5 powodów, przez które nienawidzę fryzjerów

17:20 Alice McDalvis 71 Comments



       W swoim życiu popełniłam kilka(naście) błędów. Jedne były rażąco głupie, inne koszmarnie naiwne, kolejne zupełnie niezrozumiałe. Z niektórych się śmieje, innych żałuję, o następnych wolę nie pamiętać… Ostatnimi czasy najbardziej ubolewam nad tym, że kiedyś ścięłam włosy. Wiem, wiem, dosyć głupia rzecz, ale jednak okazuję się, że takie ścięcie włosów niesie za sobą mega dużo konsekwencji. Do tej pory nie mogę ich zapuścić. Do tej pory użeram się z fryzjerami, którzy tylko pogarszają sprawę…            

      W tym tygodniu odwiedziłam salon fryzjerski, więc logiczne było, że na moim blogu pojawi się notka o tym wielkim wydarzeniu. Chciałabym słodzić, powiedzieć, że wreszcie mam na głowie to, co zawsze chciałam mieć, ale nie mogę. Dzisiaj będzie o tym, dlaczego nienawidzę fryzjerów.


5 POWODÓW, PRZEZ KTÓRE NIENAWIDZĘ FRYZJERÓW

5. Macanko
            Są ludzie, którzy uwielbiają jak się mizia ich włosy. Nie chcę mi się w to wierzyć, ale oni chyba rzeczywiście istnieją, tak przynajmniej słyszałam. Niektórym niesamowitą radość sprawia fakt, że czyjaś ręka dotyka ich głowy, przeczesuje włosy, niszczy misternie ułożoną fryzurę i zostawia na niej ślady DNA, pot czy brud z tłustych paluchów…
            Ja do tej grupy nie należę. Skóra głowy i włosy to nie jest moja strefa erogenna. Nie czuję przyjemności z powodów wyżej wymienionych, które niektórych osobników pobudzają (niekoniecznie seksualnie). Strasznie mnie wkurwia, gdy ktoś maca moje włosy, bo: a) chwilę trwało ułożenie ich tak, żeby wyglądały jako-tako; b) nie lubię cudzych palców próbujących wyplątać się z supłów na mojej głowie; c) nie mam pojęcia, czego te ręce dotykały wcześniej.
            Wiem, że fryzjer/ka ma taką niewdzięczną pracę, iż musi (chociaż nie zawsze lubi) bawić się cudzymi włosami, ale naprawdę to nie moja wina, że czuję lekkie obrzydzenie. Nie chodzi o to, że według mnie fryzjerzy nie dbają o higienę. Nie, po prostu mam jakiś dziwny udar, przez który nie jestem w stanie się przestawić na to, że ktoś – obcy! – przeczesuje moje włosy. No i szarpię… Bo jednak nie da się perfekcyjnie rozczesać/ułożyć moich włosów bez szarpania. A tego naprawdę nie znoszę…
            Muszę jednak przyznać, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. Teraz już znacznie mniej to wszystko przeżywam.

4. Bez różnicy
            Miałam taki okres w swoim życiu, kiedy do fryzjera przychodziłam z gotowym zdjęciem jakiejś modelki i mówiłam, że chcę, aby mnie tak obcięła. Wiem, że ludzie nadal coś takiego robią (współczuję). I wiem, że fryzjerka nie jest w stanie uratować włosów, gdy ktoś uprze się, że ma być tak i koniec. Wychodzę jednak z założenia, że kobieta lub facet, którzy trudnią się tą profesją powinni wiedzieć, w czym byłoby dobrze klientowi, a w czym nie. I powinni doradzić bądź odradzić. Oczywistością jest, że nie wszystkie włosy są takie same i jednym będą układały się perfekcyjnie, a inni będą wyglądali jak trędowaci.
            Nie można pomóc tym, którzy są ślepo zapatrzeni w zdjęcia i myślą, że mogą wyglądać jak gwiazdy filmowe, są jednak ludzie, którym łatwo przetłumaczyć wady danej fryzury i pokazać, w czym tak naprawdę wyglądałyby fajnie. Dużo jest jednak takich fryzjerów, którzy myślą sobie: „ok., chce tego to tak będzie miała” i zaczynają ciąć. Co z tego, że pani A. idealnie prezentuje się w długich, pofalowanych włosach, a nie fryzurze na pazia. Oby pieniądze się zgadzały.

3. Władza
            Boję się fryzjerów. Tak, mogę to z pełną świadomością powiedzieć – boję się ich. Czasami nawet bardziej niż dentystów, a chyba sami powiecie, że strach przed stomatologiem jest całkiem spory. Zwalę to wszystko na czas. No bo, jakby nie patrzeć, u dentysty chwilę poboli i przestanie, a jak fryzjer źle mi obetnie włosy to potem muszę czekać aż odrosną albo kryję się pod czapkami (a propos: Alex Russo miała rymowankę o czapkach, pod którymi chowało się brudne loczki, ktoś pamięta?).
Trochę przeraża mnie ta perspektywa. Jasne, włosy odrastają, sama jednak jestem dowodem na to, że nie tak szybko jakbyśmy chcieli. A czasami aż strach mnie przesiąka, gdy widzę, co ludzie mają na głowach… Naprawdę, ktoś może wejść do salonu wyglądając w porządku, a wyjdzie z niego mając hełm zamiast normalnej fryzury.

2. Pierdolamento
Fryzjerów zatrudnia się w salonie, dlatego że posiadają bardzo dobre kwalifikacje, znają się na najnowszych trendach, potrafią posługiwać się swoim sprzętem (wy zboczuszki…), czy też, dlatego że buźka im się nie zamyka? Od razu mówię – ja nie jestem gadatliwą osobą. Ok, jeśli mam temat (a człowiek obok jest dobrym słuchaczem) to gadam, nieustannie, no po prostu strzępię ten język dopóki ktoś mi brutalnie nie przerwie (wpychając swój jęzor w mój otwór gębowy?). Nie mogę jednak powiedzieć, żebym czuła się komfortowo, gdy siedzę zestrachana na krześle, a ktoś koczuje nade mną z nożyczkami w ręce… Jakoś nie mam wtedy ochoty na pogaduchy. Wolałabym posiedzieć w ciszy. Może być nawet krępująca, trudno. Obym tylko nie musiała się odzywać, bo przecież mogę poruszyć szczęką tak entuzjastycznie, że Halinka źle ciachnie moje kołtuny…
I do tego dobór tematów! No tak tragicznie to jest tylko na imieninach u babci. Jakby nie można było porozmawiać o czymś lepszym niż pogoda, faceci, szkoła, wnuki/dzieci fryzjerki czy cellulit. Błagam, litości.

1.       Słaba znajomość matematyki
Kurde. Ja naprawdę jestem człowiekiem wyrozumiałym (a przynajmniej się staram) i wiem, że nie każdy musi być geniuszem ze wszystkich przedmiotów. Jestem po humanie (pracy dla mnie zero), studiuję dziennikarstwo (pracy mniej niż zero), zawsze mówiłam, że nie jestem umysłem ścisłym i naprawdę dobrze mi z tym, tylko no kurde… Nawet ja wiem, że 3 centymetry nie jest równe 10… Jak mi ktoś mówi (albo ja mówię), że chce obciachać mi 3 centymetry to mają to być kurde 3 cm i ani milimetr więcej. Straszliwie mnie denerwuje, szczególnie w fazie zapuszczania włosów, podcinanie końcówek, które kończy się ścięciem włosów. Albo podcinamy, albo ścinamy. Jak dla mnie te dwa pojęcia nie są zamienne i nie należy praktykować takich działań. Przepraszam bardzo, ale kto potem musi chodzić z takimi krótkimi włosami? Ja. A czy mi to pasuję? Skądże znowu.
Jeśli pytam swoje koleżanki o to, czy pasowała im wizyta u fryzjera to najczęściej słyszę, że nie i koniec końców mają na głowie o wiele mniej włosów niżby chciały, bo czyjaś ręka postanowiła trochę więcej obciąć. Nie bez powodu to jest zwycięzca tego rankingu…


A jak kończą się Wasze wizyty u fryzjerów? Jesteście zadowolone/zadowoleni czy raczej nie za bardzo? Macie jakieś śmieszne historie do opowiedzenie?
Eveline, dziękuję za nominację do Liebstera. Postaram się przysiąść i w końcu odpowiedzieć na pytania.

PHOTO: splitshire 

71 komentarzy:

  1. Z matematyką zdecydowanie się zgadzam. Z tym, że spora częśc nie potrafi doradzić, również. GAdanie często też jest prawdą, choć mi aż tak nie przeszkadza, fryzjer to nie jedyne takie miejsce. Macanko - chyba najbardziej nie lubię mycia głowy, później już jakoś można przezyć... Mam ogólnie podobny problem do Ciebie, nie mogę za Chiny zapuścić takich wlosów, jakbym chciała, nie bojąc się przy tym o rozdwojone koncowki itd... Wiem, co czujesz. Ale teraz uznałam, ze własciwie nie jest aż tak źle. Może dlatego, że niechcący wpadłam na pomysł na nową fryzurę i na razie naprawdę ją lubię xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ostatnio jak myła włosy to o matko. Taki masaż mi zrobiła, że o Jezu. Szkoda tylko, że myjka była tak niewygodna, że kark mnie bolał, a pieściła się przy tych włosach i pieściła. Myślałam, że nie wyrobię.
      Moje końcówki były straszliwie rozdwojone, bo u fryzjera nie byłam dawno, ale cóż... Zapuściłam, teraz tylko coś dobrego z nimi zrobić...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to wiecznie mam rozpuszczone włosy. W sumie związuję je tylko jak mnie weźmie na sport lub kiedy wymagają tego ode mnie w pracy. Przyzwyczaiłam się i jest mi z nimi dobrze. Za to jak mam związane to totalnie mi to nie pasuje (wizerunkowo i psychicznie).
      Ja unikam fryzjerów jak wody, bo zawsze wychodzę od nich wkurwiona... Nigdy nie wyglądam tak, jakbym chciała... #Pozdro.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Najgorsze jest to gdy fryzjer nawet gdy nie bedzie ci pasowała fryzura to i tak Ci ją zrobi :D -_-
    http://official-patty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejo kochana! :3
    Dlatego ja nie chodzę do fryzjera. No dobra. Byłam jeden, jedyny raz w życiu, by tylko tak ściąć włosy, by rosły mi ( jak to się mówi ) do ,,trójkąta’’. Moje włosy są kręcone i czasami naprawdę trudno jest je ułożyć, a jak je tak ścięłam, to jest trochę lepiej. Co i tak nie zmienia faktu, że po umyciu mam siano ( niestety ) xd Zanim poszłam do fryzjera, to zawsze mama ścinała mi włosy ( nie jest fryzjerką jak coś ). Nawet jak wyszło jej krzywo, to nie było widać, bo jak wspomniałam, moje włosy są kręcone ( do tego czarne xD ). Ale teraz nie ścinam. Zapuszczam ( tylko strasznie mi wypadają... :/ ) :D
    Heh. Mojej siostry koleżanka poszła do fryzjera podciąć końcówki ( naciskam na słowo PODCIĄĆ, a włosy miała do pasa ). Ścięli jej je do połowy pleców o.O
    Hm. Ja muszę powiedzieć, że uwielbiam, jak ktoś mnie czesze :D
    Czekam na nn! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, masz kręcone włosy? Nie wiem czy zazdrościć czy nie. :D
      Mi też jak raz źle obcieli, tak teraz wszyscy powtarzają te błędy... Nie wiem jak to możliwe, bo od tamtego czasu minęło sporo lat, ale chuj...Każdy fryzjer ciacha tak samo. WHY??
      Może wystarczy zmienić szampon? :D Nie znam się na tym, ale na mojej szczotce, po myciu, też ich od cholery jest...
      Lubisz jak ktoś Cię czeszę? Ja nie cierpię!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Wybacz, że ostatniego nie skomentowałam, ale muszę przyznać, nie znam się na muzyce.
    A jeśli chodzi o fryzjerów, to ja mam koleżankę fryzjerkę i zawsze zrobi tak jak chce i się niczym martwić nie muszę! I się cieszę :D
    Ale fajnie to napisałaś, rozrywkowo :D
    Pozdrawiam
    Nadia

    Ps. Ty jesteś zboczuszkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chcę taką koleżankę! Poproszę namiary!
      Cieszę się, że podoba. :)

      Pozdrawiam, zboczuszku:)

      Usuń
    2. Cieszę się, że się podoba* :D

      Usuń
  6. Trafiłaś w samo sedno z tym postem! Kiedyś, już ładnych parę lat temu, poszłam do fryzjerki, aby mi ścięła włosy w tzw. diament, czyli po prostu do szpica, nie wiem co mną wtedy kierowało, ale mniejsza z tym. Tak jak mówię, było to dawno. W każdym razie, od tamtego czasu, moje włosy są okropne. Nie dość, że mam loki, to jeszcze zrobiło mi się z nich takie siano i wypadają. Próbowałam już wszystkimi sposobami doprowadzić je do porządku, ale z marnym skutkiem. Nie mam zielonego pojęcia, co ta kobieta zrobiła z nimi, ale do dziś żałuję, że wtedy do niej poszłam.
    Co do dotykania moich włosów... Boże, jak ja tego nieznoszę! Kurde, masz swoje, to sobie je macaj, ale od moich trzymaj się z daleka. Już nie chodzi o jakieś zarazki i brudne łapy, ale jak ktoś dotyka moich włosów, to ja dostaje takich nerwów, że naprawdę nie warto.
    Teraz chodzę do mojej cioci, która jest fryzjerką i muszę przyznać, że ona z matematyką problemów nie ma! Jako jedna z niewielu zgaduję, ale u niej 3 cm to 3 cm :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje włosy też są okropne... Tragedia, nie wiem co z nimi zrobić.... Trzeba zainwestować w lepszego fryzjera? IDK.
      Miałam to samo z dotykaniem. Teraz już mniej na to reaguję, ale wciąż mnie to denerwuję. Bo niby kurde dlaczego ktoś ma macać moje włosy?
      Chcę taką fryzjerkę, która wie, że 3 cm to 3 cm... Potrzebuję jej!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Ja w sumie do fryzjerów lubię chodzić (ok, przyznam się- punkt 1). Na szczęście nie natrafiłam na przykre sytuację. Idę, mówię i ścinam/podcinam włosy. Ew. robi to znajoma fryzjerka ^^
    Chciałam iść na dziennikarstwo, ale bałam się tego braku pracy. Zresztą, w mojej okolicy nie jest to zawód, w którym mogłabym się rozwijać (czy choćby zdobyć pracę).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na znajome mi fryzjerki narzekam jeszcze gorzej!
      I na co w końcu się zdecydowałaś? Nie wiem, czy doradzać ten kierunek:D

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Wizyty u fryzjera to dla mnie katorga, a niestety moje włosy są zniszczone do pewnej części i jeszcze kilka w najbliższych miesiącach mnie czeka. Tylko kurczę, ja wiem, że te 10-15cm trzeba ciachnąć. Ale z czasem! A nie naraz! A fryzjerki najwyraźniej uważają, że skoro 10 cm jest do obcięcia, to można obciąć je już teraz. No rany boskie...
    Na punkcie włosów mam obsesję, tyle się naczytałam o odpowiedniej pielęgnacji, że doprowadziłam je do w miarę porządnego stanu, nawet zaczęły szybciej rosnąć. Ale i tak muszę czekać, aż zetnę warstwę nie do odratowania, a panie fryzjerki ze swoimi "tylko końcóweczkami" mi w tym nie pomagają.
    I jak ja nie lubię, kiedy one mówią... do mnie... niech rozmawiają ze sobą nawzajem, spokojnie, bardzo fajnie. Ale nie ze mną, jestem aspołeczna i rozmowy o niczym z obcymi ludźmi prowadzą u mnie do palpitacji serca. A poza tym... nie, nie interesuje mnie, czyj dzieciak idzie do pierwszej klasy. None of my business.
    Idealny wpis. :D
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co zrobić, żeby włosy szybciej rosły? Help me, please.
      Bardzo się cieszę, że wpasowałam się w gusta :)

      Usuń
    2. Oooo Boże, sposobów jest masa. Jak chcesz to napisz do mnie na maila (jest gdzieś na moim blogu) to ci opiszę co i jak. :D

      Usuń
  9. O tak, z matematyką się zgadzam. Też mnie to czasem spotkało i nie byłam zbyt zadowolona. Ale mnie i tak najbardziej wkurza farbowanie. To moim zdaniem pobija wszystko. Poszłam kiedyś, powiedziałam wyraźnie, że chcę ostry czerwony, a wyszłam z ciemną wiśnią. Pani cały czas zapewniała, że będzie czerwony! Płakać mi się chciało jak zobaczyłam efekt, a pani 80zł zainkasowała. Od tej pory ani raz do niej nie przyszłam. Nie jest to wdzięczny zawód, ale fryzjerzy czasami sami są sobie winni.
    Nie zazdroszczę Ci, szczerze powiedziawszy, tej niechęci do macania włosów. Pójście do fryzjera rzeczywiście musi być dla Ciebie straszne;D Ja nie mam takich problemów, nie przeszkadza mi to, ale i tak nie lubię fryzjerów :D
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta niechęć jest o wiele mniejsza niż kiedyś:D
      Całe szczęście, że nie farbuję włosów... Chyba bym umarła na tym krześle, bo strach by mnie obezwładnij. Najlepsze ostatnio jest ombre. O matko. Niektórzy fryzjerzy po prostu powinni wywiesić karteczki, że czegoś takiego nie robią, ponieważ nie potrafią...

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  10. Ja mam swoją zaufaną fryzjerkę i nigdy nie narzekam, na nowe fryzury (ale zmieniam je średnio raz na kilka lat, więc nie mam za wiele do gadania). Co do "macania" włosów, to też zależy kto maca :D.
    Och, przypomniałaś mi o tym serialu z Disneya. Ta rymowanka leciała jakoś tak: "To znak. Czapka, beret, kapelusik. Coś tam jest ukryte, pewnie włosy nieumyte. My to znamy, przerabiamy, tak oszukać się nie damy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, totalnie bym nie powiedziała, że tak to leciało, ale kontekst pamiętałam. :D
      Kurde, też chcę taką zaufaną fryzjerkę...

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Ja tam do fryzjerów nic nie mam. Osobiście lubię jak mnie ktoś czesze, myje włosy. Nawet by mi do głowy nie przyszło, że można tego nie lubić. :) Mam swoją jedna ulubioną fryzjerkę, do której chodzę już jakiś czas. Jak tylko przekroczę próg salonu, ona już wie, co ma zrobić z moimi włosami. Zresztą w całym swoim życiu miałam może ze trzy takie "ostre" cięcia, a tak zwykle podcinam tylko końcówki i grzywkę. :) Żaden fryzjer jeszcze mi krzywdy nie zrobił. Nie zdarzył mi się też fryzjer, który by mi obciął 10 cm za dużo. Przynajmniej do tego jednego mam szczęście.
    Co do gadania... Ze mną nikt nie chce gadać, ani o szkole, ani o niczym innym. Może to i lepiej, przez te dziesięć, dwadzieścia minut mogę się pogrążyć w moich jakże ciekawych myślach. :)
    Dzisiaj tak krótko i chaotycznie, ale chyba już myślę tylko o szkole. Za nominację bardzo dziękuję, pewnie jeszcze dzisiaj pojawi się post z odpowiedziami.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powodzenia w szkole! Wcale Ci się nie dziwię, że w Twoich myślach tylko to.
      Ja na głowie już miałam różne cuda, więc wolę unikać fryzjerów... A szkoda.

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
    2. Odpowiedzi tutaj: http://miniatury-pat.blogspot.com/2015/08/liebster-award.html

      Usuń
  12. Fryzjerki, grr.
    Jeszcze nigdy nie wyszłam od nich zadowolona, więc pewnie dlatego już (o zgrozo) rok zwlekam z głupim podcięciem zniszczonych końcówek. Chyba poproszę o to mamę - będę myć naczynia przez tydzień i wysprzątam cały dom, trudno, i tak taniej wyjdzie, a przy podobnym efekcie.
    Osoby wspomniane w punkcie 5 - tu jestem! To właśnie ja, istnieję :D Uwielbiam, gdy coś robi mi się z włosami, totalnie mnie to odstresowuje (chyba, że ktoś szarpie, oj). Więc jak koleżanka z ławki wpada nagle na pomysł, by na nudnej lekcji zapleść mi wymyślnego warkocza, to zgadzam się od razu. Nie lubię jak ktoś rozczesuje moje włosy, to fakt. Ale układanie ich - coś wspaniałego <3
    Myślę, że największym szczęściem jest mieć w rodzinie lub wśród znajomych fryzjerkę (i kosmetyczkę!), więc żałuję, że mnie się tak nie trafiło i jestem skazana na własne ręce (kucyk i zwykły warkocz to szczyt moich fryzjerskich możliwości, hehe xd).

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajome fryzjerki też nie zawsze muszą być dobrym rozwiązaniem. Ja do takch chodziłam i niestety nie jestem zadowolona z efektów ich pracy...
      Czyli jednak tacy ludzie istnieją, miło mi poznać :D
      Ja wiecznie chodzę w rozpuszczonych włosach, więc nie mam tego problemu.

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  13. Jeju!
    Fryzjerzy to najgorsze, co może być. Poważnie, to chyba jeden z najbardziej życiowych postów, jakie mogłaś napisać. Dopiero tutaj przybyłam, a zobacz jak się zgadzamy. :D
    5. Macanko
    Hm... Jakoś nigdy mi nie przeszkadzało dotykanie czy macanie moich włosów. Zawsze najbardziej lubiłam, kiedy fryzjerka mi je myła. Do czasu, kiedy zaczęła zatrudniać jakieś licealistki, czy coś, które robiły u niej praktyki. ;-; Nie było tak źle dopóki nie dowiedziałam się, że jedna z nich ma świerzb. ;') Na szczęście nie zdążyła dotknąć łap do moich włosów, ale od tego momentu już nigdy nie pozwalam na mycie ich i proszę o ścinanie na sucho. Nie wiem, jakim cudem fryzjerka tego nie ogarnęła, jej zakład jest jednym z najlepszych w mieście. Od razu wyrzuciła tą dziewczynę, ale niesmak pozostał.
    Dodam też, że jest to zakład, w którym moja Mama korzysta z usług od jakiś 15 lat, a mnie zabrała tam w wieku lat 4 i tak już zostało, że tam chodzimy.
    4. Bez różnicy.
    Nigdy nie zdarzyło mi się iść z takim zdjęciem, ale akurat mam to szczęście, że moja fryzjerka potrafi doradzić i jeśli mam jakieś wymysły to potrafi mnie od nich odwieść. :)
    3. Władza
    Taak... Zawsze, kiedy idę do fryzjera zastanawiam się, czy po powrocie nie zamknę się w pokoju 2x2 i nie poczekam aż odrosną. Sytuacja z przed dwóch tygodni, kiedy to wybrałam się razem z Mamą do fryzjerki. Mama na czesanie i układanie włosów, a ja na delikatne podcięcie, bo grzywkę miałam już do połowy twarzy. Mniejsza o większość. Pani pomacała chwilkę moje włosy, podcięła grzywkę, trochę pocieniowała górę i rozmawiając z moją Mamą o Egipcie, czy innej Afryce, zainteresowała się włosami, który zazwyczaj noszę po bokach twarzy. Należę do osób z okrągłą buźką i staram sobie zawsze te włosy przerzucić trochę na policzki, żeby nie wyglądać jak pomidor. Zaproponowała lekkie podcięcie, ażeby włosy te nie zrównały się z tymi z tyłu. Pomyślałam chwilkę i okej, w porządku. Powiedziałam, że tylko odrobinkę, bo rzeczywiście robiły się już przydługie. Zabrała się do pracy dalej rozprawiając z Mamą na temat wakacji. Efekt końcowy? Ścięła mi je na pół takie jak były. W rozpuszczonych nie było tak źle, ale kiedy po wyjściu związałam je w kitkę, rozryczałam się na środku ulicy. No to tyle, jeśli chodzi o moje wrażenia po ostatniej wizycie.
    2. Pierdolamento
    Powiem tylko, że na całe szczęście moja fryzjereczka ma multum innych klientek i to zazwyczaj z nim rozprawia, kiedy czekają na swoją kolej.
    1. Słaba znajomość matematyki
    TO. JEST. NAJGORSZE
    Kilka lat temu popełniłam ten sam błąd, co Ty i ścięłam swoje długie włosy do połowy szyi. Nie mam pojęcia, co mi odbiło. Teraz za nic nie mogę ich zapuścić, po części właśnie dzięki kochanej pani Nożycorękej. Teraz włosy sięgają mi do ramion i za nic nie dam już się nabrać na skrócenie końcówek, bo pożałuje tego tak jak przed dwoma tygodniami. Mam to szczęście, że włosy mi się nie rozdwajają, co gęste i mocne, więc już nie będę ich podcinać. Może coś z tego wyjdzie... Może... Jak tylko robią się dłuższe, sama chcę ścinać, bo się odzwyczaiłam i wiecznie za gorąco...
    No, to tyle jeśli chodzi o moje fryzjerskie przygody. :)
    Post ogólnie bardzo mi się podobał, poruszyłaś chyba wszystkie najważniejsze zagadnienia. :D
    Czekam niecierpliwie na kolejny piątek! <3
    Pozdrawiam!
    hear-your-voice-again.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świerzb? I jakim cudem nikt tego nie ogarnął? Społeczeństwo w tych czasach jest naprawdę leniwe. Naprawdę...
      Zazdroszczę i gratuluję fryzjerki, która potrafi doradzić lub odradzić!
      Boże, nie potrafię sobie wyobrazić, jak te włosy wyglądały, ale z tego co czytam nie było to coś, co Ci się spodobało... Ja po takiej wizycie długo decydowałabym się na kolejną.
      Ja swoje włosy, które sięgały gdzieś tak do połowy pleców (albo i dalej, nie pamiętam O.o), ścięłam do ramion... Chciałam i ścięłam, nikt mnie nie mógł od tego planu odwieźć. Pamiętam tylko minę ciotki, która wyglądała jakby się miała rozryczeć i pytanie znajomego z podwórka: "Co Ty kurwa zrobiłaś z włosami?".

      Pozdrawiam i miło mi, że się podoba! Do następnego!;)

      Usuń
  14. Uhu, temat fryzjerów to grunt grząski i niebezpieczny. Ja do tej pory nie miałam zbyt miłych wspomnień, jeżeli o nich chodzi.
    Pamiętam, jak umyślałam sobie, że zrobię sobie grzywkę na bok! Niby fajnie, ale gdybym wiedziała, co zrobi fryzjerka to nigdy moja osóbka w tym zakładzie by się nie zjawiła. A babeczka wzięła nożyczki, złapała na łapu capu kosmyk włosów, ciachnęła w połowie i masz grzywkę. Łzy to momentalnie mi w oczach stanęły, a ona chyba to zauważyła, bo w końcu po wielu próbach uratowania tego czegoś, pieniędzy ode mnie nie wzięła, ale ja parę miesięcy musiałam się użerać z takim wychamranym kosmykiem. Ogólnie o tej nieszczęsnej grzywce to mogłabym całymi godzinami, bo na tej jednej przygodzie się nie skończyło. Potem miałam jeszcze fale tsunami zamiast równej, prostej grzywki. Obecnie jestem zadowolona w miarę, bo chyba znalazłam fajnego fryza, ale facet znowu sobie śpiewa kosmiczne ceny - za podcięcie i parę pasemek, które znowu tak długo na tych moich niesfornych włosach nie gościły, zażądał sobie niemal stówę. Chyba dużo, co? A może to ja jestem niezorientowana.
    Zgadzam się z większością zaprezentowanych przez ciebie problemów. Jednak całym sercem jestem przy tym ostatnim. Kiedyś poprosiłam o podcięcie końcówek, a wróciłam z połową włosów. Teraz zanim ktoś zbliży się do mnie z nożyczkami, najpierw pokazuję na palcach ile ma obciąć, potem jeszcze demonstruję na włosach i upewniam się milion razy czy zrozumiał ile ma obciąć oraz błagam, żeby nie obcinał dużo. Fryzjerzy patrzą się na mnie, jak na nienormalną, ale to oni są niepoczytalni!
    Czekam na kolejny wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja mam problem, bo mi wiecznie jakoś chujowo włosy cieniują... W tamtym tygodniu prosiłam o pocieniowanie "po całości" i zrobienie czegoś z grzywką, której aktualnie nie ma, to tamta mi pocieniowała końcówki... To najgorsze rozwiązanie, które już nie raz fryzjerzy na mojej głowie robili, bo przez to za cholerę nie mogę włosów ujarzmić...
      Najgorsi są ci, którzy myślą, że 3 cm, a 7 to w sumie to samo i nie będzie widać różnicy... Koszmar. A o to czy patrzą na mnie jak na wariatkę to bym się nie martwiła. Wolę przez pół godziny być wariatką, niż męczyć się przez kilka miesięcy...

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. A... Jeśli chodzi o koszta... Mojej współlokatorce kiedyś fryzjerka zaśpiewała cenę 70 zł za... podcięcie końcówek. Wtedy postanowiłam, że do fryzjera pójdę, jak wrócę na swoje stare śmieci, bo w Warszawie to chyba całą wypłatę w salonie zostawię (może to był mój błąd?).

      Usuń
  15. A poczekasz tak godzinkę jeszcze na komentarz? Na razie zajmuję sobie miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio nie wiem, ile jeszcze razy przeproszę kogoś za to, że mój komentarz będzie krótki, bo mam mało czasu. Nie lubię się powtarzać, ale sytuacja wymaga. Muszę się wyrobić jakoś tak do dwudziestej pierwszej, a końca zaległości blogowych nie widać. Także... przepraszam, za tydzień w piątek się poprawię.. no i za to, że #DziennikarskiPiątek komentuję w niedzielę.
      Macanko powiadasz. W mojej starej klasie (to brzmi tak dojrzale, gdy pisze to osoba, która za dwa dni idzie do 1LO) była dziewczyna, jedna z moich najlepszych przyjaciółek, która potrafiła robić cuda z włosami. Każda lekcja muzyki (albo luźniejsza historia, bo spoko nauczyciel, który btw żałował, że nie ma długich włosów) to kolejka do niej, żeby ci coś ogarnęła na głowie. To jedyna osoba, której pozwalałam dotykać moich włosów. No, poza fryzjerami. Należę do tej grupy, ale tylko gdy ta dziewczyna ma być macaczem:)
      Bez różnicy. Fryzjerka, do której zawsze chodzę, dzięki Bogu widzi różnicę. Choć moje wizyty odbywają się może raz na rok, a i tak tylko przycinam końcówki i czasem cieniuję (nie liczyć robienia ombre i fryzury na bal gimnazjalny). Ona akurat zna się na rzeczy, więc gdy coś od niej chcę, dostaję i jestem w miarę zadowolona (ale też R.I.P. moje długie włosy).
      Władza. A rymowanka Alex teraz mi leci po głowie, dziękuję bardzo XD Co do strachu przed dentystami, niestety, się nie zgodzę. Niczego się nie boję bardziej niż ich (a moja przyjaciółka chce być stomatologiem, więc nie tracę nadziei, że kiedyś się przekonam.. albo już dawno straciłam).
      Pierdolamento. Czy jak Ty to tam napisałaś xd U mnie jest akurat Ania, w miarę równa babka. Da radę pogadać i tak się człowiek zagada, ze za jednym zamachem panna Anna brwi ci wyreguluje (wiadomo, kosmetyczka i fryzjerka w jednym, bo jebać biedę i te sprawy), więc ja tam jestem zadowolona.
      I wreszcie jedyneczka. A ja mam dziesięć minut, qrwa, więc się streszczę. Matematyki na też nie zbyt lubię (ale ciul, rozszerzam), ale mniej więcej wiem jak wygląda linijka. I nawet ostatnio słuchałam gorzkich żali, jak to pewna pani fryzjerka z dwóch centymetrów zrobiła dwadzieścia. A bo końcówki były zniszczone. Przyznaj, mega długie te końcówki:)
      Ja lecę, a Ciebie zapraszam do siebie na nowy rozdział :* >> http://make-me-heart-attack.blogspot.com/

      L x

      Usuń
    2. Nie masz za co przepraszać! Ja również nie zawsze mam czas na długie komentarze, a już tym bardziej nie mam czasu na czytanie nowych postów, gdy tylko się ukażą. Najzwyczajniej w świecie coś zawsze zabierze mój czas.
      Daj namiary, może mi się ona kiedys przydać:D
      Ja to się zawsze śmieje z tego strachu przed dentystą, dopóki nie stanę prze drzwiami do jego królestwa... Wtedy już nie jest mi do śmiechu.
      O matko... To ja miałam zniszczone, ale w sumie ścięła tyle o ile i już tak nie widać, ale... 20??
      Pozdrawiam i wpadnę jak tylko.. będę miała dłuższą chwilę czasu:)

      Usuń
  16. O nie, taki wpis akurat kiedy za kilka dni idę do fryzjera! ://
    Ja osobiście należę właśnie do tych osób, które lubią, jak się coś robi z ich włosami. Nie myślałam w sumie nigdy o tym, co ktoś wcześniej mógł robić ze swoimi rękami, więc jakoś mnie to nie obrzydzało. Chociaż po przeczytaniu tego, co napisałaś, może to się zmieni. W każdym razie bardzo lubię, kiedy mnie ktoś czesze. Nawet kompletnie mi obojętne, czy tylko rozczesuje mi włosy, zaplata warkocza czy cokolwiek. Nawet kiedyś słyszałam w jakimś filmie, że dla kobiety bycie czesaną jest jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń w życiu i w pewnym stopniu się z tym zgadzam. Nie wiem, to chyba kwestia jakiegoś specyficznego unerwienia skóry głowy, ale trudno mi stwierdzić, bo się na tym nie znam.
    Z końcówkami zawsze mam tak samo - proszę, żeby ściąć 3 cm, a kończy się na 5 albo i lepiej. Rozumiem, że fryzjer po prostu powinien ściąć włosy do momentu, w którym są zdrowe i się nie rozdwajają, bo inaczej to nie ma sensu, no ale z drugiej strony bez przesady, chyba nie mam włosów aż w tak tragicznym stanie, żeby trzeba je było naprawdę mocno skracać.
    W sumie już od dawna chodzę do tej samej fryzjerki i raczej nie wprowadzam żadnych wielkich zmian, jeśli chodzi o moje włosy. Zawsze ścinam je mniej więcej tak samo i przynajmniej wiem dokładnie, czego się mogę spodziewać, zarówno jeśli chodzi o fryzurę, jak i o fryzjera, więc na szczęście udaje mi się unikać nieprzyjemnych niespodzianek.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
  17. Zazdroszczę niezmiernie! Ja niestety mogę póki co jedynie narzekać. A jeśli o czesanie chodzi to nie wiem co w tym przyjemnego. Nawet ja nie lubię swoich włosów czesać. Przyznać jednak muszę, że lubię bawić się czyimiś włosami O.o

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że każdy z nas ma niemałe obawy przed wizytą u fryzjera, a to z prostej przyczyny - dosłownie każdy fryzjer, bez najmniejszego wyjątku, tak jak wspomniałaś , z matematyki chyba jest głąbem. Z takiej oto prostej przyczyny u fryzjera nie byłam przez całe siedem lat, ale pod koniec maja (raczej pod wpływem głupoty niż odwagi) poszłam do salonu fryzjerskiego i pozwoliłam ściąć sobie włosy.
    Opłakuję je do dzisiaj.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7 lat? To jesteś lepsza ode mnie. Ja nie byłam 1,5 roku. Włosów nie opłakuję, bo w sumie nie mam czego, przygotowałam się na to, że zetnie więcej, a tymczasem ona nie zrobiła z nimi praktycznie nic:):)

      Usuń
  19. Mnie też koszmarnie denerwuje to, że czasem podcinają o wiele więcej niż byśmy chcieli.

    ironimi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja i tak bardziej ufam fryzjerom niż mojej mamie, jeśli chodzi o obcinanie włosów... Całe dzieciństwo chodziłam we włosach ściętych na hełm. ;O Kiedy się w końcu obudziłam, że wyglądam jak rycerz idący na wojnę, stwierdziłam, że chcę to zmienić. Teraz nawet końcówek nie pozwalam jej ściąć. Zamiast tego maszeruję do fryzjera. xD
    I chyba jestem jedyną, która nie żałuje obcięcia włosów. Zdobyłam się na to jakiś czas temu... Miałam je już tak za połowę pleców, niedużo mi brakowało do pasa, ale ścięłam troszkę za ramiona. Teraz mi lepiej. Mniej z nimi roboty, wygodniej je myć, czesać. (Nie żebym zazwyczaj miała dużo. Są proste jak druty, nie chcą się kręcić, więc po prostu je czeszę i wychodzę. Nie muszę się uganiać z prostownicą. ;D)
    Co do macanka... zwykle nie czuję się dobrze nawet w towarzystwie obcych ludzi, nie mówiąc już o dotykaniu, ale na fryzjerki nigdy nie miałam uczulenia. Nie lubię tylko trafić na praktykantki... czasem jak taka spojrzy z byka, kiedy szefowa każe jej umyć klientowi włosy, że mam ochotę się odwrócić na pięcie i wyjść. (Oczywiście generalizuję, żeby nie było, że mam coś do wszystkich uczących się. xD Po prostu miałam taką sytuację i nie czułam się zbyt komfortowo.)
    Nigdy nie martwiłam się, gdy mi fryzjerka ściachała za dużo włosów. I tak odrosną, nie martwię się tym. Układać ich jakoś specjalnie nie układam. Zmienić za dużo nie zmienię, bo nie chcą się słuchać... nawet większość lakierów nie chce działać na długo. xD Marzę o kręconych włosach, ale musiałabym robić trwałą, a szkoda mi moich prostych drucików... ale może kiedyś? ;D
    Pozdrawiam serdecznie!
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym bardzo pasują krótkie i króciutkie słowy i chwała im za to. Mi np. nie pasowały one w ogóle i nie wiem, jak fryzjerka mogła dokonać tak krótkiego cięcia. Powinna wiedzieć, że to będzie prezentowało się koszmarnie... Ale chyba nie wiedziała i kilka lat mi zajęło doprowadzenie włosów do względnej długości.
      Też bym chciała proste włosy... Moje niestety kręcą się w koszmarnych miejscach.
      Praktykantki to niewdzięczny temat. Moja znajoma właśnie ma praktyki w tamtym salonie, w którym byłam. Mam nadzieję, że za jakiś czas czegoś się nauczy i będzie mogła mi sama naprawić to, co jej "Nauczycielki" zrobiły.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. Też kiedyś miałam długie włosy, ale w liceum mocno się pochorowałam i stały się tak słabe, że musiałam ściąć. Do dzisiaj, niestety, nie chcą wrócić do dawnej formy, ale jakoś przyzwyczaiłam się do krótkich. Przynajmniej nie muszę poświęcać im wiele czasu, wystarczy chwilkę poczesać i gotowe.
    Ja akurat uwielbiam, jak ktoś mnie czesze, mizia po włosach i w ogóle. Oczywiście jakiś super obcy z łapami ma się trzymać z daleka, ale pod tym względem do fryzjerów mam zaufanie. Skoro wykonują taki zawód, to muszą dbać o higienę, szczególnie że pewnie w salonach przeprowadzane są jakieś kontrole czystości lub coś w tym stylu.
    Jednak bezustanne gadanie także mnie denerwuje, szczególnie że fryzjer to zupełnie obca dla mnie osoba i nie mam ochoty niczego o sobie opowiadać. Nigdy jednak nie przestanie mnie dziwić, że nieważne, do jakiego fryzjera idę i tak buzia mu się nie zamyka. No, chyba że mam po prostu pecha w życiu.
    Słabą znajomość matematyki przeważnie miałam w drugą stronę i wychodziłam z włosami dłuższymi niż chciałam. Pamiętam, że raz zostałam obcięta za krótko, potem przez tydzień chodziłam wściekła i u tego fryzjera już więcej się nie pokazałam.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest fajnego w tym, że ktoś mizia po włosach? Może ja po prostu nie wiem, z czego mogłabym się cieszyć i nie wiem, co tracę? Mogę jedynie zgadywać.
      Miłosne gdybania na krześle u fryzjera sa najlepsze <3 Jak mnie obca baba wypytuje o facetów to jest dopiero ciekawie...

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  22. Masz prześliczny szablon, bardzo oryginalny. Od razu jak weszłam na bloga to przyciągnął moją uwagę ;)
    Ja chodzę do fryzjerki, która na szczęście sama ogarnia w czym mi jest dobrze a w czym źle, no i też do najgłupszych nie należy... ;)
    Obserwuję.
    xoxo // mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalny jest. To na pewno :D
      Zazdro!

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  23. Dokładnie. Chociaż ostatnio udało mi znaleźć fryzjerkę, która jest okey i zna się na matematyce, a także robi z moimi włosami, tak jak ja chcę.
    U mnie nowy post, zapraszam

    http://odbicie-lustra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję za komentarz i przepraszam, że teraz dopiero się odzywam, ale niestety miałam źle rozplanowany czas na bloga.

    Ja bardzo często przesiaduję na parapecie i przyglądam się gwiazdom oraz niebu, uwielbiam to, przemyślenia wtedy tak cudownie same płyną.

    I bardzo się cieszę, że podoba Ci się moja twórczość i dziękuuuuję całym sercem za tak przemiłe słowa :). Dużo osób myli bycie innym z byciem nikim, dobrze, że Ty to rozróżniasz :).

    W któryś dzień ogarnę post z Twoją nominacją :).

    A fryzjerów nie cierpię, szczęśliwie wcześniej miałam włosy do kolan i wystarczyło, że któryś z domatorów pomógł mi podciąć końcówki :). A później się nacięłam, kiedy z 10 cm fryzjerka ucięła... z 3 razy tyle. W końcu pod wpływem pewnych wydarzeń sama zadecydowałam, aby ściąć je do ramion i teraz odwiedzam, kiedy mi się "przypomni". Chociaż nie, zapuszczam od nowa!

    Pozdrawiam,
    INKarnacje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozróżniam, jak najbardziej!
    Do kolan? O matko, to szalejesz! W rodzinie tez miałam dziewczynę, która miała strasznie długie włosy i potem ścięła, bo wyszły jej problemy z kręgosłupem... Ale zmiana drastyczna, jak potem się w krótkich pokazała!

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i nie żałuję :D Zaczęłam czytać i na początku nie spocznę, spodziwaj się ode mnie więcej komentarzy.

    http://mintoffashion.blogspot.com/ - blog o modzie, urodzie , zdrowym stylu życia. Dodatkowo pojawią się na nim stylizacje, ciekawe, kreatywne pomysły dotyczące mody oraz recenzje książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się! i na pewno wpadnę do Ciebie :)

      Usuń
  27. haahaha... zawsze mówie że fryzjerzy też sadyści jak dentyści ;P Nie chodzę do fryzjera ;) jedynie z grzywką a tyłu nie obcinam ;P i dobrze mi z tym ;)
    Serdecznie zapraszam ! ---> Blog Estery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Fryzjer dentyście prawie równy!
      Pozdrawiam, na pewno wpadnę w wolnej chwili :)

      Usuń
  28. Dzięki za komentarz u mnie, to wielka motywacja!
    xoxo // mój blog

    OdpowiedzUsuń
  29. O ja... Jakbym czytała o sobie... też bardzo nie lubię jak mi ktoś robi coś przy włosach... nie lubię fryzjerów, ich tematów do rozmowy czy właśnie "podcinania" końcówek... Ostatnio byłam ściąć włosy... były długie... do połowy pleców, a teraz mam lekko za ramiona... tak chodziłam tylko podciąć grzywkę, i co jakiś czas podciąć końcówki... Coś mi się ubzdurało i ścięłam moje długie, grube włosy.
    Fryzjerzy to zło... Ja piszesz... powinni umieć doradzić w czym będzie klientowi do twarzy, a nie że wychodzi taki z salonu i sam do siebie mówi NIGDY W ŻYCIU NIE POKAŻĘ SIĘ JUŻ LUDZIOM !
    No ale niestety... Trzeba to jakoś przeboleć i modlić się, że następnym razem trafi się na bardziej kompetentnego i fryzura będzie się podobać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryzjerów jak grzybów po deszczu. Problem w tym, że te grzyby często są robaczywe. Tak samo jest z fryzjerami. Dużo ich, dużo, ale tylko niektórzy nadają się do czegokolwiek...
      OMG, ostre cięcie!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  30. Cześć! Pierwszy raz trafiłam na twojego bloga i muszę przyznać - strasznie mi się podobają twoje posty. Uśmiałam się i potakiwałam co chwilę, czytając ten xD
    Również nie lubię fryzjerów. Co prawda nie przerażają mnie, ale wkurzają. Z tą matematyką się zgodzę, miałam tak nie raz. To jest okropne!
    Chodzę do fryzjerów tylko po to, żeby podciąć włosy - tyle. Nie zaufam żadnemu, od kiedy jeden ściął mi grzywkę za krótko i wyglądałam, jak nienormalny człek... -_-
    Pozdrawiam i dołączam do obserwowanych!
    Zapraszam również do siebie :)
    http://runiczni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Z tym mizianiem włosów to zależy kto jaki jest. Ja akurat nie mam nic przeciwko temu, jesli komuś zechce się macać moich włosów, ale samych fryzjerów nie znoszę. Gdyby nie to, że podcinanie jest ważne, aby były zdrowe, nie chodziłabym tam wcale :/
    Oooo tak tu się zgadzam! Fryzjer powinien być po to, aby doradzić klientowi w czym by wyglądał dobrze... Tak własnie powstawali chłopcy z fryzurą na Justina Biebera... Brr, nie am nic do niego, ale oglądać same klony z ta sama fryzura to trochę przesada. Tak samo jest u dziewczyn... Rihanna wygoliła sobie bok włosów? Super co druga laska też musi... masakra...
    Hahah Alex... Nie niestety nie pamiętam jak szła ta rymowanka... Trzeba by było poszukać.. Wszystko tez zależy od umiejętności fryzjera. Można na przykład nosić jakąś konkretną fryzurę, ale niestety trzeba pójśc do innego fryzjera niż ten co zwykle i ta sama fryzura wygląda... beznadziejnie. Strzeżmy sie hełmów na głowie.
    Ja nie wiem skąd te kobiety biora ciągłe pomysły na gadanie. Człowiek ma ochotę tylko uciec z tego krzesełka, a nie dość, ze jest skrępowany tą pelerynką, to jeszcze nieprzestająca mówić kobieta trzyma w dłoniach nożyczki, bądź jakieś rozpylacze którymi z pewnością jest gotowa psiknąć po oczach. Brrr legalny horror, na który chodzimy na własne życzenie.
    Haaa zdecydowanie to miejsce numer jeden. Przycinanie końcóweczek i z pięknych długich włosów zostaje niemal łysina xD
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryzjerzy to zło, a muszę iść do nich znowu....

      Usuń
  32. Wizyta w salonie fryzjerskim to czasami prawdziwa trauma. Ja z włosami też miałam różne historie: ścięcie o kilka(naście) cm za dużo, zrobienie jakiejś śmiesznej grzywki na bok, która kończyła się w połowie czoła (ani tego tak zostawić, ani podpiąć...), zrobienie fryzury, która mi kompletnie nie pasowała... raz byłam zadowolona z fryzury - ścięłam niemal całe włosy, na krótko, niestety jak za miesiąc przyszłam podciąć to trafiłam na inną fryzjerkę i znowuż to samo pasmo niepowodzeń. Teraz jestem na etapie odrastania po tych krótkich, już nie farbuję, nie prostuję... Oby niedługo urosły do takiej długości, żeby można z nich było zrobić jakąś sensowną fryzurę, bo za półtorej miesiąca 18 i trzeba zrobić jakieś ładne zdjęcie do dowodu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te historie ze ścięciem włosów i zapuszczaniem ich do przyzwoitej długości bezwiednie przypomniały mi o koleżance z liceum. :D Po dziś dzień jest na etapie zapuszczanie.
      Zdjęcia do dowodu... o Jezusie.

      Usuń
  33. Ja kocham jak mnie ktoś mizia po głowie - chętnie zapłaciłbym za to żeby jakaś ładna fryzjerka ścinała mi włosy przez pół dnia (dziwnie się czuje kiedy obcina mnie mężczyzna). Nie żeby mnie to jakoś podniecało, po prostu jest to miłe uczucie. Tak samo z racji, że ja jestem mało wygadany to chciałbym żeby osoba która mnie tnie była trochę bardziej wygadana, oczywiście bez przesady, nie żeby starała się mnie zamęczyć wyciągając ze mnie informacje ale luźna rozmowa jest jak najbardziej na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, moje włosy to jest strefa strasznie nie do miziania. No po prostu ja się na to nie piszę!
      A rozmów u fryzjera to nie lubię, bo się wiecznie stresuję, że ona (fryzjerka) mi źle te włosy obetnie jak będzie tak mieliła ozorem...
      U faceta jeszcze nie byłam, ale mam wielką ochotę spróbować... Może to będzie jakaś miła odmiana i wreszcie wyjdę zadowolona?

      Usuń
  34. Rzadko chodzę do fryzjera, jedynie co jakiś czas troszkę podciąć moje dłuuugie włosy. Nigdy nie miałam żadnych nieprzyjemności z fryzjarami :D (na szczęście). Komentuje czytając, więc przechodzę do pierwszego powodu :) Należę do osób, które nie mają nic przeciwko, gdy ktoś robi mi coś z włosami. Siedzę spokojnie, nie odczuwając nic specjalnego. Hmm..rzeczywiście nie wiadomo czego dana osoba dotykała itd., ale tego nie da się uniknąć. Codziennie bierzemy w swoje ręce mnóstwa rzeczy, które dotykało sporo ludzi i mimo wszystko mamy kontakt z innymi dłońmi. Jednak rozumiem Cię ^^ Niestety ludzie są różni, więc fryzjerzy również :D Niektórym zależy na pieniądzach, innym na zadowoleniu klientów. Jeden doradzi, drugi tak jak napisałaś zrobi to czego chce klient, mimo to, że wie że nie będzie to dobrze wyglądało. Jest to wkurzające, ale jakże prawdziwe. Fryzjerofobia? :D heh Ja nie odczuwam żadnego lęku. Pogaduszki u fryzjera są mi znane :D Trudno to zmienić. Ludzie krępują się w ciszy i wolą mówić cokolwiek niż milczeć. Jakże często się słyszy, że fryzjer obciął zdecydowanie za dużo. Nie mogę pojąć dlaczego tak robią :/ Akurat mnie nigdy to nie spotkało i fryzjerka obcinała mi tyle ile chciałam. Raczej nie pasowało mi to, że obcięła mi na całkowicie suchych włosach (kiedy mam lekko kręcone włosy) i zrobiła to bardzo nierówno. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na długich włosach chyba jeszcze bardziej widać, że fryzjerka obcięła więcej niż miała obciąć.
      U mnie akurat podcinanie włosów najbardziej sprawdza się na sucho. Szybko, sprawnie i po bólu. A mnie wkurza? To, że ktoś mi modeluje włosy i ok, jak jestem na fotelu to wszystko gra, a potem wracam do domu, myję głowę, susze włosy i zastanawiam się, dlaczego to nie wygląda tak ładnie jak zrobiła mi jakaś babka. No nie cierpię, bo wszystkie błędy przez to modelowanie można ukryć!

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)