Największy grzech na świecie

11:18 Alice McDalvis 39 Comments



Od poniedziałku zastanawiam się, co napisać w nowym poście. Założyłam sobie, że post ten będzie śmieszny, ciekawy i sprawi, że wrócicie tutaj za tydzień. Plan był dobry, ale życie skierowało mnie trochę w inną stronę. Dzisiaj nie będzie zabawnych historii, anegdot, czy mojego boczenia się na świat. Będzie poważnie, bo myślę, że sprawa taka właśnie jest – poważna.Wyobraźcie sobie piękną pogodę za oknem i słońce, którego brakowało przez kilka poprzednich dni, a także klimatyzowany autobus dający miłą ochłodę przed upalnym południem. Wyobraźcie sobie starszych ludzi zajmujących miejsca siedzące i sporą grupkę osób młodszych, które stoją, ciesząc się życiem. Może dostali awans? Albo po prostu mają dobry dzień.

Zaraz za kierowcą siedzą dwaj chłopcy, mają góra 6 lat. Cicho rozmawiają o czymś, co ich interesuje. Może to piłka nożna, a może coś na zewnątrz przykuło ich uwagę. Żywo gestykulują, pokazują sobie coś nawzajem.
Chciałabym, żebyście teraz domalowali sobie do tego szczęśliwego obrazka faceta po trzydziestce, który mocno trzyma się poręczy i kiwa na boki. Jest pijany. Kompletnie pijany. W pewnej chwili ten człowiek burzy spokój w autobusie. Pokracznie gibając się to w prawo, to w lewo, nachyla się nad dwójką dzieciaków siedzących na przedzie pojazdu i zaczyna coś do nich mówić. Kilkulatkowie milkną, w tej samej sekundzie. Brakuje już ich cichych głosików i radosnych gestykulacji. Siedzą jak rażeni piorunem, a ten mężczyzna mówi i mówi.
- Ustopój się! Weź się ustoos..uspokój, bo cie zaraz wysadze z tego awtobusa!
Facet wyciąga rękę. Może chce dzieciakowi przyłożyć? Może naprawdę chce go wyrzucić z tego autobusu? Ludzie patrzą, szepczą, ale nic nie robią, ich rola jest raczej bierna. Nagle starsza pani, wstaje, zasłania chłopaków swoim ciałem i czeka. A On nadal próbuje ich złapać, jeszcze tylko przez chwile. Jeden ruch ręką, drugi. Poddaje się. Znowu łapie za poręcze, a starsza kobieta twardo stoi na nogach. I tylko te łzy powoli spływające po jej policzkach…
Znali się? Chyba nie, w końcu kobieta wysiadła trochę wcześniej, ale to dopiero przed nami. Na razie wróćmy do tego autobusu. Póki co trzeba poczekać na zielone. To wielkie skrzyżowanie, z jedną z najważniejszych ulic w tym mieście, dlatego trochę się schodzi zanim światło zmieni się na żółte, a zaraz potem na zielone. Kierowca rozgląda się na boki i wprawia maszynę w ruch. I wreszcie przystanek, drzwi się otwierają, gorące powietrze wlatuje do środka pojazdu, a dwaj chłopcy podrywają się na nogi i uciekają. Tak po prostu. Ich ojciec wciąż kiwa się z boku na bok, a oni biegną. Plecaki skaczą przy każdym kroku, szczuplutkie ciałka sprawnie się ruszają, a twarze znaczy grymas strachu. Obaj wbiegają do ostatnich drzwi autobusu i kryją się za podróżnymi. A ojciec? Siada… Nie rozgląda się, nie przejmuje, po prostu siada i czeka na swój przystanek.
Zadziwiające jest to, że go znajduje. W pijackim półśnie rozpoznaje okolice i wysiada. Starsza kobieta opuściła miejski środek transportu już dawno temu. Dzieciaki wyskakują z autobusu w ślad za ojcem i znowu biegną. On jest gdzieś z tyłu, za nimi. Maszeruje pijackim krokiem przez jedną z dzielnic stolicy nie zważając na to, gdzie są jego pociechy. Idzie, może po drodze wstąpi do sklepu i zafunduje sobie kolejną dawkę alkoholu. Piwo? Wódka? Spirytus? Potem skieruje się w stronę mieszkania i odnajdzie swoje dzieci. Chociaż mam szczerą nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Wiecie co jest najgorsze? Że On (nie zasłużył na wielką literę, więc to ostatni raz, gdy tak to zapisałam) w końcu wróci do domu. I podejrzewam, że nie wytrzeźwieje do tego stopnia, żeby jego własne dzieci poczuły się przy nim bezpiecznie.
Czasami tak słucham tych wielkich dysput Kościoła na temat życia i zastanawiam się, o co chodzi. To święte pitu-pitu, które serwuje absolutnie nie trafia do mojego przekonania. Grzechem jest stosowanie środków antykoncepcyjnych? Nonsens. Grzechem jest zaszczucie swojego dziecka do tego stopnia, że boi się własnego cienia, a po każdej libacji ojca/matki wraca spanikowany do łóżka. Grzechem jest doprowadzenie własnej pociechy do tego, że wysłuchuje czy tatuś albo mamusia nie wracają do domu pijani. Grzechem jest sprawienie, że fizycznie i psychicznie znękane dziecko chowa się pod stołem, gdy tylko zda sobie sprawę, że w torebce, którą trzyma rodzic butelka obija się o butelkę.
            Jestem zdania, że nie każdy powinien zostać rodzicem. A niestety nie trzeba wiele, żeby się nim stać. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego Kościół popiera miłosierdzie, propaguje czystą miłość, a jednocześnie pozwala na krzywdzenie najmłodszych, bo to jest krzywdzenie i nie ma co do tego wątpliwości. Jednak ktoś postanowił, że dużo większym złem jest niedopuszczenie do narodzin dziecka, które nie miałoby warunków do życia, niż bicie, znęcanie się i zastraszanie własnej latorośli.
I do tego to pierdolenie, że związki partnerskie są niepotrzebne, a dziecko nie powinno wychowywać się w domu, w którym są dwie mamusie, albo dwaj tatusiowie. No krew mnie zalewa. Bo niby co? Chlejący tata i mama to lepszy autorytet? Z takiej rodziny wychodzą porządniejsi obywatele? Pary homoseksualne to niby zagrożenie, tylko zastanawiam się komu one grożą? Facetom w sutannach, którzy nie będą mogli łazić od domu do domu i prosić o wsparcie dla Kościoła, bo przecież Pismo zabrania takich ekscesów jak związki partnerskie, więc tam, gdzie żyją takie pary, chodzić nie można? Przepraszam, ale nie rozumiem ludzi, którym przeszkadzają geje i lesbijki. To osoby takie same jak reszta, wychodzę jednak z założenia, że znacznie wrażliwsze. I przykro mi, ale wolę myśl, że dzieckiem zajęłaby się para wrażliwa, niż narwańcy, którzy nie potrafią trzymać rąk przy sobie.
Tyle jest rozmów o patologicznych sytuacjach w rodzinnych domach, że to aż niemożliwe do zrozumienia. Ja naprawdę nie mogę pojąć, dlaczego maluchy nie mogą znaleźć bezpiecznego miejsca wśród par homoseksualnych. Tak wiele zła dzieje się na tym świecie, a jednak lepiej wychodzić z założenia że kobieta+mężczyzna zawsze będą godniejszymi opiekunami.  Są ludzie, którzy wychowują dzieci w pojedynkę i jakoś nikomu nie przeszkadza, że tatuś robi także za mamusię, ale jeśli chce się stworzyć dom z partnerem tej samej płci to już jest tragedia. Może jestem za młoda żeby to zrozumieć poprawnie, ale wydaje mi się, że lepiej mieć dwie mamusie i schronienie, oparcie w tych ludziach, niż wiecznie zasłaniać uszy, żeby nie słyszeć rodziców, którzy swojej funkcji wykonywać nie powinni… A potem dzieciaki z takich rodzin trafiają do domów opieki i siedzą tam długie lata, bo ktoś wreszcie oprzytomniał i zabrał ich z centrum wariactwa i patologii jakim było ich mieszkanie. Ja się jednak zastanawiam czy to jest dobry wybór - skazywać nieletnich na wychowywanie się bez rodziców, skoro jest tyle par, które mogłyby się nimi zająć. Z prawnego punktu widzenia jest to niestety niemożliwe. 
Mam tylko nadzieję, że ci dwaj chłopcy, o których tutaj napisałam mają matkę, która ich kocha, która stara się stworzyć im normalny dom. Matkę, która jest dla nich podporą. I chociaż nie potrafi sobie poradzić z chorobą swojego męża, to mam nadzieję, że jest w stanie obronić swoje dzieci. Bo jeśli i ona tak zaniedbuje swoich chłopców to nawet nie chcę myśleć, jakie w jakim piekle oni żyją.
A czego najbardziej mi żal? Chyba tego, że nawet jakby inny pasażer zareagował i zadzwonił na policję to nic nie zrobiliby temu facetowi. Co najwyżej zabraliby go na Izbę Wytrzeźwień, posiedziałby 24h i wszystko wróciłoby do chujowej normy. 

Co myślicie o tym poście? Zgadzacie się ze mną czy raczej jesteście po przeciwnej stronie barykady? 
Jak podoba się nowy szablon? Ja szczerze powiedziawszy mam mieszane uczucia. Z jednej strony to super projekt, który naprawdę urzeka, z drugiej to nie koniecznie to, czego chciałabym na moim blogu. W każdym razie serdecznie dziękuję Arachne i podziwiam za cierpliwość. A jeśli chcecie coś nowego na swoją stronę to kieruję Was do niej na wyimaginowana-grafika.blogspot.com.
Zachęcam również do polubienia mojej strony na FACEBOOKU(pracuję nad nią)! 


39 komentarzy:

  1. Świetnie napisane. U mnie akurat dzisiaj pogoda zaczęła dopisywać. Zgadzam się z tobą, nie powinno się tak robić. To dzieci i to jeszcze małe. A szablon jest super.

    http://odbicie-lustra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejo kochana! :3
    Może zacznę od szablonu, który według mnie jest cudny ^-^ Ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Nagłówek jest przepiękny ♥
    Heh. A u mnie pogoda jest ładna. Świeci słońce i w domu jest trochę gorąco. Na dworze lepiej ;)
    Teraz trochę o dzisiejszym poście! :D
    Hm. Ja tam nie mam nic do homoseksualistów. Jest to ich życie i ich sprawa. Ja wiem, że to trochę dziwne, że dziewczyna jest z dziewczyną, a chłopak z chłopakiem... No ale nie powinno się z tego powodu tępić ludzi. Trzeba też spróbować zrozumieć, jak oni się czują. Według mnie to nie powinno być tak, że homoseksualiści adoptują dzieci, ale zgadzam się, że lepiej byłoby dla dziecka, gdyby żyli z takimi ludźmi, niż z takimi, gdzie rodzice piją, kłócą się, biją dzieci itd.
    W sumie... Żeby zostać rodzicem to trzeba mieć tą odpowiedzialność. Teraz często zdarzają się wpadki... No ale jeśli ma się już to dziecko, to powinno się nim opiekować.
    Ja też nie widzę nic złego w środkach antykoncepcyjnych. Nie każdy chce tak szybko zajść w ciążę. Grzechem byłoby, gdyby zdecydowałoby się na aborcję. W końcu to zabójstwo dziecka.
    Hm... Chyba już nic nie mam do powiedzenia ;)
    Czekam na kolejny wpis! Pozdrawiam cieplutko i ślę całusy! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że nic do nich nie masz. Niech sobie żyją i mają się dobrze.
      Oczywiście, kiedy już ma się dziecko to powinno się nim opiekować, ale najgorsze jest to, że ludzie i tak tego nie robią. Jasne, są rodzice, którzy zapewniają dziecku dobrobyt i dbają o niego, ale szczerze powiedziawszy to nie tylko alkoholizm jest zły. Wychowywanie dziecka "na odległość", bo ciągle się pracuje też nie jest dobre, a niestety to coraz częstsze zjawisko. Ludzie się śpieszą, cały czas biegną, a dzieci muszą uczyć się świata samotnie. A potem dziwota, że pięciolatków wysyłają do przedszkoli... Mając takie autorytety (ludzi którzy) wiecznie gonią za pieniędzmi nie poświęcając czasu pociechom), nie dziwię się, że dzieci muszą wcześnie dorosnąć.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  3. Łał,bardzo otwarcie to przedstawiłaś. Masz rację, kościół zamiata wiele rzeczy pod dywan. I moim zdaniem, jeżeli chodzi o antykoncepcję to uważam, że lepiej jest jej używać niż żeby dziecko miało niedojrzałych, nieodpowiedzialnych rodziców i zmarnowane dzieciństwo. No, ale cóż kościół zawsze wie lepiej. A co do homoseksualistów nie do końca jestem przekonana aby adoptowali dzieci, lecz po części masz rację.
    To chyba na tyle:).
    Pozdrawiam i czekam na nn :**
    palace-to-crumble.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kościół ma poglądy, które pielęgnuje od lat i których w najbliższej przyszłości nie zmieni. W pewnym sensie to rozumiem, w końcu to autorytet, więc nie może pozwalać na zabijanie (a jednak plemniki się zabija i do komóreczki nie trafiają, hmm). Nie mogę jednak pojąć tej dysproporcji w pojmowaniu grzechu. Niby w rodzinie powinna panować miłość, spokój, a małżeństwo ma żyć w zgodzie, ale gdy pojawia się problem (jak opisałam wyżej - np. alkohol) to jednak sprawa różnie wygląda. W końcu to nadal małżeństwo, a rozwód kościelny to nie taka prosta sprawa. Powinno się dojść do zgody z partnerem i wspierać go. To chyba jednak powinno działać w dwie strony - żona wspiera męża, a mąż żonę. W wypadku alkoholizmu jednak tylko jedna osoba może wspierać i gdzie tu sprawiedliwość?
      Znacznie gorsze od rozbojów domowych są związki partnerskie, bo to wielkie zło. Takie odnoszę wrażenie - o wiele bardziej potępia się ludzi, którzy w takich związkach żyją, niż tych, którzy dopuszczają się przemocy domowej. I tego za cholerę pojąć nie mogę.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ludzie to ludzie. Zarówno wśród homoseksualistów, jak i hetero będą ludzie, którzy do wychowywania dzieci się nie nadają. ;x
    Umożliwienie parą homoseksualnym adopcji dzieci niewiele się zda w przypadku pomocy dzieciom, które trafiły do ośrodków opiekuńczych, bo smutna prawda jest taka, że jakiekolwiek pary decydujące się na adopcje chcą jak najmłodszych dzieci, najlepiej niemowlęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze w grupie będzie czarna owca. Nie mogę jednak pojąć, jak można rezygnować z takiej liczby ludzi, którzy na rodziców nadawaliby sie idealnie, ale nie mogą nimi być.

      Usuń
  5. Cóż, jeżeli mam być szczera, to szablon jest ładny, ale niekoniecznie pasuje tutaj i dużo bardziej wolałam stary wygląd. Tutaj musiałam się sporo naszukać, aby znaleźć przycisk komentarzy. No, ale nie narzekam ;) Nowy szablon ma też swój urok i jego autorka na pewno bardzo się nad nim napracowała.
    Co do samego wpisu - ciężkie tematy poruszasz. Alkoholizm niektórzy nazywają chorobą, ale według mnie tak naprawdę jest wyborem i przy okazji ogromnym tchórzostwem. Trzeźwość w pewnym sensie wymaga odwagi. Ludzie uciekają do kieliszka, gdy nie radzą sobie z życiem i swoimi problemami, a przy okazji niszczą życie innym. Tak, jak w zaprezentowanej scenie. Te dzieci nie są jeszcze wszystkiego świadome, ale to i tak się odbija na ich psychice. Potem albo pójdą śladem rodziców, albo ich znienawidzą, choć nie wiem, co gorsze. Nie mają wzorca normalnej rodziny, więc to oczywiste, że w przyszłości również nie stworzą normalnej, kochającej rodziny. Choćby bardzo się starali zawsze coś będzie nie tak, będzie odbiegać od normy. To okrutne, ale taka prawda.
    Przechodząc do tematu wiary. Ja czuję się w tym zagubiona, bo chociaż uważam się za osobę wierzącą, to jednak nie popieram wszystkiego, co głosi Kościół. Obrzydza mnie ilość hipokryzji, a coraz mniejsza ilość wiary. Odwołam się tutaj do kazania, które bardzo mnie zniesmaczyło - ksiądz nawoływał do wpłacania datków na nagłośnienie, po czym stwierdził, że kto tego nie zrobi, a pieniądze przeznaczy na niepotrzebne rozrywki, jest złym człowiekiem - oczywiście nie powiedział tego wprost, ale ja to tak odczytałam. Może nawet przymknęłabym na to oko, gdyby oni sami bardzo się poświęcali i żyli skromnie, a przed klasztorem nie stały cztery auta, na które przeciętnego człowieka nigdy w życiu nie będzie stać. Wystarczyłoby, aby sprzedali jeden i problem z nagłośnieniem byłby rozwiązany bez udziału wiernych. No, ale ja nie o tym.
    Ufam, że coś nad nami czuwa, lecz nie wierzę w tę wersję Boga, którą kreuje Biblia (Gdyby nikt nas nie pilnował, to już by mnie tutaj nie było przez moją lekkomyślność, a i ja miałabym na sumieniu małe dziecko, które wbiegło mi pod koła samochodu i gdyby nie intuicja, która kazała mi przyhamować trochę wcześniej, pewnie nie zdążyłabym zatrzymać się na czas). No, ale to takie historyjki, które równie dobrze mogłyby być dziełem przypadku i nie są żadnym dowodem. Zgadzam się z tobą odnośnie antykoncepcji - choć nawet, gdyby była ona całkowicie dopuszczalna przez Kościół, to wątpię, aby problem przemocy zniknął. Zazwyczaj ludzie, którzy znęcają się nad dziećmi i nie nadają się do opieki nad nimi nie przejmują się naukami Kościoła, więc i jego zdanie na ten temat nie ma zbyt wielkiego wpływu. Dzieci wciąż się będą rodzić i wciąż będą cierpieć - tego nikt nie zmieni.
    Kwestia odnośnie par homo jest mi obojętna, bo nie dotyka mnie bezpośrednio ani nawet pośrednio. Tacy ludzie są i niech sobie żyją w spokoju. Jednak wychowywanie przez nich dziecka... Sama nie wiem. To trochę krzywdzące dla dziecka, bo ono przecież widzi, że inne dzieciaki mają mamusie i tatusia, a tutaj jednak coś innego, przez co może zostać wyśmiany. Niestety, taka jest polska rzeczywistość. Oczywiście, lepiej, żeby dziecko było wychowywane przez taką parę, niż żeby miało przebywać w bidulu. Dlatego trochę racji ci przyznam.
    Czekam na kolejną notkę!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że szablon jest śliczny, ale nie koniecznie pasuje do tego bloga. Będę działała coś w tej sprawię i może niedługo pojawi się tutaj coś bardziej ascetycznego. Zobaczymy.
      Wiesz co... Przyznam Ci trochę racji jeśli chodzi o ten alkoholizm. Faktycznie w pewnym stopniu jest to tchórzostwo. Nie mówię, że to nie choroba, bo jednak tak jest, ale to również sposób na ucieczkę od problemów. Dosyć łatwy, bo w końcu zapomina się o świecie, bolączkach, wątpliwościach, tym wszystkim co sprawia, że życie robi się nużące. Gorzej, że to tchórzostwo pociąga za sobą innych ludzi, którzy muszą radzić sobie z tchórzem, który rujnuje świat, znaną do tej pory rzeczywistość. To strasznie przykre patrzeć jak alkohol burzy rodzinny spokój, czy sprawia, że takie dzieci, jak z tego postu boją się własnego ojca. Ale takiemu człowiekowi nie przetłumaczysz, on woli uciekać, bo w końcu on nic nie czuje, jemu nie zależy.
      Ostatnio byłam na bierzmowaniu mojego brata ciotecznego (w Kościele bywam - albo w czasie takich okazji, albo na weselu, albo na pogrzebie) i też było ciekawe kazanie. Mówiło o tym, że człowiek to najważniejsza istota na świecie i wszystko powinno być jemu podległe. Jakoś mnie to poraziło, bo w końcu niby każde stworzenie jest stworzeniem Boga... Ale może nie sluchałam dość uważnie na lekcjach religii...
      Ja tam nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pary homoseksualne wychowywały dzieci. Skoro chcą, mają możliwości i wiedzą, że będą kochającymi rodzicami to dlaczego odbierać im tę szansę? Wiadomo, że dzieci z takich rodzin byłyby w pewien sposób naznaczone szczególnie w polskiej rzeczywistości, ale gdyby to było zalegalizowane to w końcu ludzie by się przyzwyczaili. Teraz reaguje się na taki pary dość emocjonalnie, bo to nadal jest temat tabu. Ludzie myślą, że oni sa jacyś źli, że coś z nimi nie tak... Ale wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, a im bardziej będzie się oswajać ludzi, tym szybciej to do siebie przyjmą.
      Kiedyś strasznie dziwne były osoby o kolorowej skórze, a teraz to już taka norma. Dzieci, które takie osoby mają na pewno spotkały się z infantylnymi komentarzami, ale to normalne, gdy coś jest nowe, nieznane. Teraz, wydaję mi się, to już nie robi takiego wrażenia.

      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. Kwestię alkoholizmu, nałogów i walkę z nimi porusza mój ulubiony autor James Frey. Jego "Milion małych kawałków" rzuca trochę więcej światła na psychikę osoby uzależnionej, bo to właściwie autobiografia i przedstawia walkę autora z nałogiem. Polecam w wolnej chwili :)
      No i właśnie o tym mówię - takie kazania zniechęcają ludzi do uczestniczenia w mszach i potem jest wielkie zdziwienie, że coraz mniej wiernych widuje się w niedzielę w kościołach. Gdyby ograniczono panującą hipokryzję i zaślepienie problem ten by zniknął.
      Może i masz rację w kwestii tych adopcji dzieci przez pary homo, ale jednak Polska to zacofany kraj. Tutaj proces adopcyjny na "zwykłych" warunkach ciągnie się latami i jest niezwykle skomplikowany. A cierpią na tym jedynie dzieci. Wątpię, aby to się zmieniło.

      Usuń
    3. O książce czytałam na jakimś blogu i mi się spodobała, więc jak tylko będę miała okazję to na pewno ją przeczytam.
      Absolutnie zgadzam się w kwestii spraw adopcyjnych. Trwają za długo, ale niestety każda sprawa w tym kraju ciągnie się latami. Polska to jednak uczy cierpliwości...

      Usuń
  6. Ja sie nie zgadzam... tzn z większością sie zgadzam, ale nie odnośnie par homo. Nie mam nic do homo, niech sobie razem będą jeśli chcą i do łóżka im zaglądać nie będę, ale dziecko powinno mieć ojca i matkę, a nie dwóch tatusiow albo dwie mamusie. To jest zdrowe to jest naturalne i jestem szczęśliwa że w polsce takie pary nie mają możliwości adopcji. Gdyby przyroda chciała takie związki to suka z suka albo kot z kotem też by sie mógł zaplodnic. Może głupie porównanie, ale taka jet prawda. Nie starajmy sie na sile wprowadzać 'rozwoju' tam gdzie jest niepotrzebny. To jest moje zdanie.
    sprawa najebanego rodzica to kompletnie inna kwestia i tutaj już sie z tobą zgadzam. Są ludzie którzy nie zasluguja na własne malenstwo. Żal mi takich dzieci i osobiście ukatrupilabym takich rodziców. To jest po prostu podłość. Ale co ma z tym kościół zrobić? to jet kwestia opieki społecznej i policji. Kościół może to jedynie zgłosić jeśli widzi albo wyklac z ambony. no bo co innego...
    wybacz za błędy ale pisze z telefonu, którego nienawidze ;D
    pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że jeśli pary homoseksualne są w stanie zapewnić dziecku dobro i spokój w domu, mają możliwości i zadatki na bycie dobrymi rodzicami to nie powinno się im odbierać tej możliwości. A Kościół powinien przestać nawoływać, że w takich rodzinach w końcu wszystko wróci do normy, bo Bóg ma jakiś plan. Dla mnie to totalny absurd. Jeśli ktos nie będzie działał (i nie ważne czy to Kościół, policja, opieka społeczna czy ktoś jeszcze) to takie zachowania jak ten z obrazka będą zdarzały się jeszcze częściej, aż w końcu ktoś wybuchnie, bo nie będzie mógł tego znieść.

      Usuń
    2. A ja uważam, że są rzeczy i sprawy, które mimo wszystko się zmieniać nie powinny i dziecko powinno mieć ojca i matkę. Można być nowoczesnym, ale bez przesady. No ale ile ludzi tyle opinii, każdy na ten temat może powiedzieć swoje. Ale odnośnie patologii zdanie powinniśmy mieć wszyscy takie samo - że coś trzeba robić. Choć wiadomo, że takie rodziny są były i będą. Niestety... Można tylko zmniejszyć ich ilość.

      Usuń
    3. Niestety, ale się z tym zgodzę. Uważam jednak, że zmniejszenie ilości osób o kilka, kilkanaście, byłoby wielkim osiągnięciem.

      Usuń
  7. Ja też się nie zgadzam... nie wiem, po co ta cała nagonka na Kościół i skąd wytrzasnęłaś coś takiego, że przystaje On na na alkoholizm, znęcanie się nad dzieciakami i stwarzanie im piekła na ziemi. Bo nie przystaje, a wręcz przeciwnie. I wiem, co mówię, bo działam aktywnie w Kościele odkąd tylko pamiętam, w życiu i rodzinie nie zawsze było kolorowo, a nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, by za to, co się dzieje obwiniać Boga. Owszem, na ojca można się było wściekać, nawet go nienawidzić, dlatego też uważam, tak samo jak ty, że niektóre osoby nie powinny zabierać się za rodzicielstwo. I znowu nie rozumiem, co Kościół ma do tego...
    Najbardziej przeraża mnie to, że właśnie takie osoby, kompletnie nienadające się na ojca/matkę często opiekują się gromadką dzieci, natomiast te, które wręcz marzą o potomku, zazwyczaj go nie mają. Głupia niesprawiedliwość.
    Co do par homo - nie umiem wyobrazić sobie tego, by być wychowywaną przez dwójkę lesbijek/gejów. Z drugiej strony akceptuję takie osoby, mam znajomego o odmiennej orientacji i nie urządzam mu jakichś szopek, nie uciekam od niego tylko z tego powodu. Jednak rodzicielstwo w tym wypadku to spore przegięcie. Nie wiem... według mnie nie należy przesadzać z nowoczesnością. I tak, uważam, że dziecko powinno mieć ojca i matkę. Ale takich z prawdziwego zdarzenia - kochających, zapewniających bezpieczeństwo, a nie budzących strach.
    Pozdrawiam i dziękuję za komentarz u mnie ;* Dodaję do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mówię, że Kościół popiera alkoholizm i tak dalej. Broń Boże. Chodzi mi o to, że Kościół stwarza problemy, które uważane są za grzech o wiele większy np. homoseksualizm. Niestety, ale ja nie słyszę o tym, żeby Kościół pomagał rodzinom, które są w trudnej sytuacji, za to wiecznie dochodzą mnie słuchy o kolejnych awanturach o to, czy związki partnerskie to dobra rzecz, czy też nie, a do tego dochodzi fakt, że wiecznie przekonują ludzi, żeby dawali pieniądze na Kościół. Przepraszam, ale według mnie powinni się zająć (i nagłaśniać!) sprawy, które dotyczą problemów rodzinnych i ich rozwiązywania, a nie zaglądać komuś do łóżka.
      A pary homoseksualne nie mogą być kochającymi rodzicami, które zapewnią bezpieczeństwo? Ja uważam, że owszem - mogą.

      Pozdrawiam również! :)

      Usuń
    2. Pomaga, tylko, no, niestety się o tym tak nie mówi. Na przykład - jeśli chodzi o propagowanie niepicia i ogólnie takiej trzeźwości jest akcja zwana Krucjatą Wyzwolenia Człowieka - osoba, która ją podpisuje zobowiązuje się do zachowania abstynencji, nieczęstowania alkoholem i niekupowania alkoholu w czyjejś intencji i żeby dać dobry przykład. To w końcu też jakiś sposób, prawda? :D

      Usuń
    3. No i ja się pytam - dlaczego o tym się nie mówi? Przecież takie inicjatywy są dobre i powinno się to nagłaśniać. Zamiast tego w mediach pojawiają się komunikaty o kolejnym księdzu pedofilu czy koleje spory na temat homoseksualizmu. Wiem, wiem. Media mają daną linię programową i same wymyślają, co chcą przekazać, ale są też media katolickie i myślę, że one powinny tego typu akcje wspierać, popieraći propagować, żeby potem pani Bożenka spod 12 nie kłóciła się w osiedlowym, że lepszy ojciec, który pije i bije niż dwaj panowie, którzy trzymają się za rączkę.

      Usuń
    4. Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Ja też mam wrażenie, że media robią wszystko, bo tylko oczernić Kościoł. Ale nie tylko Kościoł, ale większość rzeczy. Okrutny świat, w którym jedynie morderstwa czy inne rozboje budzą sensację i przyciągają uwagę, a to co dobre jest zrzucane na drugi plan:/ Postaram się w najbliższym czasie przeczytać nowy post (tytuł już mnie zaciekawił hahha xD) i wpaść z komentarzem. P.S. Nie musisz mnie powiadamiać, mam Cię w obserwowanych, otrzymuję powiadomienia automatycznie.

      Usuń
    5. No niestety, ale takie uprawia się teraz dziennikarstwo - nastawione na sensację. Ale Kościoła i tak nie będę broniła, bo on ma swoje za uszami i skoro sam nie potrafi się wybronić to o czymś to świadczy.
      W takim razie, nie będę informowała ;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. A w tym wszystkim jest najgorsze to, że jeśli ktoś należy do takiej rodziny i rówieśnicy się o tylko o tym dowiedzą, to oni już nie mają życia. Powiem Tobie jedno z perspektywy dziecka - dzieci są okrutne i bezwzględne. Jeśli chociażby trochę odstajesz od reszty, to musisz się liczyć z nieprzyjemnymi konsekwiencjami tego, które zapewnią ci twoi 'przyjaciele'. Większość rodziców nie przejmuje się dzieckiem i naprawdę nie trzeba być pijanym, żeby ranić swoje dziecko. Chociaż wtedy jest chyba najgorzej. Ale, wracając do sprawy rodziców, to teraz im (większości) wisi, co będzie z dzieckiem. No chyba że coś osiągnie, to wtedy magicznie sobie o nim przypomną. Ehh, ignoranacja też jest straszna, dzieci próbują wtedy wszelkimi sposobami zwrócić na siebie uwagę. A jeśli rodzic jest pijany, to tylko okrzyczy to dziecko i będą powiększały tą dziurę, która wytworzyła się w sercu dziecka.
    Wiesz, to jest absurd jak dla mnie, że pijany człowiek może wychowywać dziecko. Ale kiedyś absurdem też były związki homoseksualne. Może za jakiś czas miłość do swych pociech w ogóle wygaśnie?
    Pozdrawiam, wspaniały rozdział
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie się zgadzam, chociaż to też zależy jakie kto ma towarzystwo. Ale tak, dzieci są okrutne i potrafią zadawać niezłe rany, które pamieta się całe życie. Niestety z rodzicami jest ten problem, że oni myślą, iż tylko pieniądze dadzą dziecku szczęście. A więc pracują (ciężko, tego im nie odejmuje), w domu bywają gośćmi i ogólnie to własnego dziecka nie znają, nie wiedzą jakie ma potrzeby i tak dalej. To jest straszne. A chyba najgorsze jest to rozpieszczanie, które ma zalepić brak rodzica obok.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Zgadzam się z Tobą. Popieram w pełni.
    Obrazek, który narysowałaś na początku postu bardzo mnie przygnębił. Ze względu na to, że widuje się go zdecydowanie zbyt często. Zbyt wiele takich sytuacji widujemy na ulicach, w autobusach i we własnym sąsiedztwie. I zastanawiam się dlaczego pomimo to żyjemy w ciągłym zakłamaniu i hipokryzji.
    Kto zyskuje na tym, że żyjemy według zasad sprzed tysiącleci, udając, że problemy i ważne sprawy dnia dzisiejszego nie istnieją. Przecież one nie znikną same z siebie.
    Bardzo refleksyjny post. Jako osoba kompletnie antyklerykalna nie mogłabym się zgodzić z Tobą bardziej. Zalewa mnie krew, żyjąc w państwie świeckim tylko z nazwy. Mam dosyć prowizorki i zamiatania pod dywan wokół mnie.
    Udawanie, że patologia i problemy nie istnieją dopóki nie wydarzy się tragedia. A potem? Przerzucanie się winą.
    Utrudnianie życia ludziom, bo części państwa (głównie mężczyzn w sukienkach) nie podoba się ich styl życia.
    Utrudnianie parom poznania miłości, bo "najlepszą metodą leczenia niepłodności jest modlitwa".
    Dobrze, że jest część społeczeństwa, która wciąż jest poza tym praniem mózgu.

    pozdrawiam serdecznie,
    candlestick z http://crownsjewel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie nie chcą znać prawdy i uciekają od cudzych problemów, bo uważają, że swoje im wystarczą. To jest niestety główny problem dzisiejszego świata. Całkowity egoizm i ślepota. Patrzenie tylko tam, gdzie patrzeć można i wypada, a nie tam, gdzie trzeba. Ludzie boją się również angażować - w cokolwiek - więc zwrócenie uwagi pijanemu facetowi nie wchodzi w grę. Lepiej narzucić pelerynę niewidkę, udawać, że nas nie ma.
      Niestety prawdą jest również to, że o problemach mówi sie dopiero po tragedii. Dzień w dzień w mediach przedstawiają makabryczne sceny z życia zwykłych ludzi, gdzie sypią się komentarze typu "to spokojna rodzina, to się nie powinno zdarzyć". Niestety jak już wspomniałam wcześniej, człowiek ma to do siebie, że zajmuje się najpierw sobą, a na szczerym końcu innymi (chyba że o krytykę chodzi, ale to inna kwestia). Dlatego reaguje się dopiero po tym, jak coś złego się stanie. I niestety,ale nawet wtedy w pełni nie robi się czegoś, żeby w przyszłości zapobiec innym tragediom. To tylko taki medialny szum, na chwilę, na dwie. Potem przechodzi się do innego tematu, a ten ginie.
      Modlitwa jest w ogóle najlepszą metodą na wszystko! Tylko jakoś ci, którzy często się modlą kończą tak samo jak reszta.

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. Niestety jest wiele takich rodzin, w których rodzice zmagają się z nałogami, a ich dzieci przez to cierpią. Najgorsze jest to, że takie dzieci praktycznie na starcie mają skreśloną przyszłość. Bo żyją z takim rodzicem, który wydaje wszystko na alkohol zamiast kupić dzieciom książki do szkoły, nie wspominając już o tym, że nie mogą w takim rodzicu odnaleźć wsparcia, nigdy w domu nie będzie na nich czekał ciepły obiad, w ogóle brak rodzinnego ciepła itd. Takie dziecko wstydzi się swojego rodzica, praktycznie zawsze ma problemy w szkole, bo jak tu ich nie mieć, kiedy żyje się w ciągłym strachu o tatę czy mamę, bo nie dość, że alkohol wzmaga agresję, to jeszcze nie wiadomo czy rodzic przypadkiem nie przeholuje i nie zapije się na śmierć. Poza tym czasem przyjdzie do domu w takim stanie, że trzeba się nim zająć i na nauce jakoś nie sposób się skupić. I w ten sposób dzieci takich ludzi nie mają praktycznie szans na dostanie się potem do dobrego liceum czy na studia, są więc siłą rzeczy problemy ze znalezieniem pracy, nie wspominając już o tym, że dzieci często idą za przykładem rodziców i również kończą jako alkoholicy. Ale oczywiście nigdzie tego nie zgłoszą, bo mimo wszystko kochają tych wiecznie pijanych ludzi, w końcu to rodzina, nawet jeśli patologiczna i takim dzieciom wydaje się, że lepiej żyć z takimi rodzicami, niż trafić do domu dziecka. I w sumie po części to rozumiem.
    Ale co do par homoseksualnych to zdecydowanie się nie zgadzam. I od razu mówię, że nie jestem żadnym homofobem, nawet mam całkiem dobrego znajomego o odmiennej orientacji i nie uważam, żeby był w czymkolwiek gorszy od hetero, bo to człowiek jak każdy inny. Ale dziecka parze homoseksualistów bym w życiu nie powierzyła. Może i miałoby opiekuńczych rodziców, ale nie sądzę, by to dobrze wpłynęło na jego psychikę. Nie wszyscy są tolerancyjni, większość osób nie jest i takie dziecko byłoby stale atakowane przez kolegów, szczególnie w podstawówce czy gimnazjum, kiedy to dzieci są najbardziej okrutne i najbardziej uprzedzone. Myślę, że taka osoba również miałaby naprawdę ciężkie dzieciństwo, bo co z tego, że w domu byłoby rodzinne ciepło, jeśli inni stale wytykaliby ją palcami i nie szczędzili naprawdę strasznych słów. I w tej kwestii zgadzam się ze stanowiskiem Kościoła, nawet jeśli on swoje stanowisko motywuje innymi rzeczami takimi właśnie jak robienie wszystkiego zgodnie z natura, Bogiem itd. Nieważne, jak kto to uargumentuje, ale dziecko pary homoseksualnej stabilne psychicznie by nie było.
    A tak w ogóle niezbyt widzę związek pomiędzy Kościołem, a alkoholizmem. Przecież to nie jest wina Kościoła, że dzieci żyją w patologicznych środowiskach.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oczywiście zgadzam się jeśli chodzi o to, że start te dzieci mają trudny, ale jednak o wszystkim decydujemy my. To my wybieramy drogę i mam nadzieję, że ci dwaj chłopcy, opisani w tym poście, nie pójdą śladem ojca. Mam nadzieję, że znajdą sobie jakieś hobby, będą mieli pasję, dzięki której uciekną (chociaż na chwile) od problemów, a potem osiągną coś w życiu.
      A ja wspomniałam już we wcześniejszych komentarz, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Oczywiście, że teraz, gdyby zmienić prawo, to takie dzieci miałyby przerąbane, ale w końcu ludzki strach przed innością by zmalał. Społeczeństo trzeba uczyć, a niestety się tego nie robi i to jest problem. Albo robi się to, ale idąc tropem Kościoła, który głosi, że to złe, bo Bóg tak mówi. Aktualnie sprawa wygląda tak, że homoseksualiści są szkalowani za swoją orientację seksualną, a wszystko przez to, że dzień w dzień z różnych środowisk wypływają bezsensowne wiadomości, że to jest złe, nienaturalne, niebezpieczne. Gdyby wreszcie zacząć uczyć ludzi, a nie "uczyć" to myślę, że światopogląd by się zmienił i nie byłoby tylu stereotypów, a dzieci w końcu mogłyby wychowywać się w rodzinach, a nie w Domach Dziecka. I nie ważne jak ta rodzina się prezentuje, ważne, aby zapewniała bezpieczeństwo.
      Oczywiście, że to nie jest wina Kościoła, ale myślę, że gdyby zajął się on problemami rodziny, a nie problemami związków partnerskich to byłoby o wiele lepiej. Są problemy i są "problemy". Powinno się skupiać uwagę na tych, które faktycznie są ważne. Kreowanie zagrożenia w odniesieniu do homoseksualizmu powinno być zastąpione mówieniu o tym, że problemy w rodzinie istnieją i że modlitwą nie wszystko da się załatwić... A niestety to jest główny argument w takich wypadkach jak alkoholizm - odejście od Boga, brak wiary, brak modlitwy i niestety na tym koniec. Zero dyskusji.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  11. Po tym poście mam ochotę wstać i zacząć klaskać, bo napisałaś o czymś, o czym ja mówiłam moim znajomym chyba milion razy, kiedy zeszło na podobny temat. Przykład tego, jak ludzie reagują na homoseksualizm mieliśmy ostatnio. Stany zrobiły coś, co w mojej opinii było rzeczą ogromną i mądrą, a ludzie co? Wrzucają na fb, tak, na fb, zdjęcia z napisem "chłopak+dziewczyna=normalna rodzina". No krew mnie zalewa. Nie, normalna rodzina to nie ta, gdzie mamy mamusię i tatusia. Normalna rodzina to ta, gdzie jej członkowie się kochają, potrafią zapewnić sobie opiekę i poczucie bezpieczeństwa. Więc jeżeli pijany ojciec bije 5 dzieci, a w drodze jest 3 kolejnych to nie, on nie powinien mieć prawa do ich posiadania. Za to kto powinien je mieć? Ci ludzie, którzy chcą zaadoptować dziecko mimo iż nie są małżeństwem. Ci, którzy chcą mieć dzieci, ale nie mogę i in vitro jest dla nich szansą. Ci, którzy mimo że są dwójką facetów lub kobiet chcą założyć rodzinę. Bo oni chcą dzieci, które mogą obdarzyć miłością, które zapewnią im normalną rodzinę.
    Jestem olbrzymią anty-fanką kościoła. Bo zamiast zająć się tym, o czym mówisz w radiu, którego słucha moja babcia w niedzielę rano słyszę, że ludzie za dużo pracują, a powinni mieć czas na modlitwę. Nie na odpoczynek z rodziną, nie na urlop, nie na coś, co poprawi im humor. Nie, na modlitwę, co uważam za śmieszne.
    A jeśli chodzi o argumenty "dziecko w rodzinie homoseksualnej narażone jest na nietolerancję i problemy psychiczne"... Cóż. Społeczeństwo trzeba przystosować do zmian pomału, małymi krokami. A dla dziecka lepiej usłyszeć, że ma rodziców pedałów niż być bitym i gwałconym przez własnego ojca.
    Jeszcze raz brawo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ktoś w pełni mnie popiera i rozumie przekaz. Właśnie Twoją definicję "normalnej rodziny" powinno się wprowadzić. Ludzie, którzy wiedzą, że chcą mieć dzieci i są ego stuprocentowo pewni, świadomi swoich obowiązków powinni byc rodzicami, a nie Ci, którzy mogą, bo to naturalne.
      Ja w pełni akceptuje zdanie osób, które wypowiadały się wcześniej, chociaż się nie ze wszystkim zgadzam. Z Tobą jednak czuję, że znalazłabym wspólny język, bo jednak myślisz dokładnie tak samo jak ja. A niestety mało jest takich osób, także dziękuję że wpadłaś i podzieliłaś się swoimi spostrzeżeniami. Podpisuje się pod nimi obiema rękami :)

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  12. bardzo ciekawy i mądry post :)
    Obserwuję i liczę na to samo :)
    http://krzysiuglad.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z Tobą, że tak nie powinno być. Dzieci potrzebują normalną rodzinę.
    Ładny szablon :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja z kolei mam dość mieszane odczucia. Staram się nie potępiać nigdy człowieka, a jedynie to, co czasem złego wyprawia. Dlatego zawsze wydawało mi się, że jestem osobą tolerancyjną, która stara się nie oceniać drugiego człowieka ani po jego orientacji seksualnej, ani kolorze skóry, czy po czymkolwiek innym, co w większości ludzi wzbudza uczucia negatywne, przecież sam "oskarżany" nie ma wpływu na takie rzeczy. Matko, przecież życie to sprawa indywidualna, każdy ma swój rozum, inną definicję szczęścia i należy to zaakceptować. I choć mam dość mieszane uczucia co do związków homoseksualnych, nigdy nikogo nie zamierzam skreślać, wyzywać, wyśmiewać z tego powodu, bo i jaki w tym sens? Może jestem zbyt głupia lub ograniczona, żeby stanąć po jednej stronie barykady... tym bardziej, że jestem katoliczką i powinnam jasno powiedzieć "nie" dla takich związków. Dlatego, jak sama pewnie widzisz po tym chaosie tutaj, ciężko mi zająć konkretne stanowisko. Jestem trochę za, trochę przeciw. Na dzień dzisiejszy dzieci takim parom bym nie powierzyła... agresja świata mogłaby je zniszczyć, nawet gdyby znalazły w rodzicach tej samej płci oparcie i miłość.
    Co do alkoholizmu... nie rozumiem tego zrzucania winy na konkretne instytucje, o których czasem czytam. Wiadomo, że wszędzie znajdą się czarne owce i tego się nie uniknie. Po takich baranach i tak pouczenia często jedynie spłyną. (Choć cały czas mam nadzieję, że i tacy się w jakiś sposób opamiętają.) Ale trafiają się też ludzie, którzy naprawdę pomagają, a nie słychać o nich tylko dlatego, że się z tym nie afiszują. Zawsze można robić więcej, starać się bardziej. Dlatego uważam, że zamiast zrzucania odpowiedzialności na innych, każdy z nas powinien coś zrobić. Wiadomo, że nie będziemy prowadzić jakichś rozbudowanych akcji i wpierdzielać się ludziom w sprawy prywatne, bo tylko po pysku można w ten sposób zarobić. Jestem zdania, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Można napominać, rozmawiać. Naprawdę się da, wiem o czym mówię i widzę, że może to przynieść efekt, bo sama zarówno wśród moich rówieśników jak i dużo ode mnie starszych znajomych, staram się poruszać te tematy. Jak każdy młody człowiek lubię wypić na imprezie (choć też był moment, gdy byłam całkowicie anty), chodzi mi jednak o występowanie przeciwko upijaniu się na umór, zalewania smutków alkoholem i o wszystko to, co może prowadzić do uzależnienia. Żeby starać się przemawiać innym do rozsądku, że wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Często kończą się takie rozmowy kłótniami, ale... kto wie, może komuś zostanie z tych sprzeczek coś na przyszłość i w wieku już dorosłym uratuje w ten sposób siebie i swoją rodzinę przed alkoholizmem i jego skutkami. Nawet gdyby uratowało się w ten sposób tylko jedną rodzinę i tak byłby to ogromny sukces.
    Są problemy i są problemiki. Wszystkie trzeba starać się rozwiązywać, niezależnie od skali. A co do występowaniu Kościoła przeciwko osobom homoseksualnym... on zawsze był konserwatywny w takich sprawach i nie należy oczekiwać, że to się nagle zmieni, bo do tego nie dojdzie. Właśnie dzięki temu "zacofaniu" przetrwał te dwa tysiące lat. Nieraz słyszałam na kazaniach o tym, jak poruszany był problem alkoholizmu i o tym, jak wiele problemów alkohol powoduje. Mówi się, rozmawia, to nie tak, że udaje się, że problem zniknął, bo pojawiają się inne sprawy do przedyskutowania. Czasem jedna sprawa wepchnie się przed drugie i je przysłoni, to normalne, ale to nie tak, że całkowicie się o nich zapomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trochę zabalansuję na krawędzi tematu, ale mnie samą denerwuje postępowanie niektórych duchownych i świeckich osób, które zwą się przykładnymi katolikami, a po ateistach można spodziewać się większej empatii i chęci pomocy niż po nich... po tych samych ateistach, przeciw którym część z nich się negatywnie wypowiada... i nie rozumiem dlaczego. Paranoja kompletna... Ludzie, ogarnijmy się. Nie rozumiem tej nagonki o wszystko na wszystkich. Szanujmy każdego człowieka, szanujmy wszystkich na równi. Każdy ma własne życie, niezależnie czy jest hetero czy homo, czy jest czarny czy biały, w co i w kogo wierzy, jak się ubiera, jak zachowuje, jakiej muzyki słucha, z jakiego kraju pochodzi. To, że nie potrafimy czasem czegoś w pełni zaakceptować, nie znaczy, że nie możemy tego uszanować. Są ludzie i ludziska, krzesła i taborety. W każdy środowisku znajdzie się ten, który będzie chciał namieszać. Dlatego jestem przeciwko ocenianiu ogółu... bo wtedy i tak nie trafia to w winnego.
      Pozdrawiam serdecznie. ;)
      Eveline

      Usuń
    2. Wiesz... Nie da się lubić każdego, ale każdego powinno się szanować. To, że żyjemy na takim świecie, w którym jedni uważają się za lepszych od drugich niestety powoduje, że ten szacunek zamiatany jest pod dywan. Ja mogę się z kimś nie zgadzać i nie zgadzam się w wielu kwestiach, ale wyrażam swoje zdanie, szanując jednocześnie opinie innych ludzi. Każdy ma swój własny rozum i w swoje prawdy wierzy. Świat idealny nie istnieje, ale gdyby istniał to taki wzajemny szacunek byłby tam na pierwszym miejscu.
      Winę na kogoś zwalić trzeba, a myślę, że od tego są niektóre instytucje żeby pewnymi rzeczami się zajmowały. I tak, dla mnie Kościół przede wszystkim powinien się zajmować dobrem ludzie, a nie zaglądaniem im do łózka. Więcej powinno być gadki o problemach współczesnego świata i sposobach na ich zminimalizowanie niż wyszukiwanie nowych.
      A jesli chodzi o "nawracanie: ludzi w kwestii nie zachlewania się na imprezach to w pełni taką inicjatywę popieram. Też nie jestem za tym, żeby upić się do nieprzytomności.

      Usuń
  15. Hej :)
    Zostawiłaś u mnie komentarz z linkiem do twojego bloga, a mi zajęło wieczność, żeby tu dotrzeć, za co naprawdę przepraszam. Udało mi się jednak przebrnąć praktycznie przez większość twoich postów z czego jestem całkiem dumna.
    Mówiąc o samym blogu muszę przyznać, że zamysł jak i rzeczy o których piszesz bardzo mi się podobają. Było to nawet dla mnie zaskoczenie ponieważ czytam głównie tylko opowiadania. Twój styl pisania jest jednak tak niesamowity, że nie da się nudzić czytając co tylko świadczy o twoim talencie :)
    Jeżeli chodzi o powyższy post to cóż... jest to bardzo smutne i niestety prawdziwe. Osoby, które zmagają się z nałogami i nie potrafią pomóc samemu sobie, zdecydowanie nie powinni brać odpowiedzialności za inne ludzkie życie, jeżeli nie potrafią zająć się swoim. Staram się nikogo nie negować - nie zawsze wszystko jest twoją winą i wiem, że mimo szczerych chęci czasami naprawdę trudno wydostać się z tego w co się wpadło. Bliska mi osoba zmagała się z narkotykami i naprawdę długi czas zajęło mi przekonanie jej, że to co robi jest złe. Marnujesz na to pieniądze, czas i niszczysz siebie. Jak tu w ogóle można myśleć o dzieciach, nie mówiąc już o zajęciu się nimi, kiedy już się je ma ...
    Najgorsze jest chyba jednak to, że naprawdę niewiele robi się z tym problemem. Jest dobrze jeżeli w ogóle ktoś zareaguję.
    Całkowicie popieram to co napisałaś o Kościele. Co prawda jestem osobą wierzącą i przez ostatnie 3 lata chodziłam do szkoły katolickiej, ale to co Ci ludzie czasami wygadują naprawdę mnie przeraża. Ważne żeby dziecko miało dwoje kochających i zapewniających im szczęśliwy dom rodziców - nie ważne czy jest to kobieta z kobietą, mężczyzna z mężczyzną czy kobieta z mężczyzną. Jak długo są dobrymi rodzicami dlaczego miało by to komuś przeszkadzać...
    Jeszcze raz przepraszam, że dotarcie tutaj zajęło mi tak długo jednak naprawdę dużo się u mnie dzieje. I nie koniecznie są to dobre rzeczy.
    Ściskam :))
    Przy okazji chciałam cię zaprosić do siebie. Było by mi naprawdę miło gdybyś wpadła. A nuż może Ci się spodoba ?
    http://fifty--days.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co przepraszać, miło mi, że w końcu wpadłaś. Ciebie odwiedzę jak tylko znajdę teraz chwilę wolnego.
      Cieszę się, że spodobał Ci się mój styl pisania. To bardzo fajne, gdy ktoś cię docenia. I do tego nie nudzę! Czuję, że wygrałam tę rundę, mam nadzieję, że w przyszłości również zanudzała nie będę. Ja za osobę wierzącą się nie uważam i mam poglądy zdecydowanie bardziej lewicowe. Ciekawe jest jednak to, że Ty, jako osoba, która wierzy i praktykuje (?) masz podobne poglądy do moich. Przynajmniej w tej jednej kwestii.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. Przeczytałam post z zapartych tchem i napiszę krótko: jeśli chodzi o moją osobistą osobę, przyznam się szczerze, że... sama do końca nie wiem czy jestem anty-kościołowa, czy wierząca-praktykująca. I nie mam pojęcia co mam myśleć na ten temat. Niby wierzę, chodzę w niedziele na msze, za miesiąc wychodzę za mąż i stanę przed ołtarzem, mówiąc sakramentalne TAK, ale jestem przerażona czytając o dzisiejszym kościele, dzisiejszych księżach i o tym co sie wyprawia na świecie.
    Ksiądz proboszcz z mojej parafii to alkoholik. Cztery razy był na odwyku, a w zeszłym roku w grudniu stracił prawo jazdy, ponieważ prowadził pod wpływem. A żeby tego było mało: nie wstydził się pochwalić tym, że pijany prowadził auto NA PASTERCE! Rozumiesz? HAHAHA na pasterce!!!
    Alkohol i kościół to się jakoś razem składa ładnie, nie sądzisz?
    Ale mimo wszystko jestem anty-homo... JESTEM PRZECIWKO TAKIM RODZINOM JAK: dziecko+mama+mama/dziecko+tata+tata!
    Rodzina, to jest dziecko+mama+tata. NIE INACZEJ i nigdy nie zgodzę się na to, żeby homoseksualna para wychowywała dziecko! NIGDY!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się na to jak najbardziej zgodzę. Przeciwko homoseksualistom jest głównie Kościół, a jak sama zauważyłaś są w nim parapety. I jeśli ktoś taki jak ten ksiądz, ma mi mówić jak mam żyć, z kim mam żyć i z kim wychowywać dziecko to mogę jedynie zaśmiać mu się w twarz. Takich ludzi powinno się zamykać, aż dziw mnie bierze, że tego księdza jeszcze nikt nie podpierdolił to nie trafiło do mediów.

      Usuń
    2. Poza tym - SZCZĘŚCIA NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA! :*

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)