W podróży: Magda i ludzie

16:00 Magda 31 Comments



           Pociągi, tramwaje, autobusy, metro, rower, nogi. Brakuje tylko samolotu (drogo) i statku (daleko). Czymkolwiek bym nie jechała zawsze znajdzie się ktoś, kto moją podróż urozmaici dziwnymi sytuacjami. W tym rankingu zdecydowanie wygrywają  pociągi…
Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym kończy się jedzenie kebaba na peronie, jakich argumentów należy użyć, żeby przekonać 13-latka, aby do ciebie wpadł, a także jak to jest jechać do stolicy z nieznajomym, polecam zapoznać się z dzisiejszym postem. Zapraszam!


1.         

Wiosna. Popołudnie. Warszawski autobus. Gośćmi tego diabelskiego środka transportu są staruszkowie i ja. No i nasz mały bohater. Na oko 13 lat, dresowe spodnie, telefon w ręce. Mówi.
- Nie chce mi się kurwa jechać do niej. Niech se kurwa nie myśli, że będe leciał, kiedy będzie chciała, pierdolona… A chuj z tym, niech spie…. Weź mi ją, kurwa, daj do telefonu.
Głos niesie się echem po całym autobusie. Babcie z ciekawością odwracają głowy. Też patrzę, nie żeby mi za to płacili, ale tak, z ciekawości. Podobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Sama nie wiem. 
- Nie chce mi się jechać… Weź nie pierdol… Dobra, kurwa, przyjadę, ale coś za coś.
Babcie słuchają. Trochę zdegustowane tymi kurwami. Z zainteresowaniem jednak łapią każde słowo. Potem chwila oczekiwania i…
- Przyjadę jak pokażesz mi swoją cipkę.
Autobus staje. Chłopak wysiada. W środku cisza.

2.        

Pytania z serii „Jak dojść do…?” uwielbiam. Tym bardziej, gdy zadają je obcokrajowcy. O ile po angielsku jeszcze się dogadam i wskażę drogę (jeśli tylko nie jest zbyt skomplikowana ;)), tak nie ma szans, żebym komuś pomogła, jeśli mówi w innym języku. W te wakacje trafił mi się egzemplarz, który mówił w dwóch językach, żadnego z nich nie znałam. Powiedzmy sobie szczerze – z niemieckiego znam może 6 słów, z francuskiego nawet jednego. Jakim cudem mam cokolwiek wyjaśnić? Gość był tak zdesperowany, że zaczął mówić coś łamaną angielszczyzną, ale to było jeszcze gorsze. Niemieckofrancuskoangielski bełkot do mnie nie przemawia.
            Do tego człowieka przemówił za to mój wzrok i konsternacja. Poszedł.

3.        

21:50. Kebab grzeje mi zmarznięte ręce. Jest zima, mróz, czekam na pociąg do domu. Obok mnie, na ławce, siada chłopak. Na oko w moim wieku, na pewno w moim typie. Dumnie dzierży piwo w dłoni. Kurde, z tej mąki chleba nie będzie… Chociaż może…
- Smacznego – rzuca.
Zaczyna się niewinnie. 5 minut oczekiwania na pociąg a ja już wiem, gdzie mieszka, ile ma lat i co robi w życiu. Właśnie skończył pracę, postanowił się odstresować kilkoma piwkami, w końcu jest środowy wieczór. Na imię mu Karol albo Kamil. Już nie pamiętam, a on trochę bełkocze. Ładnie się uśmiecha, nawet po tych kilku piwach. Mieszka w sąsiedniej miejscowości, skończył technikum i ma wygodne łóżko.
- Może wypróbujemy? - Może faktycznie powinniśmy. W końcu znamy się od 7 minut, ja jestem zmęczona, a on zalany.
Kusi świeżą pościelą i dużym wyrkiem. Nawet skarpetki zdejmie, tak mówi. Ma niebieską kołdrę i fajny sprzęt. I nie, nie chodzi o sprzęt do ćwiczeń, chociaż jakby na to spojrzał pod odpowiednim kątem to seks można uznać za dobre ćwiczenia. Takie cardio. W sam raz na spalenie tego kebaba.
- To jak? U mnie czy u ciebie?
- Do mnie daleko. Chyba lepiej u ciebie. Ale może jutro.
- Jutro nie. Wolę dzisiaj. U mnie dzisiaj, co ty na to?
Kobieta za mną parska śmiechem, na mojej twarzy powaga. W końcu nie codziennie dostaje się takie propozycje.
- Jutro u ciebie. Albo lepiej, za tydzień!
- Za tydzień? Dlaczego za tydzień? A jakie majtki nosisz?
-… Zielone?
-Zielone? Ja mam niebieską pościel. To dzisiaj u mnie?
- Nie, mówiłam już, że za tydzień.
- Dlaczego za tydzień? Pewnie masz okres.
- Nie, po prostu..
- Masz okres! Ale mi to nie przeszkadza. Dobry marynarz przepłynie też morze czerwone, czy jak to szło… To dzisiaj u mnie, bo mi Twój okres nie przeszkadza.

4.       

Kolejka po bilet. Przede mną jedna osoba. Za mną kilkanaście. Starsza pani nachyla się w moją stronę. Wyciąga rękę.
- Czy to 5 złotych?
Patrzę to na nią, to na złotówkę w jej dłoni. W kulki sobie leci?
- Nie, to nie 5 złotych.
Odwracam się, ona grzebie w torbie, wyjmuje portfel.
- A gdzieś tutaj jest 5 złotych? – Potrząsa portfelem, obraca go w różne strony. Mówi po polsku, akcentu zagranicznego nie słychać, więc polskie pieniądze powinna odróżniać. W kulki sobie leci, jak nic.
- No tak, tutaj to ma pani te pięć złotych.
- A gdzie? Bo ja bez okularów jestem, więc nie widzę.
Pokazuję. I zastanawiam się. Bo w końcu – jak ta biedna kobieta trafiła na peron skoro nawet drobnych od siebie nie odróżnia?

5.        

            Dres. Widać od razu. Nawet nie chodzi o strój, tylko o sposób bycia. I jeszcze pluje co dwie sekundy. Jezu. Patrzy na rozkład. Spogląda wokół. Podchodzi. Wiedziałam. Od początku wiedziałam, że tak to się skończy.
            - Wiesz, która jest godzina?
            Mówię, bo w końcu strach nie odpowiedzieć. Różnie to bywa.
            Pociąg się spóźnia. Tamten podchodzi znowu.
            - Chyba nie ma tego pociągu, co?
            - Chyba nie. Powinien być 10 minut temu.
            Wzdycha, przeciąga się, odwraca, pluje. Rzuca torbę na ziemie i wygląda zza krawędzi peronu. Opowiada. Jak się tu dostał i co planuje dalej. O swoich podróżach po Europie opowiada. O tym, że zgubił się w wielkim mieście. O tym, że w końcu się znalazł. Mówi, że nie pije, kiedyś pił. Teraz już nie. Do dziewczyny wraca, ale nie wie, czy ona będzie go chciała. Dlaczego? Tego nie chce wyjaśnić, ale mówi, że prawie się wyleczył. Z czego? O tym też nie chce mówić. Ale wytrzymał więcej niż ostatnio.
            Żółta lampka. Niepewne spojrzenie. Czyżby z Monaru*?
            Pociąg przyjeżdża. Wsiadamy. On też do stolicy. Ten sam przedział. Pyta. Lubi pytania, ale jeszcze bardziej lubi mówić. Mówi całkiem sporo. A ja słucham, bo trochę się boję, trochę też nie wiem, co mam odpowiedzieć. Ale jest miły, jak na dresa. Sporo przeklina, ale ja też to robię. Jedziemy.
            Pociąg staje. Musimy się przesiąść, jakaś awaria. Wiem, wiem, przez perony się nie skacze, ale na ten drugi trzeba się szybko dostać. Cholerstwo, jakie to wysokie. Skoczyć prosto, wdrapać się już nie. Wyciąga rękę, chyba muszę przyjąć. Kurde. Teraz to tak głupio zwinąć się i usiąść gdzieś dalej. Znowu jedziemy. On mówi. Czerwone światło. To na pewno Monar. Trochę się o tym słyszało. Trochę się nie ufa. Takie społeczeństwo. Ale jest miły, tylko te historie. No nie wiem. Trochę strach. Nigdy nie wiadomo.
            Dawid. W swoim życiu przeczytał jedną książkę i to taką, która mu się spodobała.
- „Bóg nosi dres”.
- W wolnej chwili po nią sięgnę.
Ma tatuaż. Może nawet kilka. Częstuje cukierkami. Odmawiam.
- Dieta.
Jezu, jaka dieta? Ja słodkim nigdy nie pogardzę.
W tym roku powinien zdawać maturę. Tłumaczy mi jak dojechać do jego rodzinnej miejscowości. Ile będzie musiał siedzieć w pociągach. Obserwuję. Nie może usiedzieć na miejscu, musi ruszać chociażby małym palcem. Patrzy. Uśmiecha się. Mówi o swoim towarzystwie. Jeden umarł, dwóch się stoczyło, o kilku nie ma wiadomości. Chciałby wyzdrowieć. Co z tym robi? Próbuje.
Warszawa. Trochę się do niego przyzwyczaiłam. Trochę się o niego martwię. Chce iść w miasto. Cała noc przed nim. Nie ma pojęcia gdzie trafi.
- A pociąg do domu?
- Jutro. Jak stąd wyjść?
Ostatni uśmiech. Ma zmęczone oczy. Jest zimno. Ostatnie spojrzenie. Dziękuje, odwraca się, idzie.
Chciał być sławny. Chciał, żeby ktoś o nim napisał. Może to nie książka, Dawid. Ale mam nadzieję, że starczy. I że dojechałeś do tej dziewczyny, rodziny, znajomych. Tylko takich, wiesz… do takich, którzy zostają na dłużej.

6.       

            Siada. Obok. Noga w gipsie, plecak w ręce, kuli nie widać. Nie używa. Później wyjaśnia. Chodził przez dwa tygodnie, a potem rzucił w cholerę. Teraz tak sobie chodzi, trochę gips się sypie, ale to nie ważne. Palców w końcu nie złamał tylko nogę w dwóch miejscach. Stęka. Trochę boli, ale już nie tak jak wcześniej. Po buty nowe jedzie, bo te mu się psują.
            Przychodzi miejscowy pijaczyna. Jego sąsiad. Chce pożyczyć na piwo. Ten nie ma na dwa. Daje mu na jedno, każe wrócić razem z tym piwem, na spółę wypiją. Tamten nie wraca.
            - Wiedziałem. Nogi z dupy mu powyrywam. Tym gipsem zajebie, przetrące mu te gice.
            Słucham, bo niby co innego mam robić.
            Pyta o walizkę. Wakacje? Nie, coś innego. Myśli. Nie pasuje do niego ta mina.
            Jest trochę starszy. Pamiętam go ze szkoły, czasami do niej chodził, ale tylko czasami. Przeklina. Tego pijaka, i każdego innego. Pieniądze mu wybrali.
            - Każdemu po piwie i wypłata poszła w chuj.
            Wyjmuje telefon. Pokazuje zdjęcie. Niewyraźne, nic nie widzę.
            - Tatuaż. Zrobiłem sobie jak byłem pijany. Tak się najebałem, że nawet o tym nie pamiętałem. Dopiero rano patrzę, coś mnie swędzi na piersi. Obczajam, a tam tatuaż. Imię mojej dziewczyny. Przez to się ze mną kłóciła. Ale to chyba dobrze z tym tatuażem, co? No przecież jej imię sobie zrobiłem.
            Podwija koszulkę, pokazuję tatuaż w pełnej krasie. Ciekawie. Dlaczego była niezadowolona to ja nie wiem.
            - A masz pożyczyć dwa złote na piwo? Bo bym sobie poszet i kupił, bo ta menda to z nim nie wróci. Sam wychlał.


*Monar – zintegrowany system przeciwdziałania narkomanii, bezdomności i zagrożeniom społecznym oraz niesienia szeroko rozumianej pomocy osobom pozostającym w trudnej sytuacji życiowej – samotnym, chorym na AIDS, skrzywdzonym przez los (źródło: Wikipedia). 


31 komentarzy:

  1. Pierwszy fragment tylko dobitnie pokazuje, jak niewychowana jest współczesna młodzież. Oczywiście nie cała, ale zdarzają się takie specyficzne egzemplarze... Nie wiem, mi jest zwyczajnie głupio przekląć w miejscu publicznym, chyba, że coś mega mnie zdenerwuje, a ten wiązankę sypnął, aż pewnie babcią uszy spuchły... Zero kultury.
    Ja to w ogóle nie lubię tłumaczyć. Nawet po polsku, jak mam komuś powiedzieć, jak gdzie to jechać, to język mi się plącze, a co dopiero w innym języku! Już wolę skłamać, że nie wiem, nie znam, niż się produkować, a ktoś i tak nic nie zrozumie.
    Za to chłopak na peronie zniszczył system. Nie wiedziałam czy płakać, czy się śmiać. Biedna, trafiłaś na takiego natręta... a może raczej desperata! :D
    Za to jeżeli o punkt czwarty chodzi, to trzeba było być troszkę wyrozumiałym. W końcu babcia mogła być dalekowidzem i tylko z bliska nie widzieć ;) Nie no, trzeba być uczynnym, bo dokąd by poszedł ten świat, gdyby każdy na siebie warczał.
    Z kolei ta historia z Dawidem była taka melancholijna i smutna. Też mam nadzieję, że dotarł tam, gdzie zamierzał.
    Natomiast o tym ostatnim to nie wiem co mam powiedzieć, więc to przemilczę po prostu.
    W każdym razie ciekawe masz te podróże. Chętnie poczytałabym jeszcze więcej.
    Cóż, dlatego poczekam na kolejny wpis.
    Pozdrawiam i w międzyczasie zapraszam na nowość u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulturę u dzieci z warszawskich ulic ciężko nawet z lupą znaleźć.
      Natręt czy desperat, nieważne. Poprawił mi humor w ten poroniony dzień i naprawdę należą mu się za to podziękowania:D Wzmianka o okresie rozbroiła system. Śmiał się każdy, kto słyszał.
      Jeśli o babcię chodzi to byłam wyrozumiała. Czasami jednak aż mnie zastanawia jakim sposobem ludzie dają radę przetrwać dzień.
      Dawid to w ogóle taki dziwny człowiek był. Czasami sobie go wspominam, chyba mam go na sumieniu.
      Bywają ciekawsze podróże, problem w tym, że nie każdą zapamiętam i nie o każdej przypomniałam sobie teraz :/

      Do Ciebie wpadnę, obiecuję. Nie wiem kiedy, ale na pewno wpadnę. Tylko teraz mam straszny zapierdziel i mnóstwo innych blogów do nadrobienia.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ciekawe podróże, ciekawe. Pierwsza historia mnie zagięła. ;) Ja raczej takich przygód jeszcze nie miałam. Ale to dlatego, że z autobusów korzystam rzadko, z pociągów jeszcze rzadziej. Wszędzie chodzę na piechotę, czasem mnie rodzice podwiozą. Pewnie za jakieś trzy lata się to zmieni. :D
    Dzisiaj króciutkio, bo jestem zawalona lekcjami po uszy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zawalona pracą, więc nie mam złe długości tego komentarza. Absolutnie.
      13-latek był po prostu... no nie wiem nawet jak to ująć. Jakby kurde dziecko ostatniego bohatera.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. 1 - serio!? Nie wiem co powiedzieć, ale byłabym zdegustowana nie mniej niż te starsze panie.
    Chłopak w 3 powinien dostać w ryj. Nie wiem, ja jestem takiego zdania. Bo na nic innego nie zasługiwał. Ja nie wiem jak można być tak zdesperowanym!
    Co do niedowidzącej pani, określenie, że 'w kulki sobie leci' trochę mnie rozdrażniło. Nie każdy ma tyle szczęścia by widzieć dobrze i zawsze. Bądź bardziej wyrozumiała następnym razem;) A to, że nie dowidzi, nie znaczy, że sobie nie radzi. Może nawet lepiej niż inni, bo mimo trudności.
    Historia Dawida jakaś taka smutna melancholijna. Szkoda go, choć trochę się nie dziwię, że się obawiałaś. A ten ostatni ... standard xD Wszędzie pełno gości tego typów. W każdym razie przygody masz ciekawe. Ja pociągami jeżdżę często, ale nie często mam takie historie. Raz tylko niewidomy mnie poprosił, zebym byla jego opiekunem w pociągu. Widział mało, bardzo mało. Prawie nic. Patrzył obok mnie, a nie na mnie. Ale kupił mi bilet, umilił czas rozmową. Czasem to fajne tylko zalezy na kogo się trafi ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwo i desperacja to złe połączenie. Jeśli o babcie chodzi to nic na to nie poradzę, że jej problem mnie zadziwił. Sama mam wadę wzroku i to całkiem sporą, ale żeby 1 od 5 nie odróżnić? Nawet wielkość jest inna.
      Jasne, że fajnie. Ja w ogóle wychodzę z założenia, że fajnie jest poznawać - chociazby przypadkiem i tylko na 2 sekundy - nowe osoby.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Historia Dawida jest smutna, ale i wyjątkowo. Tak mi szkoda tego chłopaka, ale niesamowite jest to, że na ciebie trafił. I że opisałaś tę jego historię, nawet jeśli nie w książce to na blogu. Mam nadzieję, że on ten wpis kiedyś zobaczy.
    Ja nie podróżuję często. Nie spotykam ciekawych ludzi. Może za parę lat spotkam. Może spotkam tego Dawida (a jak nie tego, to innego). O tej historii będę myśleć przez kilka najbliższych dni.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawid we mnie też coś poruszył. Chyba najzwyczajniej w świecie wydobył ze mnie współczucie. Nie żebym go nie miała, bo mam go w sobie bardzo wiele, ale cóż. Czasami ktoś pokazuję, że mamy w sobie znaczenie więcej niż myśleliśmy. Mam tylko nadzieję, że się nie stoczył jak inni jemu podobni.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Takie dialogi jak w pierwszym słyszę dość często w burdelu zwanym gimnazjum (dobra, przesadzam, ale bezpodstawnie tez nie mówię). To trochę straszne.
    Trójka najlepsza! Też kiedyś odbyłam podobną rozmowę - zawsze takie podtrzymuję, czasem wychodzi z nich coś naprawdę ciekawego i zabawnego.
    Zainteresowała mnie najbardziej historia Dawida. Świetnie, że trafił na Ciebie i opisałaś to wszystko tutaj. Może on kiedyś przeczyta?
    Pozdrawiam i wolnej chwili zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wolnej chwili na pewno zajrzę! Teraz jednak pracuję i jak już wrócę to nawet nie chcę mi się siadać przed laptopem i czytać. W ogóle - nic mi się nie chcę. Ale mimo to, cieszę się, że się podoba ;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Nie No, najbardziej mnie rozwalił pijany chłopak ze swoją propozycja seksualna, ledwo mi sie chce wierzyć, ze tak mogło byc naprawdę. Równie dobijający był ten trzynStAtek, chcialabym wierzyc, ze kiedyś dorośnie... Co do staruszki myśle, ze byłaś nieco niesprawiedliwa, z pewnością o wiele łatwiej jest gdzieś dojść komuś ze słabym wzorkiem niz rozpoznawać monety i dla niej na pewno nie było komfortowo pytać o pomoc obcych... Pomysł na artykuł jak zwykle dobry i ciekawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany, choć zauważyłam, ze nasz tendencje do częstego wypunktoywwania przykładów w swoich artykułach. Ale uwielbiam Twij sarkazm, No może oprócz tych wyjątków jak ta staruszka. Zapraszam na zapiski-Condawiramus ; jestem ciekawa Twojej opinii ;)

      Usuń
    2. Z tą staruszką to wcale nie miało być takie uszczypliwe. Zwykłe pytanie ;D
      Punktuję, ponieważ o wiele łatwiej jest się wtedy odnaleźć. Dodatkowo - ludzie są leniwi, im mniej tekstu tym lepiej, im więcej przerw tym lepiej, itd., itp..
      Pozdrawiam ;)
      A u Ciebie (i u innych osób, które czekają na komentarz ode mnie) pojawię się jutro lub w nadchodzącym tygodniu :) Cierpliwości:)

      Usuń
  7. Hejo kochana! :3
    Ciekawe historie! Ta pierwsza scenka mnie rozwaliła! Naprawdę?! Ja też zaczęłabym się przysłuchiwać, ale nigdy nie spodziewałabym się takiego czegoś! Dosłownie zwaliłaś mnie z nóg xD
    Również rozwaliła mnie rozmowa z tym pijanym chlopakiem. Hehe. Masz okres i nie chcesz się do tego przyznać. A co mu do tego? xD
    No to mamy ten sam problem. Też jestem kiepska z języków i gdyby jakiś obcokrajowiec zapytał się mnie o drogę, to nie powiedziałabym nic oprócz tego, że nie mówię w tym języku. Choć może spróbowałabym narysować drogę, gdybym zrozumiała, o co mu chodzi xD
    Przepraszam, że krótko, ale mam sporo zaległości (:
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten mały kolega też zwalił mnie z nóg. Dzieciom to się teraz w dupach poprzewracało.
      Pijany chłopak był moim utrapieniem, ale uśmiałam się z niego jak cholera. Część rozmowy słyszała nawet moja siostra, która niespodziewanie pojawiła się na peronie i cóż... miałyśmy niezły ubaw.
      Też mam zaległości, jak cholera...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. O jaaa, no jedyneczka zdecydowanie wygrała, ale jak teraz się patrzy na te wszystkie dzieci, to makabra. No jak okropna nie byłam, tak jakiś zalążek wstydu w sobie miałam, dalej mam. Mam dwóch młodszych braci i codziennie im tłukę do pustych głów, że mają się zachowywać jak ludzie, a nie przygłupy...
    Też kiedyś miałam przygodę z obcokrajowcem, który chciał dojechać do restauracji. Całe szczęście, że wiedziałam gdzie byłą ta restauracja, a owy pan mówił po angielsku :d Niemieckiego uczyłam się 4 lata, nie potrafię się chyba nawet przedstawić. Francuskiego uczyłam się 3 lata i prawdopodobnie umiem się tylko przedstawić.
    Ogólnie, to historie niezłe :D Może wybiorę się kiedyś z Tobą na jakąś wycieczkę, tak dla urozmaicenia życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje rodzeństwo jest niereformowalne :D
      A na wycieczkę zapraszam. Jakbyś była przejazdem w Warszawie to proszę bardzo o kontakt :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Moje rodzeństwo niestety też. Czasem wątpię w te całe więzy krwi, pokrewieństwo itd... :D
      Do Warszawy mam trochę daleko, ale czasami się zdarzy, że zagoszczę w stolicy :)

      Usuń
    3. Więzy krwi... Nie wiem, mnie to chyba w szpitalu podmienili :D
      A do Warszawy zapraszam. Herbatą na pewno ugoszczę:D

      Usuń
  9. Dzisiejsza młodzież (ha brzmię jak moja babcia) momentami przyprawia mnie o mdłości. Takie zachowania wcale nie są mi obce. Może nie jakos przesadnio częste, ale niestety spotykane. 12 latkowie, opowiadający sobie o wielkości (bądź głebokości) ci*ek swoich "dziewczyn", chłopcy z plecakami z "aut" i fajkami w rękach (które swoją droga podpie*dolili swoim starym), albo dziewczyny w podstawówce (góra gimnazjum) w wyzywających strojach (czasem nawet godnych Miley Cyrus) i toną tapety na twarzach. Boje się co będzie kiedy to pokolenie wychowa swoje dzieci...
    Biedni zagubieni w wielkim mieście turyści... Człowiek aż chce im pomóc, w końcu takie miejsca są dla nich jak dżungla, ale czasem nie potrafi. Mimo to starajmy się jak możemy!
    Hahaha ta historia z kebabem... a zaczynało się tak dobrze, biedak musiał być naprawdę zdesperowany xD Ale skoro napisałaś, że w twoim typie, to chyba taki straszny nie był co? :P Jakby się postarał, to mógłby znaleźć sobie kogos, a nie tak na dworcu podryw na kebaba.
    Starsi ludzie są specyficzni, ale cięzko winic ich za ich ułomność. Jak to sie mówi - starość nie radość. Myślę, że ta pani dotarła do kolejni dzięki pomocy innych ludzi. :)
    Teraz powiem ci szczerze. Jesteś super odważna. Staram się jak mogę pochodzić do każdego w ten sam sposób, ale dresów trochę się boję. Nawet ciut bardziej niż trochę :/
    Naprawdę przyciągasz ludzi jak jakiś magnes. Jakim cudem, tak się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie był straszny, w sumie mogę napisać, że było bardzo miło, chociaż... Wiele tygodni od tego wydarzenia minęło, a ja nadal nie wiem czy nie kłamał z tym wygodnym łóżkiem :D W każdym razie podryw na kebaba uważam za owocny w zdarzenia (przynajmniej słowne):D
      Nie wiem dlaczego Ci wszyscy ludzie trafiają do mnie... Nie potrafię tego powiedzieć. A czy jestem odważna. Tego bym nie powiedziała. Po prostu lubię poznawać nowych ludzi, a że są z różnych środowisk... Cóż, na ulicy nie każdemu "cześć" mówię, a i z nimi nie koniecznie spotkam się (nawet przypadkiem) kolejny raz. W razie czego zawsze można uciec Panie od w-fu może wreszcie byłyby ze mnie dumne :D

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Piękne piszesz :) Najbardzej śmiałam się z pierwszej historii :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak uważasz :)

      Usuń
    2. Autobusy i pociągi mają w sobie to coś, ten klimat i tych wylewnych i bezpośrednich ludzi, że to prawie że magiczne ;) prawdę powiedziawszy uśmiałam się czytając ten wpis :) głównie dlatego ze opisane historie są bardzo prawdziwe i sama miałam nieprzyjemną okazję przeżyć podobne. Pierwsza w szczególności, niedawno skończyłam szkolę więc jeździłam autobusem z gimbusami, dzięki temu znam piosenki chwdp i tym podobne. Myślę jednak że to może być tylko młodzieńczy okres chęci popisania się przed znajomymi, więc może wszystkie przekleństwa w końcu im się znudzą ;)
      pozdrawiam cieplutko myszko :*
      ayuna-chan.blogspot.com

      Usuń
    3. Oj wiesz mi, przeklinanie wchodzi w krew. Jak ja się tego nauczyłam w młodych latach to do tej pory nie mogę się odzwyczaić od tego. Ba, mogę nawet powiedzieć, że z każdym rokiem jest gorzej, bo przekleństwa to już nawet nie przekleństwa. Traktuje je, jak normalne słowa.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Świetne historie, chociaż przy pierwszej ręce mi opadły. Ja nigdy nie miałam takich przygód (i chyba dobrze;), pewnie dlatego, że zazwyczaj izoluję się od reszty zakładając słuchawki na uszy ;) Fajnie piszesz, bardzo przyjemnie się czyta :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te słuchawki to duży problem. Chociaż mnie i tak ludzie zaczepiają, nawet jak mam coś w uszach (nie koniecznie wosk...).
      Za komplement dziękuję, mam nadzieję, że później będzie równie dobrze.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Ale masz historie! Nie wiem nawet jak ja bym zareagowała :) Ps. Podziwiam Cię za tak wyczerpujące odpowiadanie na każdy komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanuję swoich czytelników i ich poświęcony czas. Jeśli będą ciekawi moich odpowiedzi to zawsze mogą wpaść do mnie i poczytać. Na każdy komentarz staram się odpowiedzieć, chyba że to jawny spam.

      Usuń
  13. jejku ja nigdy nie jechałam pociągiem, może raz jak byłam mała :) ale za publicznymi środkami transportu nie przepadam, wręcz unikam no ale cóż, muszę chociażby do pracy tramwajem dojechać i wcale nie uważam tego za przyjemne

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)