14 typów ludzi, którzy istnieją tylko po to, żeby wkurzać

00:05 Alice McDalvis 64 Comments


Droga krzyżowa

09:20 na zegarze. Za oknem świta. Słońce przebija przez cholerną żaluzję, która istnieje tylko po to, żeby mnie wkurwiać. Koszulka klei mi się do ciała. Nienawidzę bloków: zimą zimno, latem gorąco. Nienawidzę tego miasta i nie cierpię pracy, która na mnie czeka.Szefowa puszcza sms’a z przypomnieniem o ostatnim dniu zlecenia. Do wstania motywuję mnie jedynie myśl, że za kilka godzin wrócę do mieszkania, zrobię raport, walnę się do wyrka i zapomnę, że gdziekolwiek byłam.- Nigdy więcej roboty w tym sklepie. Nigdy więcej. Moja noga już tam nie postanie – przyrzekam sobie w myślach, ładując się pod zimny prysznic. Jest 10:40.


Drzwi windy otwierają się frustrująco powoli. Zaciskam powieki, modlę się, żeby nikogo nie było w środku. Chyba nie muszę pisać, że Bóg opuścił mnie dawno temu i moich wołań nie słucha. W środku stoi On. Nie, nie chodzi o Boga, a o moje ukochane świecidełko, Wyżej sra niż dupę ma. Na chwilę oślepia mnie refleks z jego złotego zegarka.
Wewnątrz windy panuje cisza, pomijając oczywiście dźwięki wychodzące z molestowanego iPhona (najnowszy model, nie jakieś byle co). Nie mam pojęcia z kim ten facet pisze, ale mam wrażenie, że z Usainem Boltem, tak mu się bowiem śpieszy.
Zerka na mnie przelotnie. Mam okazję przejrzeć się w jego wypasionych okularach. Zaspane oczęta, umęczony wyraz twarzy, włosy jak na złość oklapłe. Nie to, co jego. Ciekawe o której musiał wstać, żeby je ułożyć i jak dużo żelu wykorzystuje za jednym razem…
Na trzecim piętrze dochodzi do nas starsza pani. Jego reakcja – chęć mordu (na mnie też tak patrzył?). Ja mam ochotę podziękować tej kobiecie za uratowanie życia. Łapczywie wdycham świeże powietrze, jego perfumy nadal czuję w okolicach płuc. Chyba tworzy mi się tam dziura ozonowa.
Wysiada pierwszy. Mogę jedynie podziwiać(?) jego pośladki wyskakujące ze spodni. Raz podskakuje lewy, raz prawy. Hop i siup. Kroczek jeden, kroczek drugi. Zostawia za sobą zapach pieniędzy, wyższości i pewności, że świat powinien kłaniać mu się do stóp. Pieprzeni bogacze…
Moja noga zamiera w połowie kroku. Nie, tylko nie ona… Odwracam się, trudno, pójdę na około. Żeby tylko mnie nie widziała, żeby tylko mnie nie widzia…
- Magda? O, cześć! Magda? - Spokojnie… Może to do kogoś innego. Przecież nie mogła mnie zobaczyć, całkiem dobrze się kamufluje.
Niestety, powiew wiatru przywiewa ją prosto do mnie. Próbuję jeszcze uciec skręcając nagle w prawo, ale nic to nie daje. Wlecze się za mną, posapuje, a w końcu otwiera buźkę, z której wylatują zdania… Ten dzień nie mógł zacząć się lepiej.
Dogania mnie ostatecznie, pyta co się stało.
- Nie słyszałaś mnie? – Jezu, gdyby to było takie proste.
Dalsze myślenie zakłócają mi jej ramiona oplatające moje ciało. Misiaczek się stęsknił.
- Nie widziałam cię od tak dawna – zaczyna. Nim dojdziemy do przestanku (minuta drogi) znam już każdą nowinkę z jej życia. Produkuje słowa szybciej niż Chińczyk nowe koszulki.
Na nic moje próby ucieczki. Nie mam z nią szans. Przylepa uczepiła się jak rzep psiego ogona i nie ma zamiaru puszczać dopóki nie przekaże wszystkiego, czym chce się pochwalić. Myślę o tych osobach, które dzisiaj będę się z nią użerały. Błogosławieni głusi, albowiem oni słuchać jej nie muszą…
Autobus podjeżdża w momencie, gdy ona zwierza się z najintymniejszych sekretów. Los jednak jest dla mnie łaskawy… Ona kieruje się w stronę żółto-czerwonego pojazdu, poprawia torbę na ramieniu i drąży dalej. Dopiero po chwili orientuje się, że nie stoję obok.
- Nie jedziesz?
- Nie… dzisiaj jadę… hmm… w drugą stronę…
Widzę w jej oczach umęczenie. Nie dokończyła swoich fantastycznych opowieści. Znam ją jednak na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że następnym razem odda mi serce na tacy i będę mogła grzebać w każdej historii, która jej się przydarzyła. A jak nie będę chciała babrać się w czyichś flakach to ona mi wszystko z chęcią przedstawi.
Ramiona opadają jej z rezygnacji, wyrazy formują się w pożegnanie. Zanim pójdzie, zgarnia mnie w niedźwiedzi uścisk, a mi przypominają się ci wszyscy panowie, do których kleiła się w przeszłości, a którzy wyglądali, tak jak ja w tej chwili. Swoją drogą, chyba przysnęłam, kiedy mówiła o Tomku, Romku, Kubie, i pewnie jeszcze kimś nowym. Randki… Tak… Ciekawa jestem czy ci faceci wiedzą, iż minięcie jej na ulicy jest w jej wyobraźni randką w dobrej restauracji z wytrawnym winem i kucharzem na każde jej skinienie, o którym potem opowiada koleżankom. Nadal bezczelnie flirtuj…ee…rozmawia(?) z zajętymi facetami na oczach ich dziewczyn? Taka to przecież do wszystkich się przyklei.
Siadam na ławce, czekam na następny autobus. Chyba dzisiaj nie będę na czas. Przeklinam ją, wysyłam do wszystkich diabłów. Nie cierpię się spóźniać.

Rozmyślanie o wszystkich diabłach tego świata zakłóca mi laska w zwiewnej sukience. Klepie do telefonu o Maryśce z klatki, która jest, cytuję: „głupią cipą”, „rozpuszczonym smrodem” i „największą dupodajką  w mieście”.
- Żebyś ty ją widziała na impresce u Pawełka. Rozkładała nogi częściej niż Gośka otwiera gębę. Czekaj, idzie. Oddzwonię później – komórka ginie w torbie od Michaela Korsa. – Maryś! Słońce, jak miło cię widzieć. Jak się wczoraj bawiłaś? Dawno nie widziałam cię takiej szczęśliwej!
Banan na twarzy, cmok, cmok. Posuń się. Proszę. Dzięki wielkie, padam na twarz, ledwo stoczyłam się z łóżka.
Nie muszę przyglądać się lateksowym spodniom, bluzce, która więcej odsłania niż zasłania, żeby wiedzieć, z kim mam do czynienia. To wszystko jest w jej twarzy. Te rysy, mimika, guma w ustach, które mlaskają przy każdej okazji. Suka… Największa suka w tym mieście. 

            Rozmowy Suczy i Dwulicowca nie słucham, oddaje się kontemplacji. Zastanawia mnie, czy cechy charakteru pani w lateksie dostała w spadku, bo że to genetyczne to nie ma wątpliwości. Wystarczy tylko spojrzeć. To aż od niej bije. Ten gatunek podczłowieka można poznać od razu. Skąd się to jednak bierze? Tego nauka chyba nie zdoła nigdy wyjaśnić.

W autobusie jak to w autobusie. Piekielnie gorąco. Mój wzrok pada na napisy informujące o tym, żeby nie otwierać okien, bo działa klimatyzacja. O ironio… ciekawe, gdzie ona jest ukryta. W drzwiach, które dają powiew gorącego powietrza za każdym razem, gdy się otworzą?
Kolejny przystanek, kolejni ludzi… i starsza pani, która biegnie. Wózek turkocze za nią, w ręce trzyma kulę i pędzi na czerwonym. Mija kobietę w ciąży, jakiegoś dzieciaka na rolkach, ale jest. Dobiegła, kierowca poczekał. Ona stoi przez chwilę, łapie oddech, teatralnym gestem chwyta się za serce i kiwa na nogach. Nagle przypomniała sobie, że trzyma kulę w ręce. Poprawia się czym prędzej, opiera się o nią, stęka, rozgląda. Znam ten wzrok. Mocher szykuje się do ataku.
- Kiedyś to się szanowały osoby starsze – zaczyna, a ja uśmiecham się od ucha do ucha – Kiedyś to mogłabym usiąść spokojnie. Przecież widać, że jestem chora, ledwo na nogach stoję, stawy mnie bolą, serce wali, jakby to były jego ostatnie godziny, ale nikt się nie zlituje! Stój człowieku. 69 wiosen na karku, ale stój.
Żałuję tylko jednego: to nie zima, a na jej głowie nie lśni kolorowy beret.
Miejsca ustępuje jej młody chłopak. Góra 15 lat. W ręce dumnie dzierży gruby podręcznik od biologii. Czyżby poprawka?
Starsza pani lokuje się na fotelu, wózek waruje przy jej stopach, mocno trzyma jego rączkę. Jeszcze ktoś ukradnie i co będzie? Z zaciekawieniem patrzy na książkę chłopaka.
- Męczą was w tej szkole. Nawet w wakacje musicie się uczyć, nie to co kiedyś. Kiedyś to musiałbyś pracować – zagaduje. Ten odrywa wzrok od czytadła.
- Faktycznie. Ale wtedy łatwiej było o pracę. Teraz bez wiedzy nie ma się nic.
- Egzaminy masz? Mój wnuczek matematykę poprawia. Maturę! Trudną dali.
- Trudną? Najłatwiejsza od lat, ale jak się nie przyłożył to poprawiać niestety musi. U mnie w szkole wielu takich. Na zajęciach przeszkadzają, prac domowych nie robią, a potem płacz i lament. Albo przychodzą do mnie i odpisywać chcą. Nigdy nie pozwalam. Tego tylko brakowało, żeby nieroby z mojej pracy korzystali. Gdyby, tak jak ja, spędzili chociaż chwilę nad książką w wakacje to nie mieliby takich problemów. - Parafrazując pewną reklamę – mina staruszki? Bezcenna.
Czyli jednak to nie była poprawka. Kapitanie, mamy na pokładzie Mózgowca.
Po drugiej stronie wielki miłośnik Mickiewicza. Idealnie wyprasowana koszula, uśmiech, czerwone róże w dłoni… Jeszcze tylko tomik poezji i byłoby idealnie. Dziewczyna musi być wniebowzięta, sama bym była…
Opuszczam ten przybytek dla ubogich sercem i duchem. Mijam jedną parę, następną. Czyżby życie próbowało mi coś powiedzieć? Lowelasy, miłości się zachciewa.
W końcu ląduje w metrze. Naprzeciwko mnie kolejna para. Niby wszystko jak przedtem. Za rączki się trzymają, od czasu do czasu całus w wymalowane usteczka. Ciągle jednak czegoś brakuję… Ach, Paker. Tak. Nie ma rozmowy, bo i o czym miałaby być. O suplementach diety? 
Uwielbiam takich facetów. Nic tylko zamknąć ich w zoo i wypuścić na wybieg. Czuliby się tam jak w niebie. Dorzucić tylko jakieś hantelki, stepy, drążki i po sprawie. Ma taki możliwość ćwiczyć, rozbudowuje mięśnie, którymi może do woli szpanować, a rozmowa? Po co to komu. Chyba że ktoś chce wiedzieć jak doszedł do takiej formy. Chociaż…
- Nie dla mięczaków takie zabawy – stwierdza, oceniając możliwości rywala.

- Stacja: Centrum. Możliwość przesiadki do pociągów pośpiesznych i dalekobieżnych.
            Wysiadam. Najwyższa pora zająć się czymś pożytecznym. Zanim jednak zdążę zrobić kilka kroków mam w rękach pierdylion ulotek. Gdybym otworzyła buźkę to zakleiliby mi nimi dziurę w zębie, która napierdala przy każdym kontakcie z czekoladą. I znowu ulotka. A to jeszcze jedna. I jeszcze, skoro i tak już mam ich tyle… Jedna w tę czy we tę… Patelnia. Po prostu uwielbiam to miejsce. Skupisko wszelkiego rodzaju wkurwiaczy...
Nim się obejrzę atakuje mnie Matka Teresa. Sukienka do kostek, chustka na głowie i jeszcze ten sweter. 30 stopni i sweter. Chryste…
            - Może zechciałaby pani dać ofiarę na Kościół Jezusa Chrystusa? Organizujemy zbiórkę, musimy naprawić…
            - Dzięki. Nie.
            - A może jednak? Bóg wynagrodzi to pani. Będzie pamiętał przy Sądzi Ostatecznym.
            - Sąd Ostateczny urządzi mi moja szefowa, jeśli spóźnię się kolejne 15 minut. Dziękuję.
            Próbuję wyminąć. Z prawem, z lewej. Włączam migacz, instruktor uczył, jak należy postępować. Sprawdzam tyły, przymierzam się do manewru. I chuj. Religijny fanatyk zagradza mi drogę.
            - To może chociaż krzyżyk pani kupi. Albo święty obrazek.
            - Dzięki, ale nie wierzę w takie rzeczy.
            Migacz, sprawdzam tyły, przymierzam się do manewru.
            - A może jednak? On pani wskaże drogę. Do Zbawienia! Jeszcze nie jest za późno. Bóg każdą zbłąkaną owcę przyjmie z powrotem. Każdą bez wyjątku. Może krzyżyk? Na drogę. Tylko 5 złotych.
            - Zbawienie za 5 złotych można kupić?
            Wymijam. Drugi migacz… Manewr zakończony.

Po trzech godzinach nic nierobienia, które męczy mnie bardziej niż fizyczna praca, oddaje się rozmyślaniom o Kaście, Aśce albo Baśce. Pojęcia nie mam, jak ta dziewczyna się nazywa. Nie wiem również, jak jej się udaje rozwścieczyć mnie samym tylko byciem. Po co ona oddycha? Po co jest? Dlaczego istnieje i z jakiego powodu tak bardzo denerwuje mnie jej obecność?
Patrzę jak przebiera w dziale z nabiałem. Czekoladowy deser czy może serek wiejski? Dieta czy słodkie? Matko. Ciśnienie mi skaczę. Nie umiem powiedzieć, czemu tak reaguję na tę dziewczynę, ale jej nie znoszę. Nie znoszę i koniec. Naturalny wkurwiacz, do szału mnie doprowadza. Wybrała by coś w końcu, a nie tak kurwa stoi i grzebie! Odkąd tutaj pracuję ona ciągle to samo. Szczęścia szuka na półce z jogurtem, czy co?!
Dziesięć minut później przechodzi obok mnie stary znajomy. Głową nie kiwnie, dowcipem nie powita. Nic. Totalna olewka. Chodzi tylko za kolegami,, wybiera sześcioraki piwa, krzywo się do nich uśmiecha i udaje, że jest dobrze i fajnie. Niczym piesek na posyłki wykonuje każde polecenie.
- Skocz po flaszkę. A, i weź jakieś chipsy po drodze!
Biegnie, spaniel. Chociaż nie, to jednak zwykły kundel. Merda ogonem, panu przynosi kapcie i czeka, aż ten pogłaszcze go w nagrodzę za uchem. Hasa przy nóżce, bliziutko, żeby nikt o nim nie zapomniał, a jednak. Świat jakoś totalnie się nim nie przejmuje. Widać koledzy w głębokim poważaniu mają czy on jest, czy go nie ma. Ale on swoje. Pędzi, oby razem, ramię w ramię. Oby każdy widział z kim się prowadza. Co z tego, że uwieszony jest na smyczy? Wiercidupie to nie przeszkadza. Jemu zależy tylko, żeby ludzie widzieli. Chcę być ważny, fajny, lubiany, szanowany. Chcę wzbudzać zazdrość.
Według mnie on wzbudza wyłącznie odruch wymiotny, ale co ja tam wiem…
Gdy szósta godzina pracy wybija na zegarze, ja czuję się totalnie wypompowana. Wkurzający ludzie, nudna robota, wlekący się czas. To nie napawa mnie optymizmem, ale spoczi. Sekundy dzielą mnie od opuszczenia tego budynku. Jeszcze tylko podpisać świstek. Oby tylko nie było tej Starej Pudernicy, która uważa, że pozjadała wszystkie rozumu. Panoszy się to jak stonka na ziemniakach. Żadne pestycydy nie działają. Żadne słowa. Ona wie swoje i tyle. I jeszcze popatrzy na ciebie kpiąco, bo przecież gówniarzem dla niej jesteś, szacunku do ciebie nie ma za grosz, a ostatnie resztki dobrego samopoczucia wysysa jak komar krew. A masz, ty wstrętny krwiopijco! Mam nadzieję, że sprzedałam ci lekarstwo na wściekliznę.
Krzywo osadzone oczy, fryzura na lata 80-te i wielki ból dupy odmalowujący się na twarzy. Wiem, że na mnie czekała. Z niecierpliwością. Błagała o to spotkanie, marzyła o nim, śniła po nocy.
- Podpis tutaj poproszę.
- Tutaj podpisów nie dajemy.
- Wczoraj dawaliście. Co zmieniło się przez te 24 godziny?
Czasami to sobie myślę, że gdyby za cierpliwość płacili to byłabym miliarderką.

 Zanim zdążę opuścić mury tego budynku dopada mnie Janek. Przewracam oczami, chyba na nic więcej mnie już dzisiaj nie stać. Szykuję się na monolog o wszystkim i o niczym. Z zapartym tchem oczekuję nadmiaru informacji, które nie mają pokrycia z rzeczywistością.
Facet ględzi od rzeczy. Mam tylko nadzieję, że wymyśla te wszystkie historie, żeby po prostu mieć o czym mówić. Bo jeśli on naprawdę w to wierzy… Chyba dobrze, że mamy tak niski przyrost naturalny. Świat nie dałby sobie rady z tak duża ilością kretynów. Żeby to jeszcze dało spokój, gdy się go o to prosi, ale nie… Lepiej dalej przedstawiać swoje kwestie, dziwaczne teorie i idiotyczne nowiny. Powtórzę: gdyby za cierpliwość płacili, byłabym miliarderką.

Leżę w łóżku i liczę pieniądze. Póki co na kalkulatorze, ale już niedługo będą moje. Będę je wąchała do upadłego i wgapiała się na nie całymi dniami. Tyle przeżyć w tej pracy… Powinni mi płacić znacznie więcej. Nerwy w strzępach, nogi wchodzą w dupę, język pogryziony, bo przecież ile razy trzeba było powstrzymywać się przed chlapnięciem czegoś przy kliencie?
Do tego ci wszyscy ludzie… Zginąć przez nich można. Czyje plemniki stworzyły tych potworów? Czyje piersi (na pewno nie moje…) ich wykarmiły? Kto łożył gotówkę na ich utrzymanie?
A wiecie kogo jeszcze nie lubię? Maruderów. Wiecznie tylko narzekają i śpiewają o tym, jak im niedobrze… (Tak Klaudia, ja też zastanawiam się, jakim cudem wytrzymałaś ze mną tak długo. Ba! Ja cały czas zastanawiam się, jak mogę wytrzymać sama ze sobą. A, i dzięki za przypomnienie, że stacji w Drodze Krzyżowej było 14 a nie 10. Ktoś jednak słuchał na tych lekcjach religii... ale na pewno to nie byłyśmy my :):)).

Mam nadzieję, że długość Was nie wymęczyła... 
Zamieszczam również mapę (?). Będziecie wiedzieli dlaczego zdecydowałam się na pisanie, a nie np. na rysowanie :3 (Cyframi arabskimi zaznaczyłam kolejne stacje drogi krzyżowej, tak jakby co). 
Ewelina, wiem, że uwielbiasz moje obrazki i zawsze doceniałaś mój talent artystyczny (<lol>). Tym razem to nie jamnik. Może w następnym poście? Pomogłaś mi przy tym tekście niesłychanie, nawkurzałaś się na niektórych ludzi (Wiercidupa w szczególności) niesłychanie, więc masz. Calutki jest dla Ciebie. 
PS. Nie ślęcz tak przy komputerze, bo sobie oczka popsujesz i zluzuj majty - wiadomo, że do Ciebie wróci :D


A tak poza konkursem: jestem tak rozkojarzona, że chodzę na pociąg, którego nie ma, po czym ślęczę 1,5h na stacji. Do tego wsiadam w złe autobusy i chowam chleb do lodówki ;):):) 












64 komentarze:

  1. Hejo kochana! :3
    No tak. Ludzie potrafią denerwować xD
    Ja też jestem czasami marudą, ale częściej to wszystkich dookoła denerwuję. Szczególnie moją siostrę, ale za bardzo się tym nie przejmuję. Co poradzę? Taka już jestem, ale to i tak dziw, że ze mną wytrzymuje xD
    Hm... Mnie w ludziach wkurza ich nieszczerość i to, że wciąż kłamią xD
    Moi bracia często mnie denerwują. Nie można rano pospać, bo ci wstają i zaraz się kłócą, biją... Masakra jakaś. Albo specjalnie dokuczają. Co najlepsze? Nikogo się nie słuchają. Tylko taty, ale on jest w pracy... Z nimi wytrzymać to naprawdę graniczy z cudem. A jak wyjdę z nimi na spacer... Jeszcze gorzej. Mimo iż ludzie się na nich gapią, ci się popychają, tłuką... Coś okropnego >.<
    Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o swojej rodzinie. Takie obrazki to u mnie norma, a i powitanie dnia polegające na porannej kłótni też znam doskonale.
      A pokazać się z takimi na ulicy? Wstyd.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. 5:56 na zegarku, ale co tam, że wakacje. Wyjątkowo dzisiejszej nocy miałam jakieś niewygodne łóżko. Także dzień dobry! :)
    Idealnie trafiłaś w samo sedno. Ludzka natura czasami jest ogromnie skomplikowana (w niektórych przypadkach może niekoniecznie), przez co czasami zastanawiam się, w którym cholernym szpitalu takie coś zostało wydane na świat. Współczucie dla rodziców w niektórych przypadkach:)
    Nie ma to jak taki snob, co ci szpanuje ajfonem na ulicy i ma bekę z ludzi, którzy n a taki zakup nie mają funduszy. I jak wspomniałaś - oczywiście ip6+, NIE ŻADEN PODRABIANIEC. Selfie w lustrze tylko takim telefonem!
    Przylepa. Jezu, jakbym czytała o sobie. W mojej dawnej klasie (od września licealistka, ten szpan) była taka jedna... wszędzie za tobą chodzi, robi DOKŁADNIE to samo co ty, a jak chcesz gdzieś iść, ONA IDZIE ZA TOBĄ, nawet w toalecie nie masz chwili prywatności:) A jak zacznie się śmiać z czegoś, co tylko dla niej jest śmieszne (rozpinanie staników przed WFem, takie kurwa dojrzałe, że aż wcale) to nie wiadomo czy szkołę hieny zaatakowały, czy po prostu wojna.
    O taką parkę też znam! :) Raz jest milutka, taka na ą ę, a jak przychodzi co do czego to może ci obrobić dupę nawet z tym menelkiem spod sklepu, bo czemu nie. Ja taka zajebista wow. Tylko ona tak myśli, ups. Dojrzała, bo pije wódkę w wieku 15 lat i JP na 98, bo trochę się jednak cyka. Jebać konsekwencje więc:) A to w sumie podchodzi też pod tego, kogo nie wymieniłaś. DRESA. Idzie taki- spodnie do kostek, głośniczek w ręce (teraz tylko telefon to nie ma swagu na dzielni), rapsy na cały regulator, Popuś i te sprawy, czapka wpierdolka, kołczan prawilności (oglądasz Abstrachujów na YT, wiesz wszystko) a jak mu zwrócisz uwagę, bo możesz mieć np inny gust muzyczny (ale no jezu Albańczycy życiem, więc o co chodzi) to cię kurwuje i szmaci, bo on taki konfident wielki.
    Mocher, wygrałaś tym wszystko. Jak trzeba to pod blokiem albo koło kościoła po mszy będzie stała cały dzień, bo się trzeba z panią Wiesią nagadać, przecież ostatnio sie wczoraj na kawce widziały. A jak do autobusu postać to już nie tak łatwo:) Okej, nie mówię o tych, którzy są naprawdę schorowani, bo jestem świadoma, że za kilkanaście lat mnie może spotkać to samo, ale ci, którzy dobrze się trzymają naprawdę mogą te kilka minut postać. "A bo wy młodzi, silni". Nawet takim młodym i silnym nogi wysiadają, bo torby z zakupami są zmęczone i zajmują dwa miejsca. Ale jeszcze się pomidorki zmęczą i zupki dobrej nie będzie. #thuglife
    Mózgowiec owszem coś w głowie ma, jak zapytasz o fizyczne wzory czy jakąś datę z historii, strzeli ci godzinny wykład, a bo jak to sie stało, ze sie tak stało i przez kogo... Ale w moim otoczeniu jest kilka takich dup życiowych. Wiedzę z ksiażek mają, ale takiej przydatnej w prawdziwym życiu już nie. O PATRZ! Minął kolejny dzień, gdy wzory skróconego mnożenia okazały się bezużyteczne.
    Ogólnie to lubię pary, bo niektóre naprawdę wyglądają słodko, ale to też ma swoje granice. Siedzą ci tacy na ławce w parku (znaczy on siedzi na ławce, ona na nim) i obśliniają sobie twarze, w tym akurat nie ma nic słodkiego. Albo jak z kimś chodzisz dla szpanu, tak bardzo gimbusiarnia. Kaśka ma chłopaka, to co ja nie będę miała? HAHA MAREK, IDZIEMY SIĘ LIZAĆ, LUDZIE PATRZĄ. NO MAREK, ZŁAP MNIE ZA DUPE, NIE BĄDŹ CIOTA.
    Pakera osobiście (dzięki Bogu) nie znam żadnego.. a nie, czekaj. Znam. Ale wiąże się z tym odrobinę bolesna dla mnie historia, więc pozwolisz, że przemilczę.
    Pewnie, że zbawienie kupisz za piątkę, czemu nie! Przecież to nie twoje czyny zdecydują o tym, gdzie trafisz po śmierci, tylko metalowe (albo papierowe, bo co ludzie pomyślą!) gówno, za jakie kupisz błyskotkę. Ja bym tutaj dodała Jehowych i te ich 'możemy porozmawiać o Bogu'. Raz mi taka ciota do domu weszła, nie pukała, nie dzwoniła, tak na chama. Bo ja bym nie otworzyła.. no i bym kurwa miała rację:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZA DŁUGI KOMENTARZ, SERIO:)) Nie doceniałam się. To jedziemy dalej.

      Typowy Janusz zacznie opowiadać, jak to jego dziadek słuchał od swojego ojca, jak to sie żyło w tych czasach dinozaurów. Fajnie, ale ja już może nie muszę:) Przyczepi się jak Przylepa i wielce obrażony, jak musisz już iść, bo masz coś do załatwienia. Zwariować można, ot co.
      Mapa boska :D Sama bym pewnie nie namalowała lepszej. Te zdolności plastyczne na poziomie dziecka z zerówki... nie obrażając dzieci z zerówki.
      no 6:24, trochę mi zeszło. Ale jestem po śniadanku, więc spokojnie można rozpoczynać nowy dzień. Za chwilę (czyt. dwie godziny, jak wreszcie zacznę się ogarniać) jadę na zakupy, a po tym poście jestem cholernie ciekawa, na kogo w Galeriach natrafię. Już się nie mogę doczekać:)) i ten sarkazm.
      ps. zapraszam do siebie na nowy rozdział, jakbyś się nudziła.
      http://make-me-heart-attack.blogspot.com/

      Pozdrawiam! :)
      L x

      Usuń
    2. Dobry, dobry! Ja nie spałam pół nocy, bo mam totalny mętlik w głowie, a do tego jest pełnia. :):) A od 8 ktoś wierci w tym głupim bloku... Chrońcie się narody.
      Jejku. Jeden z dłuższych komentarzy tutaj. Chyba wiszę Ci jakiś w przyszłości :) Of course wpadnę do Ciebie ale na pewno nie dzisiaj, bo praca :)
      To teraz jest już ip6+? Kurde... Przekimałam moment, kiedy kolejne modele wychodziły na rynek.
      Przylepa to dokładnie ktoś taki. Szwęda się wszędzie za tobą, życie ci uprzykrza, pierdoli farmazony i myśli, że jest fajna. A gdy chcesz ją olać albo zwiać to ona łapie cię w niedźwiedzi uścisk i jest po tobie.
      Dresa pominęłam, bo aż tak nie działa mi na nerwy, może dlatego że nie widzę go zbyt często (aż dziwne, skoro w Warszawie mieszkam...). Abstrachuje <3
      Jeśli chodzi o Mochera to od razu tłumaczę, że nie chodziło mi o rzeczywiście schorowanych ludzi, którym to miejsce się nadaje, ale o takich starych ludzi, którzy najpierw zapierdalają sprintem pół kilometra, a potem udają wielce chore osoby. Cóż... młodość też ma to do siebie, że czasami człowiek musi odpocząć i jak mi taka baba (bo zwykle, niestety, ale to płeć piękna robi takie rzeczy) doprasza się o miejsce siedzące, gdy ja zdycham z bólów to mnie coś strzela. Skoro z własnej woli nie wstaje z tego siedzenia to znaczy, że też chcę (a raczej muszę) posiedzieć, bo inaczej to mogę, ale zejść :):)
      Dokładnie. Na tym to wszystko polega. Z książek wiedzę czerpie, ale o życiu pojęcia nie ma. SmuteG.
      Hahahha, moją wieś często nawiedzają przed Wielkanocą. Zawsze, ale to zawsze zamykam drzwi na klucz, zasłaniam okna i potem patrzę jak to się skrada i z wielkim bólem serca odchodzi. Świadkowie Jehowy są po prostu nie do zdzierżenia.
      Janek to na cześć mojego znajomego z roku. Mam nadzieję, że kiedyś tutaj trafi i zobaczy jak wkurwiającym typem jest (nie żebym mu tego nie mówiła, powtarzam to na każdym kroku, ale niestety nie chce słuchać).

      Dziękuję, dziękuję. Aż sama nie mogę wyjść z podziwu, że coś tak pięknego namalowałam. Picasso normalnie :D
      Powodzenia na zakupach! i pochwal się kogo tam spotkałaś! :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Jak mnie wena najdzie to sama siebie zadziwiam :D
      Zaskoczę cię.. pracują nad siódemką. Tylko mnie najbardziej zastanawia, jak takie wielkie bydle zmieści się do kieszeni.. bo chyba o to chodzi w telefonach, żeby je wszędzie zabierać. Ale nawet z tymi selfie w lustrze będzie trudniej... pół lustra ci zajmą:)
      Wiem, wiem, mi też nie chodziło o takie schorowane staruszki (na ironię NIGDY mężczyźni się nie dopraszają o miejsca, masz rację). Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale latem (a nawet czasem zimą, zależy) jak przychodzi mi stać w kościele, bo wszystkie miejsca zajęte, zwykle nie wytrzymuję do końca mszy. Albo mdleję, albo w porę reaguję i ostatkiem sił wychodzę. Nigdy nie zapomnę niedzieli, kiedy poszłam samotnie, a jakiś obcy facet, który obok stał, musiał mnie wynosić i cucić... serio, nikomu czegoś takiego nie polecam. Więc zawsze szukam sobie okazji, żeby gdzieś usiąść, bo wiem, że w przeciwnym wypadku mogę sobie poleżeć na zimnych płytkach:))
      Janków się spotyka na każdym kroku, AKURAT JA DZISIAJ W SKLEPIE SPOTKAŁAM! :) I to nie Janek, ale Janina.. kasjerka. Przez piętnaście minut stałam przy kasie, żeby wysłuchać, jak bardzo ona nienawidzi życia i tego, że zapomniała kupić mineralną, a teraz umiera z pragnienia, bo ja to mogę w każdej chwili do sklepu skoczyć, a ona się musi męczyć przez kilka godzin.
      Współczuję, ale to kurwa nie mój problem:))

      W takim razie czekam na kolejny piątek! <3
      L x

      Usuń
    4. Boże... 7? Już? A rozmiary to faktycznie takie straszne? Bo ja to czasami lubię telefon w kieszeni na tyłku trzymać i strasznie bym się wkurzyła, gdybym nie mogła go tam włożyć.
      Własnie najdziwniejsze jest to, że o miejsce upomina się zawsze baba. Czasami to współczuję samej sobie tego, że jestem kobietą...
      Ja to się jej w sumie nie dziwię. Ponarzekać dobra rzecz i wiem, że pracę ma cholernie ciężką (wiem, wiem. wydaję się, że nie jest ciężka, ale to pozory), ale faktycznie - zwierzać to się można księdzu a nie bezbronnemu klientowi.

      Usuń
    5. To moje ulubione miejsce na telefon, gdy nie mam przy sobie torebki. Już 6+ jest mega duża, tak samo jak niektóre Samsungi Galaxy, ale o siódemce to ja nawet wolę nie myśleć:)
      Niby każdy mógłby przez te osiem godzin stać za ladą i tylko zakupiony przez kogoś towar kasować, ale jak już przychodzi co do czego, wytrzymać się nie da. Mnie osobiście drażni taki typ sprzedawczyni, która - gdy przychodzisz do sklepu - od razu cię dopada i 'w czymś pomóc? Coś znaleźć?" Kij z tym, że dopiero weszłam i nawet nie wiem, w czym wybierać. Już muszę być wiedzieć, co chcę... a potem za tobą chodzi, spyta się jeszcze dziesięć razy i jak coś przeglądasz, patrzy na ręce, jakbyś za chwilę miała te spodnie z wieszaka ubrać na siebie i wyjść niepostrzeżenie..:)

      Usuń
    6. To jest specyficzny rodzaj sprzedaży. Płaci się takim ludziom w zależności od tego ilu osobom coś wcisnęły. To już wszystko zależy od sklepu, nie od takiego człowieka, który gnębi klientów. Takie coś jest bardzo popularne w CCC (dlatego tam nie wchodzę).

      Usuń
  3. Dobrze napisany tekst, taki niesamowicie życiowy! Bowiem chyba każdy z nas miał chociaż raz do czynienia z poszczególnymi typami osobowości, które tutaj przedstawiłaś. Przyznam, że i mój zakres tolerancji niektórych tych postaci nie obejmuje.
    Pierwszy typek drażni mnie niesamowicie. Okey. Ma kasę, spoko. W życiu mu się powiodło, szczęście miał, a raczej pewnie ludzi, którzy mu to szczęście pożyczyli. Jednak czy musi z taką pogardą patrzeć na osoby, które farta nie mieli? Ja sama lubię różne kiczowate badziewia, które życia mi nie zmienią, a jednak cieszą samym swoim byciem. Lubię nowości technologiczne, ale jakbym miała przeznaczyć 3 tysie za telefon, który po roku mi się znudzi... chyba serce by mi pękło. No straszna sknera ze mnie!
    Przylepa aż tak na nerwy mi nie działa, choć to zależy od humoru. Dzisiejszy jest w miarę okey, więc jej dam spokój i nie będę psioczyć niepotrzebnie. No, ale dwóch pań spotkanych na przystanku już nie przemilczę, bo takich osóbek nie cierpię z całego serca. Odcinam się od nich potężnym murem i nie chcę ich w swoim życiu, choć czasami pewnie jakaś się prześlizgnie, bo nie da się tego uniknąć. W każdym razie traktuję takie osobliwości jak powietrze, co może dobrze o mojej kulturze nie świadczy, ale zapewni względny spokój i zaoszczędzi sporo nerwów.
    Mocher! Taak, ubóstwiam. Ja bym do tej kategorii podpięła jeszcze te kukułeczki, które wyglądają z okna i obserwują całe osiedlowe życie, a potem człowiek słucha z niedowierzaniem o samym sobie niestworzone historie. Jeżeli nudzą się tak bardzo na zasłużonej emeryturze, to lepiej by zrobiły, gdyby zajęły się czymś pożytecznym... Bo ja wiem - jakimiś wnukami, ewentualnie szydełkowaniem, a nie plotkowaniem. Dewotki stare.
    Mózgowca może nie do końca potępię, bo pod pewnymi kwestiami się z nim utożsamiam. No może nie tak na amen, ale mnie też wkurzało to, że każdy chciał ode mnie spisywać notatki z polskiego, jako że jedyna przeważnie je pisałam. No, a jak kiedyś się zbuntowałam, to cała klasa przyszła nieprzygotowana na lekcje... I matura... Ja nie oceniam, ale moja znajoma jako jedyna matematyki nie zdała i marudzi, że za trudna, a zaciągnąć jej do nauki nie dałam rady... Ale żeby uczyć się w wakacje, w autobusie? Nie, tak nisko nawet ja nie upadłam! :D
    Lowelasy irytują mnie z wiadomego powodu, który irytuje chyba każdą samotną osóbkę. Zazdrość! No, ale oni też mogliby się wykazać zrozumieniem i nie szpanować tym swoim wielkim uczuciem, nooo...
    Paker jest nieszkodliwym stworzonkiem, ale faktycznie większy pożytek byłby z niego w klatce w zoo jako eksponat a, niż jako partner do rozmów.
    Religijny fanatycy również mnie denerwują. Zwłaszcza tacy, którzy sprzedają zbawienie. A jak już się do ciebie przyczepią, to ciężko się ich pozbyć.
    Reszta irytuje mniej lub więcej, ale może rozpisywać się nie będę, bo stworzę jakąś powieść. Napomnę tylko o marudach wszelkich rodzajów, bo ich nie znoszę! To takie pijawy, które wysysają z człowieka wszelki optymizm i energię życiową. Może jestem hipokrytką, bo sama niekiedy narzekam bez większego powodu, ale w końcu jestem Polką, a słowiański naród ma chyba wpisane to w geny.
    W taki oto sposób kończę swój komentarz, czekam na kolejny wpis, bo trzeba przyznać, że odwalasz kawał dobrej roboty. Człowiek przy czytaniu i uśmiechnie się czasem, i zastanowi nad samym sobą. Właśnie coś takiego było mi potrzebne w ten zimny, licowy poranek.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba :)
      Najlepsze (albo najgorsze) jest to, że kasa, którą się szczycie jest jego rodziców a nie jego. Bo gdyby to jeszcze on do czegoś w życiu doszedł to bym mu poszła i pogratulowała sukcesu, a tak? Rodzą się snobistyczne świnie, które od dziecka są rozpieszczane. Tylko kto to potem znosić musi? Inni ludzie, i tu jest pies pogrzebany.
      Da się je traktować jak powietrze?? Bo ja próbowałam i nic :(
      To moja sąsiadka <3 Jak ona coś wie to już wszyscy wiedzą (szkoda, że znają zniekształcona wersję....)
      Mam tak samo. Co jak co, ale moje notatki z polskiego zawsze krążyły gdzieś po klasie. Lenistwo było jednak na tyle duże, że sprawdzianów część osób i tak nie zaliczała... Jak to jest możliwe, skoro na moich magicznych kartkach było WSZYSTKO potrzebne do zaliczenia sprawdzianu? Po dziś dzień nie wiem...
      Mnie w religijnych fanatykach wkurwia to, że nie dają spokoju. Ja szanuję ludzi, szanuję ich przekonania, rzeczy, w które wierzą itd. i chciałabym, żeby i oni mnie szanowali, a nie na siłę próbowali zmieniać. TO.SIĘ.NIE.UDA.
      Ja narzekam cały czas i nic na to poradzić nie mogę. :( Ale próbuję!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ty to masz talent do rysowania ;)
    Wiem coś na temat pracy. Niektórzy ludzie są tacy dziwni, że szkoda słów .
    Przez całe wakacje pracuje. Nie powiem co mnie strzela kiedy muszę codziennie wstawać rano a koledzy mogą sobie pospać. Ale ja będę miał kasę ;>
    Aktualnie pracuje w skupie zboża, nie długo zbliżają się żniwa i będzie trochę dużo roboty ;/ Ale pożyjemy zobaczymy:]

    flarri.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci kiedyś wyślę jamnika! To jest dopiero artyzm albo artretyzm (chyba lepiej by pasowało:D)
      O pracę to akurat najmniej w tym tekście chodziło. Ona wkurwiająca jest, bo w gruncie rzeczy wkurwiający są ludzie. Albo ich brak.
      Żniwa <3 Uwielbiam ten czas. Chyba będę musiała zafundować sobie powrót na jakiś czas do domu, bo w jakiś pokraczny sposób żniwa mnie uspokajają. Ja to jednak jestem wieśniarą.... :D

      Usuń
  5. Kurde, to było coś. Namarudziłaś nieźle, ale z takim humorem, że po prostu boku zrywałam. I jakże prawdziwie... Chyba każdy z nas spotkał choć jeden typ opisanyt tutaj. Nie wiem, kto mi sie najbardziej podobał. Chyba ta laska z poczatku. no i Mądrala, szkoda,ze babcia mu nie odparowała, pewnie zaczęłaby bronić swojego wnuczka. no i jeszcze FAnatyk Religijny - genialny opis xD czekam z niciepliwością na cd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nie zawiodłam z komizmem i że postaci się podobają :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Trochę się naczytałam, nie lubię ludzi którzy się tak rozpisują!! (żartuję;p)
    Masz talent do pisania, może powinnaś napisać jakaś książkę? Na pewno kupię :D
    co do tych ludzi to z większością się zgadam, strasznie potrafią denerwować nawet samym byciem... Zazwyczaj staram się unikać ludzi, ale gdy już mi to nie wychodzi to o matulu..! xD
    Rozbawił mnie Twój post:) Jesteś świetna, a talent do rysowania masz podobny do mnie!:D
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mniej więcej (raczej więcej) wyglądały moje wypracowania z polskiego... Mi nie chciałoby się tego sprawdzać :D

      Cieszę się, że nie jestem jedyna z takim talentem :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Hahahaahah, dobry pomysł z tymi typami ludzi w jednym opowiadaniu. Bardzo przyjemnie się to czytało, a przy okazji pośmiałam się. Jak zawsze piszesz z humorem :D. Ale wiesz co, czytając to opowiadanie uświadomiłaś mi,że i ja w jednym dniu spotykam tylu ludzi. Mohera, mądrale, religijnych fanatyków, naturalnych wkurwiaczy itp :D. Teraz zacznę bardziej się na to zwracać uwagę i się śmiać przypominjac twój z pełnym humorem tekst. Takie życiowe, a śmieszne. Aj te nasze życie :D.
    Pozdrawiam! :*
    Uwielbiam czekać na twoje wpisy, bo za każdym razem mnie zaskakują :D.
    http://palace-to-crumble.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że nie przynudzam i zaskakuję :D
      Właśnie najgorsze jest to, że jednego dnia tak wielu ich może się napatoczyć :D

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Na bogów, jak się uśmiałam. Masz cięty język. Podoba mi się to.
    Do typów ludzi pewnie jeszcze kilku można by dorzucić, ale wycelowałaś całkiem celnie.
    Nienawidzę tych wszystkich ludzi, którzy za cel życia obrali sobie gadkę o niczym. Zwłaszcza ze znajomymi sprzed tysiąca lat. Człowieku, ledwo pamiętam jak się nazywasz i skąd Cię znam, jak możesz oczekiwać, że zafascynuje mnie historia o Twoim skaczącym na parapet kocie?!
    Kolega-spaniel też jest irytujący. Na równi z Suczą. Jak to mówią, idiotów nie sieją. Ale jak bardzo trzeba być intelektualnie wybrakowanym, żeby wpasowywać się w któryś z Twoich modeli. A takich ludzi przecież jest bez liku.
    I później się dziwić, że wolę spędzić piątek, oglądając film niż socjalizując się z ludźmi -.-
    pozdrawiam,
    candlestick z http://crownsjewel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "wycelowałaś całkiem celnie". Owacje na stojąco dla mojej inteligencji -.-

      Usuń
    2. Gdybyś nie napisała to pewnie nie zwróciłabym uwagi na te celne cele :D
      Nigdy nie słyszałam o tym powiedzeniu, ale spróbuję zapamiętać! Całkiem mi się ono podoba.
      Ja bardzo lubię ludzi. Niektórzy jednak nie powinni się narodzić. Byłaby to wielka ulga dla świata.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. I fakt. Język mam cięty. Jak coś mnie wkurzy to bardzo dobrze to widać i słychać :D

      Usuń
  9. Servus!
    Pojawił się nowy post i od razu się ucieszyłam, może z tego względu, że bardzo mi się u Ciebie podoba! A wracając do głównego tematu - na wstępnie dodam, że wstęp już był, ale nie mam co tutaj napisać, by to od początku trzymało się kupy. Więc tak na początku Cię pozdrowię, bo niby dlaczego mam pozdrowić na końcu? Oderwę się od tego schematu komentowania. Także pozdrawiam serdecznie i mocno ściskam :D
    Dodam tak od siebie, że ludzie, których określiłaś mianem "wyżej sra niż dupę ma" - zaliczyłabym również tych ludzi do "srających we własne gniazdo", może bardziej odnosi się to do tych młodych, których dotyczy ten typ, ale są na tyle inteligentni, że dochodząc do jakiejś większej wymiany zdań z kimś innym, bardzo szybko okazuje się, że sranie we własne gniazdo i zaprzeczanie samemu sobie, to jedyna umiejętność, którą opanowali (oprócz wychwalania samych siebie, jako najlepszych na świecie). Co do innych typów, muszę się przyznać, że wymieniłaś dokładnie wszystkich, którzy działają mi na nerwy. Może właśnie z tego względu, życie samotnika wydaje mi się idealne. Zero bydła...
    Podsumowując - bardzo mi się spodobał ten post i forma, jakiej użyłaś, by przestawić wszystkich wkurwiaczy. Byleby więcej takich notek, bo naprawdę polubiłam Twoje słowa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ktoś wreszcie zwrócił uwagę na formę. Starałam się jak mogłam, żeby to znowu nie była wyliczanka. Chyba mi się udało. :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam w środku, bo dlaczego nie?
      Ci, którzy zaprzeczają samym sobie mnie najczęściej śmieszą. Mam znajomą, która jest właśnie taką osobą. Ile twarzy wokół, tyle komentarzy. A do tego wieczne zaprzeczanie, bo w końcu trzeba wyjść na swoje, niezależnie od wszystkiego.

      Usuń
  10. "Bóg opuścił mnie dawno temu i moich wołań nie słucha." ojej myślałam, że tylko mnie to spotkało, dobrze wiedziec, że ma się towarzyszkę niedoli :)
    Opis faceta w windzie rewelacja, świetnie to ujęłaś, czytałam dwa razy ten fragment :)
    "Produkuje słowa szybciej niż Chińczyk nowe koszulki." rozwaliłaś mnie tym tekstem :p muszę go sobie zapamiętac!
    Sama też nie lubię takich namolnych ludzi i podobnie jek Magdzie zdarza mi się przed nimi "uciekac' niestety z różnym skutkiem!
    "Rozmowy Suczy i Dwulicowca nie słucham, oddaje się kontemplacji. " powinno byc chyba "Dwulicowej" tak na moje oko :p
    Babcia mocherka, która ledwo tryzyma się na nogach, ale ma siłę biec do autobusu z kulą w ręce i ciągnąc ten wózek jest najlepsza! Brawo dla Mózgowca! Bardzo dobrze jej to powiedział, szkoda, że nie dane mi było zobaczyc jej miny :/
    "Chyba dobrze, że mamy tak niski przyrost naturalny. Świat nie dałby sobie rady z tak duża ilością kretynów." z ust mi to wyjęłaś, chodzi to to takie po świecie i tlen marnuje!
    cóż trochę się pośmiałam teraz idę sprzątac, sobota w końcu, tego nie przeskoczysz!
    PS. JEST JUŻ DWÓJECZKA :)
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że moje słowa zostały docenione. :D
      Specjalnie używałam sformułowania "Dwolicowca". Wiem, takie słowo nie istnieje, ale jak sie przyjrzeć dokładnie temu tekstowi to właśnie wymyśliłam całkiem sporo nowych rzeczy :D

      Wpadnę jak tylko znajdę chwilę ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Zawsze mi się wydawało, że jestem osobą, która irytuje się z byle powodu, ale czytając ten wpis uświadomiłam sobie, że jednak nie jest ze mną tak źle :)) połowa opisanych przez Ciebie ludzi jakoś szczególnie mi nie przeszkadza. Jasne, zdarzy się, że krzywo spojrzę na taką dwulicową albo przewrócę oczami, kiedy jakaś starsza kobieta, która przed chwilą biegła na autobus, zacznie wzdychać, że nie ma siły stać, a nikt jej nie chce ustąpić miejsca, ale mimo wszystko po chwili kompletnie nie zwracam na to uwagi. Za to takich ludzi, którzy biegają za swoimi kolegami i spełniają każde ich polecenie jak posłuszny piesek, po prostu mi szkoda. Zamiast znaleźć sobie normalnych znajomych, na siłę próbują się wpasować gdzieś, gdzie niekoniecznie są chciani. A taką przylepę czasem nawet lubię spotkać (oczywiście raz na jakiś czas, a nie ciągle). Przynajmniej droga szybciej mi mija. No chyba, że taka osoba naprawdę głośno mówi, bo wtedy głupio mi jest z nią jechać autobusem, w którym dosłownie wszyscy pasażerowie są wtajemniczani w każdy szczegół jej życia.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem człowiekiem, który irytuje się często, ale powód swój ma. Dla mnie niektórzy ludzie są po prostu wkurwiający. Tak, jasne, po jakimś czasie zapominam, że ich spotkałam, ale jednak przez chwilę działały mi na nerwy. Oczywiście to też nie jest tak, że ww. osoby ZAWSZE przyprawiają mnie o palpitacje serca. Wszystko zależy od mojego dobrego humoru.
      Spanielków i kundelków też jest mi czasami szkoda, ale tylko czasami. Jakby nie patrzeć robią to na własną odpowiedzialność, (nie)świadomi tego, że nie koniecznie pasują do tego towarzystwa. Ale skoro wolą takie życie od cieszenia się tym, co mają... Trudno. Ich sprawa. Jak dla mnie sa na przegranej pozycji.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Ja akurat nie jestem osobą, którą można łatwo zirytować i zazwyczaj nawet na spóźniający się pół godziny autobus czy olbrzymi tłok reaguję bez większego zainteresowania. Ale czytając ten wpis miałam wrażenie, że czytam o własnych uczuciach. :D Najbardziej nie lubię chyba typu 1, słowo daję. W mojej szkole mam masę osób, które myślą, że mając Ajfona Szejść są lepsze od wszystkich innych. Czasami mam ochotę zabrać im te telefony i powsadzać w ich d... No. :D Właśnie.
    Mózgowiec? :D Trochę jakbym czytała o sobie. Zawsze kiedy usłyszę, że komuś coś nie poszło, bo "było trudne", a doskonale wiem, że nie było, trzeba było tylko nad tym siąść i się przyłożyć, to też wyjeżdżam z podobnym tekstem. Panie i panowie, bez przesady. Bez odrobiny wysiłku nic samo nie przyjdzie.
    Za to Sucze, ach... Nienawidzę. Widzę taką i mam ochotę przywalić w pysk. Życie tych, które znam obraca się wokół ich wyglądu, ich cudowności i wyjątkowości oraz problemów "Nie wiem, czy mam zdradzić Antka z Piotrkiem czy Marcinem". SERIO. Zabić to mało.
    Ogólnie jak zwykle twój wpis bardzo mnie rozbawił, poprawił mi humor i wydał mi się bardzo podobny do moich własnych spostrzeżeń.
    Pozdrawiam cię serdecznie. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na spóźniający się autobus zawsze kurwię, bo sama nie lubię się spóźniać. Zatem - jeśli coś lub ktoś postanowi, że nie będzie na czas to mi się zapalała w głowie czerwona lampka.
      Ja wychodzę z założenia, że dla każdego coś innego będzie trudne. Niektórzy w małym palcu mają teorie kwantowe, a ja ledwo obliczę (ze wzorem w ręku!) jaka będzie prędkość pojazdu mając do wykorzystania czas i drogę... Za to inni będą mieli problem z Mickiewiczem i chętnie im w rozwiązaniu go pomogę.
      Jasne, zdarzają się tacy, którzy nie umieją nic i nigdy, ale to wiesz... Inna historia.

      Pozdrawiam i miłego dnia! :)

      Usuń
  13. Mam wrażenie, że w każdym kolejnym tekście jest coraz więcej jadu z Twojej strony, haha;D Wydaje mi się też, że poleciałaś trochę stereotypowo w niektórych kwestiach. Rozumiem, co chciałaś przekazać, czuję ten przekaz, ale patrzę chyba na to z większym dystansem. Sama się śmieję jak ktoś mówi np. że matura z matmy trudna, jak doskonale wiem, że banał. Wystarczy siąść, pouczyć się i tyle, a jak się nie chce to ciul. Więc take coś mnie nie wkurza. Raczej wkurzają mnie ci, którzy marudzą, że trudne, a nic nie robią. Albo ten paker. Nie napisałaś o tym zbyt wiele, więc dla mnie zabrzmiało jakby każdy paker był idiotą, z którym pogadasz tylko od odżywkach, a znam kilku naprawdę fajnych chłopaków, którzy ćwiczą (i ja to popieram!), ale są inteligentnymi i fajnymi chłopakami. Także zaleciało mi trochę stereotypami, choć wiem, że zależało Ci pewnie na przestawieniu jednostek, a nie pokazaniu, że całe grupy takie są. Ale to pewnie kwestia mojego dystansu:D

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie krytyka, dobrze :D
      Z tym pakerem się nie rozpisywałam, bo objętość tego tekstu jest i tak spora. Zrobiłam skrót myślowy (również w wypadku Mózgowca i Janka). Najzwyczajniej w świecie nie chciałam przynudzać piernicząc o jakichś tam cechach, które oni mają. Z tym pakerem to jednak faktycznie zabrzmiało stereotypowo i w stu procentach się z tym zgadzam, niestety. Poprawię się w przyszłym tygodniu.
      A co do tego jadu - jesteś złośliwym człowiekiem. Wszyscy z mojego otoczenia to wiedzą i chcąc nie chcąc muszą z tym żyć. Ten tekst akurat miał wbijać szpilki w niektóre tyłki, więc nie mogłam sobie folgować. ;D Al postaram się napisać coś miłego. :D Żeby nie było, że świat jest tylko czarny :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  14. "Wyżej sra niż dupę ma" - mieszka w moim pobliżu taki jeden. Błysk zegarka, marynarka szyta na miarę, słit focia złotym ajfonem w lustrze i gacie z Calvina Kleina. A jeżeli trafi się wyjątkowo przyjemny cham to będzie "Umów się ze mną, to dam Ci dwa tysie, bo bardzo lubię takie pysie".
    "Przylepa" - "Ile razy mam Ci kobieto mówić, że Cię nie lubię?!"
    "Mocher" - co to się dzieje z tą młodzieżą? Zero szacunku do starszych, panoszą się wszędzie, glany noszą, do kościoła nie chodzą. Jezu kochany, za moich czasów...
    "Mózgowców" się nie czepiam. Dla jednego pewnie będę kiedyś pracować.
    "Maruderów" lubię słuchać. Dużo gadają, trochę bez sensu, mi się nudzi, coś trzeba robić, z kogoś trzeba się śmiać.

    A tak na marginesie to bardzo fajny post :). Dodałabym jeszcze dresiarzy. Mimo długości czytało mi się szybko. Śmiałam się do monitora, uwielbiam takie wysmakowane poczucie humoru. Zostanę tu z Tobą na dłużej. Pozdrawiam!
    truthofthunder.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i zapraszam do dalszej degustacji ;)
      Złote srajfony. To jest to <3
      Pozdrawiam i na pewno wpadnę ;)

      Usuń
  15. Świetny tekst :) Sama zazwyczaj staram się być niewidzialna dla ,,Przylep", niestety nie zawsze to się udaje :( Co do ,,Mocherów" to przestałam siadać w tramwajach, bo jak mam potem czuć na ramieniu ten oddech albo szturchanie i słuchać stękania nad uchem to już wolę postać, ale nic mnie bardziej nie wnerwia niż odpoczywające na siedzeniu siatki.

    MonyikaFashion >klik<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Mi też zdaży się położyć torbę na siedzeniu, ale tylko wtedy, gdy nie ma osób stojących. Ale takim babciom to nie przetłumaczysz...

      Usuń
    2. O tak! Mi też zdaży się położyć torbę na siedzeniu, ale tylko wtedy, gdy nie ma osób stojących. Ale takim babciom to nie przetłumaczysz...

      Usuń
  16. Rozbawiłaś mnie! Chociaż to nie do końca śmieszne, ale cóż XD
    Pozdrawiam, świetny rozdział :D
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :)

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że poświęciłam swój czas na czytanie #DziennikarskichPiątków. Cieszy mnie również fakt, że się one podobają.
      Dwulicowe osoby są nagminnie produkowane. Nie mam pojęcia skąd się to bierze i dlaczego tak jest, ale niestety notorycznie je spotykam.
      Hahhahaha co? Płacić za korepetycje? Student? Boże, na jakim świecie ten człowiek żyje?
      Przyznaję, że jestem zawiedziona drugą częścią posta i szczerze żałuję, że jednak nie podzieliłam tego tekstu, bo miałabym motywację, żeby bardziej to wszystko opisać, a nie tylko przeanalizować. Wkurzona jestem na siebie.
      Pozytywne notki też postaram się wrzucać :D
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  18. Tekst bardzo fajnie napisany. W ostatnich dniach jestem wkurzona niemal na wszystko, nawet krzywo wiszącą roletę, i bardzo łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi, więc tekst trafiony.
    Z bogaczami w takim ujęciu to nigdy nie miałam do czynienia w moim środowisku, przez co bardzo się cieszę. Moja siostra w liceum trafiła do klasy z takimi wywyższającymi się, bogatymi głupkami i po tygodniu zmieniła szkołę, bo nie dało się wytrzymać. Ale nawiązując do tego bogacza, to przypomniał mi się mój były współlokator, który rano przez dwie godziny zajmował łazienkę i układał włosy, które po "zabiegu" wyglądały tak samo jak przed, a ja starałam się rano jak najdłużej pospać.
    Do przylep jakoś nic nie mam, o ile zachowa się zdrowy rozsądek. Czasem lubię, gdy to ktoś inny mówi, jeśli ja nie mam na to ochoty, a nie chcę siedzieć sama w domu.
    Sucze i dwulicowce to chyba dwa najgorsze typy tu przedstawione. I o ile od tego pierwszego jeszcze można trzymać się z daleka, bo po zachowaniu łatwo poznać ten typ, to w drugim wypadku może być ciężko. Najgorzej chyba zaufać takiej dwulicowej osobie, która przy pierwszej nadarzającej się okazji zdradzi i zada więcej bólu.
    Do Mocherów, niestety, trzeba przywyknąć. Chociaż mnie też odkąd studiuję we Wrocławiu zastanawiało to, że po ulicach chodzą tacy zgarbieni, z wózeczkami czy o kulach, a do autobusu i tramwaju dobiegają, bo trzeba zdążyć. A jak kierowca nie poczeka, to klną, że aż uszy więdną. Oczywiście za ustępowaniem starszym ludziom miejsca jestem jak najbardziej za, ale ostatnio zauważyła, że ustąpienia miejsca domagają się kobiety tak koło pięćdziesiątki, a to już lekka przesada, szczególnie gdy autobus napchany i ruszyć się nie da.
    A mózgowiec to ja. Też uważam, że należy posiedzieć nad książkami, a nie potem marudzić, że to za trudne. Ale takie zachowanie rzeczywiście może odpychać ludzi, bo gdy po ogłoszeniu wyników z matury spotkałam na ulicy kolegę z podstawówki i wygłosiłam swoją opinię, jakie to proste było i w ogóle, że matura to bzdura, to się obraził, bo on nie zdał angielskiego. Zresztą ostatnio na fejsie inny kolega "chwalił się", że od pięciu lat nie może zdać matmy. Ale nauka w wakacje to już przesada. Trzeba przecież odpocząć, by mózg się nie przegrzał.
    Aż tak natarczywych religijnych fanatyków jeszcze nie spotkałam. Jak mnie ktoś zaczepi, to mówię, że się spieszę, ignoruję i idę dalej. Raz usłyszałam za plecami, jaka to bezbożna i w ogóle jestem, ale takimi ludźmi nie warto zawracać sobie głowy.
    Wiercidupa to taka trochę przykra sprawa. Taka osoba mnie nie złości, raczej jest mi jej żal, że pozwala sobie na takie traktowanie i nie ma siły, by się przeciwstawić, wypowiedzieć własne zdanie lub wyrwać się z takiej grupy, dochodząc do wniosku, że prawdziwi znajomi nie wykorzystywaliby go na każdym kroku.
    A maruderem to chyba jest każdy :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha to niezły musiał mieć style. Ale żeby po 2 godzinach tworzenia czegoś z włosami nie było efektu? Aż dziwne ;D
      Nie przepadam za ludzmi, którzy domagają się ustępowania miejsca. To jest trochę niegrzeczne. Raczej widać to, że ktoś jest starszy i potrzebuje usiąść, nie trzeba z siebie robić dodatkowo sieroty.
      Wiadomo, jak się człowiek nie uczy to ma przerąbane w życiu, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Każdy zna się na czymś innym, a jak się zna na wszystkim to (moim zdaniem) nie ma życia prywatnego. Bo jak można mieć ze wszytkiego najlepsze oceny? Człowiek jest raczej specjalistą w jednej dziedzinie, nie w dziesięciu.
      W Wiercidupach nie chodzi o to, że oni nie potrafią się przeciwstawić.. Oni sami lgną do takiego popapranego towarzystwa. Najgorsze jest to, ze oni myślą, iż tylko będąc przy tych ludziach mogą być fani, nie ważne, że tamci obrabiają dupę i robią sobie chłopca na posyłki. Liczy się to, ze jest się obok.

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  19. Dawno mnie tu nie było.
    Uwielbiam ten post. Jest to poprostu kwintesencja wszelkiego rodzaju wkurwiających ludzi. Jest to odwzorowanie moich wszystkich myśli, których sama bym lepiej nie ujęła.
    Osobiście dodałabym tu jeszcze bonusową postać- PRACODAWCA. O tak, to właśnie istna pijawka. A co dopiero, gdy ma się nad sobą takie dwie pijawki?! O zgrozo.
    Człowiek, po skończonych 3 latach męczarni w liceum, zamiast wykorzystać w pełni przysługujące mu wolne, któro mu się należy po zajebiście napisanej maturze, myśli "pójdę do pracy. Trzeba w końcu się usamodzielnić, choćby w najmniejszym stopniu". Znajduje pracę, gdzie zapierdala po 10 godzin dziennie za marne 7 zł/h, nosząc pudła z ubraniami, będąc kulturalnym dla wkurwiających klientów (o, może kolejna kategoria), tłumacząc im dlaczego, do chuja pana, nie mogą zrobić zwrotu i wysłuchując narzekań, że kurtka jest źle uszyta (jakbym to ja ją szyła), tylko po to, aby pod koniec miesiąca usłyszeć od PRACODAWCY, że być może nie dostanie całej wypłaty, ale może się po resztę UPOMNIEĆ we wrześniu "o ile coś zostanie". I co taki, kulturalny człowiek/pracownik ma sobie wtedy pomyśleć? Nie mam zielonego pojęcia, bo nie jestem kulturalna. Ja pomyślałam sobie, że jeżeli nie zobaczę całości moich pieniędzy, które mi się należą, to mają przejebane, bo urządzę im piekło. A tak subtelniej rzecz ujmując, to trzeba być cholernym i ostatnim dupkiem żeby tak potraktować drugiego człowieka. Już pomijając fakt samych pieniędzy, ale dla mnie osobiście, pracowanie w tym sklepie było ogromnym poświęceniem i ominęło mnie przez to wiele rzeczy. Praca również była męcząca, kiedy przez 10 godzin siedziałaś w sklepie, z praktycznie zerową klimatyzacją, a na zewnątrz panował upał. Bardziej niż o pięniądze, chodzi mi o to, że takie postępowanie ze strony pracodawcy, to zwyczajne świństwo i wykorzystywanie ludz To jest najzwyczajniej w świecie przykre.
    Wylałam swoje frustracje.
    Post w Twoim wykonaniu, jak zawsze jest świetny. Kiedy zaczynałam go czytać, to byłam wściekła, ale mi przeszło. Nic tak nie poprawia człowiekowi humoru niż świadomość, że ktoś ma takie same problemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, misiek. Będzie dobrze. A jak nie zapłacą całości to warto postraszyć organami, które za takie coś karzą. Może i nie wiele to zdziała, ale będą wiedzieli, że nie dasz sobie w kaszę dmuchać i że wykorzystywać Cię nie mogą. Ja swego czasu robiłam przy ulotkach, pracodawcy obijali się z wypłaceniem pieniędzy i dopóki nie dostali telefonu z informacją, że pieniądze mają być, bo inaczej będzie sprawa zgłoszona dalej to czekałyśmy z koleżanką. Po tym telefonie kasa została przelana od razu. Czasami jak widać trzeba pracodawców pośpieszyć.
      Wywnioskowałam z tego, że pracujesz w sieciówce. Największa zmora. Swego czasu też miałam to w planach, ale potem się rozmyślilam i chyba wyszło mi to na zdrowie. To nie jest praca dla ludzi o słabych nerwach... Wydaje się, że to robota prosta, banalna, łatwa i przyjemna, ale wcale tak nie jest. Jakiś czas temu pracowałam dorywczo pomagając przy inwentaryzacji w jednym z takich sklepów i tam naprawdę atmosfera panowala super, kierownicy super (sklep słabo znany w tym kraju, chyba są tylko dwa takie u nas, dlatego pewnie tak fajnie i przyjemnie), ale poznałam dziewczyny, które w sieciówkach pracowały i po prostu odradzają, bo to najgorsza rzecz na świecie, dla tych naprawdę zdesperowanych, którym potrzebne pieniądze. Tylko nie wiem, czy w tak młodym wieku warto psuć sobie nerwy użerając się z klientami i pracodawcą, który wiecznie robi problemy.
      Wylewaj żale, ja się wcale nie gniewam. Mam nadzieję, że Ci ulżyło i masz się lepiej! :)
      Pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
    2. Dziękuję :) I tak, pracuję, a raczej pracowałam w sieciówce i nie polecam nikomu. Jedno wielkie przekleństwo i wysługiwanie się pracownikami :) Moi "szefowie" niestety źle trafili, bo ja na takie traktowanie jestem baaardzo wyczulona i, choć nigdy tego nie robiłam, czas wykorzystać swoje znajomości w służbach mundurowych :)

      Usuń
    3. O masz. Mundur? Co zamierzasz?

      Usuń
    4. Planu konkretnego jeszcze nie mam, ale kolega, który pracuje w policji powiedział, że mam się tym narazie nie przejmować, bo on coś wymyśli. Podejrzewam, że po prostu tam ze mną pójdzie, bo w końcu mundur może zdziałać cuda :) Koleżanka pracowała tam ze mną i dostała 800 zł wypłaty mniej, a to grosze nie są, także łatwo nie przepuścimy. Zwłaszcza mój tata, który nie jest miłym człowiekiem xd

      Usuń
    5. I bardzo dobrze. Nie ma co głupcom popuszczać, bo potem taki się przyzwyczai i myśli, że jemu to wszystko wolno. 800 zł to góra pieniędzy tym bardziej, gdy ktoś chciał sobie po prostu dorobić, a już szczególnie, gdy ktoś np. musi zapłacić za czynsz albo coś takiego...

      Usuń
  20. Jej, to mi się naprawdę podobało. Serio, było niesamowicie realistyczne i tak jakbyś przelała myśli 1/4 świata na bloga (ok, może nie 1/4, ale moje na pewno). ,,Złote myśli" były wprost mistrzowskie. Wygląd bloga też ładny.
    Nie wiem, co mogę jeszcze opisać. Nie mam się czego czepiać. Blog do obserwowanych wskakuję ^^
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Złote myśli" kiedyś się pisało! Gimbaza pewnie nie ogarnia co to...
      Aż mnie na wspomnienia wzięło :,)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. Jeju dziewczyno nawet nie wiesz ile w tym co piszesz jest racji. Zabraklo mi tylko gimnazjalistki, ktora to ma "cale zycie na przypale".
    Serio. Przyszla do nasz w tym roku taka. W sumie to dwie takie. Nie mam pojecia, ktora gorsza. Jedna chuda i wysoka, a druga to taki niski, grubasek z odrostami, na ktore ona mowi "to takie ombre".
    Co tydzien maja nowego chlopaka i deklaruja na asku swoja wielka milosc do niego. Wstawiaja swoje "hot" zdjecia na kazdym portalu spolecznosciowym, lub zalą sie jakie to one maja zjebane zycie.
    Kiedys byl motyw, ze idiotki sie najebaly (w koncu trzeba jakos swietowac hot 13!!!!!!!!1ononeobe!!!!!!!11!!!) i weszly do wanny w strojach kompielowych. A pozniej na snapie filmiki disco w tle, one tancza, przy okazji jedzą chipsy. Jak sie bawic ti sie bawic!!!!!!!!!! xDDDDD ;P ^^
    Ludzie pozapisywali sobie zdjecia, na ktorych laska byla tak wygieta... w sumie to nie wiem kak to nazwac, wiec powiem tak-dupa do gory i leb miedzy nogami, a przy okazji jedna reke trzyma na ppsladku a druga pokazuje srodkowy palec do kamery.
    Pozniej grozila na asku policja i dyrektorką.
    Jeju, napisalabym wiecej o tych smiesznych sytuacjach, a jest ich naprawde duzo, ale jestem na komorce, a zegar wskazuje w pol do drugiej, wiec opowiem wiecej przy nastepnej okazji! :D
    Pozdrawiam! Jutro jak juz bede bardziej prYtomna dodam cie do polecanych, a teraz mowie dobranoc. ;*
    xviii-w.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z gimbazą mam teraz znacznie słabszy kontakt, bo po prostu już nie te lata, ale wyobrazić to sobie mogę bez problemu. Jeszcze te śmiałe figury, a potem grożenie policją. Czego to dzieci teraz nie wymyślą...
      Odrosty i ombre... HAHAHAHAHAHA
      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie na więcej :)

      Usuń
  22. Ten tekst jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych ! I nawet mi nie przeszkadza ta odrobina jadu, którą tu włożyć. Bo nawet nie wiesz jak bardzo dobrze jest wiedzieć, że nie jesteś jedyną osobą, która myśli w podobny sposób ! To takie budujące ;)
    Mnie osobiście od pewnego czasu najbardziej irytują Religijni Fanatycy. Miałam tą przyjemność chodzenia przez 3 lata do katolickiej szkoły. Trzeba przyznać, że wyposażenie jej było godne podziwu - własne szafki, przynajmniej po jednej tablicy multimedialnej w klasie, najnowsze komputery, sale kinowe, dwa sklepiki i nowoczesne oratorium z trzema stołami oraz dodatkowym barem. Skąd jednak na to wszystko pieniądze? Ah no tak.. w końcu dziecko nie wejdzie do szkoła jeżeli zapomniało identyfikatora z imieniem i nazwiskiem - bo przecież wszyscy tak bardzo się tam pchają. Trzeba więc go kupić, a cena idzie od złotówki w górę - zależy jaki chcesz.
    Nie da się również przeoczyć długich, czasami nawet ponad godzinnych wykładów czy mszy, gdzie można było nie raz usłyszeć np. o in vitro czy zmianie płci. Ciekawe jednak, że kiedy pojawiły się problemy z narkotykami nikt nie wspomniał nawet o tym jednym słowem. Przecież najlepiej wszystko zamieść pod dywan!
    Nie zapomnijmy jednak o Starej Pudernicy i Przylepie ! Bo przecież nie ma nic lepszego niż nieustanne słuchanie, kiedy po a) osobie wydaje się, że połknęła Wikipedię, więc wszyscy słuchajcie i uczcie się, bo ja wiem i ja wiem najlepiej i b) ktoś ma wrażenie, że jego życie jest centrum naszego świata. Przecież jak będą chciała coś wiedzieć to zapytam ! Czy to naprawdę takie trudne ?!
    No i są jeszcze Dwulicowce. Tutaj nigdy nie wiesz czy jesteś jego najlepszym przyjacielem, czy może wrogiem. Po prostu tylko kochać! -_-
    Ja tam uwielbiam twój rysunek ! :) Między innymi może dla tego, że sama nie narysowałabym lepiej.. Ale hej, chęci też się liczą ! :))
    Ściskam !! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta katolicka szkoła nie daje mi spokoju :D
      Szafki? Sale kinowe? Nowe technologie? Boże... To ja już wiem na co idą pieniądze mojej babci, która co niedziela rzuca drobne na tace (pomijając milczeniem fakt, co robią z nimi księża zanim trafią dalej). A u mnie ledwo co komputer w szkole odpalał. Pamiętam te czasy kiedy trzeba bylo pracować w parach, bo nie było dla każdego sprzętu.
      Wiedziałam. Kościół wiecznie widzi problemy tam, gdzie nie powinien się wtrącać. To co namacalne (jak np te narkotyki) jest totalnie ignorowane, bo przecież co mieliby na to powiedzieć? W Biblii pewnie ani słowa o tym, a dopowiedzieć się boją, bo po co zmieniać światopogląd, który od lat lepiony jest rękoma facetów w sutannach.
      Wiem, wiem. Jestem mistrzem rysunku.Za kilka lat te moje dzieła będą warte grube miliony!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Tak... Pamiętam te czasy. Wydaje mi się nawet, że w niektórych szkołach też tak jest. Ale oczywiście nie w katolickich. Tam musi być porządek i jakaś klasa. Przecież oni nie mogą mieszkać w byle czym !..
      Dlatego też właśnie nie zdecydowałam się na kolejne trzy lata :)
      W wolnej chwili zapraszam do siebie ;3
      Ściskam ! :**

      Usuń
    3. I tak podziwiam za ten czas, który tam spędziłaś! Tyle wytrzymać...
      A w ogóle skąd taki pomysł? W sensie, że z tą szkołą.

      Usuń
    4. Miała dość dobre opinie jeżeli chodzi o nauczycieli jak i poziom nauki... No i trzeba przyznać, że w środku też nie była brzydka ;)
      Ale chyba tak naprawdę do dzisiaj nie wiem dlaczego akurat na to się zdecydowałam. Może dlatego, że inne były po prostu gorsze ...

      Usuń
    5. Do dzisiaj nie jestem pewna. Wiem, że patrząc na opinie innych dotyczących pozostałych szkół nie powinnam. Wydaje mi się, że również tak by było, gdybym trafiła do innej klasy. Bo mogło być zdecydowanie lepiej ;/

      Usuń
    6. Niepewność jest najgorsza.

      Usuń
  23. ja się nie przejmuję takimi ludźmi, zwłaszcza jeśli nie pełnią ważnej roli w moim życiu, szkoda mojego zdrowia i czasu na rozmyślanie o chwastach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z założenia, że czasami trzeba. Nie można wszystkiego zatrzymywać w sobie.

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)