5 dowodów na to, że studia są fajne

00:11 Magda 79 Comments


Powoli kończy się drugi tydzień września. Chyba nie będzie niczym dziwnym, jeśli napiszę, że jest to najbardziej znienawidzony przeze mnie miesiąc. Dlaczego? Oryginalnością się nie popiszę, bo odpowiedz jest banalna: szkoła.
Naprawdę współczuję tym wszystkim, którzy w ubiegły wtorek rozpoczęli kolejny etap edukacji (mam nadzieję, że każdy jest o stopień wyżej niż w czerwcu). Mnie czekają jeszcze dwa tygodnie obijania się po kątach, ewentualnie pracy (jeżeli szczęście się do mnie uśmiechnie). W głowie mam jednak myśl, że już niedługo będę musiała zająć się sprawami studenckimi i trochę mnie krew zalewa, ale spokojnie, dzisiaj nie przyszłam narzekać. Dzisiaj będzie o tym, że studia są fajne.


Oto pięć dowodów:

5.
            Podobno można po nich dostać lepszą pracę. Podobno…

4.
Ludzie. Nie można pisać o studiach nie wspominając nawet słowem o ludziach. Prawda, tutaj nie stworzy się takich więzi jak w podstawówce, gimnazjum czy liceum (tak mi się wydaję), ale na pewno jest to szansa na poznanie ciekawych osobistości nie tylko z uczelni, ale w ogóle. Student to nie tylko wykłady, siedzenie z nosem w notatkach (no chyba tylko przed sesją…) i odgrzewanie rosołu od mamy. To również imprezy (brutalna prawda), praca (kto co lubi) czy kłótnie ze współlokatorami. W każdej z tych sytuacji „narażeni” jesteśmy na zetknięcie się z nowymi osobami. Jedni przypadną nam do gustu, inni nie, ale na pewno nie będziemy mogli powiedzieć, że to czas zmarnowany. W przyszłości może się okazać, że fajnie było zapalić fajkę z Anką, bo teraz ma dojścia u najlepszych lekarzy w mieście i może uda się wcisnąć do jakiegoś dietetyka syneczka, który spasł się jak wieloryb (a propos, jak tam Wasze szkolne sklepiki? Śmieciowe jedzenie zniknęło z półek?).

 
3.
            Studia potrafią być naprawdę przyjemne, wystarczy tylko dobrze je wybrać. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy idą na coś, bo „po tym będzie praca”, albo „rodzice mi kazali”. Praca, jasne, jest ważna, ale niestety żyjemy w takim kraju, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy po 5 latach, gdy w spoconych rękach będziemy dumnie dzierżyli dyplom magistra, będziemy mieli zapewnioną dobrze płatną robotę. Nikt tego nie może zapewnić. To po prostu niemożliwe. Wychodzę zatem z założenia, że jeśli przez bite pięć lat (albo i więcej) mam robić coś, co mi nie pasuję, czego nie czuję i czego cholernie nie lubię, a potem mam pracować gdzieś, gdzie najchętniej nigdy nie postawiłabym nogi, albo będę stała na kasie w „Biedrze”, to wolę się za to nie zabierać. Mam naturę leniwca, nie ukrywam. Wolę przez pół dekady zajmować się czymś, co sprawia mi przyjemność i dopiero potem stać na kasie w supermarkecie. Jeśli jednak ktoś lubi kierunek, na który poszedł i wie, że „po tym będzie miał pracę” to chwała mu za to. Niech się tego trzyma. Szczęściarz i tyle.
            Podejście do życia typu „mama mówiła, że mam iść na to, bo inaczej…” jest dla mnie totalnie nie pojęte, w ogóle go nie rozumiem i nawet nie wiem, co napisać. Może po prostu ograniczę się do stwierdzenia, że to nie mama ani tata będą męczyli się na studiach, a potem w życiu... Doceniam fakt, że rodzice starają się zapewnić dziecku jak najlepszą przyszłości, ale, jak dla mnie, dzieciak musi mieć swój rozum. Za rączkę całe życie nie można go prowadzić, a i w jego sprawy nie można się mieszać (w takich chwilach stwierdzam, że może jednak nie byłabym taką złą matką…).
            Jeśli ktoś lubi kierunek, który sobie wybrał to na pewno nie będzie narzekał na swoje studia. Przeciwnie, dowie się o rzeczach, które zaciekawią go jeszcze bardziej i całkowicie pochłoną, dzięki czemu:
a)      nie będzie uważał, że zmarnował czas;
b)     będzie się dobrze bawił.
 Taki morał tego punktu.
2.
             W tym momencie nie będę obiektywna, bo jednak moje studia wyglądają trochę inaczej niż inne. Nie bez powodu mówi się, że studiując dziennikarstwo, można sobie dorzucić do pakietu prawo, medycynę czy filologię (ludzie tak robią, serio). Dlaczego? Otóż, dlatego że nie bardzo nas męczą na tym kierunku. Po prostu studia to czas, kiedy musimy odnaleźć siebie, rozpoznać teren, zdobyć kontakty, trochę wiedzy, ale przede wszystkim – doświadczenia. Wiem, nie każdemu uda się znaleźć pracę w mediach i nie każdy będzie miał szansę od razu szlifować swój pisarski/telewizyjny/radiowy/czy inny dar, ale na pewno będzie miał czas dla siebie.  Będzie mógł doskonalić swój warsztat albo zbijać bąki (jak kto woli).
            Nie mogę napisać, że dziennikarstwo to trudny kierunek, wykładowcy są strasznie wymagający i w ogóle to połowa roku oblewa pierwszą sesję. Nie ma tak. Jeśli ktoś się chociaż trochę stara to przeżyję, a co zrobi ze zdobytą wiedzą (o ile ją przyswoi) to już jego sprawa, wiadomo. Dla mnie ten kierunek to przede wszystkim możliwość poznania samej siebie i przełamanie swoich barier (bo jednak takowe istnieją). Przy okazji mogę pracować, balować, leniuchować, czytać, śpiewać, tańczyć, uczyć się (gotować, gotować, moi mili), no i pisać. To wielka zaleta, bo w końcu to chciałabym w życiu robić. Nie mając czasu dla siebie nie miałabym czasu na pisanie np. tego bloga, a co za tym idzie, nie mogłabym rozwijać swojego stylu, umiejętności i pasji.
            Jeśli Wy również jesteście na studiach i macie sporo wolnych chwil to Wam serdecznie gratuluję. Nie ma nic lepszego od ślęczenia z drinkiem (w kubku, hihi) późnym wieczorem,  w momencie gdy znajomi kwilą nad książkami. Amen.
           
1.  
Czymś najlepszym w studiowaniu jest fakt, że zaczynają się one w październiku. Naprawdę. Jest to tak wielki plus, że nie jestem w stanie się nim nacieszyć po dziś dzień. Mówią, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jednak jeden miesiąc obijania się więcej na pewno sprawia, że czuję się szczęśliwsza.
Nie wiem jak to jest z Wami, ale ja zawsze krzywo patrzyłam na niedzielę, bo przecież zaraz za nią miał przyjść poniedziałek, a ten dzień był strasznie smutnym dniem. Analogicznie, zawsze miałam gorycz w ustach, gdy mówiłam, że „to już sierpień”. Jakby nie patrzeć, za nim miał przyjść wrzesień i dziesięć miesięcy katowania się na nudnych lekcjach.
Jako studentka mam tego farta, że męki zaczynam dopiero w październiki i nie muszę pastwić się nad biednym ósmym miesiącem, który przecież nic złego nie zrobił (z wyjątkiem tego, że jest przed wrześniem, oczywiście). Który uczeń nie czeka z niecierpliwością na wakacje? Błagam, nawet najbardziej zatwardziały kujon oczekuje tych dwóch miesięcy laby. A który uczeń nie chciałby lizać się z wolnością jeszcze przez 30 dni?.. Tak myślałam.

To by było na tyle jeśli chodzi o plusy. Może w roku akademickim wpadną mi do głowy bardziej szczegółowe, a mniej ogólnikowe rzeczy. Poczekamy, zobaczymy. Póki co taki oto zestaw pięciu punktów.

Jak wrażenia po kolejnym tygodniu w szkole? Która klasa przed Wami? Co planujecie dalej? A może już jesteście na studiach i klikacie „lajki” przy każdym poście, który mówi o dodatkowym miesiącu laby? Piszcie!


Zachęcam również do klikania „lajków” na moim facebooniu

79 komentarzy:

  1. Pierwsza! Ale zaciesz :D

    Po studiach niekoniecznie dostanie się lepszą pracę. Po prostu wzrasta szansa, że dostaniesz jakąkolwiek - w końcu masz papierek "studia". I generalnie o to chodzi w większości. Niestety. Jeden z moich wykładowców wróżył ponuro, ze za kilka lat norma będzie robienie doktoratów, bo magister traci jakiekolwiek znaczenie. Jest jak paszport i umiejętność mówienia po angielsku - każdy ją ma. Coś w tym jest.

    Nigdy nie mogłam pojąć ludzi, którzy idą na kierunek, który ich nie interesuje. Naprawdę chcą zmarnować pięć lat życia? Serio?
    Podobnie nie pojmuję kolegów i koleżanek, których jedynym zajęciem na studiach jest... studiowanie. Analogicznie jak powyżej - masz sporo wolnego czasu i nie robisz totalnie nic? Czyli marnujesz de facto najlepsze i najbardziej kreatywne lata swojego życia. Gratulacje. Za kilka lat zdejmiesz biret i togę, odłożysz dyplom na półkę i zrozumiesz, że pięć lat przeleciało Ci na całkowicie niczym. Straszne...
    Ale wydaje mi się, że taka postawa to pokłosie dwóch wielkich chorób toczących współczesnych ludzi - głupoty i lenistwa. Bo przecież wygodniej jest po raz tysięczny pooglądać śmieszne koty w Internetach, niż zabrać się za cokolwiek, prawda? No a poza tym - hej, mam jeszcze dużo czasu, po co się czymkolwiek przejmować. Po co cokolwiek robić. Później będzie na to czas. Teraz jeszcze trochę demotywatorów.... i kwejków... i facebooka...
    Przykre.
    A potem człowiek tylko słyszy "kurde, jak Ty to zrobiłaś, że napisałaś to i to, i jeszcze to i jeszcze tyle innych rzeczy?!"
    BO RUSZYŁAM TYŁEK. That's all.
    Pozdrawiam i przepraszam za trochę jadu pod koniec. Poruszyłaś temat, który zawsze mnie wkurza i załamuje.

    Valakiria
    Legendy Verionu: Iskra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam paszportu :D
      To trochę smutne, ale faktycznie niektórzy tak mają, że zamiast pracy, czy zajmowania się swoim hobby wolą ślęczeć nad grami. Ja rozumiem, że te gry to również jakaś forma zabawy i jesli kogoś to pasjonuje to super, ale nie oszukujmy się, taka osoba nic z tych gier nie będzie miała. Chyba, że chce przebimbać połowę życia.
      Bardzo dobrze, że takie tematy wywołują takie emocje! Cieszy mnie to bardzo, wiem, że nie jest tutaj nudno.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ej, mówisz do gracza :P (ok, casualowego, ale jednak gracza)
      Przyznaję jednak - jeżeli dla kogoś całym światem są gry i oprócz tego nie ma nic, to takiej osobie należy tylko współczuć... tak samo jak komuś, kto całymi dniami tylko ogląda filmy, słucha muzyki lub czyta książki i nic z tym nie robi. Jeżeli swojej wiedzy na temat muzyki/filmu/literatury nie przekuwasz na coś, nie przetwarzasz w żaden sposób, to IMO jest takie samo marnowanie czasu jak w przypadku gracza, który bezrefleksyjnie bije levele. Ze zwykłego, radosnego zbijania bąków przed kompem można bardzo łatwo przejść do tworzenia czegoś kreatywnego. Chyba u każdego gracza prędzej czy później pojawia się pytanie "jak to jest zrobione", zaczyna się interesować informatyką, programowaniem, grafiką... a po jakimś czasie nawet zaczyna myśleć o stworzeniu czegoś własnego. Przy ogromnej ilości ciężkiej pracy i samozaparcia oraz odrobinie szczęścia taka osoba może dać pracę sama sobie oraz kilku(nastu) innym osobom... no i sporo gotówki :)
      A jeśli już mowa o zarabianiu na grach... na pewno słyszałaś o e-sporcie. :D
      Podsumowując: niezależnie czy mówimy o czytaniu, oglądaniu filmów, słuchaniu muzyki czy graniu - z każdej rzeczy można zrobić coś twórczego. Wszystko sprowadza się do chęci... i zrobienia jednego kroku dalej.

      Usuń
    3. Napiszę tylko, że się zgadzam, bo taka prawda. Tylko niestety trzeba tych chęci, a ich często brakuje.

      Usuń
  2. Przede mną ostatnia klasa i też będę miała dłuższe wakacje. Póki co już jestem zmęczona, chociaż szkoła dopiero się zaczęła. Tym bardziej zazdroszczę Ci, że nadal możesz sobie odpoczywać. A co do jedzenia w automatach w szkole (nie mogłabym o tym nie wspomnieć, bo cała ta sprawa mnie irytuje), to niestety zniknęło całe i wszyscy są wściekli. Rozumiem, że walczy się z otyłością itd., ale po pierwsze zmieniło się tylko tyle, że wszyscy na przerwach idą do sklepu, a poza tym rozumiem zabrać batoniki itp., ale wodę? Przecież to chore, że muszę wychodzić ze szkoły, żeby sobie kupić coś do picia. Już nie wspominając o kawie, która ratowała codziennie mnóstwo uczniów.

    Nie wiem, jak to będzie z tą lepszą pracą po studiach, bo jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, to zazwyczaj wszyscy powtarzają, że trudno cokolwiek znaleźć. Umysł ścisły ze mnie nie jest, więc mimo wszystko postanowiłam zaryzykować i pójść w kierunku humanistycznym. Tym bardziej, że całkowicie się zgadzam ze stwierdzeniem, że bez sensu całe życie robić coś na siłę i mieć z tego pieniądze.

    Ludzie na pewno będą świetni, bo wszędzie da się znaleźć kogoś, z kim złapie się dobry kontakt. To jest zawsze jedna z najlepszych rzeczy, jeśli chodzi o zmienianie szkoły czy pójściu na studia - mnóstwo nowych, świetnych ludzi.

    Wydaje mi się, że studia mogą być przyjemne, nawet jeśli wybierze się jakiś "ciężki" kierunek. No pod warunkiem, że studiuje się nie ze względu na perspektywę zarobków czy sugestie rodziców, ale właśnie z własnego zamiłowania dla danej dziedziny. Jeśli ktoś wybiera się na medycynę i naprawdę to uwielbia, raczej nie będzie miał aż takich problemów z uczeniem się wieczorami, jak ktoś, kto robi to bez pasji.

    Myślę, że rzeczywiście kwestia zaczynania studiów w październiku zasługuje na pierwsze miejsce tego postu. Nie dość, że dłużej się odpoczywa, to można jeszcze pomyśleć o tych wszystkich uczniach, którzy już od pierwszego września codziennie rano zrywają się z łóżka i idą na lekcje i uznać "uff, to już za mną, teraz mam lepiej".

    Mam nadzieję, że to, co napisałam, ma jakiś sens. Piszę przed wyjściem do szkoły, oczy mi się jeszcze trochę zamykają (codziennie na 7:45, także super...), ale starałam się tworzyć w miarę logiczne zdania.
    Oj, ten Twój wpis jakoś wzmógł moją chęć do narzekania :))

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najdłuższe wakacje w życiu! Dobrze je wykorzystaj (nie samą pracą człowiek żyje, później już tak nie odpoczniesz).
      Ja uważam, że ta inicjatywa jest fajna i dobra, ale w przedszkolach, podstawówkach i gimnazjach. Liceum i technikum to już ludzie w miarę ogarnięci (w miarę, podkreślam), którzy powinni wiedzieć co jest dla nich dobre, a co nie. Drugą sprawą jest to, że osoby, które teraz są takim wieku, jak np. Ty, będą miały trudność przestawić się na zdrowy tryb życia, bo nie są do niego przyzwyczajeni. Niestety, ale prawda jest taka, że to wymaga czasu. Nie od razu jabłko złagodzi całodniowy głód tak jak robiła to drożdżówka. Taka jest prawda i wiem to po sobie. A kolejną sprawą jest to, że nasze dziwne państwo zabiera się do tego od dupy strony. Jak sama powiedziałaś, nic nie da fakt, że ze szkoły zniknęło niezdrowe jedzenie, bo starszacy będą na przerwach chodzili do sklepu, a młodsi będą brali świństwo z domu. Przede wszystkim to powinno się zadbać o edukację, a nie tylko zakazy i nakazy. Tak samo jak szwankuje w Polsce edukacja seksualna, tak samo kuluje nauka o zdrowym odżywianiu.
      Co do kawy to nie jestem w stanie powiedzieć czy to dobrze, że zniknęła czy nie, bo ja kawy nie piję w ogóle, ale to jednak dla wielu napój pobudzający, więc chyba jednak tego usuwać nie powinni. Chociaż z drugiej strony jak czytam, że herbatę sprzedają tylko bez cukru to nic mnie nie zdziwi...
      Human? Co dokładnie na studiach? Myślałaś już o tym?
      Dokładnie tak. Jesli studiujemy to, co nam się podoba to zawsze znajdziemy chęci, żeby podnieść się wcześnie z wyra i iść na uczelnie.W przeciwnym razie będziemy robili tylko tyle, żeby dostać 3, zaliczyć egzaminy, zdobyć magistra i sajonara.
      Jak można zaczynać zajęcia o 7:45? Jak na moje oko to kuźwa powinno być karalne.
      Narzekaj, ja chętnie wysłucham!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ja osobiście jestem nawet nieco przewrażliwiona jeśli chodzi o zdrowe odżywianie, bo sporo ćwiczę, a wiadomo, że to idzie w parze z dietą, więc z automatów korzystałam tylko żeby kupić wodę. Rozumiem, że te wszystkie batony to praktycznie sam cukier, ale wodę mogli nam zostawić. A kawa wiadomo, że nie jest zdrowa, ale w mojej szkole naprawdę się przydawała i pił ją praktycznie każdy. W dodatku o dziwo była całkiem dobra, mimo tego, że z automatu.
      Mam plan, żeby pójść na prawo, a potem zrobić podyplomowo dziennikarstwo. Na początku w ogóle zamierzałam pójść na same studia dziennikarskie, ale jednak trochę się boję, że skończę bez pracy, więc wolę mieć alternatywę.

      Usuń
    3. Ja chętnie bym poćwiczyła, ale w mieszkaniu mam średnie warunki, a chyba nie chcę mi się wypinać w dziwnych pozycjach przed współlokatorką. Niestety to jest mój problem :(
      A jesli chodzi o dziennikarstwo to faktycznie studiowanie tylko tego kierunku może być niebezpieczne (jeszcze nie jest ze mną tak źle skoro zdaję sobie z tego sprawę:D).

      Usuń
  3. Potrzebowałam takie motywującego wpisu - tyle ci powiem, bo im bliżej tego października, tym bardziej jestem przerażona i zniechęcona jednocześnie. Co chwilę pojawia mi się w głowie pytanie: po co mi te studia? po co mi ta przeprowadzka?
    Przecież na tym moim zadupiu bez żadnych perspektyw życiowych nie jest wcale aż tak źle! I do tego patrzę na kuzyna zaledwie dwa lata starszego ode mnie, co to na żadnych studiach nie był, a radzi sobie bardzo fajnie - został managerem w dużej firmie, buduje dom, zakłada rodzinę. A ja? O takich rzeczach będę mogła sobie pomyśleć za co najmniej pięć lat. Ale czytając ten post znowu zachciało mi się studiować i odnalazłam jakieś zalety. Poza tym tata po raz kolejny mnie ofuknął, gdy zaczęłam narzekać, że spoko mogę nie iść na studia, on nawet mnie zatrudni w swojej firmie - będę liczyła śrubki w jego warsztacie. Także może ten Kraków nie jest taki zły... A tak odnośnie tych punktów...
    Numer piąty... Ja myślę, że studia nie zawsze gwarantują lepszą pracę, ale znacznie ułatwiają znalezienie jakiejkolwiek, więc to i tak jest coś w dzisiejszych czasach.
    Trójeczka... To też do mnie przemawia. Zwłaszcza, że w obcym mieście zawsze można zacząć z nową kartą, a w malutkiej mieścinie każdy o tobie wszystko wie, nawet jeżeli tego być sobie nie życzyła.
    Co do numery trzeciego, to ja sama musiałam zmierzyć się z takimi doradcami i to nie tylko w rodzinie, ale także w kręgu znajomych, a nawet sama wykładowczyni doradzała mi inny kierunek, ewentualnie, żebym sobie poszła na dwa! Bo w tym roku drugi kierunek jest bezpłatny, w następnym będziesz musiała płacić! No, ale mnie jednak dwa kierunki by chyba połknęły w całości na pierwszym roku i dlatego wybrałam to co było według mnie ciekawsze i bliższe moim zainteresowaniom.
    A tak odnośnie dwójeczki... Wiem, jestem dziwakiem, co spadł z kosmosu, ale ja naprawdę lubię się uczyć. Lubię siedzieć nad książkami (o ile przedmiot jest ciekawy, bo jednak taka matma, od której myślałam, że się uwolnię w chwili, gdy skończyłam pisać egzamin zawodowy, a tu jednak jeszcze nie w tym roku, przeraża mnie już w tej chwili)
    Ostatni punkt oczywiście jest największą zaletą. Nie dość, że rok akademicki zaczyna się później, to i trwa krócej od roku szkolnego, oczywiście jeżeli dobrze się to rozegra i pozdaje wszystko w wyznaczonym terminie. To trudne, ale znam osoby, które nie mają z tym problemu.
    Także po części jestem tym drugim typem i powoli klikam lajki przy kolejnych punktach, a mam nadzieję, że w październiku będę mogła tego wszystkiego doświadczyć już na własnej skórze, bo póki co doświadczyła jedynie studenckiej biurokracji ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie to jest to. Ludzie bez studiów świetnie sobie radzą w życiu. Nie marnują czasu na ślęczenie na wykładach tylko zbierają doświadczenie od razu. I chwała im za to. Jesli ktoś ma do czegoś głowę i jest dobry w tym, co robi to niech służy społeczeństwu. Bo tak naprawdę w tym kraju studia niczego nie gwarantują. Taka jest brutalna prawda, ale jednak pójść na nie można. Chociażby po to, żeby sprawdzić co i jak. W kazdym momencie można zrezygnować.
      Jeśli chodzi o poznawanie nowych ludzi to zdecydowanie jest to coś dobrego. Nikt nie patrzy na to, co zrobiłaś kiedyś tylko zajmuję się tym, co tu i teraz. Bez pretensji.
      Wykładowczyni? Boże, nawet tam? I to jeszcze dwa kierunki polecała? A to wariateczka. Pewnie jej trochę za to płacą, problem w tym, ze nie każdy pierwszoroczniak jest na tyle szalony, żeby łapać się od razu za dwa kierunki.
      Niech potwierdzeniem Twoich słów będzie fakt, że moja sesja skończyła się dokładnie 15 czerwca. Pół miesiąca dla mnie.
      Biurokracji to Ty dopiero doświadczysz. To co było przy rekrutacji to przykry obowiązek, ale potem... Podania, podania, podania.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Dokładnie - dlatego zastanawiałam się nad wyjazdem za granicę do Anglii lub Norwegii zamiast iść na studia, ale trochę mnie to przeraża, więc postanowiłam, że zaryzykuję i jeszcze trochę się dokształcę.
      Tak, wykładowczyni, bo tak to się śmiesznie złożyło, że jak jeszcze chodziłam do klasy maturalnej to poszłam sobie na korki z angielskiego do sąsiadki i od słowa do słowa wyszło na jaw, że ona wykłada na Jagiellońskim angielski właśnie i jeszcze coś tam z rosyjskim związane. Babeczka naprawdę spoko, miałam w niej duże wsparcie podczas całej tej rejestracji na studia i ogólnie potem też się interesowała czy się dostałam, czy złożyłam papiery. Miała ze mną do czynienia przez niemal rok czasu, więc zobaczyła, że ze mnie cholernie pracowity i ambitny osobnik, ale chyba oszalała, że na pierwszym roku pójdę na dwa kierunki i to na dwóch odległych od siebie wydziałach, podczas gdy ja Krakowa prawie wcale nie zna,
      Ja wiem, choć i tak doświadczyłam jej troszkę więcej niż typowy student, bo ubiegałam się o stypendium i trzeba było załatwiać zaświadczenia, kwitki, a potem i tak wyszedł jakiś problem, bo przy rejestracji nie podałam numeru konta,a było ono potrzebne do wypełnienia wniosku i sama tego oczywiście uzupełnić nie mogłam, więc musiałam pisać po kolei do różnych osób w tej sprawie, a każda z nich odsyłała mnie do kogoś innego. Takie fajne realia.

      Usuń
    3. Ja to w ogóle zastanawiam się nad podróżowaniem po świecie, ale to zupełnie inna sprawa :D
      Polska. To się nazywa Polska. Nic, ale to kompletnie nic nie można samemu dopisać chociaż to kurde Twoje papiery, Ty je składałaś i panie pewnie Cię jeszcze pamiętają... Koszmar totalny.
      Za to fajnie miałaś z tą babeczką od korków. Jakby mnie tak ktoś pokierował to nie miałabym nic przeciwko, chociaż ze mnie to uparty człowiek jest i zawsze błądzę swoimi ścieżkami.

      Usuń
    4. Ależ ja też jestem cholernie uparta i najczęściej dużo na tym tracę. I tak nie do końca posłuchałam jej rad, bo ona mi rosyjski radziła, ja poszłam na zarządzanie, ale nad rosyjskim wciąż gdybam i gdyby nie wprowadzili drugiego kierunku płatnego, to może i bym się skusiła w przyszłym roku. Jednak takie wsparcie i zainteresowanie jest miłe :)
      No Polska jest krajem jedynym w swoim rodzaju. Biurokracja goni biurokrację, a absurdy czają się za każdym rogiem.

      Usuń
    5. Absurd goni absurd. Tutaj bez absurdu po prostu nie można żyć.
      Filologia rosyjska? Ja aż tak tego języka nie umiałam, żeby na to chodzić, a i nie lubiłam go na tyle, żeby o czymś takim mysleć. :D

      Usuń
  4. Zazdroszczę Ci tego leniuchowania na studiach. Ja co prawda też nie mogę narzekać, bo są tygodnie, w których praktycznie nic nie robię, ale jak zaczyna się tak listopad-grudzień to momentami siedzę po 7 godzin dziennie przy nauce, a to it ak za mało. No cóż, elektryczny kierunek to nie przelewki. Dlatego ja osobiście nienawidzę października. Nie chce mi się tam wracać i przez te studia znienawidziłam miasto, w którym studiuję. Jedyny plus to ludzie i fakt, że po tym rzeczywiście będę mieć pracę. I zgadzam się z Tobą w punkcie 3, choć uważam, że nie można się kierować tylko tym, co się lubi. Ja np. nie rozumiem ludzi, którzy masowo idą na kierunki, które są od dawna oblegane jak cholera. Ok, interesuje cie to czy tamto, więc rozwijaj pasje. Ale niekoniecznie na studiach. Fajnie jest uczyć się o czymś, co cię jara i to jest prawda, ale moim zdaniem trzeba też spojrzeć czy będzie się po tym miało co do gara włożyć. Niestety to nie zawsze idzie w parze;/ Ja żałowałam, że poszłam na elektryczny kierunek, a teraz siedzę sobie w biurze, 10zł na rękę za godzinę, elastyczny grafik i cieplutka pakamera. A nie mam jeszcze tytułu inżyniera! Także... chyba się przekonałam do tego kierunku:D Zresztą nigdy nie wiadomo jak się życie potoczy i czy za rok czy dwa nie zmienią się człowiekowi zainteresowania;D
    Ale powiem Ci... jestem cholernie zadowolona, że skończyłam już liceum. Jak sobie pomyślę o tych 9 godzinach lekcyjnych, wysłuchiwaniu baby od biologii i pisaniu kartkówek z renesansu to mi się śmiać chce;D No i przede wszystkim... 1 października to o wiele lepsza data niż 1 września;D To chyba największy plus studiów;D
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po 7 godzin dziennie to siedzę nad książką przed sesją :D
      I jasne, rozumiem, że nie zawsze powinno się kierować tylko tym, co się lubi, ale jednak jak dla mnie to jest bardzo ważne. Bo można mieć super płatną pracę itd. ale niekoniecznie jest się szczęśliwym człowiekiem.
      Elektryka? Jezu, nawet nie wiem z czym to się może jeść. Po prostu pojęcia nie mam. :D
      9 godzin to ja czasami na studiach siedzę i powiem Ci, że dupa od tego boli strasznie, bo jednak ile można siedzieć? Ale fakt, brak kartkówek jest fest :3

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Ja się cieszę moimi ostatnimi wakacjami w życiu i chciałabym, aby ten wrzesień trwał jak najdłużej, ale pewnie zleci raz dwa. Od października zaczynam studia doktoranckie i moje studenckie życie bardzo się zmieni, bo teraz będę bardziej traktowana jak pracownik niż student.
    Kierunek studiów wybrałam sama, mimo że rodzina dość mocno mi go odradzała, bo gdzie dziewczyna na Pilotechnikę i to jeszcze na elektronikę, to przecież kierunek dla chłopaków. Ale tak go polubiłam, że zostaję na kolejne cztery lata :)
    I też gdy studiowałam, miałam dużo wolnego, szczególnie że miałam ten luksus, że plan mogłam układać sobie sama. Oczywiście na laboratoria trzeba było uczyć się na wejściówki i regularnie robić sprawozdania, o ile prowadzącym nie wystarczył protokół pod koniec zajęć. Ale przynajmniej pod koniec semestru zostawało niewiele nauki i zawsze sesje były dla mnie dodatkowymi dniami ferii. Dzięki takiej ilości wolnego czasu wróciłam do blogowania i pisania, dzięki czemu mogłam szlifować styl i uczyć się poprawnej pisowni, a potem łatwiej przyszło mi pisać sprawozdania, a szczególnie pracę inżynierską i magisterską. W liceum w ogóle nie miałam na to czasu, bo w szkole siedziałam do 16, a potem trzeba było zabrać się za stos zadań domowych i naukę.
    Jedynie bardzo dużo osób nie dotrwało do końca. Po pierwszym semestrze liczba studentów na roku zmniejszyła się o połowę, a terminie inżyniera broniła mniej niż jedna trzecia.
    A odnośnie poznawania nowych ludzi, to mój wykładowca od analizy matematycznej lubił mawiać, że na studia przychodzi się po to, by znaleźć żonę/męża :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłaś męża?:D
      Następna osoba z elektroniki? Jezu, to ja nawet nie ogarniałam, że na coś takiego można iść na studia i szczerze napiszę, że dobrze mi z tą niewiedzą.
      Studia doktoranckie? To może będziesz miała pod skrzydłami młodszych kolegów? U mnie na uczelni spora ilość doktorantów prowadzi zajęcia.
      Szkoła to faktycznie była katastrofa, bo jednak zanim się ją skończy, zanim się wróci do domu, zanim się zrobi lekcje to kurde dzień się kończy, a gdzie tu mówić coś o jedzeniu, kapaniu się czy zwykłym odpoczynku...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Nie, ale jedna z dwóch par, jakie mieliśmy na roku w sierpniu wzięła ślub.
      Uczenie innych jest w programie studiów doktoranckich, więc będę mogła się pastwić nad młodszymi studentami :P Ale u nas na wydziale nie ma już indeksów papierowych, więc nikomu nie zostawię podpisu na pamiątkę.
      W liceum nie miałam czasu na żadną rozrywkę, nie mówiąc o wielu normalnych sprawach, dlatego szkoły nie wspominam zbyt miło i bardzo się cieszę, że ten etap edukacji mam już za sobą.

      Usuń
    3. Aaaa, no tak myślałam, że może w tym coś być, ale nie wiedziałam jak to jest na innych kierunkach.
      Ja jestem na jedynym wydziale, który takowy indeks posiada.... Na moje nieszczęście.

      Usuń
  6. Ja uważam, że studia są najlepszym okresem w życiu człowieka. No dobra, przynajmniej w edukacji, bo przecież całego zycia jeszcze nie przeżyłam xD
    Oczwiście, o ile wybierze się coś, co kogoś interesuje i w czym czuje się dobrze, w przeciwnym przypadku podejrzewam, że mogą być udręką.
    Właściwie całkiem lubiłam szkołę, przede wszytskim liceum, ale to pewnie dlatego, ze było zaczątkiem studiow - w koncu bylo sie juz w klasie profilowanej. Studiuję medycynę, więc mimo iż pewnie czasem zdarza się, że kiedy inni studenci piją drink w kubkach, ja się uczę, to uwielbiam moje studia i jestem przekonana, że gdyby było inaczje, musiałabym to rzucić w cholerę. A czas na imprezy i tak jest, szczególnie jeśli sie umie zaplanowac czas. W ogóle kiedyś też myślałam o dziennikarstwie, z powodu, że kocham pisać, ale zunałam, że wybiorę moją druga miłość, a pisać i tak będę mogła xD I nie żałuję. Wrzesień obecnie kocham całym moim sercem :D nie wiem,czemu nadal za nim nie przepadasz:P
    Zapraszam na zapiski-condawiramurs na świeżo dodany szósty rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie przepadałam za sierpniem :D Teraz sierpniowi odpuściłam za to nie cierpię września i października :D
      Na medycynę za cholerę bym się nie wybrała, bo to totalnie nie moje klimaty i chyba umarłabym na tych studiach po dwóch, trzech dniach. Potem zraziłabym się do studiowania, więcej moja noga nie postałaby na żadnej uczelni i koniec końców nie robiłabym nic.

      Wejdę jak tylko znajdę chwilkę czasu:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Nie no, jak ktoś sie tym nie interesuje albo/i nie może zdzierżyć widoku krwi/lekcji anatomii, to albo w ogole nie idzie, albo szybko sam rezygnuje i się nie dziwie. albo nawet jeśli ktos nie ma tych problemów, ale uzna, że go to meczy albo to nie dla niego... To chyba lepiej, jeśli zrezygnuje,a nie zostaje na sile, bo to naprawdę byłaby chyba w takim przypadku męczarnia. A jak go lubisz, to jest serio bardzo ciekawe i dające sporo satysfakcji :)
      Rozumiem, ja lubię wrzesień, tylko koncówki nie lubię. Kiedyś nie lubiłam tylko koncówki sierpnia, ale generalnie sierpień lubiłam :)
      Zapraszam na zapiski na szósty rozdział :) Condawiramurs

      Usuń
    3. Wpadnę na pewno, ale nie wcześniej jak w sobotę, bo najzwyczajniej w świecie nie mam czasu.
      A jeśli chodzi o te studia medyczne to faktycznie. Widok krwi niektorych zniechęca. Albo nawet inne rzeczy. Trzeba odznaczac się siłą na tym kierunku.

      Usuń
  7. Ja się bawię w drugiej gimnazjum (gimbus! gimbus!) i życzę wszystkim studentom udanej laby we wrześniu.
    Nie za bardzo mogę się tu rozpisywać, bo studia mi znane jedynie z opowiadań. Różnie mi o nich mówiono. Raz, że najlepszy okres w życiu człowieka, rozwijanie się, samodzielne życie i brak ograniczeń, a innym razem, że siedzenie z głową w notatkach, brak czasu na cokolwiek i żadnej pracy po tych pięciu latach. No cóż, pewnie kiedyś na własnej skórze się przekonam, jak to jest. Na razie muszę się zająć nudnymi lekcjami i kartkóweczkami w gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studia mają dwa bieguny. Jeden z nich to spokój, cisza i czas dla ciebie, a drugi to sesja i strach przed tym, że można nie mieć po nich pracy. Tyle w wielkim skrócie :D

      Ja Ci życzę żebyś jak najmniej miała tych kartkówek, a przynajmniej żebyś miała z nich jak najlepsze oceny :)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Pocieszyłaś mnie tym postem! ;D Chwilami się zastanawiałam, po co ja poszłam do tego liceum na ten biol-chem, bo przez kolejne pięć lat będę się uczyć... mogłam iść do technikum... ale po Twoim poście jakoś nabrałam większego optymizmu. Podobno na studiach dopiero zaczyna się tak naprawdę żyć! :D
    W sumie to nie wiem, czy też będę mieć aż taką labę na studiach, jeśli mi się uda dostać na medycynę... albo biotechnologię medyczną *.* coś mi się wydaje, że na 100% nie, no ale trudno. O dziwo chcę spróbować. Skoro kocham biolkę i chemię to mogę i siedzieć z nosem w książkach... nie przeszkadza mi uczenie się, gdy muszę siedzieć nad czymś, co lubię. Gorzej, że się po prostu nie wyrabiam z tym, co mam zrobić. W grę wchodzi też przemęczenie... Idąc na biol-chem, wiedziałam, że to jeden z cięższych profili, rozumiem, że to klasa maturalna, ale chwilami mam wrażenie, że to jednak przesada i jeden wielki żart... w ciągu tygodnia to ja marzę chociaż o tym, żeby znaleźć pół godziny wolnego czasu! Jestem wykończona, a jeszcze nawet dwa tygodnie nie minęły... czuję się, jakbym przynajmniej ze trzy miesiące już do tej szkoły chodziła...
    Oj, przepraszam. Zamarudziłam. W takim nastroju to ja jednak niewiele ponad to jestem w stanie robić... :)
    No nic! Jak nie umrę gdzieś w tygodniu pod toną sprawdzianów, kartkówek, odpytywań itp. to odezwę się za tydzień. Wybacz, że nie skomentowałam poprzedniego posta, ale nie miałam siły ani kiedy tego zrobić w tygodniu, może jak znajdę czas (ha.ha.ha) nadrobię zaległości. ;) A raczej na bank to zrobię, bo fakty o Tobie bardzo mi się podobały. Na razie jednak aż mi się na siedząco kręci w głowie, a "technikum" chciałam przez "ó" napisać, so... muszę odpocząć, skoro mam parę chwil.
    Ja pierdziu... następny kom już nie będzie taki z dupy, obiecuję! Słowo, Eveline!
    Pozdrawiam serdecznie!
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, kochana. Ludzie na kierunkach biologicznych, chemicznych i technicznych raczej na nudę nie narzekają.
      Proszę marudzić, czasami to dobrze robi! :) Proszę też nie przepraszam za to, że "kom jest taki z dupy", bo wcale taki nie jest!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Co racja to racja. Nawet te ,,kujony" wakacji pragną. Chociaż mi dwa miesiące spokojnie wystarczają.
    Żywność ,,śmieciowa" zniknęła. A wraz z nią gumy, woda gazowana i soki. Czekam na owoce, które i tak ,,znudzą się" po kilku tygodniach. Nie podoba mi się ta ustawa. Nie chodzi mi o otyłość... tylko ludzie, co złego robi mi woda gazowana? Paluszki? Jeśli będę chciała to zakupy zrobię sobie w sklepie i tyle z tej zdrowej żywności.
    Ja jestem obecnie w ostatniej klasie gimnazjum. Oj, będę tęsknić za moją szkołą. Kilkanaście lat (nie kiblowałam!) tam spędziłam i jeszcze kilka bym posiedziała. Ale co tam... Liceum też fajna sprawa ^^ Mam nadzieję...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gumy też?? Jezu, to co zostało? Coraz bardziej mnie cieszy, że skończyłam szkołę...
      Liceum to bardzo fajna sprawa, wspominam je bardzo miło. :)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. W sumie zostały suche wafle i woda. Do tego soki, których cena powala na kolana i owoce. Za PRL-u w sklepach było więcej rzeczy, niż teraz w sklepikach szkolnych.

      Usuń
    3. Handel podziemny będzie się szerzył :D

      Usuń
  10. Fajny wpis :) Ja wybrałam kierunek, który zawsze się przyda (ekonomia), uczelnię wybrałam tę, którą mam najbliżej domu (10 minut autobusem i 5 min spacerkiem do babci na obiad w czasie okienka;) i nie żałuję, bo poznałam tu miłość swojego życia :)

    Zapraszam do mnie: MonyikaFashion >klik<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekonomia to również nie moje klimaty :D Ale za to, że masz babcię blisko to ja Ci gratuluję, bo też bym tak chciała!:)

      Pozdrawiam i na pewno wpadnę w wolnej chwili :)

      Usuń
  11. Hejo kochana! :3
    Jak się miewa sklepik u mnie w szkole? Źle! Pustki! Pan nie zgodził się na zdrową żywność i zlikwidowali nasz sklepik! Chlip :'( Heh. Ale przynajmniej jest tego jeden plus. Zabawnie to wygląda, gdy wciąż dzieci z podstawówki przyłażą do nas na piętro w nadzieję, że coś kupią. Hihi xD
    Ech. Ja jestem już w 3 gim. ( ale to wspominałam ). Mam masę nauki. Pewnie będzie tak aż do testów... Nauczyciele naprawdę nie mają litości. Przedwczoraj chciałam porwać swoje zeszyty... Ale w porę się opamiętałam xD Zniosłabym kilka kartkówek w tygodniu, ale nie w dzień po co najmniej 2 rzeczy do nauczenia ( kartkówki, sprawdziany, odpowiedź itd. )! No ludzie! Zlitujcie się!!!!! A do tego od poniedziałku na wf-ie biegliśmy, a mam jeszcze te ciężkie dni... Po dzisiejszym kilosie myślałam, że padnę ( taa, szybko się męczę, bardzo... )
    Hm... Studia dziennikarskie to pewnie fajna sprawa. Siostra mi proponowała, by iść w tym kierunku, gdyż kocham pisać, ale nie nadaję się do takich rzeczy xD Ostatnio zaczęłam myśleć, by po gimnazjum pójść do jakiegoś liceum informatycznego ( a z informy jestem zielona ), ale to dlatego, że uwielbiam grafikę komputerową. Robienie tych wszystkich szablonów to moja bajka. A do tego zwiastunów na blogi *.*
    Dobra. Czekam na nowy post! :D
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie czytałam, że często właściciele sklepików zmuszeni byli likwidować je. Zdecydowanie biznes na tej nowej ustawie siada.
      Współczuję takich ilości kartkówek, sprawdzianów i odpowiedzi ustnych. Już zapomniałam jak szkoła potrafiła zmęczyć.
      Nie wiem czy polecać dziennikarstwo, czy raczej nie. :D
      A ja własnie potrzebuję nowego szablonu!

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  12. wszystko ma swoje plusy, czasami wystarczy tylko spojrzeć na to z innej strony :D
    moje wakacje kończą się dopiero w przyszłym roku, więc mam rok odpoczynku.
    pozdrawiam!

    http://tallkie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Z tego co tu wyczytałam ty nie za bardzo przepadałaś za szkołą, a ja ją nawet lubię :) Nie jest aż tak źle tylko na początku trzeba się wbić w ten rytm :) Co do dziennikarstwa, sama myślę nad nim :)

    Zapraszam do mnie na mały poradnik, oparty na doświadczeniach własnych :) #BackToSchool2: Jak podpaść tym, którym podpaść się nie powinno?

    Pozdrawiam cieplutko
    LadyinBlack

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę do Ciebie jak tylko znajdę chwilę czasu (zapowiada się ciekawie:)). :)
      Jeśli chodzi o to czy lubię szkolę czy nie... Podstawówki nienawidziłam, gimnazjum miejscami było znośne, za to za liceum straszliwie tęsknie. To powinno mówić samo za siebie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Ja mam zamiar też iść na studia:)
    Mam prośbę mogłabyś kliknąć w jeden link w tym poście http://truskawkowyswiat123.blogspot.com/2015/09/wishlist-dresslink.html i jeden w tym http://truskawkowyswiat123.blogspot.com/2015/09/rabat-34.html ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobry wybór. Albo i nie. Już sama nie wiem :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  15. Jestem w czwartej klasie technikum, więc ten post jest jak najbardziej dla mnie przydatny. Ale powiem tak: na studia planuję iść, nie wiem jeszcze jakie, ale najpierw to ja muszę zdać maturę. Niestety przy zmianie nauczyciela z matematyki na starego trepa (przepraszam za wyrażenie), który nie nadąża za tokiem naszego myślenia, denerwuje się kiedy dwa razy się pomyli w jednym przykładzie i ktoś mu zwróci uwagę i do tego daje mu z buźki na całą klasę + matura ustna z polskiego nie jestem pewna czy ją zdam. Do tego jeszcze przez trzy lata byłam przekonana, że będę zdawała tylko angielski i to do tego rozszerzony, a teraz nachodzą mnie wątpliwości bo przecież niemiecki może się przydać tym bardziej, że mieszkam przy granicy. I co tu teraz zrobić, skoro z niemieckiego nie jestem, aż taka dobra żeby zdawać rozszerzenie( trzeba tam pisać rozprawki).
    To tyle mojego narzekania, wybacz. Następna sprawa to taka – jaki kierunek wybrać? Kiedy powiedziałam mamie, że zawsze chciałam pracować w radiu to powiedziała, że muszę myśleć o czymś poważniejszym. Więc co? Filologia angielska? Kocham ten język, ale pracy aż takiej nie znajdę. Eh, brak pomysłów na swoje życie -,-
    Ludzie. Dokładnie. Lubię poznawać nowych ludzi. I tym bardziej wiem, że jak pójdę na studia do dużego miasta będę miała masę możliwości rozwijania się. Na pewno wrócę do tańca. To jest mus. A reszta? Się zobaczy.
    Ten rok będzie ciężki, więc na pewno w przerwie maj-październik będę nadrabiała moje kochane seriale (jest ich 50 ;_;) Skoro tak dużo czasu na studiach to będę mogła oglądać do woli, czytać kochane książeczki (może w końcu przeczytam do końca serię, która ma 47 części?)
    Wrażenia po pierszych dwóch tygodniach szkoły? Hmm, była tragedia. Teraz za sprawą mojego chłopaka jest o wiele lepiej :3
    Ale tak poważnie to miałam najgorszy pierwszy dzień szkoły w życiu. Naprawdę. Autobusy mi zmienili (mieszkam 40 km od miasta w którym znajduje się moja szkoła, mało tego, moja szkoła znajduje się najdalej bo aż 2 km od centrum -,-). Zawsze było tak, że autobus jeździł po wszystkich szkołach i wysadzał uczniów i oczywiście na ostatnim roku mojej nauki musieli mi to zmienić. Zmienili mi nauczyciela od matematyki, wf-u i przedmiotu zawodowego. I było jeszcze kilka innych czynników składających się na zły dzień, ale nie będę już przynudzać XD
    P.S znowu przepraszam za tak długi komentarz XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz z ustną maturą z polskiego to nieźle poszaleli. Nie wiem jakbym sobie na niej poradziła.
      Moją wychowawczynią w LO była matematyczka, która naprawdę chciała nas czegokolwiek nauczyć (może za bardzo?), ale chyba rezultaty jej nie cieszyły tak, jak powinny. Dodam, że w klasie maturalnej z czterech planowych matm zrobiło nam się 6... Pisałam już, że nie cierpię matematyki?
      Jesli matura rozszerzona z niemieckiego wygląda tak, jak z angielskiego to chyba bym umarła. Ja np. zdałam sobie angielski na podstawie (równiez rozszerzenie) i jako dodatek rosyjski (nie wiem po co mi on), więc moze to jest jakieś wyjście?
      Filologię angielską miałam w planach. Jezu, myślimy podobnie!
      Co?? To ja myślałam, że jestem wielką fanką seriali, ale Ty pobiłaś mnie na głowę :D
      NIe przynudzasz! bardzo się cieszę, że wywołuję (jakieś) emocje:) Za długość komentarza tez nie przepraszaj, lubię je czytać:)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Też nienawidzę matematyki :))
      Na rozszerzonej maturze z niemieckiego musiałabym pisać rozprawkę. Rozprawkę! Po polsku mam czasami problem, a co dopiero po niemiecku xd
      I faktycznie myślimy podobnie :O
      Taaak, wiele osób słysząc liczbę seriali na moim koncie zastanawia się jakim cudem ja mam w ogóle czas na coś innego. Także jeśli szukasz nowego, interesującego serialu to już wiesz do kogo się zgłosić o radę co do wyboru :3
      To dobrze bo uwielbiam pisać długie komentarze :>

      Usuń
    3. Matma to zło, ale fizyka i chemia... Dzieło Szatana.
      Rozprawka za i przeciw np?:D Jezu, ja z niemca to trzy słowa znam, ale nawet jesli miałabym zdawać z ruska... Nie wiem jak udało mi się podstawę na ponad 70% zdać, a o rozszerzeniu to myśleć nie zamierzam.
      Nie, nie. Chyba za seriale podziękuję, bo i tak na wolny czas nie narzekam, chociaż jeśli miałabym jakiś kiepski dzień/tydzień/miesiąc to na pewno się zgłosze :D

      Usuń
  16. Na studiach poznajemy ludzi o podobnych zainteresowaniach i aspiracjach, ja w żadnej ze szkół nie poznałam tak wielu ludzi o podobnych zainteresowaniach. Fakt, najlepiej wybrać studia, które naprawdę będą naszą pasją i nie przejmować się, że większość nam odradza, "bo po tym nie będzie pracy". Człowiek z pasją zawsze znajdzie sposób na siebie. Właśnie to jest takie ważne, że na studiach człowiek ma więcej czasu wolnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Myślę podobnie. Jeśli ktoś ma jakąś pasję to zawsze znajdzie sposób żeby, może nie zarobić, ale przynajmniej dorobić.
      Czas wolny... A potem dziwota, że potem studenci głupoty robią :D
      pozdrawiam :)

      Usuń
  17. Przede mną właśnie pierwszy rok studiów, bardzo się stresuje i z ciekawością przeczytałam post o studiach u ciebie, bardzo dużo otuchy mi dał, zobaczymy jak to będzie u mnie
    ____________________________________
    Z perspektywy blondynki - ZAPRASZAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedzie dobrze, sama zobaczysz!:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  18. Szkolne sklepiki to jest hit! Znaczy osobiście nie doświadczam skutków tej "reformy", gdyż przede mną studia, ale mam dwóch młodszych braci, którzy są w gimnazjum. Tam poprostu stwierdzono, że sklepik najlepiej zlikwidować, bo jogurtów czy jabłek nikt tam kupować nie będzie xd A u koleżanki w technikum, pepsi sprzedawana jest na dowód osobisty xd Niedługo gimnazjaliści prędzej kupią piwo w monopolowym niż pepsi w szkole :D Ogólnie cała ta szopka ze zdrowym trybem życia w szkole to jakieś nieporozumienie moim zdaniem. Nie mam nic przeciwko temu, ale no bądźmy konsekwentni...
    Ja kiedyś chciałam studiować dziennikarstwo, ale moja nauczycielka z polskiego w liceum skutecznie zniechęciła mnie do czegokolwiek, co związane z pisaniem. Blog ocalał, ze względu na moją słabość do piłkarzy, ale to tyle. Tak więc zamieniłam dziennikarstwo na bezpieczeństwo narodowe i jestem przerażona, bo nie do końca wiem, jak te studia będą wyglądać xd Ale co do tego, że niektórzy wybierają studia ze względu na rodziców... Moja przyjaciółka wybrała kierunek studiów ze względu na chłopaka. Zrezygnowała ze studiowania tego, co ją interesuje, bo wtedy musiałaby wyjechać. No to już, moim zdaniem, kompletna głupota ;p
    Tak jak piszesz o studiowaniu dziennikarstwa, to trochę mi szkoda, bo jeszcze gdzieś tam we mnie to siedzi... No, ale cóż. Może kiedyś :D
    I tak, ten miesiąc wolnego, to zdecydowany plus! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha pepsi na dowód osobisty rozwaliło system. Coś pięknego.:D
      Bezpieczeństwo narodowe lubią moi znajomi, dosyć często słyszę o takich wyborach.
      Taką niedobrą miałaś polonistkę? Moja nie zniechęcała do takich rzeczy, ale czy duużo na tym polskim pisaliśmy? Zdecydowanie nie. Dziennikarstwo jest ok na drugi kierunek, więc wiesz:D
      Dobra, Twoja koleżanka przebiła wszystko:D
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Zniechęciła mnie tym, że każdo jedno wypracowanie było złe. Wiecznie czegoś brakowało, wiecznie była ocena dostateczna, a przez całe trzy lata, może z trzech wypracowań dostałam 4. Mnie takie rzeczy bardzo demotywują. Pomijając fakt, że gdy wspomniana pani, zobaczyła moje wyniki z matur i rozszerzonego polskiego, to wielce mi gratulowała i chyba czekała, aż jej podziękuję, ale cóż.. no nie miałam za co :D
      Taak, jak usłyszałam o tej pepsi to myślałam, że to żart, ale jednak nie xd

      Usuń
    3. Hahahah też prawda. Moja polonistka chyba wyszła z założenia, że będzie krytycznie podchodzić do naszych próbnych matur, bo nigdy nie wiadomo jak nas oceni komisja. Komuś trafi się osoba oceniająca łagodnie, a inny będzie miał siekierę.... Nigdy nie wiadomo, więc ona nastawiała nas na najgorsze. Chyba za to lubiłam ją najbardziej.
      Juz nic mnie nie zdziwi. Serio... Niedługo alko szybciej kupi się w monopolowym...

      Usuń
  19. Ja o studiach jeszcze nic nie wiem (może oprócz zastanawiania się na co pójść i co mi tam potrzebne), a do nich mi jeszcze daleko. Zazdroszczę Ci strasznie tego dodatkowego miesiąca wakacji. O ile pierwszy tydzień (a właściwie jego pół) był całkiem spokojny, tak dalej się zaczęło i od rana do wieczora siedzę z nosem w książkach. Za chwilę dochodzą mi jeszcze zajęcia dodatkowe, nie mam pojęcia jak się z tym wszystkim wyrobię. Plan mam do dupy, a profil chorobnie ciężki, jedyny plus, to że do szkoły mam na 8.15, chociaż wstawać muszę 30 minut wcześniej niż rok temu. Tak, zaczęłam liceum, ale cały czas sobie powtarzam, że poszłam tam, żeby się uczyć, a nie obijać. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze.
    Co do sklepików, dyrektor nam czytał, co może być, a co nie. Aż się za głowę złapałam, kawę możesz pić tylko zbożową, herbatę posłodzić miodem pitnym, soki tylko naturalne, nawet nektar nie przejdzie, a w moim starym gimnazjum na stołówce nawet nie można używać soli. Wyobraź sobie nieposolone ziemniaki... Podobno nauczyciele noszą swoją sól i cukier. :)
    Dla mnie to jest beznadziejne, bo w końcu każdy ma wolną wolę. Dlaczego oni nam to narzucają? Jak ktoś będzie chciał pączka, to sobie go kupi po drodze do szkoły i co ma do tego, to że w sklepiku szkolnym go nie ma.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie najlepsza jest ta sól... Jak można nie solić potraw? Boże, ja nawet pomidora na kanapce muszę potraktować solą... O ziemniakach to już nie wspomnę! Tragedia. Herbata bez cukru jest dla mnie tak samo koszmarnym pomysłem. Ja herbatę zawsze słodzę, a kurde miodu nie lubię i koniec.
      Hahaha wiesz co sobie wyobraziłam? Wyobraziłam sobie nauczycielki, które w torbach dumnie dzierżą sól i cukier w plastikowych pojemniczkach, a potem kitrają z powrotem do torebek, żeby dyro ich nie złapał :D
      Na jakim profilu jesteś? 8:15 to zawsze jakaś pociecha. Jak słyszę, że ludzie zaczynają lekcje przed ósmą to się za głowę łapię... No jak można?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Ja soli za dużo nie używam, ale niektóre potrawy bez soli nie istnieją. Ja herbaty nie słodzę, ale miodu tam też sobie nie wyobrażam. :) Dobra wizja. :D
      Dwujęzyczny, 6 godzin angielskiego, w dodatku większość na niźszym poziomie niż jestem, biologia i matematyka po angielski i głównie dla nich nie rezygnuję i spróbuję przeżyć ten angielski. :) Mój kolega ma do gimnazjum na 7.30. Jak można? Przecież ósma to za rano. ;)

      Usuń
    3. Herbatę słodzę zawsze, soli też dużo nie używam, ale bez przesady, bez niej wszystko jest mdłe.
      Moja siostra była w klasie językowej. Tragikomedia.
      Boże... Ja bym musiała przed 6 wstać, zeby do liceum dojechać....

      Usuń
  20. Ciekawy wpis :) prawdę powiedziawszy myślę, że w każdym temacie, nawet powszechnie tak znienawidzonym jak szkoła, da się odnaleźć plusy- no i proszę ;) ja skończyłam właśnie szkołę średnią i zrezygnowałam z dalszej nauki. Zrobiłam sobie ostatnie w życiu wakacje i teraz rozglądam się za pracą by poczuć ten "smak pieniędzy" o którym tak wiele słyszę. Pierwotnie planowałam pójść gdzieś coś uczyć się za jakiś rok, ale wszyscy mówią ze jak teraz nie poszłam to już nie pójdę. Nie wiem czy to reguła czy jakiś polski zabobon, ale nie uważam że każdy działał tak samo, a może akurat ja będę inna :) nie wiem czy dobrze zrobiłam, to się okaże ;) ciekawy blog i świetna autorka!
    pozdrawiam cieplutko myszko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pogratuluję decyzji. Wychodzę z założenia, że idąc na studia trzeba zdawać sobie sprawę, że nie zarobi się w międzyczasie kokosów. Jesli ktoś liczy na pieniądze to powinien po prostu iść do pracy i doświadczać, żeby potem jego CV nie było puste. Spoko jest osób, które bez studiów osiągnęły sukces, więc jak widać uczelnia wyższa to nie zawsze najlpszy wybór, bo bez niej tez można się obejść.
      Cieszę się, że podoba Ci się blog ;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  21. świetnie to opisałaś!
    Mnie nigdy rodzice nie narzucali, szkoły(kierunku) oraz studiów (kierunku). Twoja wola dziecko, rób co chcesz. I właśnie z racji tego sie bardzo ciesze - bo ide na kierunek i uczelnie taką jaką chcę i jak mi sie podoba. Mojej znajomej rodzice kazali isc na dany kierunek - męczyła się strasznie i po roku zrezygnowała. Wiec po co sie marnowac ten rok ? Nie ma sensu. idzmy, róbmy, kochajmy, zyjmy - tak jak chcemy.

    Pozdrawiam :)

    twoimioczami.blogspot.com - wszystko na każdy temat - ZAPRASZAM:)
    kliknij - dzięki z góry! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Nie ma co podążać śladami innych. Trzeba skupiać się na sobie. Rodzice powinni zająć się swoim życiem, a nie robić z dzieci kogoś, kim te nie są. Często to po prostu niespełnione ambicje i to jest smutne strasznie.
      Pozdrawiam i na pewno wejdę w wolnej chwili (weekend). :)

      Usuń
  22. Ja chciałam iść na studia, gdy skończyłam szkołę, ale coś poszło nie tak i teraz się za to zabieram... ale zawsze coś wypada...
    Z wybraniem szkoły ponadgimnazjalnej, zrobiłam największy błąd w moim życiu, bo wybrałam (nie oszukujmy się) pierwszą lepszą... Gdybym mogła cofnąć czas... Ale nie mogę! Dlatego rozumiem doskonale, co do wybierania kierunku studiów, wg własnych zainteresowań, pasji... Bo coś co Cię nie interesuje, nie zainteresuje Cię od tak i naprawdę nic z tego się nie wyniesie... Chciałam zacząć studia w tym roku, ale... No właśnie to ale... Przecież i tak nic konkretnego nie robię... Muszę się nad sobą poważnie zastanowić!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie najgorzej zostawić studia na "potem", bo później może się okazac, że nie tak łatwo do nich wrócić. Człowiek zaczyna pracę, dorosłe życie i ciężko przestawić się na siedzenie w ławkach.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  23. Najważniejsze to kierunek, który Cię interesuje, bo jak będziemy robić coś czego nie lubimy to studia będą najgorszym wspomnieniem życia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą najgorszym czasem w życiu, bo potem to już katastrofa i męczenie się do samej śmierci (albo, jesli ktoś dożyję, do emerytury).
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  24. Jestem! Powiem ci szczerze, że zachęciłaś mnie do podjecia studiów dziennikarskich. Ten punkt, mówiący o doborze kierunków i podejmowaniu decyzji samemu - a nie że mama, czy tata - dałabym nawet na szczyt listy. To ważne, by robić to co się lubi, a nie patrzeć na innych i zastanawiać się, czy kogoś to zadowoli. Ogolnie muszę powiedzieć, że każdy z tych punktów jakoś do mnie dociera, a sam pomysł na prowadzenie #dziennikarskiegopiątku już samo w sobie pozwala ci pisać artykuły i się rozwijać. Na pewno już nie raz wspominałam, że sposób twoich wypowiedzi jest przekonujacy i chętnie czyta się to co masz do przekazania. Spotkałam się z autorami, gdzie po czterech linijkach tekstu odchciewało mi się czytać.
    Ja teraz jestem w 3 klasie liceum na kierunku humanistyczno-artystycznym i czuję, że to moje miejsce. Matura... a potem się pomyśli ;)
    Na daniach będę nadrabiać zaległości, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy powinnam zachęcać:D Chociaż, jesli zdajesz sobie sprawę z tego, że możesz skończyć bez pracy to co mi tam - polecam dziennikarstwo :D
      Dokładnie tak i sama siebie podziwiam za wymyślenie tego cyklu. Cieszy mnie także fakt, że przypadł Ci do gustu mój sposób kreowania wypowiedzi.
      O, czym się różnie profil humanistyczny (mój) od humanistyczno-artystycznego?:D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Czym się to różni? W sumie niczym. To znaczy pewnie czymś, ale wybierając ten profil myślałam, że będzie jakoś tak bardziej artystycznie i to w sumie jedyna rzecz na jaka narzekam. W pierwszej klasie mieliśmy wiedzę o kulturze, w drugiej zamiast wspomnianego wok-u takie zajęcia typowo artystyczne (2 godziny na cały tydzień) malowaliśmy szkołę, robiliśmy projekty plastyczne, fotografie, takie tam robótki ręczne, teraz odjęli nam nawet to i jedynym pocieszeniem jest 9 godzin polskiego z fantastycznym nauczycielem.

      Usuń
    3. Komentarze z telefonu -.-"
      Poza tym jest całe pasmo dodatkowych kółek w tym dziennikarskie, ale właściwie na te kółka może przyjść każdy, więc tak z samego profilu to niewiele tego artystycznego członu :/

      Usuń
    4. Tak też myślałam, ze to tylko taki pic na wodę. Niestety, ale tak wyglądają polskie szkoły.

      Usuń
  25. Ja w przyszłym roku wybieram się na studia i już nie mogę się doczekać :):)

    www.Anita-Turowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Mnie studia czekają za rok i szczerze mówiąc naprawdę bardzo mnie to cieszy. Chociaż słabo widzę te wolne chwilę, studiowanie jednocześnie prawa i filologii angielskiej chyba nie zapewni mi ich dużo. :D Ale czas na pisanie, jedzenie, podróże i przyjaciół, czyli najważniejsze rzeczy w moim życiu, znajdę na pewno, więc się nie przejmuję. ;)
    Z tym październikiem to piękna rzecz. :D Okropnie zazdroszczę mojemu chłopakowi, że już drugi rok tak sobie siedzi o miesiąc (czy tam dwa - jak zaraz po maturze) dłużej niż ja.
    A co do imprez to się nie zgadzam! :D Nie wiem jak inne kierunki, ale prawo i medycyna nie imprezują tylko się uczą (a przynajmniej ci z UJ :D).
    Pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będąc na prawie czy na medycynie raczej nie czekałabym na wolny termin na imprezę:D
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  27. Genialny post! :) Masz talent do pisania. Jeśli chodzi o wybór szkoły ,,bo rodzice tak chcą" to mam takie samo zdanie co ty :)

    ♥MÓJ BLOG KLIK♥

    OdpowiedzUsuń
  28. U mnie niestety tak nie ma. Ani imprez za dużo, ani wolnego.
    Wrześniowe wakacje są super, ale za to do lipca jest sesja, a i czasem niektórym dopiero we wrześniu się udaje zaliczyć na poprawce, więc nie wiem, co lepsze ;P
    Najgorsze jest to, że niektórzy znajomi z innych kierunków nie rozumieją, że można nie mieć czasu na spotkanie itp. Mój kierunek wymaga jednak trochę więcej przygotowań do zaliczeń i nawet jak się już zdecydowanie wszystko umie, to można nie zdać :D Za to pracę w przyszłości się znajdzie, a i teraz można sobie dorabiać ładnie na korepetycjach (wszak na korki z matmy zawsze jest zapotrzebowanie).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korki z matmy zawsze spoko :D
      Nie wiem czy powinnam współczuć, czy jednak gratulować wytrwałości. Co jak co, ale jednak ludzie na takich kierunkach muszą mieć trochę przekichane. :D

      Pozdrawiam:)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)