O tym, że jestem dziwna - kilka historii z mojego życia

00:17 Alice McDalvis 20 Comments



Są historie, których nie zapomni się nigdy. Jako wielka fanka wszelkiego rodzaju anegdot chętnie przedstawiam swoje i słucham cudzych. Nic tak nie buduje zaufania jak kilka prześmiewczych opowieści ze swojego życia, które wcale nie jest takie bajkowe jak mogłoby się wydawać. Ponieważ „przypał” to moje drugie imię, moje historie muszą pokazywać jak bardzo pasuje do mnie to określenie. Niżej zamieszczam 4 opowieści, którymi zawsze raczę znajomych.


Daleko od noszy, od noszy najdalej…
Przebywając ze mną dłuższy czas można zauważyć trzy rzeczy: dużo narzekam, używam ciętych ripost i klnę jak szewc. Jeśli chodzi o ten pierwszy nawyk to nie mam nic na swoją obronę. Chyba jedynym dobrym stwierdzeniem byłoby to, że jestem z Polski, a tutaj zrzędzi każdy i na wszystko. Narzekamy, bo jest za zimno, za gorąco, jedzenie jest niedobre, restauracja ponura, McDonald za drogi, korki za duże, wynagrodzenie za małe, godziny pracy za długie, zielony zbyt zielony, a w ogóle życie jest do dupy. Oto nasz słowiański naród.
Jeśli chodzi o cięte riposty – taki już mam charakter. Lubię czasami zażartować z nutką pikanterii, bo bez tego egzystencja byłaby mdła, a chyba każdy lubi jak jedzonko jest doprawione, prawda? Z wulgaryzmami mam jednak największy problem. Niby wiem, że pewnych wyrazów nie powinno się nadużywać i jako osoba, która bardzo ceni sobie słowa staram się poznawać nowe, o wiele fajniejsze niż te na „k”, „ch”, czy co tam jeszcze może być. Niestety, tak się składa, że lubiąc narzekać, lubię ostro wyrażać swoje zdanie, a myślę, że najlepsze do tego są takie mocne słowa. Wiadomo – nie wszędzie pozwalam sobie na stosowanie podwórkowej łaciny, ale to dosyć częste zjawisko jeśli mówimy o moich kontaktach przyjacielskich. Pewne rzeczy po prostu wynosi się z domu i moje przeklinanie jest na to dowodem.
Stworzyłam bardzo długi wstęp do pierwszej historii, którą chciałam Wam opowiedzieć, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie i – o ile macie na to chęć – podejmiecie polemikę (chyba, że macie takie samo zdanie jak ja, żółwik!). A teraz do rzeczy. Jak już wspomniałam – pewne rzeczy wynosi się z domu. U mnie w rodzinie nikt nie stosował zwrotów typu „o kurczę” tylko prosto z mostu walił „o kurwa”. Jako 5-letnia dziewczynka znałam takich okrutnych wyrażeń całe mnóstwo o czym przekonały się pielęgniarki próbujące wbić mi igłę z kroplówką. Ja naprawdę nie jestem osobą, która drze się na Bogu winnych ludzi, ani też nie boję się igieł (aż tak), ale ta była przeokropnie wielka jak na moje dziecięce oko. Do tego kobiety nie były specjalnie miłe i kazały zostać mojej mamie i cioci na zewnątrz pomieszczenia. Tak, dla mnie to był definitywny znak, że mnie pokroją, zabiją i nigdy nie wrócę do domu. Więc postanowiłam się bronić. Kiedy wypuszczono mnie z pokoju zabiegowego ciotka spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i stwierdziła, że jeszcze nigdy nie słyszała, żeby mały dzieciak tak klął.
Od tamtego czasu nic się nie zmieniło, no może po za tym, że nie kopię i nie gryzę bezbronnych pielęgniarek. A jeśli już jesteśmy przy tej opowieści to nie mogę nie napisać o dziwnym półśnie, który miałam po „głupim Jasiu”. Leżąc na sali operacyjnej pod wpływem leku, który zamulał mnie tak, jak nie zamula najgorszy film czarno-biały, widziałam tłum lekarzy i pielęgniarek, którzy siedzieli przy stołach i… jedli. Może to właśnie ten pokraczny obrazek sprawił, że nie biorę żadnych tabletek, chyba że umieram z bólu…

Pod napięciem
W komentarzach pod jednym z poprzednich postów wspomniałam o trochę zepsutej suszarce, z której strasznie śmiała się Ruda (pozdrawiam ;D). Gdyby ktoś nie czytał tamtej wypowiedzi to przedstawiam historię mojej suszarki:
Jestem leniem i nie chcę mi się suszyć włosów po każdym myciu (codziennie). Czasami jednak mam wielką ochotę, aby wyglądały one porządnie, nie sterczały w różnych kierunkach i układały się tak, jak chcę. Suszarka, którą zabrałam do mieszkania miała tę jedną wadę, że nieraz się nie włączała, jeśli jednak się włączyła to działała bez zarzutu, więc zbytnio nie przejmowałam się jej fochami. Do skutku próbowałam sprawić, że zadziała, ot co.
 Byłam bardzo zdziwiona gdy pewnego wieczoru moja suszarka nagle poróżowiała, zaczęła śmierdzieć spalenizną, a na jej końcu pojawił się ogień. Przepełniona niedowierzaniem patrzyłam jak dym wylatuje z jej otworów. Zastanawiałam się, czy mam tę suszarkę wrzucić do zlewu, położyć ją na podłodze, czy może wyjąć kabel z gniazdka. Gdy już przeanalizowałam za oraz przeciw i szykowałam się do odłączenia kabla, zgasł prąd w całym mieszkaniu. Moje nogi przyrosły do ziemi i objął mnie paniczny strach, że będę odpowiadała przed sądem za to, że połowa miasta nie ma przeze mnie światła. Na szczęście mam w mieszkaniu faceta, który szybko zareagował i zajął się korkami (nawet nie wiedziałam, że coś takiego funkcjonuje w blokach), po czym wrócił na górę stwierdzając, że nie powinnam więcej włączać tej suszarki. Gdyby nie moje przerażenie pewnie odpowiedziałabym mu to, co sobie pomyślałam: kto jest na tyle głupi, żeby zepsutą suszarkę podłączać do prądu?

Ognisko już dogasa
Jak różni są ludzie, tak różne są ich problemy. Podejrzewam, że każdy z nas boi się co najmniej jednej rzeczy. Ja nie przepadam za wysokościami, przeraża mnie fakt, że mogę być wysoko, skoro nie potrafię latać. Trzęsę portkami jak sobie pomyślę, że miałabym wskoczyć do głębokiej wody. Już raz prawie się utopiłam, drugi raz przeżywać tego nie chcę. Trzecią zasadniczą kwestią jest moja panika na widok dużych skupisk mrówek.
Nie jestem w stanie przejść spokojnie obok mrowiska, nie mogę dotknąć mrówki palcem, a idąc lasem zawsze ze strachem patrzę czy na ściółce nie mnoży się to chujostwo. Jeśli trafię na miejsce, gdzie te stworzenia występują w wielkich grupach, bądź są to duże, czarne mrówki to albo robię tył zwrot, albo maszeruję tupiąc nogami, żeby nawet jedna z nich nie dotknęła mojej skóry. Naprawdę nie cierpię tego cholerstwa, mam tak od dzieciństwa i moja siostra przeżywa to samo. Nie przeraża mnie pojedynczy osobnik z tego gatunku, ale już kilkanaście z nich łażących gdzieś w zasięgu mojego wzroku? Nie…
Pewnego letniego dnia, kiedy jeszcze chodziłam do podstawówki, zapragnęliśmy zrobić duże ognisko. Wszystko było fajnie dopóki się nie ściemniło, a my nie zaczęliśmy bawić się przy ogniu. Gdy znużona zabawą usiadłam na ziemi trafiłam tyłkiem na małe mrowisko. Pech chciał, że zorientowałam się dopiero gdy te małe skurwiele mnie oblazły. Pół nocy nie mogłam spać, bo miałam wrażenie, że coś po mnie łazi. Nie chciałam wejść do łazienki, bo leżały tam moje ciuchy, które zrzuciłam z siebie, chcąc pozbyć się tych gadzin. Moje myśli wciąż wracały do mrówek, które mogły przecież zeżreć mnie całą – od włosów po paznokcie u stóp. Teraz opowiadam to z uśmiechem na ustach, ale wtedy panikowałam jak mało kiedy.
Ludzi często zastanawia, jak mogłam usiąść na mrowisku wcale tego nie widząc. Czasami pytam ich, czy są kotami, które widzą w nocy. Ja nie jestem, więc nie byłam w stanie wyczuć zagrożenia. Mrowisko było małe, pod ziemią, mrówki czarne, więc nawet nie gryzły, a do tego było ciemno. Jak mogłabym cokolwiek zobaczyć?

Wstawaj, szkoda dnia!
            Na koniec moja ulubiona historia, która wydarzyła się kilka miesięcy temu. Cały problem polegał na tym, że byłam okropnie zmęczona dojazdami na uczelnie, które zajmowały mi blisko 2 godziny (2 godziny trwała podróż w jedną stronę!).
Nie mieszkam aż tak daleko od uczelni, żeby się przeprowadzać – tak sobie myślałam pod koniec września. Już pierwszy tydzień roku akademickiego przekonał mnie, że jestem w błędzie. 35 kilometrów do Centrum to może faktycznie nie taki duży kawał drogi, ale jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że pociągi kursowały tragicznie, a czas podróży zwiększał się do ponad godziny to przestało być kolorowo. Do tego wszystkiego mój kampus nie leży w ścisłym centrum i trzeba poświęcić sporo czasu na dojazd. Cztery godziny w ciągu dnia spędzone w różnych środkach transportu, wieczne niewyspanie, zmęczenie życiem, sytuacją, ciągłe opóźnienia i niepewność czy zdąży się na czas to tylko część tragedii. Dodatkowym problemem była zbliżająca się zima i coraz dłuższe wieczory.
            W tamtych dniach bardzo często myślałam o przeprowadzce do miasta, w którym studiuję, a poważniej zaczęłam zastanawiać się na tym, gdy podróż uczelnia-dom zajęła mi pięć godzin. Czarę goryczy przepełniła jednak dopiero pamiętna wycieczka na uczelnię.
            Poniedziałek to taki dzień, kiedy miałam zajęcia o 8. Aby zdążyć na tę godzinę musiałam wyjechać o 5:30 z domu. Ponieważ nie robię dużo rzeczy przed wyjściem, bo lubię sobie pospać (a w tamte dni to już w ogóle), więc zwykle wstawałam o 5. Ten jeden dzień był jednak wyjątkowy…
            Przebudziłam się w nocy i czując, że to pora mojego wyjścia szybko się ogarnęłam, ubrałam, zrobiłam kanapki, posiedziałam chwilę i w końcu złapałam kurtkę gotowa do wyjścia. Założyłam szalik, zabrałam kluczyki i spojrzałam na zegarek, żeby upewnić się, która jest godzina. Była 1 w nocy… P i e r w s z a… Ja, przyszykowana do opuszczenia domu, miałam już iść odpalić samochód i wyjechać na stację. Nie mogłam w to uwierzyć. Sprawdziłam wszystkie zegarki w domu, każdy z nich przedstawiał tę samą porę. Wciąż pełna konsternacji spojrzałam na księżyc za oknem. Zdjęłam kurtkę, rozwiązałam szalik i rzuciłam się do wyrka gotowa spać 3 dni.

Kończę, bo już mi laptop na podłogę spada (zawał na miejscu, mówię Wam). Do następnego! :)

A Ty jaką historię opowiadasz swoim znajomym?

PHOTO: Ryan McGuire

20 komentarzy:

  1. A ja kiedyś poszłam do pizze i tam pizza była na takim obrotowym czymś, więc zaczęłam tym kręcić i kręcić i... Wylądowała na ziemi (byliśmy na dworze) sosem do dołu. I tak zjadłam. Było warto.
    A twoje historie genialne! Najbardziej uśmiałam się z mrówkami, chociaż sama nie wiem czemu. Może dlatego, że jak dla mnie to słodziutkie, małe istotki. Ale ja to ja, jak zwykle inna. Ale pielęgniarkom jakoś nie zazdroszczę ;)
    Pozdrawiam, świetny rozdział, wspaniale piszesz, czuję się, jakbyś ty mi to opowiadała, na żywo.
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgniarki były same sobie winne. :D Nic na to nie poradzę, że robiły wszystko, abym bała się jeszcze bardziej, a to nie sprzyjało dobrej współpracy.

      Usuń
  2. Również lubię narzekać i nie stronię od podwórkowej łaciny, o czym miał okazję przekonać się pewien lekarz :)
    Historia teraz dość zabawna, ale na początku taka nie była...
    Jakoś w lutym tego roku, postanowiłyśmy z koleżankami wybrać się do Energy 2000- tak żeby sprawdzić, co to takiego niesamowitego jest. Wiadomo, impreza jak impreza, późno się skończyła, a biorąc pod uwagę fakt, że dojazd do naszych domów stamtąd zajął ponad godzinę, to spać położyłam się około 4 rano.
    Jestem osobą, która akurat wyspać się lubi, zwłaszcza po imprezie więc, kiedy usłyszałam jak moi dwaj młodsi bracia, o godzinie 8:30 kłócą się o to, jaką bajkę będą oglądać, postanowiłam zwlec się z łóźka i zrobić z tym porządek. Po tym, jak wytłumaczyłam im (niezwykle subtelnie), że mają się uciszyć, nie pragnęłam niczego innego niż wrócić pod swoją ciepłą kołderkę. Pech chciał, że (niechcący) uderzyłam w drzwi, a dokładnie w znajdującą się w nich szybę, która rozpadła się na kawałki. Niestety nie były to małe kawałeczki i jeden spadł mi na nogę, rozcinając ją dość pokaźnie. Oczywiście mi się w momencie zrobiło słabo, mroczki przed oczami i te sprawy, ale to nie było jeszcze najgorsze. Po tym jak karetka przetransportowała mnie do szpitala, weszłam do pomieszczenia, gdzie miałam mieć założone szwy. Pan doktor stwierdził jednak, że znieczulenie nie będzie mi potrzebne, bo będą to tylko dwa szwy. Ja, będąca jeszcze w lekkim szoku, przystałam na jego propozycję. Chwilę później, kiedy tylko igła przebiła moją skórę, myślałam że owego pana doktora zabije, albo on chce to zrobić mnie, bo bolało niemiłosiernie. Z dwóch szwów zrobiło się ich pięć i wszystkie, jeden po drugim, zakładane miałam na żywca. Oczywiście ja jak to ja, w takich sytuacjach nie zważam na to, co mówię i dałam popis swoich możliwości. Lekarz, całe szczęście miał poczucie humoru i nie skomentował mojego zachowania (przy mnie), ale powiem tylko, e nie przebierałam w słowach... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że zakładanie szwów bolało mnie bardziej niż sam moment, kiedy szkło przecięło mi nogę :)
    Mama do dziś opowiada wszystkim o tym, jak pięknie zwyzywałam lekarza- normalnie to staram się akurat przy rodzicach nie przeklinać, chociaż i tak mi się średnio udaje ;p Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pomieszczenie to było otwarte, a na korytarzu mnóstwo ludzi- jak na polski szpital przystało. Starsze panie patrzyły na mnie z wyraźnym zniesmaczeniem, a reszta- z czystym przerażeniem w oczach...
    Jaki z tego morał? Kiedy lekarz mówi, że znieczulenie jest niepotrzebne, wiedzcie, że kłamie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O my god... Jak oni mogli zszywać bez znieczulenia??? Mnie to najpierw musieliby uśpić, bo inaczej nie dałabym sobie tej nitki i igły wbić w skórę. Aż mnie ciarki przeszły. Właśnie przez takie historie nie cierpię chodzić do lekarzy - jakichkolwiek.

      Usuń
  3. Świetne anegdotki. Lubię czytać i słuchać podobnych opowieści, więc i te twoje sprawiły mi frajdę.
    Cóż, masz rację. Polacy mają to do siebie, że uwielbiają narzekać! Większość zachowuje się wręcz, jak wysysające energię ze wszystkich żywych istot zombie. Ja się z tego schematu nie wyłamię, bo również psioczę na wszystko dookoła, gdy coś nie idzie po mojej myśli. No, ale staram się to ograniczać. Ograniczam też rzucanie mięchem, choć czasami nie da się z tego zrezygnować. Także rozumiem cię doskonale!
    W moim przypadku mój bogaty słownik mieli okazję w tym roku poznać lekarze z krynickiego szpitala i miłośnicy zimowego szaleństwa na tamtejszym stoku. Cóż, widocznie rozładowanie złych emocji poprzez sport nie zawsze jest bezpieczne... Skończyło się ze złamaną ręką i to z przemieszczeniem kości. Ale żeby tylko! Przecież jestem tak upartą istotą, że przyjęcie pomocy od dobrych ludzi jest poniżej mojej godności. Tsa... zamiast od razu zadzwonić na GOPR, to ja postanowiłam, że sama sobie zejdę ze stoku, a trzeba zauważyć, że stok w Krynicy jest cholernie stromy. I tak sobie szłam z tą bezwładną ręką, opierając się o ramie brata przez prawie 2km w dół i bluzgając aż miło. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem inteligentną dziewczyną. Cóż, po tegorocznych feriach zaczynam w to wątpić... W szpitalu pracowało dwóch młodych i niesamowicie "zabawnych" ortopedów. Jak weszłam do gabinetu po odczekaniu swojego w długaśnej kolejce, to pierwsze pytanie jakie mi zadali brzmiało: "A pani to pewnie z pływalni?" Przyznaję, nie wiedziałam o co chodzi, bo bolało jak cholera i moje myślenie się wyłączyło, ale chyba mogłam się domyślić, że żartowali. Nie, nie domyśliłam się! Spojrzałam na nich, jak na głupiutkie istoty i palnęłam "Nie, to nie ja, ja ze stoku." Nieee, wcale nie wskazywały na to grube snowboardowe spodnie... Brawo, Monika. Gdy składali mi tą rękę (bez znieczulenia, szlag by ich trafił!) wygryzłam się tak mocno w nadgarstek lewej dłoni (chodziłam z tym śladem przez 2 tygodnie!), co nie umknęło uwadze pielęgniarki, która spojrzała na mnie jak na nienormalną i spytała czy ta ręka też jest mi niepotrzebna :D
    Także więcej się tam prędko nie pojawię. Zdecydowanie wolę moją Białkę Tatrzańską. Krynica przyniosła mi pecha ;)
    Haha, genialna suszarka :D Znam chwilową panikę, jaką człowiek czuje w takich chwilach! Ja jakieś cztery lata temu wywaliłam korki w domu, gdy podłączyłam do gniazdka lampki choinkowe znalezione gdzieś na strychu. Strzeliło, błysnęło i zrobiło się ciemno :D Widocznie coś w nich nie łączyło... Ale to nie wszystko! Zamiast się do wszystkiego przyznać jak człowiek, wrzuciłam lampki za szafę i udawałam, że nie wiem co się stało! Taki tchórz ze mnie był i chyba odwaga nie przyszła wcale z czasem :D
    Rozumiem strach przed wysokością - też panicznie się jej bałam, zanim pierwszy raz nie skorzystałam z wyciągu krzesełkowego. Ile nerwów mnie to kosztowało! Ale potem lęk zniknął i jakoś łatwiej przychodzi mi zmierzenie się z wysokością, choć czasami jeszcze jakaś blokada w moim mózgu zaskakuje i nie da się jej odblokować. Obawa przed wodą jest zrozumiała. Zwłaszcza, że miałaś jakieś niemiłe wspomnienia. Ej, ale żeby mrówek się bać? Co one ci mogą zrobić? Przecież są tyci, tyci!
    Z tą ostatnią przygodą... Zawsze wstajesz na czuja? :D Ja, zanim zacznę się ubierać, ba zanim w ogóle zwlekę się z łóżka, to sprawdzę godzinę na telefonie, który leży obok mnie. Dopiero jak upewnię się, że nie mam już czasu do stracenia to wstaję, innej możliwości nie ma!
    W każdym bądź razie fajnie się czyta o tych twoich przeżyciach. I jakkolwiek wtedy niedobre się one wydawały, to pewnie przyjemnie się o nich pisze z perspektywy czasu, co? :D Przynajmniej w moim przypadku tak jest. Dystans do pewnych sytuacji nabieram z czasem.
    Czekam na kolejny wpis, a w międzyczasie zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie również "leczyli" bez znieczulenie? Ja nie wiem, co się dzieje w tym kraju... Nie mam pojęcia jak można kogoś szyć bez znieczulenia, jak można komuś składać rękę bez znieczulenia... Będę omijała szerokim łukiem wszystkie szpitale.
      Lampki schować za szafę? Hahaha.
      Jeśli chodzi o moje wstawanie - bardzo często budzę się jakieś 5 minut przed tym, jak mój budzik zadzwoni i wyleguję się w wyrku dopóki nie wybije godzina, o której powinnam wstać. Tamtej nocy byłam tak zmęczona, że patrząc na zegarek widziałam godzinę 5 rano, więc wyłączyłam budzik i poszłam się ubierać. Po dziś dzień nie mam pojęcia jakim cudem mogłam się aż tak pomylić.
      A mrówki są koszmarne. Sama nie wiem, skąd wzięła się moja nienawiść do niech, ale tak mam od dziecka. Są ludzie, którzy boją się pszczół, są ludzie, którzy nie lubią pająków no i jestem ja. W ogóle - wiesz, że to cholerstwo ma kilkanaście (o ile nie kilkadziesiąt) gatunków? To jedne z najlepiej przystosowanych stworzeń. Kiedyś oglądałam film, w którym pokazali jedną z odmian. Mówili, że nawet jeśli cały świat zaleją ogromne wody i wszyscy oraz wszystko zginie, to mrówki mają ogromną szansę przeżyć, bo potrafią robić tratwy z samych siebie i tak płyną i płyną dopóki nie natrafią na ląd. Trochę mnie ta wizja niepokoi.
      Oczywiście, że przyjemnie się o nich piszę. Równie miło się o nich opowiada, a że ja lubię śmiać się z samej siebie to bardzo często można te właśnie historie ode mnie usłyszeć.

      Wpadnę na pewno. Jak nie dzisiaj to jutro :)
      Pozdr:)

      Usuń
    2. Ta, medycyna w Polsce jest na poziomie zerowym! No może przesadzam, ale na pewno troska o pacjentów w wielu szpitalach zbliża się ku temu poziomowi. Stąd też wynika mój lęk przed lekarzami. W tym roku niestety tylko udało mi się go pogłębić.
      Ej, dzieciakiem byłam! Miejsce za szafą wydawało mi się najlepszą możliwością dla ukrycia śladów zbrodni! :D
      No to nieźle! Mnie nikt by chyba nie ściągnął z łóżka o tej porze. Zwyczajnie niemożliwe.
      Ja żyję z wszelkimi żyjątkami w zgodzie. Za to mój brat też panicznie bał się wszystkich żyjątek. Wraz z wiekiem trochę mu przeszło, ale niekiedy nadal zdarza mu się wpaść w panikę, gdy jakiś robaczek znajdzie się zbyt blisko niego :D Może oboje przeczuwacie, że mrówki zawładną niedługo światem? Kto wie :D Nie no śmieję się. To wcale nie jest takie dziwne. Różni ludzie różne fobie mają. Ja przez kilka lat bałam się wchodzić po schodach, gdy było ciemno, bo wydawało mi się, że gdy tylko zaczynam, to coś za mną podąża i chce mnie złapać :D Kończyło się na tym, że biegłam, jak głupia, głośno tupiąc i przy okazji budząc cały dom (a nie włączałam światła, żeby nikogo nie budzić właśnie).

      Usuń
    3. Za pająkami również nie przepadam, ale jeszcze nie panikuje na ich widok:D

      Usuń
  4. Hahahaha, ostatnia przygoda mnie bardzo rozbawiła :D. JA też tak mam, że potrafię nie raz w niedziele wstać o 6, z myślą o tym, że muszę się szykować do szkoły:P. Ogólnie podobała mi się bardzo ta notka, bo w sporej mierze poznałam ciebie i twoje lęki. I owszem też boję się tych skupisk mrówek, ale nic mnie nie przerazi jak pająk. Wystarczy taki malutki to już wołam kogoś kto jest w domu aby mi go zabił xD. Ale jak muszę się z nim zmierzyć sam na sam, to już w ogóle masakra hahahaha. I z wulgaryzmami też mam problem, czyli nie jestem sama!! Piona! Super notka, bardzo mi się podobała.
    Pozdrawiam! :*
    http://palace-to-crumble.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba :)

      Usuń
  5. O tak, ja też nie lubię mrówek:D Gdyby mnie oblazły też bym pewnie pół nocy nie spała. Choć gorzej mam z pająkami, tego cholerstwa to w ogóle zdzierżyć nie mogę. Najlepsze jest to, że mój chłopak hoduje. Jeden z nich jest wielki jak cała moja ręka i tego się jakoś nie boję. Na tego mogę patrzeć. A na te małe gnidy z małą dupcią i chudymi nogami - nie.
    Sytuacja z suszarką jest chyba najlepsza;D Choć wyzywanie pielęgniarek i pobudka o 1 w nocy też mi się podobały;D
    Ja mam dwie historie, które zazwyczaj opowiadam;D Pierwsza to jak kiedyś piłam z kolegami na akademiku i w końcu pani z recepcji wyrzuciła tych, co tam nie mieszkali (w tym mnie). Ale mądrzy my, wymyśliliśmy, że wrócimy do akademika niepostrzeżenie i będziemy kontynuować imprezę. Chłopaki, którzy w nim mieszkali nazbierali prześcieradła, koce, związali je i zrzucili nam 'linę' z pierwszego piętra. Trzy osoby trzymały w środku, a my mieliśmy się wspiąć. Jeden chłopak stchórzył i wrócił do domu, jeden wszedł do środka i przyszła kolej na mnie. Gdyby to było teraz to pewnie bym wlazła, bo mam silniejsze ręce, ale wtedy masakra. Podciągnęłam się prawie do końca, już miałam chwytać kumpla za rękę, kiedy nie wiem czemu puściłam się i spadłam z impetem na ziemię kilka centymetrów od chodnika. Kuple tak się przejęli, że załatwili mi nocleg w akademiku zupełnie za darmoxD Plecy bolą mnie do teraz, mimo że minęło 1,5roku. Nie polecam:D

    Pozdrawiam! ;D I życzę dalszych przypałów;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to hoduje? Trzyma to cholerstwo w domu? Jeezu, no ja rozumiem takie normalne pająki, że po mieszkaniu chodzą, ale żeby dla własnej przyjemności trzymać takie wielkie, włochate coś? Mój boże....
      Trochę parodia disneyowskiego filmu:D Ile to było metrów?:D

      Usuń
  6. Po pierwsze po tym rozdziale uznałam, ze powinnaś jak najszybciej zacząć publikacje jakiegoś opowiadania (albo powrót do starego), bo piszesz swietnie. Najbardziej rozwaliła mnie ostatnia sytuacja, choć wyobrażenie sobie przeklinającej jak szewc pięciolatki wywołało na mojej twarzy wielki uśmiech ;) kurczę, akurat mrówek sie nie boje, ale np. Windy... To są cholernie prZerazajace klitki xd może nie wszystkie, ale Zdecydowana większość. Zapraszam Cię do mnie na nowość - zapiski-condawiramurs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, z tymi opowiadaniami to u mnie ciężka sprawa. Aktualnie brak mi pomysłów na to, co ma się w tym moim starym opowiadaniu ("Na Zawsze") dziać. Cały czas myślę, co by tam dodać, ale jakoś... nic.
      Wpadnę tak szybko, jak tylko będę mogła ;)

      Usuń
  7. Hejo kochana! :3
    Okropnie bardzo chciało mi się spać, ale Twoje opowieści totalnie mnie rozbudziły! Naprawdę! :D Chyba jeszcze nie mówiłam, ale wspaniale to wszystko opowiadasz! Tak ciekawe i inaczej niż inni. Przyciągasz jak magnez swoimi opowieściami! Fajnie to się czyta! Cudo! ♥
    Haha! Śmieszna ta sytuacja z tą suszarką. Najbardziej mnie rozbawiła ( cudem powstrzymałam się przed wybuchem śmiechem. No wiesz... Niedaleko śpią rodzice, bracia, a obok siostra, z którą mam pokój xD ).
    A ja jaką mam historię? Jakiś czas temu ( może tydzień, dwa? ) padał deszcz. Byłam z przyjaciółką i przyjacielem na dworze, kiedy to zaczęło padać. Złapaliśmy się za ręce, po czym zaczęliśmy się kręcić w kółko i śpiewać piosenkę Smerfów ,,La la la la la la...’’. Wiem, głupie, ale już tacy jesteśmy xD
    Przepraszam, że krótko, ale mam jeszcze dużo ( bardzo )blogów do nadrobienia.
    Pozdrawiam cieplutko i ślę całusy! :***
    PS Zapraszam do mnie na nn ;)
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba. Wpadnę do Ciebie jak tylko znajdę wolną chwilę :)

      Usuń
  8. Dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie przytrafiają się takie historie. Ja ze swoim szczęściem do robienia głupot, trafiania na dziwnych ludzi i pakowania się w głupie sytuacje mogłabym w tym komentarzu wypisać mnóstwo historii, więc w takim razie wspomnę tylko o jednej, w której nie wypadam aż tak źle, jak w pozostałych ;p
    Jakieś dwa lata temu w wakacje postanowiłam z koleżanką wybrać się na spacer. Wszystko oczywiście w ramach aktywności fizycznej, chudnięcia itd, bo akurat zaczynał się sezon plażowy i trzeba było jak najlepiej wyglądać. Postanowiłyśmy, że przejdziemy się lasem do sąsiedniego miasta i tam trochę pobędziemy sobie na plaży. Wyprawa nie aż tak długa, ale jakoś 1,5-2h by nam zajęła. A że mamy wielką zdolność do gubienia się, szczególnie w lasach, postanowiłyśmy iść mniej więcej wzdłuż ulicy, która się w tym lesie ciągnie. Szłyśmy bardzo z siebie zadowolone już dłuższy czas, kiedy nagle, na środku ulicy zatrzymała się taksówka. Kierowca krzyknął do nas, żebyśmy wsiadały, to nas podwiezie, na co my oczywiście, że nie, bo po pierwsze bez sensu płacić za taksówkę, a poza tym miałyśmy przecież przejść całą drogę, spalić trochę kalorii itd. Taksówkarz powiedział, że podwiezie nas za darmo, bo i tak jedzie na postój taksówek, a jest mu nas bardzo szkoda. Okazało się, że pół godziny wcześniej, kiedy jechał w drugą stronę zawieźć gdzieś jakąś panią, ja i moja koleżanka znajdowałyśmy się niemal w tym samym miejscu, co w momencie, gdy taksówkarz nas zaczepił. Nie wiem jak to zrobiłyśmy, że szłyśmy aż tak wolno. Już więcej na taki spacer do sąsiedniego miasta nigdy się nie wybrałyśmy.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwnych ludziach, na których trafiam też niedługo będzie tylko jeszcze muszę ułożyć sobie w głowie, jak miałoby to wyglądać. :D
      Ja przez las to bym szła tak szybko, że nikt by mnie nie dogonił. Chyba, że byłby to okres grzybobrania, to już co innego. :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Witaj,
    Kurczę. Napisałam już komentarz, ale mi się cholerny usunął, bo się nie zalogowałam. Cholera, cholera. Więc postaram się go odtworzyć.
    Jak zwykle mnie rozbawiłaś. Dałaś mi w ten sposób dawkę humoru na cały dzień, która bez wątpienia mi się przyda, gdyż dziś sobota i przydało by się w końcu posprzątać mieszkanie (O Nie!). Masz niezwykły dar przekazywania fajnych rzeczy w fajny sposób. Nic dodać nic ująć. :)
    Tekst podobał mi się do tego stopnia, że pozwoliłam sobie niektóre fragmenty przeczytać mężowi. Przyznał mi rację. Jesteś niesamowita.
    Ja nie mam się czym pochwalić na tej moment, gdyż mam pustkę w głowie. Albo mój mózg wypiera z głowy pewne informację ponieważ wstyd się do nich przyznać. :) Kto wie?
    Z Twoich historii najbardziej spodobała mi się ta o pielęgniarkach. Mimo, że pozostałe były równie zabawne, urzekła mnie Twoja pięcioletnia wersja klnąca jak szewc, w obronie przed gigantyczną igłą i niemiłymi pielęgniarkami. :D Mąż uznał, że jeszcze trochę i założę Twój fanklub. Może coś w tym jest ;)
    Mam nadzieje, że ten komentarz jest zadowalający. Przeprasza, ale ciężko było mi powtórzyć drugi raz to sami, równie dobrze.
    Życzę Ci mnóstwa weny
    Pozdrawiam
    Spencer <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie pokój posprzątałam, nie moja kolej na porządkowanie całego mieszkania :D
      Trzeba było przeczytać mu całe. Przy okazji - pozdrów męża i uprzeć, że kradnę Cię w każdy piątek ;) Ale żeby fanklub zakładać? Chyba jeszcze nie pora na takie ekscesy :D
      Oj tam wstyd się przyznać. Ja lubię śmiać się sama z siebie. Ba! Wolę śmiać się sama z siebie, niż gdybym miała nabijać się z innych. Oczywiście są historie, których nigdy nie przytoczę, ponieważ są tak idiotycznie głupie, że po prostu nie byłabym w stanie tego wydusić, ale... Są też takie, z których powinno się śmiać. Ja Was zaprosiłam na chwilę do swojego życia dzięki tym anegdotkom i ciszę się, że się podoba.

      Każdy komentarz jest zadowalający i cieszy!

      Pozdrawiam :)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)