Noc zwierzeń, czyli dlaczego mam tak podły nastrój

22:26 Alice McDalvis 51 Comments



       Czy żałuję? Boże, jeszcze jak! Chciałabym powiedzieć, że to nic nie znaczyło, że było tylko przelotną znajomością i że jutro nie będę do tego wracała. Ale wiesz, było już tyle dni jutrzejszych, a ja nadal siedzę i analizuję co mogłam zrobić, żeby być teraz na jej miejscu. Żeby mieć go przy sobie, czuć ciepło bijące od jego ciała, niczym się nie martwić. Mam wrażenie, że gdzieś po drodze naszej znajomości przegapiłam okazję. Że nie wsiadłam do odpowiedniego pociągu, a może po prostu nie wysiadłam z innego? Może coś z przeszłości goni za mną niczym cień, którego nie mogę się pozbyć? Nie wiem tego, naprawdę tego nie wiem. I to tak cholernie boli, bo zależało mi. Ale może faktycznie jest teraz szczęśliwy. Może ona daje mu coś, czego nie mogłam dać mu ja?

Żałuję, że nie spróbowałam, że nie dałam sobie (nam) tej szansy. Żałuję, że mogę teraz tylko użalać się nad sobą i zastanawiać, co jest ze mną nie tak. Bo pewnie o to chodziło. Coś jest nie tak we mnie i znalazł to u niej.
     Żałuję, że ona miała więcej odwagi ode mnie. 

Bałam się. Bałam się tak totalnie oddać siebie, zatracić się i zaufać. Tak wiele razy zawiodłam się na ludziach… Tak często lizałam rany po kolejnych ciosach od życia, że strasznie ciężko było mi przekazać kawałek siebie.

Tak. Wiem, że nie powinnam oceniać każdego w ten sposób. Popełniłam błąd, ok? Nie musisz mi wypominać. Nie Ty… Przecież sama radzę sobie z tym doskonale. Chyba wystarczy, nie chcę słuchać tego od innych. Jestem swoim największym wrogiem.
Powinnam dać się ponieść emocjom, iść w stronę upragnionego szczęścia albo lepiej – dać się tam prowadzić. Ale wiesz, ogarniał mnie strach, bo zawsze sobie myślałam, co będzie, gdy cała ta piramida runie. Zostałyby tyko zgliszcza.

Nie, nigdy nie dał mi powodów do tego, żebym mu nie ufała. Może to było w tym wszystkim najgorsze. Fakt, że to zbyt idealne, że coś się za tym kryje.
Jestem cholernie popapranym człowiekiem. Z jednej strony bardzo bym chciała, a z drugiej pojawiały się myśli, że i tak nic z tego nie wyjdzie. Że rozczaruje się znowu, i wiesz co? Rozczarowałam się, problem w tym, że sobą.

Słuchaj, ja wiem o tym, że dziewczyna to nie ściana. Takie krążą plotki, ale chyba nie mam serca (albo przeciwnie, mam go tak wiele), żeby się w ich sprawy mieszać. Jest szczęśliwy. Nie mam zamiaru mu tego psuć.

Faktycznie, zabrzmiało trochę tak, jakbym nie mogła się zdecydować i z jednej strony marzyła o nim,  a z drugiej życzyła mu szczęścia… Ale nie, to nie była ironia. Chciałabym, żeby dobrze mu się układało i nie mogę zaprzeczyć, że smutno mi się robi, ponieważ znalazł radość gdzie indziej… Ale skoro już ją znalazł to niech się nią cieszy.
Chciałabym tylko, żeby czasami dał znak życia. Żeby przestał mnie ignorować, spławiać. Chciałabym, żeby przestał uciekać. Mam wrażenie, że się mnie boi. Moich reakcji itd.. Czasami rzeczywiście mam dziwne pomysły, ale… jest szczęśliwy. Po co to zmieniać? Po prostu brakuje mi tych rozmów o wszystkim i o niczym. Brakuje mi tego, że mogłam mu powiedzieć o tym, co mnie martwiło. Brakuje mi tych wszystkich wiadomości, w których pisał, że idzie spać i mojego zdziwienia, bo była pierwsza po południu. Czasami faktycznie mi tego brakuje.

Hey, nie jest ze mną tak źle. Żyję, śmieję się, mam się całkiem dobrze. Tylko przychodzą takie momenty, że chciałabym coś napisać, otwieram okienko z jego imieniem i kurde…. Nic nie mogę z siebie wykrzesać. Albo przeciwnie, piszę i piszę, a potem i tak nie dostaje odpowiedzi. Wiem, że ma teraz ją i nikogo innego nie potrzebuje, ale obiecał… Twierdził, że nie chce zrywać kontaktów i wierzyłam w to, naprawdę w to wierzyłam. I trzymałam się tego jak głupia, jak koła ratunkowego, ale chyba powoli się topię. Może to i dobrze, może wreszcie się uwolnię. Może zapomnę, bo zapomnienie oznacza koniec bólu.

Nie wiem czy do siebie pasowaliśmy. Prawdę mówiąc to nic nie wiem. Ciężko mi powiedzieć. Po prostu złapałam z nim fajny kontakt. Trudno jest się z czegoś takiego wyplątać tym bardziej, że przywiązuję się do ludzi. Nic na to nie poradzę.
Nie wiem nawet czy rzeczywiście chciałabym, żeby wyszło z tego coś więcej. Ale żałuję, że nie spróbowałam. Teraz mogę tylko słuchać o tym, jak mu dobrze. Naprawdę mogę, nie kłamię! Cieszę się, że się uśmiecha. I really do. Pragnę tylko, żeby częściej się tym uśmiechem dzielił, bo inaczej skąd mam wiedzieć, że dobrze się bawi?

Potrzebowałam się komuś wygadać, wiesz? Dać upust emocjom. Rozmowa naprawdę wiele daje i może wreszcie odpocznę. Przestanę się zamartwiać tym, czy u niego na pewno wszystko jest ok. Ma teraz kogoś innemu. Kogoś, komu może powiedzieć albo napisać dobranoc i kogo przywita nowego dnia. Może trochę żałuję, że to nie ja, ale takie jest życie, co nie? Trzeba się do tego przyzwyczaić.
Miałam potrzebę powiedzenia wszystkiego, co mi chodzi po głowie. Po prostu musiałam się zwierzyć. Są dni, kiedy nawet ja się łamię i mówię o tym, co mnie uwiera. Bo ta sytuacja(trochę pasowa) dokucza mi w jakiś sposób. Ale jest mu dobrze. I to naprawdę napawa mnie optymizmem. Bo cieszę się razem z nim. Niech mu będzie dobrze. Tylko niech czasem o tym napisze.

Rzeczywiście, może plączę się w tym wszystkim. Ale wiesz, siedzę sama pośrodku pustego mieszkania i nawet nie mam się do kogo słowem odezwać. Wspomnienia mają to do siebie, że uderzają, kiedy najmniej ich potrzebujemy. Bo widzisz. Było mi dobrze, nawet bez niego. Chyba po prostu miałam tyle na głowie, że nie starczało czasu na użalanie się nad sobą. A teraz wpieprzałabym lody litrami, potem wypominała sobie, że dupa mi od tego urośnie i sięgałabym po nową porcję… 
Wakacje to taki niewdzięczny czas, kiedy niewiele się dzieje. Niby jest ta praca, niby są znajomi, ale nie przez cały czas. I kurde to jest lipne, bo jak mnie weźmie na wypominanie to wypominam wszystko i wszystkim. I mam podły nastrój. Ale wiesz… Powoli mi przechodzi. Po prostu potrzeba mi nowych wrażeń. Zapomnieć się da, w każdej chwili. Tym bardziej, że sama nie wiem, czego tak do końca chcę. Dawałam sobie radę z zapominaniem, tylko teraz tak jakoś wiele tych par i ciągle o tym wszystkim myślę. Ale czy chciałabym tak z nim? Może jedynie potrzebuje czyjejś bliskości. Jakiejkolwiek. Nawet nie o niego chodzi. Dusi mnie ta samotność. Ostatnio. Ale to nie jego wina.

Za dużo romansów ostatnio czytam, za dużo widzę tych ściskających się ludzi, którzy myślą, że są całym swoim światem. Po prostu mi smutno. Może nawet nie przez niego. Chyba to tak, po prostu. Chociaż sama już nie wiem. Jednak ulżyło mi. Teraz. Jak już to powiedziałam komuś innemu. Dzięki za te rady oraz trzeźwość umysłu. Potrzebowałam kogoś obiektywnego. Kogoś, kto zerknie na to wszystko i pokaże, co mogłabym zrobić. Wygadałam się i lepiej mi po tym. Nie kłamię. Faktycznie mi lepiej. Moja prywatna terapia, ha! Całkiem dobrze się sprawdza.

Tak. Obiecuję, że nie będę robiła żadnych głupot. Tak, tak, może jeszcze trochę się nad sobą popastwię, ale bez przesady. Mam swoje życie, pora wreszcie coś z tym faktem zrobić. Skoro on znalazł szczęście, to dlaczego ja miałabym siedzieć z założonymi rękami, odgrywając męczennice? Nie jestem do tego stworzona.



 Musicie wiedzieć, że totalnie nie miałam pomysłu na ten post. Żadnego, normalnie mniej niż zero. Za każdym razem, kiedy chciałam coś wyskrobać, kończyło się to fiaskiem i zamyśleniem. O czym? To powyżej. 
Koniec końców stwierdziłam, że najlepiej będzie się wyspowiadać. Bo to pomaga. Naprawdę. Jakoś mi lżej i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. I tak - mam nadzieję, że jest szczęśliwy. I nie - nie uważam, żebym w jakiś sposób się sprzedała tym tekstem. Zawsze spisywałam to, co leżało mi na sercu. Teraz jest dokładnie tak samo. 


51 komentarzy:

  1. Hejo kochana! :3
    No tak. Szczęście drugiej osoby jest ważne nawy wtedy, gdy nie jest ono przy naszym boku ( choć czasami trochę żal... ).
    Ja nie wiem, że wyżaliłabym się. Zawsze jak coś mnie trapi, to chowam to dla sobie. Wtedy najczęściej zakładam na uszy słuchawki, zaczynam pisać i zapominam o tym całym świecie. Mi to pomaga, ale dopóki nie skończę pisać xD
    Ech. Pamiętam, jak kiedyś chłopak dał mi kosza. Masakra >.<
    Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :***
    PS Zapraszam do mnie ;)
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutno, ale niech on się cieszy. Ma ku temu powody :)

      Też nie jestem osobą, która lubi się zwierzać, szczególnie z czegoś, co mnie boli, ale czasami trzeba. Po prostu - inaczej się nie da.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Po tygodniowym internetowym detoksie (nieco przymuszonym, ale nieważne) powracam! Ten komentarz będzie krótszy niż poprzedni, wybacz, ale obecnie jedyne o czym marzę to ciepłe łóżeczko. Także do rzeczy.
    Temat posta wyczerpująco opisany. Każdy człowiek potrzebuje się komuś wyżalić, nawet jeśli nie potrzebuję żadnych słów pocieszenia. Nie można skrywać w sobie uczuć, bo mogą one w najmniej niespodziewanym momencie ujrzeć światło dzienne.
    Pani od geografii raz powiedziała czemu faceci żyją krócej. Baby jak chcą to będą płakać nawet tydzień, jak im coś nie pasuje to od razu z mordą, pokrzyczą, poprzeklinają, ale potem w nagrodę szczęśliwe lecą do sklepu (albo gonią biednego męża) po czekoladki i szczęśliwe robią sobie cheat od diety. A mężczyźni wszystko sobie skrywają, bo jakie to macho oni nie są no i zamiast się wypłakać to żyją w stresie, a potem bum i zawał. I żonka ma kolejny powód do płaczu.
    Wiadomo jednak, że otworzenie się przed kimś nie zawsze jest łatwym zadaniem. Wiem po sobie. Mogę słuchać innych, doradzać, pocieszać, jestem dobrym psychologiem, ale jeśli przyjdzie co do czego uśmiecham się i mówię, że wszystko jest w najlepszym porządku. Sama nie wiem czemu. Boję się, że nie zrozumieją, wstydzę. Czasami chciałabym się z kimś podzielić wszystkim, co mnie dręczy, czasami nawet zbieram się na odwagę, ale gdy przychodzi co do czego, nic z tego nie wychodzi.
    Najbardziej cierpi ten, który uśmiecha się najwięcej:) Robin Williams powiedział kiedyś coś podobnego, bolesna prawda.
    Niewyobrażalnie boli, gdy wiesz, ze spieprzyłaś, ale już tego nie naprawisz. Widzisz go, jest szczęśliwy, ale Ciebie przy nim nie ma, nie możesz dzielić tego szczęścia z nim. Uśmiechasz się tylko i udajesz, że w ogóle Cię to nie rusza, a w rzeczywistości jesteś wrakiem. I chociaż udajesz, że wszystko jest w porządku, a przed każdym grasz wieczną optymistkę, Ty znasz prawdę. Cierpisz po cichu, wewnątrz siebie. I najchętniej przeprosiłabyś wszystkich, że żyjesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O masz, internetowy detoks jest najgorszy!
      Pani od geografii dobrze prawi. Swoją drogą, też miałam podobną babeczkę od tego przedmiotu w liceum. O matko. Więcej nasłuchałam się o jej teoriach niż o budowie ziemi... Trochę ona wkurzała, ale było kilka kwestii, które naprawdę popierałam. Wydaję mi się, że o zawałach też coś mówiła. Ręki sobie jednak nie dam uciąć. Pamiętam jednak jak dziś, jak śmiała się z polskich powiedzeń np. z tego, że mówi się, żeby ktoś skoczył na jednej nodze, gdy komuś zależy na czasie. Zademonstrowała skoki na jednej nodze, potem na dwóch i summa summarum stwierdziła, że szybciej jest na dwóch nogach, więc powiedzenie totalnie mija się z prawdą.... Tak, brakuje mi jej czasami. :D
      Ja już taka jestem, że swoje żale wolę zatrzymywać dla siebie. Czasami jednak nie da się. Po prostu się nie da tego zostawić i siedzieć w ciszy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. To tak samo jak z moją nauczycielką biologii. W jednej chwili coś o budowie liścia, że tam takie blaszki, tam takie.. potem 'a bo jak byłam wtedy tam z mężem to widzieliśmy dokładnie takie same no to ja mu mówię patrz to takie drzewo, a on mówi że wie no ale nie wiedział, a ja wiedziałam że kłamie skurczybyk' i takie masło maślane. Okej, znowu mówi o liściu.. dzwoni telefon 'yo ziom, Aga przy telefonie'. Każdy w śmiech, nauczycielka widać, że prawilna Albanka, no i tak gada pół godziny. A jak skończy to znowu opowiada o mężu i jak to było te kilka(set) lat temu. Stare dobre czasy i te sprawy.
      Czasem nawet najgorszych nauczycieli zaczyna brakować. Zwłaszcza ich wyklinania kilka minut przed lekcją:)

      L x

      Usuń
    3. Najgorsza to ona nie była. Wkurzająca - i owszem, ale nie najgorsza. Mnie zawsze bawiło jej narzekanie na to, że mamy tylko jedną godz. geografii w tygodniu i nie jesteśmy w stanie przerobić materiału. Po takim kazaniu zamiast wziąć się do tematu opowiadała jakieś rzeczy....
      Stare dobre czasy :D

      Usuń
  3. Ale teraz walnęłaś posta, niby nie miałaś pomysłu, a napisalas takie cudo, nic tylko obrobić w ramkę i powiesić ;>
    Chciałbym sie tutaj rozpisać, ale wszystko już zostało powiedziane w twoim poscie. Wiem że jest ciężko gdy zawodzą uczucia. Jestem podobno osobą do Ciebie. Tez do ludzi szybko sie przywiozuje, a pozniej przychodzi te kiepskie rozczarowanie ;)
    Znajdziesz swoja drugą połówke, bo jestes niesamowitą osobą.
    Na pewno kiedyś wsiadziesz do odpowiedniego pociąg i zawiezie Cie do stacji zwanej szczęscie.;)
    Nie ma się co nad sobą pastwić, trzeba wziąść sie w garść i pokazac siebie z jak najlepszej strony, czas przemija, a może teraz czas najwyższy wziąść los w swoje rece i zyć dla siebie nie dla kogos. A uwiesz ta druga osoba bedzie załowala że nie wybrała Ciebie ;>

    flarri.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pomysłu. Długo rozmyślałam o tym, co mogę napisać, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Tak to już jest, gdy znajduje się w niej zbyt wiele rzeczy. Tak naprawdę tego posta stworzyłam w 1,5h, w piątkowy wieczór, dając upust emocjom i starając się zdążyć przed północą (niczym Kopciuszek! taaa).
      Ty to wiesz jak pocieszyć. Dzięki, już mi lepiej. :)
      Pzdr:)

      Usuń
  4. Jakiś czas temu stałam się zatwardziałą optymistką, która we wszystkim widzi szanse i uważa, że jeśli coś ma się zdarzyć, to się zdarzy i już, a jeśli się nie zdarza to dlatego, że kiedyś wyjdzie nam to na dobre. Wiem, że te słowa brzmią naiwnie i właściwie nie są żadnym pocieszeniem, ale... Może naprawdę tak jest. Może to, że teraz nie wyszło to jakaś szansa. Może coś na tym zyskasz, może skupisz się na innych rzeczach i potem nie będziesz żałowała tego czasu. Może to cię jakoś zahartuje. Mówię "może", ale tak naprawdę jestem pewna, że to wszystko zależy od ciebie i twojego podejścia. A poza tym są takie dwie rzeczy, które lubię sobie powtarzać, kiedy mam wszystkiego dość. 1. Nigdy nie mów nigdy. Wiem na pewno, że nie teraz, ale to nie znaczy, że nigdy. 2. Brakuje mi jakichś... ponad 20 lat, żeby mieć połowę życia za sobą. Jest tyle rzeczy, które wydarzą się w tym czasie, tyle rzeczy, którymi mogę się zająć, że nie warto marnować siebie na tę jedną. I ciebie też nie warto marnować, bo jesteś warta o wiele więcej.
    Coś pocieszającego co do tych par, które są wszędzie - szczęśliwa jest jakaś... co dwudziesta. Może. Połowa zerwie w przeciągu pół roku, niektóre będą się nawzajem zdradzać, niektóre będą się nad sobą znęcać, a niektóre nawet się nie kochają. Więc chyba nie jest aż tak źle.
    A romanse czytaj jak najbardziej! Skoro taki Darcy albo Bridget Jones znaleźli kogoś to jest nadzieja dla wszystkich!
    Pozdrawiam cię serdecznie i masz ode mnie masę uścisków. <3
    PS. Spróbuj lodów o smaku masła orzechowego albo białej czekolady, są obłędne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie żadna optymistka. Zawsze wolę przemyśleć co może pójść źle, żeby potem się nie rozczarować. To akurat dla mnie najgorsza rzecz w życiu - rozczarowanie. Z tego prostego względu ciężko mi myśleć o tym, że skoro teraz się coś nie udało to uda się w przyszłości, albo mam szansę na jakąś inną przygodę. Niestety nie chcę mi się w to wierzyć.
      Mam 20 lat, spora część życia przede mną i chyba mam kryzys wieku.
      Ale to o tych parach pociesza. :D Faktycznie, część z nich się rozstanie, części w ogóle się nie układa. Jest jednak też ta część, której się udaje....
      Masła orzechowego nigdy nie jadłam, ale biała czekolada? Gdzie ja mogę takie lody dostać????
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Na romansach niestety najlepiej się nie znam. Romantyk (romantyczka?) ze mnie żaden. Zresztą co na ten temat może powiedzieć ktoś, kto nigdy się nie zakochał albo nawet nie zauroczył. Nie znam tego uczucia i z jakąś niecierpliwością na nie czekam, bo podobno jest wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, wspaniałe... Zależy kiedy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Witaj!
    Przeczytałam Twojego posta wczoraj wieczorem, ale postanowiłam położyć się spać, więc przełożyłam komentowanie na dzisiaj.
    W jakiś sposób czułam, że możesz nie mieć pomysłu na ten post. Taka myśl przemknęła mi przez głowę, gdy uświadomiłam sobie, że nadchodzi piątek i moje myśli od razu zbiegły się ku twojemu blogowi. Dziwne, nie?
    Wiesz... może wydawać się dziwne to, co za chwilę napiszę i mam nadzieję, że w żadnym wypadku nie zrozumiesz mnie źle. Spróbuję ubrać w słowa to, co czułam podczas czytania tego tekstu, choć będzie to dosyć ciężkie zadanie.
    Jedno wiem na pewno – zaskoczyłaś mnie. Tak, zaskoczenie to chyba najlepsze słowo. Byłam w kompletnym szoku, czytając tę notkę. Okay, nie znam Cię, tak, prawda. Przeczytałam wszystkie Twoje #DziennikarskiePiątki, choć nie wszystkie skomentowałam. Zawsze byłam zdania, że po samym tekście można poznać chociaż drobną część danej osoby, odkryć kawałek jej duszy. Dzięki przeczytaniu Twoich notek i odpowiedzi na komentarze ludzi (tak, jestem takim cichym obserwatorem, który jest wszędzie, chociaż go nie zawsze widać) wyrobiłam sobie o Tobie pewne zdanie. Stałaś się dla mnie realną osobą, a nie szarym duchem kryjącym się za danym nickiem na blogspocie, które przewijają mi się przed oczami.
    I wiesz, co mnie zaskoczyło? To, że miałam Cię za silną i niezależną kobietę, która po prostu powie to, co myśli, nie owijając w bawełnę. Za kobietę, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Która nawet, gdy cierpi, nigdy tego nie okaże. A tu, buch! Nie piszę, że to źle, po prostu nie spodziewałam się kompletnie.
    Zawsze poruszałaś jakieś tematy, na które miałaś wyrobione określone zdanie, bardzo istotne i dające do myślenia. A tutaj? Miałam wrażenie, że pod koniec wyskoczysz z tekstem: "Ha! Daliście się nabrać. Ja miałabym się rozsypać? Ja?" Po raz pierwszy napisałaś coś tak osobistego, przedstawiłaś sytuację, która Cię dotknęła bardzo głęboko. Miałam wrażenie, że pod drugiej stronie siedzi sobie przed ekranem podłamany człowiek, z kubkiem herbaty w ręce, w rozciągniętej i przydługiej koszulce, z burzą myśli i kłębowiskiem uczuć w sercu. Najprawdopodobniej ten obraz jest zupełnie fałszywy, ale czytając ten tekst po prostu miałam przed oczami człowieka. Człowieka, który w moim poprzednim wyobrażeniu nie mógł być tą Alice. Styl ten sam, ale jakby inna osoba. Matulu, wiem, że mieszam i pewnie piszę głupoty. Zaskoczyło mnie to, że odkryłaś przed nami swój ból z powodu tak codziennego tematu jak zawód związany z miłością. Nie chodzi mi o to, że się, jak to ujęłaś, "sprzedałaś", nie, nie, nie. Po prostu... ten tekst sięgał głębiej... w Ciebie. Zazwyczaj z Twoich tekstów biła frustracja, a teraz – głęboki smutek, rozczarowanie samą sobą. To uczucia, z którymi pierwszy raz się u Ciebie spotkałam. Zawsze był to wyrzut, często uzasadniony, w kierunku innych ludzi. W tym tekście broń wycelowałaś w samą siebie.
    To głupie i bez sensu, przecież się nie znamy... ale zrozumiałam Cię doskonale, nawet nie wiesz, jak bardzo. Leżałam wczoraj przed snem i zastanawiałam się nad Twoim postem, nad tym, co Ci napisać. Poruszyłaś temat bliski mojemu sercu. Ja też się kiedyś zakochałam, jak większość osób na tym świecie. Zwykle jednak ludzie mówią o miłości, zapewniają o szczerości uczucia, a gdy się rozchodzą lub w ogóle nie zaczynają chodzić ze sobą, zrywają po części kontakt, ta miłości przeradza się w jakąś trudną mi do zrozumienia nienawiść. Obmawianie, wyśmiewanie, wyszydzanie w gronie kolegów i koleżanek. To miała być ta miłość? Szczere uczucie? Wątpię. Albo ten mus, że "ja muszę z nim być i już, bo nie będę szczęśliwa". Jak go kochasz, to myślisz o jego szczęściu przede wszystkim, a nie usilnie chcesz zatrzymać go przy sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się nie zmieściłam...
      Nareszcie spotykam kogoś, kto myśli tak samo jak ja. Też życzę temu chłopakowi, którego pokochałam, jak najlepiej, ale nie jestem pewna, czy chciałabym z nim być. Kiedy widzę go z jego dziewczyną, zżera mnie jakaś dziwna zazdrość i rozczarowanie, ale jednocześnie cieszę się z jego szczęścia. Chciałabym być na jej miejscu i nie chciałabym, bo wiem o tym, że ze mną nigdy nie byłby tak szczęśliwy jak z nią. Ale chciałabym wciąż zostać w jakiś sposób przy nim, w grupie bliższych znajomych. Nie muszę z nim być jako jego dziewczyna. Chciałabym tylko wiedzieć, co u niego, jak mu się powodzi. Dziwne... przecież jakieś 90% ludzi na świecie przeżywa w jakiś sposób rozczarowanie miłością. I nie jest to nic nadzwyczajnego, temat zwyczajny. Ale taka miłość... podchodząca (wiadomo, tylko odrobinkę) pod platoniczną... rzadko ma się z tym do czynienia.
      W jakiś sposób człowiek ma potrzebę komuś opowiedzieć, o tym, co czuje, bo rzeczywiście jest mu wtedy lżej. ;)
      Też czuję się okropnie samotna w te wakacje. Niby widuję się ze znajomymi, mam wrażenie, że mniej marnuję czas, ale wciąż coś robię i się prawie nie nudzę... a jednak. Czuję się okropnie samotna. Ciągle jestem dla wszystkich na drugim miejscu, nie na pierwszym. (Nie wiem, czy czytałaś "Spętanych przez bogów", ale w drugie części pojawił się tam Orion, który myślał identycznie. Znów byłam w szoku, gdy odkryłaś w tej postaci cząstkę siebie.) Marzę o tym, by dla kogoś być najważniejsza, chociaż by w przyjaźni. Tu znów sprawa się zapętla – chłopak, miłość, rozczarowanie sobą. Dobrze jest mi być jak na razie singielką, ale czasami potrzebuję bliskości, jakiej może dać drugi człowiek.
      No, to się rozpisałam. Może w jakiś sposób zrekompensuje Ci to brak komentarzy pod innymi postami – czasem próbowałam coś napisać, ale słowa średnio mi się układały i rezygnowałam w trakcie. Cóż, mam czasem coś takiego, blokadę komentatorską czy coś. Więc jak coś, wiedz, że ja jestem, wpadam do Ciebie nawet po parę razy dziennie, chociaż nie zawsze zostawię odcisk stopy. ;)
      Nie napiszę Ci: "trzymaj się", "będzie dobrze", bo i po co? Jaki w tym sens. Sam wiesz, jak jest. Ja Ci mówię: "Ogarniaj dupę i przestań się zadręczać. Było, minęło. Zrób jakiś konkretny krok, dzięki któremu mogłabyś podreperować tę znajomość." ;* Wiem, że łatwo to się tylko tak pisze, no ale... Poza tym nic nie dzieje się bez przyczyny, wierzę w to i jak do tej pory zawsze mi się to sprawdzało. Jeśli pomimo Twoich prób i chęci nie wyjdzie, daj spokój. Nie ganiaj zanadto za ludźmi, bo to tylko wiąże się z rozczarowaniem.
      Btw, uświadomiłam sobie, że to chyba pierwsza Twoja notka, z którą zgadzam się w 100%. Zazwyczaj chociaż odrobinkę mijałyśmy się w naszym postrzeganiu świata, co nie było złe, wręcz przeciwnie – ciekawe, ale taka odmiana też jest bardzo miła. ;D
      No, to teraz już sobie idę. :*
      Pozdrawiam serdecznie!
      Eveline

      Usuń
    2. Nawet nie wiesz, jak bardzo poprawił mi humor Twój komentarz. Nie ukrywam, że długość mnie zachwyciła (bo długie komentarze uwielbiam), ale ta treść po prostu do mnie przemówiła. Podejścia swojego nie zmienię, ale nastrój mam znacznie łagodniejszy.
      Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że można o mnie mówić jako o silnej, niezależnej kobiecie. Patrząc jednak na te #DziennikarskiePiątki faktycznie można dojść do takiego wniosku. Myślę jednak, że tę swoją wrażliwość przelewałam w opowiadaniach. Nie wiem czy czytałaś, czy też nie, ale tam właśnie coś takiego byś znalazła. Chociaż to nadal nie tłumaczy dlaczego postanowiłam się wyżalić.... Otóż... musiałam się wygadać. Bardzo rzadko robię coś takiego tzn. mówię o swoich problemach i żalę się, ale czasami muszę, po prostu muszę wszystko z siebie wyrzucić, bo inaczej bym wybuchnęła. A ta sytuacja... No cóż, nęka mnie od jakiegoś czasu i chyba myślalam, że wyspowiadanie się w jakiś sposób mi pomoże. No i pomogło.
      Ten obraz podłamanego człowieka jest całkiem realistyczny i prawie pasuje. Tylko tę koszulkę bym wyrzuciła, ubieram się jak zwykle. :D
      I faktycznie, to nie ta Alice i to nie ta Magda, która zwykle tutaj pisze. Raczej jeśli uderzam w siebie to tylko i wyłącznie dlatego, że mam do siebie dystans i potrafię z siebie żartować, a tutaj. Do śmiechu mi nie było.
      Tak sobie czytam tę pierwszą część i dochodzę do wniosku, że powinnam Cię wynająć jako własnego psychologa. Rozumiesz mnie bardziej niż ja sama siebie.
      Bardzo się cieszę, że nie tylko ja rzucam mięsem na niedoszłego, byłego itd.. Jaki to ma w ogóle sens?
      A samotność w te wakacje to już w ogóle katastrofa.
      Ogarniam dupę, słuchaj. Ogarniam!
      O masz, skoro zgadzasz się w 100% to tym bardziej się cieszę! :)

      Pozdrawiam i dziękuję:) I za komentarz i za próbę postawienia na nogi, a przede wszystkim za przeanalizowanie mojej osobowości. :)

      Usuń
  7. Jeju, nie mam pojęcia, co napisać... Może to, że płaczę? Nie umiem być obojętna na takie silne emocje... A najgorsze jest chyba to, że mnie zatkało.
    Masz talent i to ogromny, to uderzyło we mnie, wprost w moje serduszko. To jest po prostu świetne... I znów nie wiem, co powiedzieć...
    Po prostu pozdrawiam i weny życzę
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie uderzyłam zbyt mocno!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Hej, kochana :*

    Musze przyznać, że troszeczkę zaskoczyłaś mnie tym postem. Ostatnio było raczej luźno, a tutaj nagle pojawia się coś zdecydowanie odbiegającego od tego słowa. Może to jednak dobrze. Zmiany są nam czasami potrzebne, bo nigdy nie wiemy co czego nas za rogiem.
    Mam wrażenie, że każdy musi się czasami otworzyć i po prostu powiedzieć co mu leży na sercu. Nawet jeżeli wcale nie zależy mu na dobrych radach, słowach pocieszenia, czy co gorsza wytykania błędów i głupiej gatki "Wszystko będzie dobrze", kiedy tak naprawdę nikt nie wie, czy tak będzie - najprawdopodobniej tak właśnie będzie, jednak kiedy mówią to ludzie, którzy w normalnym dniu mieliby mnie kompletnie w dupie i tak też będzie minutkę po wypowiedzeniu tych słów, czasami naprawdę potrafią podnieść mi ciśnienie. Ludzie potrzebują po prostu czasami usiąść, powiedzieć co mają powiedzieć i nie dostać w zamian nic. Cisza potrafi być najlepszym lekarstwem. Tak samo jak czas.

    Cieszyć się szczęściem osoby, która teraz jest szczęśliwa z kimś innym jest naprawdę trudne. A przynajmniej w moim przypadku, bo wiem, że gdzieś tam głęboko, głęboko w środku i tak będę czuć zazdrość. Może będzie to tylko maluteńki fragment mnie i może nawet nie będę tej osoby kochać, ale sam fakt, że ktoś zajął moje miejsce boli. I to cholernie. Nie oszukujmy się, będzie boleć jeszcze przed jakiś czas. Tak jak jednak mówiłam wcześniej zmiany są nam czasami potrzebne i może z nich powstać coś cudownego - nawet jeżeli teraz, lub jutro, a nawet pojutrze tego nie zobaczymy. Będzie to trudne,a ze mnie żadna optymistka, jednak czasami pozostaje nam chyba nic innego niż czekać i mieć nadzieję na lepsze jutro.

    A otworzenie się przed innymi i wypuszczenie tego wszystkiego co mamy w środku na świat wydaje się całkiem dobrym początkiem ! :*

    Ściskam ! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji zapraszam do siebie na 7 rozdział ! :***

      Usuń
    2. Otworzenie się przed kimś jest strasznie trudne. Faktem jest jednak, że często nie potrzeba słów zrozumienia czy pitu-pitu o tym, że będzie dobrze. Czasami trzeba się po prostu wygadać i to pomaga (mi np. wygadanie się pomaga, gdy jestem wkurwiona....).
      Wejdę, oczywiście. Spróbuję w najbliższej przyszłości.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. O boże tak ! Chyba się już powtarzam, ale to naprawdę dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyną osobą, która tak robi. Czasami nawet zdarza się mi pokrzyczeć, ale potem.. oh ta ulga :))

      Usuń
    4. Krzyczę to ja notorycznie (aż wstyd się przyznawać).

      Usuń
    5. Żaden wstyd ! Uwierz nie jesteś w tym sama :P

      Usuń
    6. Dobrze, że mówisz. Teraz będę miała mniejsze wyrzuty sumienia (chociaż całkowicie się ich nie pozbędę). Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że krzyczę tylko jak muszę i zazwyczaj tylko wteedy, gdy ktoś naprawdę wyprowadzi mnie z równowagi.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawia mi samopoczucie fakt, że nie jestem w tym wszystkim odosobniona. I jasne, ciężko jest powiedzieć, że będzie dobrze i się tego trzymać, ale skoro już coś powiedziałam i postanowiłam to zamierzam się tego trzymać (taki to oto mój plan).
      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  10. Hej :)
    Nie mam pojęcia co napisać, pomijając już fakt, że totalnie powalił mnie poziom Twojego stylu pisania ( w pozytywnym sensie oczywiście )
    Kiedyś ja i mój najlepszy przyjaciel zaczeliśmy się spotykać, chcieliśmy spróbować czy z naszej znajomości wyniknie coś więcej, jednak nie udało się. Wynikło mnóstwo sytuacji, które zaszkodził naszej relacji :/ Teraz znowu wróciliśmy do przyjaźni i on dzwoni do mnie czasami, bym poradziła mu w sprawach sercowych albo kiedy pokłóci się ze swoją dziewczyną. Mimo, że naprawdę nigdy go nie kochałam, boli mnie gdy widze go z inną. W swoich zwierzeniach idealnie wszystko ujełaś, zjednoczyłaś ze sobą wszystkie zranione i odrzucone dziewczyny! :)) Czy ja cos do niego czuje? Jestem zazdrosna? Sama nie wiem, ale na razie nie mam ochoty na związki. Będę sama, kurde #ForeverAlone :D
    I dopiero teraz uwolniłam się od tego bólu, lżej zrobiło mi się na serduszku i wiem, że mogę ruszyć do przodu ;)
    To wszystko dzięki Tobie, gdybyś nie wybrała tego tematu na post i nie zaprosiłabyś mnie na swojego bloga na pewno nie wyrzuciłabym tego z siebie jeszcze przez lata.
    Dziękuję, pozdrawiam i weny życzę :*
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za docenienie mojego stylu. To jest coś, na co strasznie zwracam uwagę (i u siebie i u innych) i staram się jak mogę, żeby z każdym tekstem wypaść coraz lepiej. Wiadomo, raz jest lepiej a raz gorzej, jednak bardzo ciężko pracuję, żeby wychodziły fajne teksty, ciekawie zrobione.
      Zawsze zastanawiałam się, jak to jest zacząć chodzić z najlepszym przyjacielem. I niestety, ale moje przypuszczenia pokryły się z tym, co Ty opisałaś. Bywa fajnie, ale to jednak nie to. Zawsze coś nie pasuje. Może dlatego, że przyjaciel zna nas tak dobrze? Sama nie wiem, ale chyba nie będę próbowała. Żal byłoby mi stracić tę jedną osobę, która byłaby przy mnie w najgorszych chwilach... Bo jeśli coś by poszło nie tak, to czy on by został? Był obok? Szczerze w to wątpie.
      Spokojnie, jak będziemy forever alone to razem. Także nie ma co się przejmować. :D
      Cieszę się, że w jakiś sposób pomogłam :)
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  11. To w jaki sposób "ubrałaś" swój ból naprawdę zaskakuje. Dziewczyno napisz książkę! Życzę ci tego z całego serducha. Natomiast wracając do sprawy posta, każdy ma lepsze i gorsze dni... Każdy zawiera lepsze i gorsze znajomości... Każdy popełnia błędy. Nasze życie składa się z łańcucha skrajności, a człowiek musi się temu poddać... Rozumiem cię bardzo dobrze, bo sam czasami popadam w taki stan. W takich momentach najlepiej spędzić trochę czasu z osobami, które zapewnią ci szczęście i zrozumienie... :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś może książkę napiszę. Nie ukrywam, że to jedno z moich marzeń, ale nie przesadzajmy. Długa droga przede mną. Bardzo jednak dziękuję za wiarę i ciepłe słowa. Może Twoje życzenia się spełnią i faktycznie kiedyś coś napiszę. Może nawet dostaniesz pierwszą kopię do zrecenzowania :D W razie czego - masz to u mnie jak w banku.
      Takie osoby, które potrafią odwrócić uwagę od smutków są najlepsze!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Przeczytałam jeszcze zanim powiadomiłaś, ale nie miałam kiedy skomentować. Nie będę mówić, że mi przykro, bo to już pewnie słyszałaś i czytałaś. Ja Ci powiem, że Cię podziwiam. Bo ja na Twoim miejscu nie potrafiłabym się cieszyć z jego szczęścia. Mnie by rozsadzała złość na myśl o tym, że może być z inną, a każde potknięcie w ich związku rozmiałabym jako szansę dla siebie. Ale coż, taka juz jestem i nic na to nie poradzę. Dlatego zazdroszczę Tobie, że podchodzisz do tego tak racjonalnie. Jak to mówią: miłość oznacza przekładanie dobra czyjegoś nad swoje. I Ty to robisz, bo życzysz mu szczęścia nawet gdy Ty cierpisz. Co mogę doradzić? Nie roztrząsaj tego. Nie myśl co by bylo gdyby. Bo czasu nie cofniesz, a myśląc o przeszlości tracisz teraźniejszość. Najwidoczniej tak musiało być... Pobili i przestanie. Wiem, ze to może trochę hm...blahe, ale tak jest. Każdego da się zastąpić i wierzę, że niedługo sptkasz kogoś kto wywróci Twój świat w pozytywnym znaczeniu;) A wtedy się już nie wahaj!
    Trzymaj się kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jest ciężko. Ale co mi da, ślęczenie i zamartwianie się... Nic. Chociaż nie mówię, że tego nie robię, bo niestety mi się zdarza, ale staram się podchodzić do tego z rezerwą. W gruncie rzeczy wiem, że jest szczęśliwy i chwała jej za to, że tę radość mu zapewnia. jak się tylko dowiem, że jest odwrotnie to słabo z nią będzie.
      Teraz to nie wiem, czy chcę spotykać kogoś, kto mi świat wywróci. Trochę się tego obawiam.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  13. Chyba każdy w swoim życiu ma coś, czego bardzo żałuje. Rozważa wtedy wszystkie możliwości, które żadnymi możliwościami już nie są. Czasu przecież nie cofniemy, błędów nie naprawimy - możemy się tylko z nimi pogodzić.
    Nieszczęśliwa miłość jest bardzo bolesna, a przynajmniej mi się tak wydaje. Sama nie byłam tak prawdziwie zakochana, może co jedynie zauroczona, ale też niefortunnie. Pocieszam się tym, że kto nie ma szczęścia w miłości, ten podobno ma powodzenie z pieniędzmi, a moja wewnętrzna materialistka i sknera olbrzymia zdaje się to potwierdzać.
    W każdym razie podziwiam cię, że postanowiłaś stworzyć coś takiego. Taka swoista spowiedź jest dobrym sposobem na wygadanie się, a może przy okazji lżej na duszy się zrobi :) Jednak chyba takie gdybanie w niczym nie pomoże. Chociaż pewnie widok ukochanej osoby w objęciach kogoś innego nie jest najprzyjemniejszym doświadczeniem. Nie wiem czy potrafiłabym zostawić tę sprawę w spokoju, ale z drugiej strony nie wiem, co innego można by jeszcze zrobić. Chyba po prostu trzeba wyciągnąć z tego nauczkę na przyszłość i śmielej walczyć o swoje, jeżeli czujemy, że coś nasze może być.
    Wiem, łatwo się pisze, ciężej wykonać, ale życzę powodzenia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedną z takich rzeczy, których żałuję jest ścięcie włosów w podstawówce... Co mi wtedy strzeliło do głowy to ja nie wiem, ale weź człowieku potem je zapuść? O panie.
      Wiem, wiem. Trochę walnęłam z tymi włosami od czapy, ale staram się pokazać, że żałować można wszystkiego i najgorsze jest to, że nie możemy do tego wrócić i pogmerać w przeszłości, żeby to naprawić. Bardzo, ale to bardzo nad tym ubolewam.
      To ja nie bardzo mam farta z pieniędzmi... Co jest ze mną nie tak?
      Bardzo ciężko wykonać!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Pierwszy raz spotykam się z takim typem bloga i muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba! Jeden post, w dodatku nie za długi a tak silne emocje na mnie wywarł.
    Niestety, do tej pory nie było mi dane się zakochać, więc tylko mogę spróbować wczuć się w tekst.
    "Dawałam sobie radę z zapominaniem, tylko teraz tak jakoś wiele tych par i ciągle o tym wszystkim myślę. Ale czy chciałabym tak z nim? Może jedynie potrzebuje czyjejś bliskości. Jakiejkolwiek. Nawet nie o niego chodzi. Dusi mnie ta samotność. Ostatnio. Ale to nie jego wina." Ten fragment bardzo dobrze mnie opisuje i jest moim ulubionym z tego tekstu. Aż sobie chyba go gdzieś zapiszę!

    Ten blog jest genialny ♥ dodaję się do obserwowanych i czekam na więcej :* x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o kurde, teraz się zorientowałam, że dodałam nie z tego konta xD jakbyś coś to pisała Adminka Tyśka z bloga Falling to pieces :)

      Usuń
    2. Bardzo mi miło Cię tutaj gościć! Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej :)

      Usuń
  15. Nieźle to napisałaś... Jestem pełna podziwu.
    Każdy potrzebuje kogoś komu mógłby się wygadać, bo każdy ma takie dni, kiedy czuje się źle. Nie można być uśmiechniętym, zadowolonym i optymistycznym. Czasami trzeba sobie usiąść, ponarzekać, powspominać, te lepsze i gorsze dni.
    Nie zliczyłam ile razy napisałaś, że jest szczęśliwy. Może nie czułaś tego wtedy, może też nie do końca czuje teraz, ale to jest prawdziwa miłość. Jego szczęście jest dla Ciebie najważniejsze, to nic że Ty cierpisz, bo nie pisze, nie odzywa się jak obiecał, ale jest szczęśliwy. Wiesz o tym i Ty jesteś szczęśliwa też... Choć nie tak jak on... Ale może tak jak napisałaś, nie powinnaś siedzieć z założonymi rękami. Są wakacje, lato... Teraz tworzy się najwięcej romansów, a może jakiś skończy się lepiej niż myślisz? Może trafisz na tą najprawdziwszą miłość swojego życia?
    Ja swoją znalazłam i to wtedy gdy się całkiem nie spodziewałam. Może nie było to lato, ale równie piękny okres, wiosenny:)
    Powodzenia i pozdrawiam:)

    [kiimir.blogspot.com]

    PS ja napiszesz książkę to na pewno ja przeczytam nie raz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałoby się, ale nie wiem, czy aż tak ciągnie mnie teraz do tych spraw. Chyba najzwyczajniej w świecie trochę się zaczęłam obawiać. Ile takich krwawych sytuacji moje biedne serce będzie mogło znieść? Sama nie wiem.
      Pozdrawiam i cieszę się, że podoba się post :)
      A jak książkę napiszę (taaaa, za milion lat) to na pewno głośno o tym powiem :D
      Ściskam!

      Usuń
  16. Za każdym razem, gdy czytam takie fragmenty to cieszę się, że nie mam takim problemy. Bo ja u siebie mam dwie opcje: a) albo jestem za młoda, b) albo jestem niepełnosprawna uczuciowo.
    Nie wypowiem się na ten temat- zwyczajnie nie mam o nim pojęcia...
    Ja na swoim blogu (z przemyśleniami) najczęściej wyrzucam swoje emocje. Po półtora roku takiego ,,oczyszczania" stwierdzam, że jest to nawet lepszy sposób niż rozmowa z przyjaciółmi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również takie gaworzenie na blogu w jakiś sposób pomaga. Ponarzekać czasem trzeba, to jest wskazane - oby w umiarze.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  17. Masz totalnie super styl pisania. Tak niesamowicie lekko i przyjemnie się czyta. Co do samego postu to prawda jest taka, że trzeba komuś ufać i musimy komuś ufać. Każdy z nas potrzebuje takiej osoby dlatego też często się zdarza, że ufamy tej niewłaściwej. Po prostu każdy chce mieć kogoś bliskiego kto zawsze go wesprze i pomoże. Ja np znalazłam taką osobę w swoim chłopaku i wiem że moge mu powiedzieć totalnie wszystko i od 6 lat mnie nie zawiódł. Brak mi jednak prawdziwej przyjaciółki. Wszystkie niestety okazywały się zbyt mało zaangażowane w tą przyjaźń. :/
    Dodaje do obserwatorów i będziesz pierwsza na mojej liście jeśli chodzi o śledzenie nowych wpisów. :P Zresztą widze ze mam też sporo do nadrobienia. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba i że wylądowałam tak wysoko na liście. :)
      Gratuluję udanego związku i życzę kolejnych szczęśliwych lat!
      A z przyjaciółkami to bywa różnie, niestety...

      Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej nocy :)

      Usuń
  18. nie ma co duzo pisac po prostu jestes swietna ! ;o
    mogłabys poklikac u mnie ? http://faashionpashion.blogspot.com/2015/08/news.html

    OdpowiedzUsuń
  19. jesteś mega!!!! świetnie piszesz, super!

    mnie życie nauczyło nie ufać nawet samej sobie, tak jest łatwiej, wiesz ...
    kiedy się czegoś od kogoś oczekuje to można się nieźle zawieść , a jak nie czekasz to mogą Cię spotkać tylko miłe, zaskakujące niespodzianki
    Ludzie są jak ogień, czasem grzeją a czasem spalają.
    Nosek do góry, bo po każdym smutku przychodzi chwila radości .... i tak cały czas. NAJWAZNIEJSZE TO SIĘ NIE PODDAWAĆ I IŚĆ SWOJĄ ZAPLANOWANĄ DROGĄ. I starać się nie zbaczać z niej dla nikogo . . . zdrowy egoizm jest rzeczą pozytywną i normalną. Trochę nie rozumiem kultury polskiej, bo się wychowywałam z hiszpańskiej, ale z tego co widziałam i przeżyłam to jedni od drugich mogliby się wiele nauczyć ... :)
    o na przykład siesta :D po niej człowiek od razu nabiera pozytywnej energii i ma chęć do działania!!
    jak Ci smutno to pamiętaj el vino y una siesta :D

    miłego weekendu
    un beso :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę pamiętała!
      Dziękuję za komplement. Staram się pisać najlepiej jak potrafię.
      Ja też jestem raczje taką osobą, która woli się na stawić, że będzie źle, by potem móc się cieszyć, ponieważ wyjdzie coś pozytywnego. Problem polega też na tym, że jest marzycielką i mam wybujałą wyobraźnie. Koniec końców powstaje naprawdę dziwna mieszkanka.

      Pozdrawiam, AMIGO!! :)

      Usuń
  20. Świetny post, dobrze, że to z siebie wyrzuciłaś i zrobiło Ci się lżej :) Szkoda, że nie zaryzykowałaś, ale widocznie tak miało być, ja staram się kierować w życiu zasadą, że nic nie dzieje się bez przyczyny :)

    MonyikaFashion >klik<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała kierować się taką zasadą...
      Pozdrawiam!:)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)