5 typów klienta

21:10 Alice McDalvis 70 Comments



Czas, który spędziłam w sklepach różnej maści, zaowocował pomysłem na nowego posta. Jak na nietypową dziewczynę przystało od razu mówię, że zakupów nie lubię. Dobra, może nie pałam do nich nienawiścią i nie skamlę na samą myśl, że mam na nie iść, ale też nie jestem w stosunku do nich pozytywnie nastawiona. Raczej zakupy to przymus, a nie obowiązek. No bo co jest fajnego w łażeniu po sklepach (szczególnie jak ma się grosze w portfelu!)? Ja jakoś tych dobrych stron znaleźć nie mogę, ale nie o tym dzisiaj.
Postanowiłam stworzyć ranking pięciu typów klienta. Sama mogłabym dopasować do siebie kilka cech osób, które przedstawię poniżej. Nie wszystkie, ale niektóre z nich będą do mnie pasowały. Ponieważ jednak jestem raczej negatywnie nastawiona do tej formy rozrywki, skupię się na ludziach, których sama widziałam będąc po tej drugiej stronie sklepowego świata.

5 TYPÓW KLIENTA

5. Pytajnik
Jak sama nazwa wskazuje, ten osobnik uwielbia stawiać pytania. To taka osiedlowa Halinka, która wchodzi do sklepu i sieje totalny zamęt.
- A po ile te spodnie?
- A dlaczego tak drogo?
- A gdzie są warzywka?
- A czy dzisiaj jest jakiś upust na cukier?
- Nie sądzi Pani, że jest za ciepło?
- Pani to w sumie przy zimnym pracuje… Nie jest Pani za zimno?
Itd., itp..
Pytajnik musi wiedzieć wszystko. Dlaczego? Tego wyjaśnić nie mogę, ale chyba powinnam zazdrościć, bo dzięki ciągłemu zawracaniu głowy bezbronnym sprzedawcom czy innym klientom, przykładowa pani Halinka wie o wszystkich promocjach na wszystkich działach i we wszystkich sklepach. Takiej to dobrze.
Zazwyczaj jest to kobieta w wieku 45+. Mężczyźni raczej tak nie trują. Oni chcą tylko wejść, kupić co potrzeba i wyjść, a pogawędki z innymi zostawiają na wieczór przy grillu w towarzystwie kolegów z pracy.

4. Nikt
Nikt to taka osoba jak ja. Jest niezauważalna. Nie narzuca się innym. Nie szwęda się po sklepie (pewnie dlatego pół godziny szperam po półkach szukając mydła w osiedlowym hipermarkecie) i ma na wszystko wyjebane. Nikogo nikt nie zapamiętuje. Pojawia się i znika. Potem jest znowu i może kiedyś też wpadnie na expresowe zakupy, ale raczej niewiele osób zwraca na niego uwagę. Po prostu Nikt to ktoś, kto do sklepu wchodzi, bo ma interes. Żadnych przyjacielskich relacji nie zamierza tam zawierać.
            W tej grupie definitywnie przeważają panowie. Z jednej strony mnie to cieszy, bo wydają się dzięki temu rozsądni, ale w mojej głowie kołacze też myśl, że jednak przydałby mi się facet, który lubiłby spędzać godziny w centrach handlowych, marketach czy chociażby w nocnych. Facet, który nie miałby nic przeciwko noszeniu toreb wypchanych różnymi produktami (chemia, owoce, warzywa, ciuchy, buty) i którego mogłabym wysłać do sklepu, a on kupiłby wszystko, co miałby zanotowane na kartce (nawet, o zgrozo, np. podpaski).

3.  Dumna babunia
Kolejny typ klienta, który raczej pasuje do płci pięknej. Jasne, zdarzają się rozgadani starsi panowie, którzy chętnie pochwalą się swoimi wnuczkami, jednak to domena kobiet. Tak już zostałyśmy zaprogramowane, że lubimy sobie pogadać.
No i jest sobie taka Stasia, która ma wnuczka w moim wieku. I on też dorywczo pracuje! I też studiuje! On taki samodzielny, rodzicom chce życie ułatwić, stabilność sobie zagwarantować. A i dziewczynę ma (przemiła, doprawdy przemiła) to jej czasami coś kupi za te parę groszy, które zarobi…
Szczerze powiedziawszy to zastanawiam się po co one to wszystko mówią. Ludzie (tak sprzedawcy, hostessy, promotorzy, sprzątaczki, ochroniarze itd. to również ludzie) mają swoje życie, swoje problemy i swoje powody do dumy. Niekoniecznie chcą słyszeć o tym, jak Pani Gieni udał się wnuczusio (którego pewnie przekarnia – bo która babcia tego nie robi?? – i który wygląda jak sto nieszczęść).
Mnie szczerze powiedziawszy niewiele to interesuje. Chociaż przyznaję się bez bicia, że czasami podtrzymuję taką rozmowę. To jednak w akcie dobrego nastroju, tudzież desperacji. Dobrego nastroju, dlatego że jestem z natury dobrym człowiekiem. Desperacji, gdyż czasami tak tragicznie się nudzę, że taka rozrywka jest lepsza od żadnej.

2. Wredniś
Ten typ to zło wcielone, a nie człowiek. Zawsze, ale to zawsze winę zwala na kogoś, kto pracuje w sklepie. Nie ważne czy to kasjer, rzeźnik czy ciotka klozetowa. To jest taka osoba, która uważa, że jej się wszystko należy, bo ona kupuje. Wiadomo, płaci to wymaga – klient nasz pan.
Na rachunku jest błąd? Trzeba zrobić wielką aferę na pół hipermarketu. Niech wszyscy wiedzą, że blondynka przy piątej kasie nie umie liczyć! W koszulce pruje się nitka? To przecież wina pani, która akurat stała obok i zawieszała ciuchy na wieszakach. A niech, nie daj Boże, ktoś spróbuje się odezwać! Jak tak można? Do klienta mówić? Jeszcze zarzucać mu, że kłamie albo niepotrzebnie sieje panikę? Przecież o takich rzeczach trzeba głośno krzyczeć, z klientów idiotów robić nie wolno!
… Za to bydło z innych ludzi i owszem…

1.       Niemowa
Ani be, ani kukuryku… Niemowa pomija wszelkie zwroty grzecznościowe typu „dziękuję”. Nie wita się, nie żegna, nie mówi: „pocałuj mnie w dupę”. Nic, kompletnie nic, nawet jak ktoś się do niego odzywa pierwszy. Ten człowiek ma swój własny, ograniczony świat, do którego nikogo nie wpuszcza.
Jeśli czegoś szuka to najchętniej by gestykulował, bo po co marnować ślinę skoro można używać gestów? Po co strzępić język skoro można spojrzeć z dezaprobatą? Na cholerę otwierać usta? Można opowiadać za pomocą mowy ciała. Takie wzruszenie ramion przecież wszystko tłumaczy.


Na dzisiaj to raczej tyle. Aż sama się dziwię, że wyszło tak krótko. To dość niepokojące. Czyżbym traciła zdolność rozpisywania się? Nie wiem, ale zwalę wszystko na fakt, że jest zmęczona, chcę mi się spać i nie miałam czasu pomyśleć nad nowym tekstem, bo siedziałam w pracy. 

Macie jakieś swoje ulubione typy? Pasujecie do któregoś opisanego przeze mnie? 

70 komentarzy:

  1. Ja tam lubię chodzić po sklepach, typowa dziewczyna, no ale cóż.. buty. Jezu jak ja kocham buty. Ale fakt faktem - masz rację. Gdy grosze w portfelu,a cuda na wystawach lepiej zostać w domu i nie popadać w depresję.
    Pytajnik. Moje przeciwieństwo. Wolę sama sobie czegoś poszukać, a nie zawracać głowę ekspedientce. Czasami jak widzę wyraz twarzy niektórych, od razu zniechęca mnie do jakiegoś zapytania. Ale jak już absolutnie nie mogę znaleźć, wtedy dopiero się odzywam. Chyba, że jestem wśród znajomych... zawsze ja muszę być ta najodważniejsza i do kogoś podejść, inaczej szybko byśmy stamtąd nie wyszli:)
    Nikt to fajny ktoś. Nie wkurza Cię, nie irytuje. Po prostu sobie jest i nikomu krzywdy nie robi. O tak, zdecydowanie panowie. Zwłaszcza mój tata. 'Kup co masz kupować i wychodzimy' albo 'Po co ty tam wchodzisz, żeby tylko oglądać' (gdy wchodzę piąty raz do tego samego sklepu, bo nie mogę się zdecydować czy kupić sukienkę w tym, czy w tym drugim. O tak, wtedy zaczynają się schody).
    Dumna babunia to mi do mojej sąsiadki pasuje. Z godzinę mnie kiedyś trzymała. Nawet mama wyszła z domu, bo zobaczyła przez okno, że dalej tam stoję:)) ALE CO TAM ,ONA GADA I GADA I SIĘ NAGADAĆ NIE MOŻE. Bo jej wnuczek w akademiku zamieszkał i dziewczyny nie ma (propozycja matrymonialna, bo kto bogatemu zabroni). Ratuj panie Boże przed taką babunią.
    Wredniś tak! Ostatnio nawet byłam przed taką w kolejce. Bo jabłko jakieś takie dziwne, powinno być inne. Już mnie tam szlag trafiał, ale byli też za mną już inni ludzie, więc zmienić kasy nie mogłam. Co tam, że piętnaście minut jabłka kupujesz. Targuj się dalej, ja mam czas!
    Do niemowy akurat nie mam żadnych zastrzeżeń, przecież używanie języka do kontaktów międzyludzkich jest niepotrzebne. Po co się odzywać, jak można wskazać ręką. Zbędne spalanie kalorii...
    Tak z innej beczki to jakaś starsza babcia mnie pomyliła z ekspedientką. Stoję i przeglądam wieszaki, czekam aż przyjaciółka wyjdzie z przymierzalni, ktoś mnie szturcha w rękę. 'Przepraszam to tylko ten rozmiar?'. Zmroziło mnie trochę, uśmiecham się jakośgłupio i tłumaczę, że się pomyliła. Potem się zastanawiałam ,czy ja serio już tak staro wyglądam, że mnie ludzie za dorosłą mają.. albo jak ci jakieś małe dziecko 'dzieńdobry pani' na ulicy powie. Wtedy to już serio w depresję wpadam.
    Czekam na kolejny post!
    I zapraszam do siebie, dodałam nowy rozdział. Miło by było, gdybyś wpadła i powiedziała, co sądzisz:) >>> http://make-me-heart-attack.blogspot.com/

    L x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha najgorsze to są okresy promocyjne, kiedy u mnie w portfelu są pustki. Wtedy to nawet nie wchodzę do centrów handlowych...
      Mój tata ma podobny stosunek do zakupów. Jeszcze czasami pieniądze wyłoży. Potem tylko rzuca: "Idź, ty nie za długo, bo nie będę siedział tutaj pół dnia!".
      Hahaha, aż mama po Ciebie wyszła? A sąsiadka co na to? Opowiadała i jej o fascynującym życiu, z którego można by napisać scenariusz i dać w takich produkcjach jak "Dlaczego ja?" czy "Trudne sprawy"?:D
      O tak. Najgorsze są te dzieciaki, które mówią "pani". Dobra, 20 na karku, ale i tak nie lubię tego zwrotu. Jestem Magda. Po prostu Magda. Nie żadna "pani".
      Na pewno wpadnę! Pytanie tylko kiedy...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Cały sezon "Trudnych spraw" by się dał napisać, uwierz. Ciekawe życie ma ta kobieta, no nie powiem, że nie:))

      Usuń
    3. Musisz jej powiedzieć, żeby scenariusze im podrzucała! Może trochę zarobi!

      Usuń
  2. Świetnie napisany post, masz super styl pisania. Czuć w Twoim języku swobodę :))
    Oryginalny post! :D Osobiście uważam, że najbardziej pasuję do typu "Nikt".
    Tak bardzo prawdziwy post :')

    justsayhei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za komplement serdecznie dziękuję :)
      Dużo jest ludzi określonych przeze mnie jako "Nikt". Naprawdę mnie to pociesza.

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  3. Ja tam uwielbiam gadać z ludźmi, gdzie popadnie. to świetna alternatywa na nudę albo podróż metrem/autobusem/tramwajem, czasem nawet pieszo. Rozmawianie z nieznajomymi, o których się zapomni po godzinie jest mało zobowiązujące, więc nie ma tego stresu, jak przy poznawaniu nowej, ważnej osoby. "Dumne babunie" są do przeżycia ;). Najgorsze są Wrednisie.
    Truth of Thunder | Heaven in Black

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że rozmowa i poznawania nowych ludzi to fajna sprawa, ale czasami po prostu... Po co niektórzy zawierają głos? Tego nie rozumiem, tym bardziej nie czaję kontynuowania monologu, gdy widać, że np. ja nie jestem skłonna do pogawędek.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Fajny post ;) Co ty gadasz że to jakaś tragedia.
    Ja lubie robić zakupy, ale bez płci przeciwnej ;)
    Bo zawsze kobiety idą coś zobaczyć na pięć minut, a wracają po godzinie ;>
    Ja jestem bardziej jak ty to nazwałas Pytajnikiem, lubie zadawać pytania. A czemu tak drogo?, może jakiś rabat? ;) I wtedy wśród innych wychodzi tak zwany Wredniś, i z tego pytajnika staje się Niemową ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post mi się nie podoba, szczerze się do tego przyznaję. Może faktycznie tragedii nie ma, ale go nie czuję. A jak ja - jako autorka - nie czuję tekstu, który stworzyłam to jest kicha.
      To Ty zadajesz mnóstwo pytań! Na pewno Twoje zakupy nie trwają 5 minut:D
      3 w 1? Kamil, zadziwiasz:D

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. U mnie niestety jest inaczej, bo stoję po drugiej stronie barykady.
    Tak się składa, ze pracuje w jednej z wysokoobrotowych drogerii i niestety mam stycznośc ze wszystkimi typami klientów. Ale uwierzcie, nic tak mnie nie wkurza jak widok codziennie tych samych klientek, które robią kilometry szwendając się po sklepie czasami nawet po godzinie czasu, a następnego dnia i tak przyjdzie i zapyta co gdzie stoi, bo ona tu rzadko zagląda! No szlak może trafic, ale lepsze są tz "kociary" kupują żarcie dla kota i pytają czy to dobre i czy jej wybredna kicia będzie chciała to jeśc.
    Ech, jeśli już mam wybierac, to chyba życzyłabym sobie jak najwięcej klientów pokroju "Nikt" :)
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak! Też mnie to zastanawiało. Jak można robić zakupy w tym samym sklepie niemal codziennie i jeszcze naprzykrzać się z pytaniami typu: "A gdzie mogę znaleźć...?". Istna tragedia.
      Hahahahha naprawdę ktoś pyta o to, które żarcie dla kota jest lepsze? To tego jeszcze nie słyszałam.

      Pozdrawiam i pamiętam, żeby do Ciebie wpaść. Potrzebuje jednak kilku dni. Do wtorku powinnam się uwinąć:)

      Usuń
    2. Ja pytam, ale to w zoologicznym, bo oni chyba mają obowiązek wiedzieć takie rzeczy, które ma więcej białka, które jest dla wybrednych. Choć tu to pytałam chyba raz, czy dwa, teraz to wchodzę i kupuję, bo wiem już które kot lubi.
      Pytam też o parówki, czy są z mięsa, czy z jakiś odpadów, ale to przez wzgląd na dzieci.
      Ja w ogóle jestem bardzo fatalnym typem klienta, bo ... może przykład:
      Kupuję bluzkę, o ile dla siebie to jeszcze pół biedy, ale jak jeszcze do tego dla dziecka lub męża, to nie dosyć że sprzedawca się wkurza, to moja rodzinka też, bo wtedy jest takie:
      - Ta dobra?
      - Dobra - odpowiada mąż albo dziecko.
      - Niech pani da numer większą, bo może będzie lepiej leżeć - ja do sprzedawcy.
      - Jak pani sobie życzy. - człapie po większą.
      Tu jest westchnięcie albo przewrót oczami u mojego męża, albo dziecka.
      Bluzka dociera i co ja na to?
      - A są w innym kolorze, bo może by lepiej do oczu pasowały?
      Nie chciałabyś mnie mieć za klientkę.
      A przy butach potrafię rzucić:
      - Te lepiej na mnie wyglądają, czy te, jak pani uważa? - Ja wiem, że ją to nie obchodzi, ale jest od tego by doradzić, tak? Jak nie chciała doradzać, mogła iść do pracy na kasie w TESCO, a nie do CCC. (To tak żartem, bo ja zawsze staram się być miła).
      Ale mam kolegę, co też jest takim pytajnikiem, co prawda byłam z nim tylko w sklepie odzieży sportowej, ale jak się zapytał:
      - A te buty, to są na poduszce powietrznej, jak Air Maxy, czy na gumowej? - no to mnie szczena opadła.
      W innym sklepie zapytał się o koszulki Lacoste, tylko by guziki miały z masy perłowej.
      Taki z niego po prostu bardziej koneser niż pytajnik.
      Potrafił też wejść do HiM i:
      - Dzień dobry pani, dżinsy bym chciał dostać, czarne, albo ciemne, ciemno szare, nie granatowe, no i z jasnymi nićmi, tymi obszyciami, rozmiar taki i taki, nie będę przymierzał, nie mam czasu. Pani szybko już pójdzie znaleźć. - tak więc i z wrednisia coś ma.

      Usuń
    3. Ja ostatnio byłam zmuszona kupić nowy telefon. Nie wiem, może to dziwne pytanie, ale musiałam je zadać sprzedawcy - Czy telefon ma miejsce na dwie karty? Ten skołowany, odpowiada, że chyba tak. Po pięciu minutach siłowania się z moim nowym nabytkiem stwierdził, że chyba jednak na jedną - małą. Po kolejnych 5 minutach zmienił zdanie, twierdząc, że raczej wejdzie ta duża. 4 minuty później mocował się po raz kolejny z małą.
      Z ciekawości po powrocie do domu zajrzałam do środka. Nie dojże miejsca było na dwie karty + karte pamięci to jeszcze kurde był rysunek jak to wszystko włożyć.
      Nie wiem, kogo oni zatrudniają w tych sklepach, ale czasami to ręce opadają....

      Usuń
  6. Hah, lubię Twój humor, zAwzze mnie rozśmieszysz. Babcia i wrednjs-w dziesiątke po prostu ;) sorry ze nie napisałam komenatrza pod poprzednim postem ale nie miałam czasu. Jednakże przeczytałam i myśle ze wiem co czujesz. Często tak jest ze samemu nie wie sie co dokładnie sie czuje ale żałuje sie ze nie miało sie odwagi aby spróbować skę zaangażować ... Czekam na następny piątek z niecierpliwoscią. Codawiramurs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie gniewam się, absolutnie :) Sama mam ostatnio znacznie mniej czasu i potem zaległości robią mi się straszne (za co przepraszam wszystkich, którzy czekają na komentarz ode mnie).
      Cieszy mnie, że nadal potrafię rozbawić. To bardzo cenna - wg mnie - umiejętność.
      Żałuję bardzo, ale nic na to już nie zdziałam :(
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Ja całkiem lubię chodzić po sklepach, chociaż najlepiej, jak zrobię wstępne rozeznanie, przeglądając strony sklepów w internecie. Wtedy przynajmniej mniej więcej wiem, czego gdzie szukać i co jest warte obejrzenia.
    Takim rozgadanym ludziom chyba po prostu się nudzi, obojętnie czy są to ci lubiący się chwalić członkiem rodziny, czy tacy, którzy zadają mnóstwo pytań.
    Sama chyba należę do kategorii "nikt". Nie lubię się rzucać w oczy, zadawać zbędnych pytań, a zazwyczaj dzięki rozeznaniu w internecie wiem mniej więcej, czego szukam.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak często robię z ciuchami. Najpierw sprawdzam internet (na zakupy przez to medium jeszcze się nie zdecydowałam. Jakoś mnie przeraża to, że mogą nie trafić z numeracją...) a dopiero potem decyduje się na wędrówkę po sklepie. Tak np. szukałam kurtki (i żałuję, że ją kupiłam. 130 zł wydałam w Housie, a kurtka po pierwszym praniu straciła kolor:):):))
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też cicho mówię. Co dziwne, nawet czasami tego nie zauważam. Wydaję mi się, że mówię normalnie, a ludzie twierdzą, że mnie nie słychać... Dziwna sprawa...
      Nie spotkałaś dumnej babuni? Jeszcze tyle przed Tobą! Ten typ jest spotykany nie tylko w sklepie, ale też na ulicy, w autobusie, gdziekolwiek.
      Te paniusie to już w ogóle szczyt chamstwa. Kasjerzy i w ogóle pracownicy sklepów zapieprzają za marne grosze, odpoczynek im się należy, a tu jeszcze ktoś się panoszy...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Ja jak na typową dziewczynę przystało zakupy uwielbiam. :D I właściwie jest mi bez różnicy czy chodzę po Zarach, Haemach, Mohitach i szukam ubrań, czy buszuję po ciucholandach, czy szaleję w sklepie ze zdrową żywnością (tak, mam na tym punkcie obsesję. Ale to nie moja wina, że tamtejsze pomidory to jedyne, które smakuję jak te prawdziwe, z mojego ogródka). Albo w drogeriach, ooo tak. To też uwielbiam. <3
    Ale jestem typem nr 4, high five! Jeśli już muszę zapytać o coś sprzedawcę to najpierw przez 10 minut przepraszam, że zabieram mu/jej czas i sprawiam kłopot (naprawdę...). Nie wiem, jakoś zawsze sama przeglądam wszystkie półki, wieszaki, stosy ubrań. To poczytam jakiś skład, to działanie. To, czego szukam, zawsze znajdę, a często odkrywam masę innych, fajnych rzeczy.
    A co do takiego idealnego faceta - ha, kto by nie chciał! Mój po podpaski w życiu by nie poszedł, ale! Kiedy ciągnę go po sklepach to zazwyczaj nie marudzi. :D
    Pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciucholandy to ostatnio ulubione sklepy mojej siostry. :D
      O jezu, tak napisałaś o tych pomidorach... Muszę powiedzieć, że ja nie cierpię owoców z hipermarketu, chyba że to np. arbuz i tego typu rzeczy. Całą resztę, którą uprawia się w Polsce wolę kupować na targach. Jakoś mniej w nich chemii i wyglądają jak prawdziwe owoce/warzywa (nie są specjalnie polerowane, że aż przejrzeć sie w nich można, co mnie odrzuca).
      Hahahah taki niedobry? Ja to zazdroszczę wszystkim paniom, którym faceci takie rzeczy kupują, bo jednak - o dziwo - czasami można znaleźć takich w supermarketach. :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ja kiedyś też zakupów nie lubiłam, ale to chyba dlatego, że trzeba było latać po całym mieście, żeby coś znaleźć. A odkąd powstała galeria i wszystko jest zebrane do kupy, to jakoś bardziej się przekonałam do zakupów. Zwykle tylko nie chce mi się tam iść. Gorzej z zakupami spożywczymi, bo nie masz nawet połowy koszyka, a stówa już gdzieś wyfrunęła. :)
    Nikt pasuje do mnie jak znalazł. Nie lubię się rzucać w oczy, odzywam się tylko kiedy muszę i wszyscy są zadowoleni. A ja najbardziej. :) Do pytajników nic nie mam, dopóki nie zaczynają nawijać do mnie. Typu trzeciego chyba nigdy nie zrozumiem, bo z natury jestem raczej skryta. Mnie nie obchodzą ich sprawy, oni nie powinni się interesować moimi. Ale czasem warto posłuchać takiego człowieka, można się dowiedzieć tylu ciekawych rzeczy. :D Na wrednisia to jeszcze chyba nie trafiłam, albo nawet nie pamiętam, ale to może i lepiej. Czasem jestem też niemową. Aż wstyd, ale co poradzić. Pracuję nad sobą, ale stare nawyki zostają.
    Ja to uwielbiam klientów egoistów. Stoi w supermarkecie przed lodówką i wybiera te jogurty przez pół godziny. Nie ważne, że za nim kilometrowa kolejka, bo inni też potrzebują czegoś z tej lodówki. Potem sobie stanie z koszykiem na środku przejścia. Inni nie mogą go minąć ani z prawej, ani z lewej, żadne przepraszam nie działa. Uwagi typu 'może by się posunęła, inni też chcą przejść' do koleżanki obok, ale tak, żeby pani usłyszała, też nic nie dają. Przy kasie jak stanie to będzie godzinę grzebała w portfelu w poszukiwaniu drobnych, żeby na końcu powiedzieć, że jednak nie ma i kazać biednej kasjerce wydawać ze stówy, a kupi ledwie bochenek chleba i masło. Żyć nie umierać jak się trafi na takiego klienta.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Spożywka to coś najgorszego na świecie. Moja mama cały czas się dziwi, dlaczego tyle pieniędzy wydaję na jedzenie, ale co ja poradzę, że kupię sobie cokolwiek, żeby móc zrobić coś do żarcia w mieszkaniu i wychodzi 40 zł... To jest istna tragedia, bo koszyk wydaje się całkowicie pusty, a jednak pieniądze się rozchodzą w zastraszającym tempie. I chociaż chciałabym oszczędzać to stwierdzam, że nie wiem jak O.o
      Wrednisia na pewno byś zapamiętała. Gwarantuje. Zapadają w pamięć.
      Egoiści! Tak. Dopisuję do listy!
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Oj nie zgadzam się co do pytajnika jeśli chodzi o mężczyzn. Pracowałam w sklepie, więc wiem, że faceci czasem zadają o wiele więcej pytań i paradoksalnie czasami to ich więcej interesuje niż kobiety! Poza tym faceci to najwięksi plotkarze choć sami się do tego nie przyznają (a nie! Mam kolegę, który otwarcie mówi, że plotkuje z kumplami:D )
    3. A co taka babcia ma innego do roboty? Młodsze osoby zajmują się praca, obowiązkami, dziećmi albo szkołą. Mają przyjaciół z którymi imprezują albo własne sprawy.A taka babcia Stasia, Gienia czy inna to bardzo czesto kobieta która już nie ma co robić... A bardzo czesto nie ma się też do kogo odezwać bo rodzina żyje swoim zyciem. Więc do kogo ma gębę otworzyć? Do księdza, sąsiadki albo pani w sklepie. Człowiek to istota stadna ;)
    Dwójkę bym zabiła, a jedynka mnie śmieszy:D

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? To ja jeszcze takiego faceta nie spotkałam, chyba że musiał zapytać o to, gdzie leży miód, bo nie mógł go znaleźć. Na tym koniec. ;D
      A co do plotkarzy to jednak uważam, że faceci też plotkują tylko w przeciwieństwie do kobiet nie chcą się przyznać. ;D
      Oczywiście - człowiek to istota społeczna i potrzebuje innych, żeby żyło mu się dobrze. Czasami jednak nie ma się ochoty na rozmowy, szczególnie z nieznajomymi osobami.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Ja chyba jestem typem "Nikt" tak sama jak i ty :D W ogóle to genialny pomysł na post, nigdy jeszcze takiego nie widziałam. Pozdrawiam!
    Zapraszam do mnie na nowy post
    http://weliveaswedreamaloneq.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejdę jak tylko znajdę chwilkę czasu. Kolejka mi się niestety tworzy.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  13. Jak pracowałam na kasie kiedyś, to pierwszy tydzień zdarzali się klienci "to co zawsze", a widziałam ich pierwszy raz na oczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Klienci, oh tak to zdecydowanie temat przewodni miesiąca z moich wakacji. Podczas pracy w sklepie spotkałam każdego jednego z wymienionych wyżej. Dodatkowo pojawiali się też "łowcy rabatów". Charakteryzowali się tym, iż najpierw dopatrzyli się jakiegoś ubytku bądź też skazy na towarze, a później przybiegali do kasy ze słowami "Przepraszam! Tu wystaje nitka, będzie jakiś rabacik na tą bluzeczkę?" Jasne! Co mi tam, przecież dopłacę ze swojej kieszeni nie? I to było notoryczne. Dzień w dzień. Ja rozumiem, że każdy oszczędza jak może, ale ludzie. Zlitujcie się nad biednymi pracownikami cholernych sieciówek! My naprawdę, wbrew pozorom, nie mamy takiej mocy, aby dawać wszystkim po kolei rabaciki :)
    Co więcej! Większość tych łowców to właśnie panowie! Ogólnie podczas pracy w tym sklepie zauważyłam, że mężczyźni są bardziej niezdecydowani niż kobiety. Przebierają, wybierają... A bo to kolor za jasny, a bo to za ciemny, a bo taki pomarańczowy to nie dla niego, a bo bluzka za dużo nadruków ma, a bo kołnierzyk nie taki... No kosmos :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja sądziłam, że kobiety są bardziej niezdecydowane a tutaj taka niespodzianka.
      O "łowcach rabatów" słyszałam, ale nie sądziłam, że z nimi to aż taki problem. Sama ich bowiem nie spotkałam.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  15. lubie zwiedzac sklep i umilac kasjerce dzien mowiac milo dzien dobry dziekuje do widzenia
    njbardziej pasuje do mnie Nikt
    babci Staś to nigdy dość haha
    http://szarpana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze! Oby więcej takich ludzi!
      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  16. Do mnie też najbardziej pasuje Nikt. Chociaż czasem lubię pochodzić po sklepach, o ile mam odpowiednią ilość wolnego czasu i nie ciągnie mnie do domu, by zająć się czymś, co akurat w danym czasie interesuje mnie dużo bardziej. No i nie może być to żaden okres przedświąteczny, bo widząc tłumy, dostaję białej gorączki. Zresztą nigdy nie rozumiem ludzi, którzy za zakupy świąteczne zabierają się na ostatnią chwilę.
    Nigdy nie pracowałam w sklepie, jednak typ Dumna babunia irytuje nawet pozostałych klientów. Jest kolejka, każdy pewnie się spieszy, bo ma jakieś inne sprawy na głowie, a taka stoi i gada w kółko o swoim życiu, ani trochę nie przejmując się innymi ludźmi. A ekspedientka zamiast to przerwać i zacząć obsługiwać pozostałych, to rozmawia w najlepsze.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed świętami zdarzają się dobre promocje, dlatego ludzie tak gnają do sklepów.
      To już zalezy od ekspedientki. Ja to bym od razu przerwała ;D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  17. Hejo kochana! :3
    Hm. Hm. Hm. Ja chyba właśnie pasuję najbardziej do tego: Nikt. Ale to zależy, w jakim jestem sklepie xD Choć trzeba przyznać, że nie znoszę zwracać na siebie uwagi. To dla mnie katusze xD W sklepie zazwyczaj staram się szybko załatwić sprawę, ale jak kupuje ciuchy... O jo joj. Potrafię kilka razy przylecieć wszystko dookoła i to na nic się nie zdecyduję. Czasami trudno mi znaleźć to, co będzie mi odpowiadało xD
    Hehe. Osoby, które o wszystko pytają, rzeczywiście potrafią nieźle wkurzyć.
    Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z ciuchami to mam tak, że biorę to, co mi się podoba i po sprawie. najbardziej na świecie nie lubię np. zakupów z moją mamą, bo ona zawsze wybiera jakąś beznadziejną rzecz, pokazuje mi, mówi, że ładnie bym wyglądała, a potem się dziwi, że się wkurzam i idę dalej w cholerę.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Hehe. Z moją mamą mam tak samo. Czasami kupuje mi ciuchy ( a mamy zupełnie inne gusta ), a później dziwi się, że nie chcę w tym chodzić. Tak samo jest z babcią xD
      Ja też kupuję to, co mi się podoba, ale czasami naprawdę trudno jest znaleźć coś, co przypadnie mi do gustu :P

      Usuń
    3. No ja mam podobnie. Bardzo dużo ciuchów mi się podoba, ale np. ich cena mnie odstrasza, bo sorry,a le wydać 80 zł za zwykły T-shirt? Nieee.

      Usuń
  18. Ja osobiście bardzo lubię zakupy. Tyle butów, bluzek, sukienek - raj dla moich oczu. Szkoda tylko, że wszystko drogie jak cholera. D:
    Ogólnie to wydaje mi się, że nie pasuje do żadnego z przedstawionych typów klienta, aczkolwiek nazwałabym się "kup to, kup tamto". Nie mam pojęcia czemu, ale zawsze doradzam ludziom w czym wyglądają lepiej i co powinni kupić. Czy to pójdę z mamą, koleżanką, bratem zawsze im powiem co mają kupić. Nie byłoby to w sumie takie dziwne gdyby nie to, że tak samo "pomagam" ludziom, których kompletnie nie znam. XD
    Wychodzi jakaś dziewczyna i się prezentuje w jednej, drugiej, trzeciej sukience jej mama chce już coś powiedzieć i nagle mi otwiera się buzia i zaczynam mówić jak to ładnie wygląda w sukience numer trzy, i że tamte ją pogrubiają lub "to w ogóle nie twój kolor". Nie mam pojęcia czemu, ale to się dzieje tak samo z siebie zanim w ogóle zdam sobie sprawę, że coś mówię.
    A później się dziwie dlaczego biorą mnie za pracownika sklepu. Prawie zawsze jak jestem w jakiś sklepie podchodzi do mnie jakaś dziewczyna lub starsza pani i pyta "a dzisiaj wszystko 20 procent taniej, tak?", "a gdzie mam to odwiesić?", "jest większy rozmiar?", "tylko ten kolor macie na stanie?". A ja takie "ja tutaj nie pracuje". Mina tych kobiet - bezcenna. Od razu całe czerwone na twarzy zaczynają przepraszać, a ja się tylko śmieje. Nie mam pojęcia czy to dobrze czy źle, że biorą mnie za pracownika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę tak robisz? Przydałabyś mi się na zakupach:D W jakich sklepach i w jakim mieście mogę Cię znaleźć?:D
      Też mnie często mylą w sklepie, nawet jeśli wcale tam nie pracuję, z pracownikami. Ludzie mają to do siebie, że nie są spostrzegawczy albo się śpieszą i stąd całe to zamieszanie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  19. Ja na zakupy lubię chodzić, ale koniecznie w towarzystwie, bo jeżeli muszę iść sama, to aż mi się wszystkiego odechciewa i biegam po tych sklepach, jak małe tornado - wpadając, zgarniając potrzebną rzecz i wypadając czym prędzej się da.
    Jedynie z kimś znajomym mogę się włóczyć bez celu.
    Ja w zależności od humoru chyba pasuję po troszku do każdego opisanego typu. No może nie do każdego, ale do kilku bym się dopasowała.
    Pytajnik - raczej nie. No spytać, jak trzeba to trzeba, ale raczej działa to w drugą stronę. Strasznie irytują mnie nadaktywne ekspedientki, które swoją uprzejmością w tyłek klientowi chcą wejść. I nie wystarczy im, że powie się raz, a stanowczo "Nie dziękuję. Na razie tylko oglądam". Będzie to to za tobą chodzić po sklepie, chyba po to, żebyś szybciej z niego wyszedł.
    Wrednisiem to ja jestem, jak mam cholernie zły nastrój, a ktoś na siłę wysyła mnie po zakupy. Wtedy wszystko mnie irytuje i wcale się z tym nie kryję. Wkurzają mnie wtedy drobnostki takie, że ktoś idzie zbyt wolno albo blokuje wózkiem dostęp do półki, z której ja akurat potrzebuję czegoś. No, ale to takie pojedyncze przypadki. Zwykle jestem oazą spokoju :D
    Z niemową nie mam zbyt wiele wspólnego, chyba, że się zablokuję, co mi się niekiedy zdarza w kontaktach z innymi ludźmi. Przeklęta nieśmiałość ;)
    Dumna babunia na złość mi nie działa, kiedy akurat jestem w normalnym humorze. Bo kiedy jestem wkurzona... No to wtedy nawet staruszkowie muszą się mieć na baczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadaktywne ekspedientki z własnej woli tego nie robią, taką politykę po prostu przyjął sklep i one muszą latać i pytać, czego ja np. zarówno jako pracownik i jako klient, nie lubię.
      A jak ma sie zły nastrój to totalnie nic nie pomoże ;D

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. W większości pewnie masz rację, ale znam parę sklepów, gdzie takimi nadaktywnymi ekspedientkami są głównie ich właścicielki. Niby chcą zachęcić, ale głównie odstraszają i powodują, że nawet jak coś mi się spodoba, a zalewają mnie potokiem słów, to robię w tył zwrot i najczęściej do sklepu takiego już nie wracam.
      PS.
      Zapraszam na nowość do mnie w wolnej chwili :)

      Usuń
    3. Taak, tu Ci przyznam rację. Sama tak mam. Też nie lubię, gdy mi ktoś łazi za dupą i patrzy co biorę i czy serio biorę, a jak nie biorę to chcę sprawić, że jednak wezmę (powtórzenia użyte specjalnie:D).
      Dodam do zakładek i może dzisiaj (najpóźniej jutro) zajrzę:)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  20. Witaj! Czytałam pewne opowiadanie, zerknęłam na komentarze i zobaczyłam w nich link do Ciebie... i postanowiłam zaglądnąć. Przeczytałam ten post i jestem pewna, że zostanę tutaj na dłużej. :)
    Przy tym poście uśmiałam się bardzo serdecznie, a kilka razy ze zrozumieniem pokiwałam głową. Wprawdzie nie pracowałam w sklepach zbyt wiele, ale wspomniane przez Ciebie typy spotykałam często. Nagminnie pojawiał się wredniś, który o byle pierdołę natychmiast chciał widzieć kierownika. Przecież wszyscy muszą wiedzieć, jak pani X została skrzywdzona!
    Typem, który chyba mnie najbardziej irytował, jest jednak niemowa. Nie rozumiem, jak można tak całkowicie zignorować drugiego człowieka, który do mnie mówi. Sprzedawca pracuje niekiedy naprawdę bardzo ciężko i na pewno będzie mu milej, gdy klient potraktuje go z szacunkiem, a nie jak służbę. Powiedzenie "dziękuję" to naprawdę nie jest duży wysiłek.

    Wydaje mi się, że ja sama jestem typem "Nikt". Prawdopodobnie wynika to z prostego faktu, że... nienawidzę zakupów. Okropnie męczy mnie chodzenie po sklepach, zwłaszcza z ciuchami i chyba nigdy nie zrozumiem, jak można z tego czerpać przyjemność. Ja wybieram się na zakupy kiedy już naprawdę muszę, bo na przykład właśnie rozwala mi się ostatnia para dżinsów. XD I kończy się to tak, że kupuję trzy lub cztery pary i wybiegam ze sklepu myśląc "do zobaczenia za dwa lata *.*" :D

    Co do komentarza Moni - z doświadczenia wiem, że sprzedawczynie niekiedy dostają polecenie, by chodzić za niektórymi klientami i dyskretnie ich obserwować. Niektórzy kierownicy sądzą, że jak ktoś "za długo" kręci się po sali i "zbyt uważnie" ogląda towary to znaczy, że ma zamiar coś ukraść. Naprawdę. -.-

    Pozdrawiam ciepło,
    Valakiria
    Legendy Verionu: Iskra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że postanowiłaś wpaść i że ze mną zostaniesz. Naprawdę mi z tego powodu miło.
      Dokładnie. W Niemowie jest właśnie najgorszy ten brak szacunku. Bo ja rozumiem, że ktoś nie lubi się odzywać albo nie ma ochoty na gadkę, ae jednak kultura osobista wymaga, żeby na "Dzień dobry" odpowiedzieć.
      Hahahha bardzo ciekawy sposób na zakupy. To ja jeszcze nie jestem tego typu przypadkiem. Czasami nawet z własnej, nieprzymuszonej woli wchodzę do sklepu i się rozglądam także widzisz. Można :D

      Taka ostrożność wśród sprzedawców jest szczególnie ceniona w okresie promocji. Z bólem serca to mówię, ale jednak w czasie, gdy ceny w sklepie spadają ludzie zaczynają zachowywać się jak bydło i kradną na potęgę.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. O masz. Tak bardzo chciałam już czytać wcześniejsze posty, że aż zapomniałam napisać o czymś, o czym w sumie przede wszystkim chciałam powiedzieć :D
      Jest taka książka, bardzo w temacie tego wpisu - "Udręki pewnej kasjerki", autorstwa Anny Sam. Nie wiem, czy znasz tę publikację, ale szczerze polecam. Autorka, absolwentka literatury, przez osiem lat pracowała na kasie w supermarkecie, zdobywając bezcenne doświadczenia. W swojej króciutkiej książeczce dzieli się przemyśleniami na temat zachowań ludzkich w sklepach oraz pełnego przygód życia kasjerki. Przez całą książkę śmiejesz się i śmiejesz... po czym nagle dociera do Ciebie, jaki to gorzki śmiech. Polecam, zwłaszcza na wakacje. :D
      No, to tyle. Czekam na kolejny Dziennikarski piątek... ach, no i dziękuję za odwiedziny u mnie :3
      Pozdrawiam,

      Valakiria

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę, że mogłam Cię odwiedzić!
      Jesli chodzi o książkę to nie czytałam, ba!, nie słyszałam o niej, ale zdecydowanie to jest coś, czego mi teraz potrzeba. Odpalę "Lubimy czytać", zaznaczę, że muszę tę pozycję skonsumować, a przy okazji odwiedzę internetową stronę biblioteki żeby się przekonać, czy coś takiego w ogóle znajdę. Bardzo dziękuję za polecenie!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. Chyba zaliczam sie do klientek typu nikt, gdyż ja wchodzę do sklepu w konkretnym celu. Sama kiedys prowadziłam sklep i wiem ile energii potrafią wysysać ludzie, dlatego sama nie narzucam się i nie zagaduję . Czas każdego jest bardzo cenny a gadanina przez cały dzień potrafi być wyczerpująca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram w stu procentach. Czasami naprawdę potrzeba rozmowy, ale gdy non stop ktoś podchodzi i zaczepia to szlag człowieka moze trafić.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  22. No cóż... Stawiałam bym, że należę to osób z punktu czwartego, ale przez moją aspołeczność to raczej punkt ostatni...
    Zakupy aż tak mi się źle nie kojarzą dopóki nie mija mi parę godzin na łażeniu po sklepach. Niby wybór duży, ale nigdy nie ma nic, co mi akurat potrzeba. Dlatego moje zakupy ograniczają się zwykle do trzech czy czterech większych wypadów. O produkty spożywcze się jeszcze martwić nie muszę, ale i taki dzień nadejdzie...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spożywka to najgorsza i najdroższa rzecz... Wiadomo, że ciuchy są drogie, ale to sporadyczne wypady, a jedzenie? Raz po raz wychodzisz, a kasy w portfelu ubywa, jakby nie wiadomo co się kupowało...

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  23. Ha ha ha muszę przyznać, że aż się uśmiałam gdy to czytałam, Tyle w tym prawdy :P Kązdy chyba miał kiedyś do czynienia z każdym z tych typów. :P Którym ja jestem? Trudno jednoznacznie stwierdzić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym jest ziarenko wszystkich typów, po prostu nie zawsze się objawiają :D

      Usuń
  24. Naprawdę świetny pomysł na post :) Pierwszy raz taki widzę i naprawdę mnie zaciekawił ;) Zdecydowanie sama prawda! :D
    Ja przydzieliłabym się do grupy ,,Nikt", bo choć lubię chodzić po sklepach i robić zakupy, to bardzo rzadko się odzywam, w ogóle jestem dosyć nieśmiałą osobą, więc zwykłe zapytanie o cenę spodni, sprawia mi czasami trudność :)
    Pozdrawiam! :D
    Mój blog---> klik ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo. Wolę ślęczeć nad tymi spodniami i szukać tej głupiej ceny... :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  25. Bardzo fajnie napisany post! Ja chyba należę do grupy "Nikt". wchodzę, wychodzę nie rzucam się w oczy. Ale chodzić po sklepach lubię. Muszę jednak przyznać, że zakupy przez internet sprawiają mi więcej radości i przyjemności. Łatwiej coś znaleźć, bo mam wszystko podane na tacy, a i taka frajda jak otwieram zamówioną paczkę. Zawsze mówię, że to jak prezent od siebie dla siebie. :D
    Podoba mi się wygląd twojego bloga. Kojarzy mi się z tymi Onetowskimi szablonami, które się robiło lata temu. Wspomnienia wrociły :D

    pozdrawiam i miłego dnia,
    agataosinska9.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia są najlepsze! Oby były pozytywne.
      Ja średnio lubię zakupy przz internet. Wolę wszystko wymacać przed kupnem, taki już ze mnie świntuszek...

      Pozdrawiam :)
      Do Ciebie zajrzę wieczorem :)

      Usuń
  26. jeszcze jest klient " donieś, pochwal , odnieś "
    przemierzy cały sklep i nic . . . ehhh :P

    PS: widziałam blog nr2 "na zawsze"
    MASZ DAR!!! PISZ!!!! Oba blogi są świetne masz talent, nie zmarnuj go kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, tak. Tragiczny typ, bo już, już myślisz, że się go pozbędziesz, a on robi tył zwrot, odkłada to, co mu sie podobało i buszuje dalej...

      O, miło, że tak piszesz. Darem tego bym nie nazwała, talentem już prędzej. Ślicznie dziękuję. Piszę cały czas, staram się jak mogę żeby było fajnie :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  27. Pewnie właśnie dlatego, że lubisz zieleń i ciszę nie lubisz Warszawy. Ja lubię jak jest dużo ludzi, wielkie miasta, coś się dzieje. Na co dzień mieszkam w dzielnicy, która nie jest bardzo duża i mamy tu mało "atrakcji". Lubię czasem też ciszę i spokój, ale bardzo szybko się nudzę. Nie potrafię np. położyć się plackiem na plaży i opalać kilka godzin. Muszę coś robić. Tam, wiem, że miałabym co robić. Podobają mi się właśnie te budynki, możliwość wypożyczania rowerów, dużo ścieżek rowerowych. Ba! Nawet metro mi się spodobało haha. Ale pewnie kilka przejażdżek więcej i miałabym go dość. :P

    agataosinska9.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metro staje się rutyną, tak samo jak cała reszta. Tutaj ludzie straszliwie się śpieszą, gonią za czymś. Nie potrafię zrozumieć po co. Nie zatrzymają się nawet na chwilę... Dla mnie to strasznie dziwne, bo jednak jestem ze wsi, nie ukrywajmy, a tam czas biegnie zdecydowanie wolniej, a ludzie mają czas na kontemplacje.
      Ja również nie mogłabym leżeć plackiem na plaży i się opalać, ale to z trochę innych powodów. :D

      Usuń
  28. Jezu jak mnie denerwują tacy klienci :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Przy czytaniu każdego typu klienta miałam przed oczami konkretną osobę ze znajomych, no i moją babcię (kochana i najlepsza, ale jak na ulicy zaczepiają mnie obce panie - jej koleżanki - i okazuje się, że wiedzą o moim życiu więcej niż ja, to nie wiem, czy powinnam się uśmiechnąć czy ewakuować - oczywiście moja reakcja i całe to 2-minutowe spotkanie zostanie zrealcjonowane babci przy kawce jeszcze tego samego dnia ;))
    Ja lubię zakupy, ale tylko jak mam kasę :/ Raczej nie zdarza mi się wracać do domu z kilkunastoma siatami markowych produktów.
    I pytam w sklepie tylko jak muszę. Najbardziej nie lubię, gdy sprzedawcy mi zaczynają coś polecać - wiem, to ich praca, ale przytłacza mnie czasem ich nachalność. Zwłaszcza, że ja z reguły nie wiem czego chcę...
    Jednak są sklepy, w których mogłabym siedzieć godzinami - księgarnie (empik ♥) i papiernicze ;)

    Fajny post, przyjemnie się czytało :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Przy czytaniu każdego typu klienta miałam przed oczami konkretną osobę ze znajomych, no i moją babcię (kochana i najlepsza, ale jak na ulicy zaczepiają mnie obce panie - jej koleżanki - i okazuje się, że wiedzą o moim życiu więcej niż ja, to nie wiem, czy powinnam się uśmiechnąć czy ewakuować - oczywiście moja reakcja i całe to 2-minutowe spotkanie zostanie zrealcjonowane babci przy kawce jeszcze tego samego dnia ;))
    Ja lubię zakupy, ale tylko jak mam kasę :/ Raczej nie zdarza mi się wracać do domu z kilkunastoma siatami markowych produktów.
    I pytam w sklepie tylko jak muszę. Najbardziej nie lubię, gdy sprzedawcy mi zaczynają coś polecać - wiem, to ich praca, ale przytłacza mnie czasem ich nachalność. Zwłaszcza, że ja z reguły nie wiem czego chcę...
    Jednak są sklepy, w których mogłabym siedzieć godzinami - księgarnie (empik ♥) i papiernicze ;)

    Fajny post, przyjemnie się czytało :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O księgarniach akurat nie pomyślałam. Ja jeśli chodzi o Empik to wolę półki z płytami :D
      Kochana babcia i jej psiapsióły <3

      Usuń
  31. pracuję w sprzedaży i wypowiem się z mojego punktu widzenia:
    ja mogłabym się o klienteli rozpisywac ale nie będę;) Wymienię tylko najgorsza grupe:
    -matki z dziecmi - najgorsza grupa klientów, koniec tematu. Superwrażliwe na najmniejszą ironię, nie ptrafią zachować spokoju, najczęściej się awanturują, dzieciaki biegają po galerii ale najwazniejsza jest kawka w kawiarni albo nowe ubranie,
    Poważnie, nawet wypadek na galerii gdy dziecko spadło z jednego piętra na drugie nie sprawil ze rodzice lepiej pilnuja swoich pociech,.,.
    dziekuje za komentarz u siebie, zobacze jeszcze inne posty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, to faktycznie przerąbane. Ale tak to już w tych czasach jest. W sumie nie pomyślałam o tych matkach z dziećmi, a irytują mnie one nawet gdy nie jestem "po drugiej stronie".
      Za komentarz nie ma co dziękować :)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)