych ludzi nie znam. Nie mam pojęcia kim są, co w mojej malutkiej miejscowości byłoby niedopuszczalne.
    Kraków jednak jest spokojniejszy. Dużo spokojniejszy. Wszyscy mnie straszyli, że się nie zaaklimatyzuję, bo ja jestem z natury dość powolnym stworzeniem, a błyskawicznie okazało się, że zdarza się, że jestem za szybka na to miasto. Zbyt wcześnie przychodzę na spotkania, na autobusy muszę czekać, bo okazało się, że za szybko dotarłam na przystanek. I cóż zrobić? Trzeba się pogodzić. Jedyne, co w Krakowie jest szybkie, to jazda autem. Boniu, tutaj sami rajdowcy się chowają...
    Mogłabym wypisać inne podobieństwa, które postrzegam, ale ten komentarz szybko nabrałby objętość nie przymierzając kolejnego posta, dlatego chyba zamilknę.
    Czekam na kolejny wpis.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję! Pochwał jeszcze pod tym postem nie czytałam :D
      U mnie na osiedlu ludzie również mówią sobie dzień dobry, jednak zawsze zdarzą się tacy, którzy słowem nie odezwą się, pomimo faktu, że utknęliśmy razem w windzie (a to najbardziej krępujące miejsce na Ziemi). Poza tym, ludzie tutaj mają dziwny zwyczaj mówienia dziękuję, gdy wychodzą z windy. Kompletnie nie wiem za co te podziękowania są. Czyżby za możliwość spędzenia ze mną tych kilku chwil w zatłoczonej windzie?

      Przyjedź do Warszawy. Tutaj to dopiero kierowcy autobusów szaleją... Matko Boska, czasami to aż strach wchodzić :D
      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  8. Nienawidzę tak szybkiego tempa życia. A mieszkałem prawie pół roku w jeszcze gorszym molochu, Stambule. Tam to dopiero było, istne piekło. Turystyczny blichtr w Dzielnicy Pałacowej i bezdomne psy wałęsające się watahami koło mojego akademika na obrzeżach miasta. Każda dalsza wyprawa to przynajmniej dwie godzinki w środkach komunikacji miejskiej. Kloszardzi z wózkami na kółkach, którzy pozwalają miastu oddychać, bo gdyby nie ich mrówcza praca, metropolia utonęłaby w śmieciach. Taniec między samochodami przy niemal każdym przejściu przez ulicę. Murzyni, żółci z aparatami. Jadłodajnie, uliczni sprzedawcy, brzęczące paciorki, bełkot, który ledwo rozumiałem. Nigdy więcej!

    No dobra, może tak na kilka miesięcy... Ale nie więcej!

    KULTURA & FETYSZE BLOG (KLIK KUŹWA, BARDZIEJ CI TEGO NIE MOGŁEM UŁATWIĆ, POTENCJALNY CZYTELNIKU!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, szybkie tempo jest do przebrnięcia. Da się żyć i wolniej, wystarczy tylko chcieć :D
      Te Twoje historie mnie naprawdę urzekają. Gdzieś jeszcze byłeś?:D

      Usuń
    2. Niestety, jestem jak aktor, który zagrał jedną rolę lub (co bardziej trafne) podróżnik, który odbył tylko jedną wyprawę. Albo alpinista, który zdobył zaledwie jeden szczyt. Nie mogłem się zdecydować na jedną z tych metafor... ;]

      Usuń
    3. Ech, obawiam się, że nigdy.

      Usuń
    4. Skąd ten brak wiary? Po Tobie się go nie spodziewała.

      Usuń
  9. Zawsze chciałam mieszkać w mieście. Od dzieciństwa mieszkam na wsi i nie za bardzo mi się podoba. Lubię dźwięk samochodów czy tą anonimowość o której piszesz. Warszawa zdecydowanie jest nie dla mnie, zbyt dużo tam hałasu, lecz jakieś mniejsze miasto, Poznań czy Gdańsk, pokochałabym od razu! ;)



    Kinga Dobrowolska–blog
    Pozdrawiam gorąco ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja napiszę tak - wszędzie dobrze, ale w domu zdecydowanie najlepiej. Warszawa jest do ogarnięcia, jednak najlepsze momenty to te, kiedy wracam do domku. A i wieś nie taka straszna, gdy ma się samochód pod ręką i prawko w kieszeni.
      Skoro lubisz dźwięk samochodów to i Warszawę byś polubiła.

      Usuń
  10. W Warszawie byłam 2 razy. Bardzo mi się tam podoba, ale chyba to nie moje miasto, wolę Kraków lub Wrocław - tam jest dopiero pięknie :)

    Mój blog - ZAPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi ostatnio Wrocław się marzy. Popatrz!

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja lubię wielkomiejskie zycie, a raczej możliwośc jego posiadania w bliskiej odległości, choc mieszkać chciałabym na przedmieściach dużego miasta ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja się nie zgadzam z tym stwierdzeniem, że po kopniaku wraca się w rodzinne strony z podkulonym ogonem - brzmi to jak jakaś porażka. Mieszkam w stolicy 3 mce i sama do niedawna myślałam, że ew. powrót do Gdanska będzie swego rodzaju porażką. Ale tak nie jest, po prostu wybieram to co mi bardziej pasuje. Warszawa moze dać się we znaki, ale ma tez wiele pozytywnych stron. Pomieszkam tutaj jeszcze trochę i chyba czuję, że będę zwijać żagle do Gdanska. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o porażkę, która tak totalnie człowieka demotywuje, że chce wrócić do domu. Jeśli ktoś nie lubi Warszawy to ok, ale jeśli ktoś miał plany, ale doznał zawodu i wrócił do domu chociaż nadal wolałby stolice, ale nie czuje, że da tam radę albo już nie chce próbować - to dla mnie ewidentna porażka.

      Usuń
  14. Bardzo ciekawi mnie temat życia w Warszawie. Przechodzę do dalszego czytania... Ja jestem raczej przyzwyczajona, że często spotyka się kogoś znajomego na ulicy. Nie powiedzenie "Dzień dobry" osobie mieszkającej w tej samej klatce uznaje się za niekulturalne. Będąc w Warszawie rzeczywiście ta anonimowość jest zauważalna. Pamiętam jak poszłam do sklepu w Warszawie i była tam tak przemiła ekspedientka. Bardzo mnie to zdziwiło. Jednak potem spotkałam innych ludzi, którzy byli przciwieństwem tej pani. Miasto pełne różnorodności. Racja, bardzo drogo. Żeby kupić mieszkanie to naprawdę trzeba TROCHĘ mieć. Ten widok, kiedy ktoś biegnie do tramwaju, pociągu, autobusu, a drzwi zamykają mu się przed nosem ;_; Do stolicy przyjeżdża mnóstwo podróżnych. Z Polski, zagranicy... W ciągu jednego dnia w Warszawie spotkałam tyle biegających ludzi. Widok bardzo motywujący i fajny. Pomimo wielkiego upału im się chce. Do wszystkiego można się przyzwyczaić :) Pozdrawiam
    ludziesamotni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłą ekspedientkę to i ja znam! W sklepie na moim osiedlu jest taka! Świetna babeczka, zawsze jak mogę, to idę do niej, bo człowiekowi się od razu dzień robi milszy, a i przy okazji ten człowiek chce zrobić komuś dobry dzień! Ale takie osoby to prawdziwa rzadkość.
      I do metra! Do metra to największa głuupota. No ludziki, przecież kolejne podjedzie za 2 minuty!
      Jesteś z Wawy? :)

      Usuń
    2. Nie :D W sumie to się cieszę. Życie w takim wielkim mieście to raczej nie dla mnie. Preferuję ciszę, spokój :)

      Usuń
    3. Nie ma tragedii, idzie się przyzwyczaić. Chociaż mieszkać w Warszawie na stałe? Nie, tego sobie nie wyobrażam.

      Usuń
  15. Wszystko zależy jak się nastawisz. Ja od samego początku chciałam mieszkać w Warszawie i wiedziałam że nie będzie łatwo. Jest tu o wiele więcej możliwości rozwoju:)kupiłam fajne mieszkanie przy Woronicza:) Jak odbiorę klucze do mieszkania to do pracy będę dojeżdżać rowerem SUPER!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeprowadziłem się z mojego miasta wojewódzkiego (jakiego tego nie zdradzę :) do Warszawy, z myślą o zmianie pracy, swojego dotychczasowego życia, jak i z powodów osobistych. Wybrałem to miasto, bez żadnych uprzedzeń ze strony innych. Zmiana ta mi akurat nie wyszła na dobre i byłem tam tylko 2 miesiące. W pierwszych dnia strasznie doskwierała mi samotność, tym bardziej, że w stolicy nikogo nie znałem. Z biegiem czasu, gdy Warszawę zwiedzałem, jeździłem metrem, autobusem, tramwajem, udawało mi się jakoś z uczuciem samotności wygrać. W pracy miałem znajomych, ale i tak widywaliśmy się tylko w pracy. Niestety wiele firm, korporacji jest nadal nastawionych na tzw. "wyścig szczurów" a nie na zgrany zespół. Miałem to szczęście, że do pracy miałem ok 30 minut jazdy autobusem i nie wynajmowałem pokoju w jakiejś dzielnicy gdzieś na obrzeżach miasta. Poranne i popołudniowe korki na ulicach, tłumy w metrze, autobusie męczą i dają o sobie prędzej, czy później znać. A jak kariera? W Warszawie można znaleźć pracę z dnia na dzień (jak i ją stracić) i to nie jest przesada. Ale czy warto? Jak ktoś mieszka w małej miejscowości, gdzie jest duże bezrobocie to jeszcze tak, ale trzeba mieć wtedy fach w ręku, umiejętności i przede wszystkim nie być tam sam! Ja wróciłem do swojego rodzinnego miasta, nie żałuję decyzji i zarabiam tą samą kwotę (ok. 4000zł), z tą różnicą, że nie płacę na wynajem pokoju 700zł wzwyż (z ogromnym szacunkiem dla starszego małżeństwa, gdzie wynajmowałem), za jedzenie, zakupy, alkohol, bilety na PKP, PolskiBus.com, komunikację miejską, teraz nie muszę liczyć każdej złotówki i mogę sobie na dosyć dużo pozwolić. Bardzo dużo Warszawiaków mieszka na średnim poziomie i wcale nie opiewają w luksusach i bogactwie. Wysokie koszty życia można spotkać prawie na każdym kroku. Innym osobom, które oczekują zmiany mogę doradzić, że warto obejrzeć się czasem dookoła siebie, cokolwiek miałoby to znaczyć, nabrać dystansu do życia, pracy, powitać każdy dzień z uśmiechem i zawsze mieć nadzieję i wiarę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak obszerny komentarz:) Warszawę można pokochać albo znienawidzić. Ja ja lubię, dobrze mi sie w niej mieszka ale nie wyobrażam sovie tkwić w niej całe życie. To raczej nie dla mnie. Nie czułabym się tam w pewni sobą i chyba nawet praca nie byłaby w stanie mnie w niej zatrzymać (ale teraz to sobie mogę gadac). Mam nadzieję że jest i będzie Ci dobrze tam, gdzie jesteś:)

      Usuń
  17. Ja zawsze omijałam Warszawę szerokim łukiem. A życie jest takie przekorne, że dostałam tam propozycję pracy. Długo się zastanawiałam nam podjęciem decyzji, bo prowadzę często szkolenia dla firm. Warszawa jednak jest bardzo atrakcyjnym miastem pod tym względem. Stwierdziłam, że warto spróbować. I tak po 5 latach mieszkania w stolicy mogę powiedzieć, że nie żałuję swojej decyzji :) To jest tak dynamicznie rozwijającej się miasto, głośne, kolorowe i różnorodne. Każdy jeśli tylko chce może znaleźć coś dla siebie. Ale kto wie, może życie znowu mnie zaskoczy?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)