Co robię, żeby jeszcze bardziej się zdołować

11:30 Alice McDalvis 33 Comments



Mam dwadzieścia lat i nadal nie wiem, dlaczego w momencie, gdy mam kiepski dzień znajdę sposób, żeby go sobie pogorszyć? Po raz setny słuchałam łzawych piosenek myśląc, że może tym razem mi pomogą, chociaż 99 wcześniejszych przypadków powinno mi udowodnić, że wcale tak nie będzie. Jem, oglądam smutne filmy i katuję się zdjęciami szczęśliwych ludzi… Tak. Dzisiaj o tym, co zrobić, żeby jeszcze bardziej się zdołować.
Jeśli na tego bloga dziwnym trafem zbłądził mężczyzna to od razu uprzedzam – kobieca psychika to coś nieodgadnionego. Jeśli nie będziesz mógł znaleźć w tych zachowaniach jakiegokolwiek sensu to spokojnie – ja też go nie widzę. A przynajmniej nie widzę go, gdy mam dobry humor.


CO ROBIĘ, ŻEBY JESZCZE BARDZIEJ SIĘ ZDOŁOWAĆ


8. Jedna kostka, dwie, a w końcu cała tabliczka pięknej, słodkiej i kalorycznej czekolady. Idealny sposób na złagodzenie bólu, stresu czy parszywego nastroju, który definitywnie przekreśla jakąkolwiek dietę.
Z początku jedzenie nawet jest fajnie: słodkości rozpływają się w ustach, ciepełko dosięga serca, ale potem pojawia się myśl, że przecież to paskudztwo doprowadzi moją figurę do ruiny, przybędzie mi 8 kilogramów, dupa urośnie, cycki zmaleją i nikt, absolutnie nikt na mnie nie spojrzy!
Ach… w sumie, dlaczego nie zjeść kolejnego batona skoro i tak już tyle w siebie wepchnęłam? I tak będę gruba, brzydka, dostanę cukrzycy i zostanę starą panną do końca świata! I huk z tym… Oby tylko żołądek wytrzymał. Ale przecież nie powinnam. W końcu to nie wypada… To już ostatnia kostka… No może jeszcze dwie. Boże, czuję jak moje uda przybierają na grubości… Jeeezu, czy ja naprawdę zjadłam dwie czekolady, batona, wypiłam pół litra coli i wyżarłam prawie wszystkie żelki???

7. Kolejny sposób na zmarnowany dzień to pisanie do ludzi, którzy mnie wkurzą. Są to osoby, które mają irytujący charakter, działają mi na nerwy, ponieważ nie zachowują się tak, jakbym chciała, albo po prostu mają inne plany w stosunku do mnie. Wybieram sobie osobę, zaczynam niewinną rozmowę, pytam jak u niej/u niego, a kiedy on/ona zaplątuje się w wirze radości wyjętych prosto ze swojego życia, ja oddaję się kontemplowaniu o tym, jaki to mam chujowy humor.

6. Ach… Romanse. Nie ma to jak dobry film, którego fabuła opiera się na pięknej historii dwójki osób, które poznały się przypadkiem. Trochę łez po rozstaniu, wieszanie psów na niesprawiedliwość świata, spotkanie z przystojnym nieznajomym, a w końcu miłość. I to nie byle jaka, bo z księciem z bajki, który prawi komplementy nawet z rana, przynosi kwiaty i jest, nawet jeśli masz w planach zasmarkać mu całą koszulę, użalając się nad życiem.
Czy to nie jest idealny sposób na to, aby zdołować się po stracie ukochanego faceta, albo braku jakiegokolwiek osobnika płci przeciwnej u swojego boku? Nic tak nie dobija, jak widok szczęśliwych, pięknych i bogatych bohaterów filmowych, czy uśmiechniętych par na ekranie monitora lub w gazetach.

5. W sumie, jeśli cierpisz na brak faceta to nie możesz się obejść bez pogaduszek z kobietami, które chorują na to samo. Twoje resztki dobrego samopoczucia zginą przykryte przez wzajemne narzekanie na okrutny los, samotność, nieszczęście, czy fortunę, która nie chce oddać ukradzionego wcześniej szczęścia.

4. Muzyka podobno łagodzi obyczaje. Muzyka sprawia, że lepiej mi się piszę (chociażby ten post). Nadaje smaczku najgorszej scenie filmowej i sprawia, że mam ochotę coś kupić w sklepie, do którego wpadłam tylko przypadkiem (ale przecież puszczają tak dobre kawałki, że świetnie się tam chodzi, ogląda, a w końcu kupuje…). Zazwyczaj uwielbiam jej słuchać, szczególnie w leniwe popołudnia, a wolne kawałki polepszają moją wenę twórczą (nie bez powodu na moim blogu znajdują się takie, a nie inne tytuły). Są jednak przypadki, kiedy nostalgiczne piosenki doprowadzają mnie do skrajności i mam ochotę wyć w poduszkę. A to wszystko przez zryty nastrój, który postanawiam polepszyć sobie ulubionymi kawałkami. Szkoda tylko, że w tym wypadku, moje ulubione utwory nie sprawdzają się w swojej roli…

3. Wbrew temu, co myślą niektórzy, nie jestem typem człowieka, który lubi się kłócić. No chyba że mam absolutną rację, albo ktoś doprowadza mnie do furii swoim istnieniem, bądź ma chorobliwy nawyk irytowania swoją gadką. Wtedy, faktycznie, mogę być rozwścieczona. Ogólnie jednak pyskówek nie lubię, wpędzają mnie one w jeszcze gorszy nastrój. A więc jeśli już mam z kimś na pieńku, jest mi smutno, źle, niedobrze, mam ochotę się do kogoś przytulić, to najlepszy moment na to, żeby kłócić się dalej. Jestem masochistką, męczennikiem, ofiarą samej siebie. Wkurzam się na siebie, ponieważ się z kimś kłócę, kłócę się, bo jestem wkurzona. I tak to się jakoś kręci.

2. Ponieważ sporo piszę swój podły nastrój muszę czasami przelać na papier. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że zwykle dołuje mnie to jeszcze bardziej i naprawdę przestaję widzieć sens w tym, co robię. Nie wiem już, po co żyję, po co piszę, po co jestem i dlaczego wciąż narzekam. Nie jestem w stanie wyjaśnić, jakim cudem pisanie nie przynosi mi ulgi, skoro zwykle taki post na blogu pomaga mi pozbyć się zbędnych kilogramów bezsensownych myśli. Na jakiś czas mam wtedy spokój… Ale nie w momencie, gdy padam przytłoczona przez ciężkie życiowe sytuacje. Wtedy pisanie jest najgorszym możliwym wyjściem, bo albo nic z tego nie wychodzi (co mnie denerwuje), albo powstaje tekst, który pokazuje szczęście innych, kiedy ja nie mogę znaleźć swojego (co mnie denerwuje jeszcze bardziej).

1. Wyobraźnia jest największym darem. Przynajmniej dla mnie. Tylko że z wyobraźnią, jak z innymi używkami – trzeba znać umiar. Należy wiedzieć, kiedy powinniśmy zamknąć drzwi dla wykreowanego przez nas świata. Kiedy mnie nachodzi nostalgiczny nastrój wymyślam w głowie historie, które nigdy się nie zdarzą, a w których wszystko jest tak, jak sobie wymarzyłam. Albo wracam do przeszłości i zastanawiam się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym postawiła krok w inną stronę. Roztrząsanie błędów to nie jest najlepszy pomysł na skończenie, i tak już podłego, wieczoru.

To chyba na tyle. Pomysłów na totalne rozwalenie sobie psychiki jest dużo więcej, ale te są moimi standardowymi zachowaniami. Kolejność była przypadkowa, bo w tym konkursie nie ma faworyta. 
Ranyyy, sesja zdana, praktyki prawie się kończą, a ja narzekam. Jak żyć??
Jeżeli Wy macie jakieś inne sposoby na zdołowanie się jeszcze bardziej, albo nie robicie tego wcale, próbując z uśmiechem wyjść z każdej sytuacji, to pochwalcie się tym w komentarzach.


Ściskam ;)  

33 komentarze:

  1. Hejo! :3
    Hehe. Jak ja jestem zdołowana to zawsze słucham smutnej muzyki ( czy to dziwne? ), by poczuć się jeszcze gorzej. Najchętniej to zamknęłabym się w pokoju i zaczęła ryczeć, ale z moim rodzeństwem jest to niemożliwe ( szczególnie jeśli ma się pokój z siostrą ). Czasami jak założę na uszy słuchawki, to wyłączam się z tego świata i znajduje się w... swoim świecie, który wymyśliłam ja sama.
    Marzenia, wyobraźnia... Tak! Ja często marzę ( szczególnie już w nocy, kiedy to siedzę w łóżku ^-^ ) i wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby... Albo wymyślam historyjki z moim udziałem, ale i tak doskonale wiem, że to nigdy się nie wydarzy, gdyż często w mojej wyobraźni są motywy fantastyczne ( co poradzę, że kocham ten gatunek? ♡ ) i to wszystko jest nierealne pod wieloma względami. Ale zawsze pomarzyć można ^.^
    Szczerze powiedziawszy, to nikt nie wie, co dzieje się w mojej głowie. Jak jestem zdołowana to dzielnie to kryję, tylko zaszywam się w swoim pokoju, bo wiem, że długo nie będę potrafiła udawać. Czy mam jakiś sposób na doła? Cóż... Zawsze czekam, aż mi minie... Ale czasami jak zacznę pisać ( swojego bloga oczywiście :P ), to od razu czuję się lepiej. Zamykam się w swoim świecie, wyobraźni i zapominam o całym tym realnym, ponurym i niesprawiedliwym świecie. Dla mnie jest to lekarstwo, a jak dorzuci się do tego moją ulubioną piosenkę ( czytaj: Loïc Nottet - Rhythm Inside ♡♥♡♥♡♥!!!! ), to to już dopiero! :D Choć fajnie jest też z kimś pogadać ;)
    Czekam na nowy post! Pozdrawiam cieplutko i ślę całusy! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam rodzeństwo i wypłakanie się nie wchodzi w grę. A jeśli już to prędzej wyłabym, ponieważ byłabym wkurwiona, niż gdybym była smutna. Takie życie.
      Nie słuchałam, ale widzę, że muszę :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Chandra to największy wróg kobiety! Brak w niej racjonalności, a jakże! Też mam podobnie, gdy zamiast szukać pocieszenia w trudnych chwilach, to wolę poznęcać się nad własną psychiką jeszcze bardziej.
    Wystarczy jedno niemiłe wydarzenie i zaraz tysiąc przykrych wspomnień pojawia się w pamięci.
    No, ale odnośnie tak tych twoich sposobów na polepszenie nastroju...
    Czekoladę lubię, nawet bardziej niż powinnam, ale raczej w moim przypadku nie bardzo pomaga. Dobre łakocie, ot co, ale nie lek na parszywy humor. Szczerze wątpię czy nawet dziesięć tabliczek tego kalorycznego paskudztwa by mi pomogło, gdy już wpadam w ten swój nastrój "odejdź ode mnie, odsuń się szybko, lecz spokojnie, bo ugryzę".
    Numer siódmy na twojej liście także jest mi daleki. Ja, gdy czuję się potwornie częściej zamykam się w sobie, niż dręczę własnymi żalami kogoś innego.
    Za to z numerem szóstym i piątym trafiłaś jak bum cyk cyk! Przecież nie ma lepszego sposobu na podręczenie własnej psychiki niż oglądanie cudzego szczęścia i zazdrość. Zwłaszcza, gdy samemu jest się samemu jak palec. Co z tego, że na co dzień to nie przeszkadza, skoro w chwilach zdołowania nic bardziej nie drażni? A jeszcze jak trafi się ktoś, kto podziela twoje zdanie? Ano właśnie.
    Zgodzę się również, jeżeli chodzi o muzykę. Nic tak nie dowala człowiekowi, jak ukochana, lecz cholernie smutna piosenka włączona w nieodpowiednim momencie.
    Kłótni nie lubię. Unikam ich, jak ognia, bo ja kłócić się nie umiem. Zawsze podczas i już po ryczę, jak małe dziecko, chociażby wina nie leżała po mojej stronie. Ot, taka ze mnie delikatna i wrażliwa duszyczka. Taa, chciałoby się. W każdym bądź razie tego nie lubimy.
    Numer dwa też jest bliski mojemu sercu. Z tym, że ja tworzę wtedy rozdziały na moje opowiadania. Podczas najgorszych chwil smutku, powstały chyba najlepsze moje twory. Nic tak nie nakręca weny i wyobraźni, jak natłok złych myśli. Szkoda tylko, że te myśli nie mijają zaraz po postawieniu na końcu rozdziału kropki. Masz rację, z wyobraźnią trzeba uważać, bo to jednak niebezpieczna bestia jest.
    Koniec końców jednak nie lubię się zasmucać. Kiedy przychodzi kryzys, raczej wolę przebrać się w dresy i iść pobiegać.Bowiem dużo lepiej działa na mnie aktywność fizyczna. Bo kiedy ciało jest zmęczone, to i umysł także, więc przestaje wariować i wraca do normalnego działania. Gdyby tylko mój ortopeda podzielał moje zdanie!
    Cóż, strasznie podobają mi się te twoje wpisy i z niecierpliwością czekam na kolejny!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja to słodyczami zawsze próbuje sobie poprawić humor, ale niestety nie zawsze to wychodzi tak, jakbym chciała. Napcham się kalorii i tyle widzieli coś dobrego.
      Ja jestem typem leniwca, a leniwcom nie zawsze chce się ruszyć dupsko i pobiegać, chociaż próbowałam - nie dla zabicia złego nastroju, ale dla poprawy kondycji i zadbania o tę figurę, którą tak niszczy czekolada. Jak mi zdradzisz sposób, jak nie poddać się po kilku dniach to będę Ci wdzięczna! Jednak z tym zmęczeniem to całkowita prawda. Po takim wysiłku to nawet nie chcę mi się myśleć o pogodzie.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. U mnie, jeżeli o bieganie chodzi, to najcięższy był pierwszy tydzień. Dzień trzeci był momentem przełamania - coś w stylu: tak bardzo mi się nie chce, że nie ma mowy, abym się ruszyła nawet na krok! Jednak nie wolno odpuszczać. Wszystko zależy od nastawienia. To trochę jak ze wstawaniem do szkoły - nie chce się, ale jak już na zegarku wybija ta godzina, to i tak człowiek wstaje z poczucia obowiązku. Ja teraz nie wyobrażam sobie, abym mogła odpuścić. To strasznie uzależniające ;)

      Usuń
    3. Ja tydzień spokojnie wytrzymam. Potem jednak mi się nie chcę męczyć w samotności. Biegać z kimś? Nie ma problemu, to bardziej motywuje. Jak sama muszę to robić to w końcu pojawia się myśl "a po cholerę ja się tak męczę?".

      Usuń
  3. A ja, jak mam chandrę, biegnę na zakupy. Nic nie poprawia humoru bardziej, niż nowa sukienka czy śliczne szpilki, albo nowa fryzura. Chandra jednak wraca jak bumerang, kiedy nikt nie zauważy zmian: ani cholernej sukienki, ani pieprzonej nowej fryzury. Wtedy się wściekam jeszcze bardziej, gotowa jestem miotać piorunami na prawo i lewo i z wielką ochotą przypominam sobie najgorsze chwile swojego życia. A jak już sobie przypomnę i zacznę rozmyślać o nich gorąco i namiętnie, chandra znów odlatuje, bo przecież "Hej, nie jest tak źle. Przecież było gorzej! Ciesz się, że jesteś na tym świecie cała, zdrowa i nie zamartwiaj się tak, bo z życia trzeba korzystać, a nie rozdrabniać się nad błahostkami!". To jakoś pomaga i chandra odlatuje na dobre :) Niestety, potrafi wrócić po tygodniu czy nawet kilku dniach :/
    Czasem, podobnie jak ty, dołuję się romansidłami. Zwłaszcza wtedy, kiedy wynika jakaś awantura z moim menem. Miło popatrzeć na cukierkowe historie, bardzo jednak dalekie od własnej rzeczywistości. A później pożeram pudełko lodów, bo właśnie... I tak będę brzydka i gruba, więc co tam, niech ma, jemu zrobię na złość, bo nigdy nie przyznam przecież, że ta złość jest wymierzona we mnie, bo sama sobie robię w pewien sposób krzywdę. Później staję na wagę, kilogram do przodu, i jestem wściekła, bo men nie zabrał mi tego pieprzonego pudełka!
    My, kobiety, jesteśmy dziwnym tworem. Przynajmniej niektóre. Ale w końcu to nasz urok, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem tym typem (tak, istnieje taki), któremu zakupy nic nie pomagają. Ba. Wpędzają mnie w gorszy nastrój. Jakoś w sklepach nigdy nie ma tego, co bym chciała, ale nie ma mojego rozmiaru... Albo znowu ktoś mi poleca coś, co mi absolutnie nie pasuje i w końcu muszę sobie darować wszystko i wrócić do domu, żeby kogoś nie zabić.
      Hahaha tak, na faceta najlepiej zwalać wszystko :D

      Za to dziwność nas kochają <3

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Punkt ostatni, jak najbardziej. Wymyślanie i rozmyślanie. Rozmyślanie caaaaly czas,Punkt o pisaniu tez, aczkolwiek rzadko u mnie się nie sprawdza. Oglądanie filmów i serialów... Pni i znajdowanie problemow na sile, to chyba jest najgorsze.
    Ale coz, tak nalrawde życie jest wspaniałe. Przede wszystkim dlatego, ze istnieje. I nie ma nic z,ego w czekoladzie, jeski nie traktuje się jej jak wroga. Nie ma nic złego w tym, ze ktos gdzies komuś daje lrezenty z samego rana, wręcz przeciwnie. Ten ktos i tak ma inne problemy, niestety. Kazdy ma zarówno problemy, jak i radości. I kazdy ma życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że życie jest wspaniałe. Czasami jednak mogłoby tak nie dawać w kość. :D

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. O, Lean on <3
    Cały USOS jest depresyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Lean on" to mój hit miesiąca <3

      USOSweb to tak naprawdę diabeł wcielony...........

      Usuń
  6. Mam bardzo podobnie. I myślę, że większość dziewczyn tak ma. Bo po co próbować poprawić sobie humor, kiedy ma się zły dzień? Lepiej się dobić, prawda? ;p Chociaż jeśli akurat chodzi o piosenki, to czasami zamiast takich przygnębiających włączam sobie "agresywne" i wtedy akurat naprawdę można poczuć się lepiej, bo te negatywne emocje gdzieś się ulatniają. Ale miewam też takie dni, że faktycznie wybieram wszystkie wprawiające w depresyjny nastrój utwory, a potem się dziwię, że jest jeszcze gorzej. A filmy romantyczne... dokładnie, kolejny świetny sposób, żeby jeszcze bardziej się zdołować. A najlepiej połączyć to z innym wymienionym przez Ciebie punktem, czyli w trakcie oglądania jeść czekoladę, lody i wszystko to, co potem sprawi, że będzie jeszcze gorzej. Można jeszcze ewentualnie poużalać się nad sobą w stylu: a moim znajomym to udaje się to i tamto i właściwie to wszystko im się udaje, a ja mam jakiegoś życiowego pecha, chyba nigdy nie będę szczęśliwa itd.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Użalanie jest nad sobą to punkt podstawowy. Bez tego zły dzień nie może być taki zły, niestety :(

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Wybacz, ale punkt 8 mnie rozwalił;D Od czekolady maleją cycki? Jeju, jak Ci takie myśli do głowy przychodzą to to musi być naprawdę koszmarny dzień i mega wielki dół. W sumie tak teraz myślę, że to zadziwiające jak kobieta może sobie nazmyślać, żeby jeszcze bardziej się zdołować;D Ale w tym momencie ogromnie się cieszę, bo to piękne uczucie, gdy punkt 8 w ogóle cię nie dotyczy. Nienawidzę słodyczy! Jestem uratowana <3

    "Wkurzam się na siebie, ponieważ się z kimś kłócę, kłócę się, bo jestem wkurzona." - a to znam aż za dobrze.
    "Nie wiem już, po co żyję, po co piszę, po co jestem i dlaczego wciąż narzekam." - najgorszy etap;D

    Ja w czasie doła zawsze zaczynam myśleć nad wszystkimi aspektami swojego życia i jak na złość zawsze okazuje się, że jest gorsze niż wcześniej sądziłam. No bo, szkoły pewnie nie skończę, a nawet jeśli to nie znajdę po niej pracy, jestem gruba, brzydka, mam tyle wad i niedoskonałości nigdy nie osiągnę swoich marzeń, nie zrobię nic sensownego, kasy za mało, problemów za dużo. I w ogóle po co ktoś taki żyje? I co wtedy robię? Nic, gapię się jak debil w tv co jeszcze bardziej mnie dołuje, albo szukam mozliwości, by pokłócić się z chłopakiem, bo wszystko mi nagle nie pasuje. Oj to straszny czas! O tyle dobrze, że szybko mi to przechodzi:D

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JAK-MOŻNA-NIE-LUBIĆ-SŁODYCZY?? Ruda, Ty szalona kobieto... Ja za kawałek czekolady w chujowy dzień (taki raz na miesiąc się zdarza...) dałabym się pokroić, a Ty...nic? O masz.
      Z tymi cyckami to przesada, I know. Ale tak mi do tekstu pasowało i nadawało takiej histeryczności, w którą potrafi popaść płeć piękna, że nie mogłam się powstrzymać. W końcu, co jak co, ale cycki to lepiej żeby nie malały. :D
      Przynajmniej masz faceta i możesz się z nim kłócić. To na jakiś czas pozwala ochłonąć, a ja co? Ze ścianą mam toczyć wojnę na najgroźniejsze spojrzenie?:D

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja nienawidzę być smutna! Kiedy jestem smutna to jestem smutna, że jestem smutna, przez co jestem jeszcze bardziej smutna. Takie trochę błędne koło, jak wpadnę, to nie wyjdę. A tak ogólnie to jestem pozytywnym człowiekiem. Wczoraj miałam zakończenie szóstej klasy, dziewczyny płakały, a ja się śmiałam, bo wyobraziłam sobie, że płaczą nad zmarłą cebulą i próbują mi wmówić, że po prostu od niej się płacze. Wszyscy patrzą na mnue jak na wariatkę, a ja z tego śmieje się jeszcze bardziej.
    No cóż, ale to chyba odbiega od smutności za bardzo.
    Pozdrawiam serdecznie
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako ogólnie też jestem pozytywnym człowiekiem i lubię, kiedy jest wesoło. Są jednak dni, kiedy na mojej twarzy uśmiechu nie widać. Takie już życia. Raz słońce, raz deszcz.
      Hahahaha ta zmarła cebula to już historia nie do pomyślenia. :D

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  10. Mój sposób na radzenie sobie z dołem to popłakać sobie trochę w samotności (w życiu nie przy innych, żeby zawsze myśleli o mnie jako o najbardziej pozytywnej osobie na świecie), poczytać dobrą książkę na pocieszenie i pójść spać. Tak, sen to najlepszy lek na smutek :D Ewentualnie, gdy nie mogę zasnąć puszczam sobie jakiś koncert The Beatles i zastanawiam się jak te dziewczyny mogły się tak drzeć przez parę godzin bez przerwy. Więc może zamiast wymyślać sposobów na zdołowanie warto poświęcić czas na przepis na wyjście z doła? ;D
    Przyznam się, że z 1 też mam taki problem. Zawsze wyobrażam sobie coś wspaniałego co mogłoby się wydarzyć, a potem zostaję rozczarowana, gdyż wszystko idzie na opak... Dlatego już od jakiegoś czasu zamiast wyobrażać sobie czegoś o moim życiu coraz częściej wymyślam nowe historie, tak jest bezpieczniej, gdy wyobraźni nie da się poskromić!
    Zostaję u Ciebie, bo mi się tu podoba i będę często zaglądać.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Fanny http://buszujacawsrodksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie, miło mi będzie Cię tutaj gościć :)

      O tak, rozczarowanie to najgorsza rzecz na świecie! Nie wiem, dlaczego nadal angażuję swoją wyobraźnię, skoro wiem, że nic z tych historii nie będzie, ale... Taki chyba mój urok...
      Z doła wyjdzie się zawsze. Pytanie tylko czy wcześniej, czy później. Jestem zdania, że czasami po prostu potrzeba trochę ponarzekać, aby potem móc się cieszyć :D Tak, wiem. To jest trochę dziwaczne podejście do życia.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Witaj,
    Bardzo podoba mi się Post. Bardzo to chyba mało powiedziane. Z racji tego, że ostatnio mam takich dołów stanowczo za dużo to czytało mi się go dobrze. Mam nadzieje, że nie zabrzmi to podle... chyba właśnie wywaliłaś nam swoją duszę, nieprawdaż, ale były momenty, że chciało mi się śmiać...
    Rozbrajająco to napisałaś. Mimo, że mogło by się zdawać, że temat będzie wprawiał w przygnębienie, stało się wręcz odwrotnie.
    Po raz kolejny nie mogę się nadziwić nad Twoim talentem. Piszesz z taką lekkością i humorem, choć i wiem, że potrafisz pisać coś bardziej wymagającego, i melancholijnego. :)
    Czytając przyszło mi jednak do głowy kilka spraw. Np. jak wielki mam już tyłek od czekolady (bo zaiste ja też mam w zwyczaju pochłaniać je jak batoniki kiedy mąż nie patrzy, a akurat mam doła) ? Albo, że najwyraźniej nie tylko ja mam tak we łbie posrane by się torturować smętnymi piosenkami. Włączam sobie coś melancholijnego i ryczę jak idiotka... bez powodu. Bo w sumie nawet nie skupiam się wtedy aż tak bardzo na dołku jaki dopadł mnie aktualnie. Zastanawiam się nad pierdołami takimi jak " Czemu nie urodziłam się w Anglii jako zdolna, piękna i bogata (hehe) ?"
    Zauważyłam ogólnie, że niemal wszystkie punkty mi się zgadzają. Kobiety chyba są już tak zaprogramowane.
    Mam nadzieje, że mój komentarz nie jest aż tak bardzo chaotyczny. Bo z pewnością odrobinę jest. Liczę jednak, że mimo to ogarniesz go jakoś. Usprawiedliwić mogę się jedynie tak, że jest późno i mózg mi zwolni nieco. :)
    Pozdrawiam
    Spencer <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah i tylko jeszcze napiszę, że pozwolę sobie u Ciebie skakać z tekstu na tekst. Będę na bieżąco, a starsze posty będę nadrabiać stopniowo jak mi czas pozwoli, dobrze? :) Mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko. :)

      Usuń
    2. Absolutnie nie mam nic przeciwko. Czytanie ma być przyjemnością a nie obowiązkiem. Jeśli coś Ci nie będzie pasowało to nie ma co się męczyć. :)
      Tyłek mam jaki mam, mały to on nie jest, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Zawsze miałam dużą dupę, nie ma co ukrywać. Czekolada trochę powiększyła sprawę :D
      Bardzo się cieszę, że nie odebrałaś tego jako smęty. Strasznie nie lubię przynudzać i usypiać swoich czytelników. Nie jestem Morfeuszem, nie taka moja rola :)

      Dziękuję ślicznie za komentarz :)

      Usuń
    3. Myślę, że nawet gdybyś próbowała przynudzać nie wychodziło by Ci to tak jak trzeba. ;)

      Usuń
    4. Jak to mówią - nie mów chop, póki nie przeskoczysz. Jeszcze trochę przed Tobą, nie warto zapeszać, bo jeszcze zanudzę przy okazji kolejnego posta, który będziesz czytała i wtedy co?:D

      Usuń
  12. Powiem krótko, bo późna pora a oczy same mi się już zamykają:
    Mogłabym się pod twoim postem podpisac obiema rękami i stopami też dla podkreslenia jak bardzo soe z tobą zgadzam.
    Oprócz łzawych kawałków, jeszcze łzawszych filmów i bombastycznie kalorycznych słodyczy ja jeszcze wyobrażam sobie jak to będzie kiedy umrą moi najbliżsi.
    Wiem masochistka ze mnie po całości. Wtedy mur beton, zły dzień nieoczekiwanie przeraża się w apokalipsę zombie. Tak to już ze mną jest, co dowodzi, ze stuprocentowa kobieta ze mnie, której przyświeca dewiza, Zdołowana? Zdołuj się jeszcze bardziej. Ech
    a skoro już tu jestem to zapraszam cię do siebie na świeżą porcję historii Dominiki i Alana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wpadnę jutro, bądź w bliskiej przyszłości (urwanie głowy) i dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  13. Prawie wszytko robię tak samo jak ty, a w szczególności z muzyką, zamiast puścić coś wesołego to słucham smutnych nut. No po prostu nie da się słuchać wesołych piosenek jak ma się doła :P. A czekolada to podstawa jak mam zły humor :D. Dlaczego ona istnieje!? Jakby nie było słodyczy to by tak nas nie kusiło :D.
    Pozdrawiam! :*
    http://palace-to-crumble.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekolada musi istnieć! Bez niej to chyba byłoby jeszcze gorzej :)

      Usuń
  14. Mam podobnie ! Kiedy jestem zdołowana, to wytykam sobie wszystkie błędy, niedoskonałości i wszystko, co złe i oczywiście to sprawia, że jest jeszcze gorzej niż chwilę wcześniej.
    Co do muzyki, to mam taki sposób, że puszczam możliwie najbardziej 'dudniącą", najgłośniejszą piosenkę, jaka znajduje sie na moim telefonie i słucham przez słuchawki. Polecam Limp Bizkit "Ready to go"- gwarantuje, że nie da sie przy tym myśleć :D
    Kiedy jednak nie mam nawet ochoty na włączenie odtwarzacza, to wydzieram sie na wszystkich wokół. Dosłownie. Lepiej sie wtedy nie odzywać, a już broń Cię Panie Boże- poprawiać czy zwracać uwagę. Jeżeli życie Ci miłe, to nie podchodź.
    Ostatnio, na tydzień przed wynikami z matur, miałam codziennie taki beznadziejny humor i analizowałam wszystko, wmawiając sobie jakie głupoty tam pisałam i, że na pewno nie zdałam (kolejny sposób na pogorszenie samopoczucia). Na całe szczęście okazało się inaczej! Wczoraj, o 9 rano, mój podły humor odszedł. Na jak długo, to nie wiem, ale nie tęsknię za nim, gdyż wtedy nawet sama ze sobą wytrzymac nie mogę ;p

    Zapraszam również na rozdział piąty do siebie :) http://lovemelikeyoudo15.blogspot.com/2015/07/rozdzia-piaty.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam ten stres związany z czekaniem na wyniki z matur. A jeszcze gorzej było z wiadomością czy dostałam się na studia, czy nie.
      Na szczęście mój podły nastrój jest często przerywany przez dobre momenty, ale czasami - no bez kija to nie podchodź.

      Pozdrawiam i wpadnę jak tylko wrócę do mieszkania :)

      Usuń
  15. Ja zawsze nawet nie chcąc z przypadku dołuję się jeszcze bardziej, mam moją kochaną playlistę na spotify, dodam do tego, że musi mnie jeszcze dopaść okres... jesuuu jakie kombo XD

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)