5 rzeczy, których brakuje człowiekowi, gdy nie mieszka z rodzicami

11:47 Alice McDalvis 24 Comments



Wiem co powiecie – znowu ranking. Tak się jednak składa, że wzięło mnie na analizowanie studenckiego życia, a najlepszą formą podsumowania jest właśnie zestawienie kilku rzeczy, które najbardziej biją po oczach.
            Dzisiaj o tym, jak to jest być słoikiem w wielkim mieście, czego mi brakuje i co zaczęłam doceniać, gdy nie mam tego na co dzień.

5 RZECZY, KTÓRYCH BRAKUJE CZŁOWIEKOWI, GDY NIE MIESZKA Z RODZICAMI

5. Daj, pomogę ci – *zostaw to, bo w końcu coś sobie zrobisz*

Scenka rodzajowa:
Stoję na parapecie, ósme piętro, przede mną rozciąga się widok na zachodzące słońce, które odbija się w oknach innych bloków. Nogi mam jak z waty, wietrzyk chłodzi moją rozpaloną skórę, a ja zastanawiam się, jak długo spadałabym w dół, gdyby – nie daj Boże – poślizgnęła mi się noga. Siatka przeciwko owadom prawie zawieszona. Teraz tylko najgorsza część – trzeba mocno się wychylić, przymocować siatkę do rzepu i modlić się żeby długo się trzymała, bo inaczej mój lęk wysokości doprowadzi mnie na skraj wszystkiego.
Jeszcze chwila, dosłownie chwila, a komarzyska nie będą mogły wlecieć do pokoju, a ja wreszcie prześpię całą noc nie walcząc z panującą w pomieszczeniu duchotą. Tylko minuta… A pomyśleć, że w domu zrobiłby to za mnie ktoś inny. I że mój dom nie ma pięter!

4. Róbta co chceta, a więc jak dużo mogłam wcześniej, a ile mogę teraz

Mówią, że wyprowadzka z domu to najlepszy czas na imprezy, spotkania towarzyskie i domówki. Wszystko super tylko takie mieszkanie z nieznanymi osobami to również pewne trudności.
            Temu przeszkadza głośna muzyka, tamtemu otwarte okno, a jeszcze inny ma wąty, bo nie zdążyłaś posprzątać, kiedy była twoja kolej. Paranoja. A do tego złego słowa powiedzieć nie możesz, bo to w końcu ludzie tobie praktycznie obcy, którzy swoje na sumieniu mają, ale tyle samo kasy wrzucają w czynsz. Kompromisy, które trzeba przyjmować nie miałyby miejsca w spokojnej, domowej atmosferze, gdzie każdy może mówić to, co chce i kiedy chce. A tak – nawet jak chcesz pierdnąć (może ktoś lubi? Różne są przypadki) to musisz zważać na innych, bo jeszcze gotowi do bójki doprowadzić za zakłócanie porządku publicznego.

3. Prasowanie koszuli zaczynamy od kołnierzyka!

Od razu mówię – jeszcze nie zdarzyło mi się włączać żelazka w mieszkaniu. Ba! Nie zdarzyło mi się to nawet w domu. Możecie mi wierzyć (albo i nie), że wcale nie chodzi o moje wszędobylskie lenistwo. Ja po prostu jestem człowiekiem racjonalnie myślącym, bo sami zobaczcie – jeśli wypaliłabym dziurę w swojej ulubionej koszulce (a jestem tak zdolna, że nie byłoby to wielkim wyzwaniem) to co by się ze mną stało? Chodziłabym nago, ot co. A jeśli zrobiłaby to moja mama (nie żebym nie wierzyła w jej zdolności, przecież od lat prasuje moje rzeczy) to czy nie byłoby to idealnym pretekstem, żeby uzyskać od niej pieniądze na nową szmatkę?
Nie dziękujcie mi (wink).

2. Zielono mi, czyli ile metrów kwadratowych przypada na jednego człowieka

            Jak ja nie lubię wielkich miast. To środowiska, gdzie można przebywać, ale na pewno nie mieszkać. Tym bardziej jeśli całe życie spędziło się w małej miejscowości (lub, jeśli ktoś woli, na wsi). Tak, jestem słoikiem, który co najmniej 5 dni w tygodniu jest poza domem i może faktycznie perspektywa życia w mieście nie jest czymś tragicznym, w momencie gdy człowiek się do tego przyzwyczai, ale na pewno tłumy ludzi, wielkie osiedla i kierowcy, którzy jeżdżą jak wariaci, nie są czymś, za czym tęsknie kryjąc się na zielonej trawie w swojej rodzinnej miejscowości.
            Nienawidzę bloków. Nie cierpię tego, że przez ściany słychać co robią sąsiedzi (tak, jeśli jesteście ciekawi to słyszałam ludzi uprawiających seks. Nie, nie wiem czy mieszkali nade mną, pode mną, czy może za ścianą. Pani była tak entuzjastycznie nastawiona do całej sprawy, że jej głos niósł się pewnie przez kilka pięter). Nie znoszę faktu, że nawet nie znam tych sąsiadów. Nie podoba mi się to, że nie mogę wyjść nie spotykając po drodze psów bez kagańców i bez smyczy oraz ich właścicieli, którzy nawet nie raczą spojrzeć na pupila. I jeszcze wiecznie mam wrażenie, że kierowcy autobusów specjalnie zamykają drzwi przed nosem.
            Wszędzie tylko głosy rozwydrzonych bachorów, przyprawiające o palpitacje serca sygnały radiowozów czy karetek pogotowia i pisk hamulców pięknego, połyskującego, czarnego samochodu, którego marki nie znam i nigdy nie poznam. A muszę wam wyznać, że nie mieszkam w centrum… Tam to chyba wyszłabym z siebie, tutaj mogę wyjść do lasu. :)

    1. Schabowy, bo nic nie smakuje lepiej od obiadu mojej mamy

Scenka rodzajowa:
Poniedziałek, 20:15. Do egzaminu pozostało 14 godzin. Zadrukowane kartki papieru leżą na łóżku, na biurku, część spadła na podłogę. Duża teczka ma w zapasie kolejne stronnice po brzegi zapełnione informacjami, na które należy zwrócić uwagę. Laptop cicho pomrukuje, otwarta strona w Wordzie i pięknie zakreślone notatki uśmiechają się zachęcająco. W powietrzu unosi się zapach nadchodzącego testu, który będzie moim być, albo nie być. Mijają kolejne minuty, mój wzrok biega z jednego końca białego papieru na drugi, wciąż ta sama, nudna linijka tekstu. Litery łączą się w wyrazy, wyrazy w zdania, które nie mają absolutnie żadnego sensu, a w mojej głowie tylko jedna myśl – zjadłabym schabowego mamy.

Tyle na dzisiaj, jeśli ktoś ma ochotę podzielić się swoimi przygodami, wątpliwościami bądź jest rozdarty czy się wyprowadzać czy też nie, to zachęcam do zostawiania śladu w komentarzach, na pewno odpiszę!

Pozdrawiam serdecznie, życzę miłego weekendu (ma być upalny, nic tak nie raduje mego serca jak słońce za oknem!). 


PHOTO: Ryan McGuire

24 komentarze:

  1. Haha, dobra. Zaczynam się zastanawiać nad moimi studiami w Krakowie (tak, wiąże się to z wyprowadzką z domu). Szczerze mówiąc, to podchodziłam do tego wszystkiego mmniej więcej w ten sposób "super! W końcu wolność od ciągłych narzekań i rozkazów rodziców", ale nie pomyslałam o tym, o czym właśnie Ty tutaj napisałaś. To skłania człowieka do głębszego zastanowienia się czy może jednak nie zostać z mamusią i tatusiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - zainwestuj w sporą torbę, w której będziesz mogła przewozić jedzenie :D
      Po drugie - zadbaj o to, aby w mieszkaniu były kombinerki, serio. Czasami się przydają.
      Po trzecie - nigdy nie podłączaj trochę zepsutej suszarki do gniazda, chyba że chcesz, aby w mieszkaniu zapanowała ciemność.
      Po czwarte - jeśli lubisz przyrodę to zapomnij o centrum. No chyba, że Kraków inaczej się prezentuję :D

      Ale ogólnie są też plusy! Może kiedyś o tym będzie :)

      Dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
    2. "trochę zepsutej" ahahahahahaha rozwaliłaś mnie!

      Usuń
    3. Działała!!... Czasami... Były momenty kiedy się nie włączała, ale jednak jak się włączyła to działała bez zarzutu. Do czasu :D W każdym razie - dobrze, że mamy faceta w mieszkaniu :D

      (Tak w ogóle - byłam tak przerażona, że myślałam, że pół miasta nie ma przeze mnie prądu :D)

      Usuń
    4. Tak, co do suszarki... Kiedyś próbowałam naprawić "trochę zepsute" światełka na choinkę w szkole. Podejrzewam, że gdybym odłączyła je od kontaku, to nie wybuchłyby mi w rękach... Myślę, że jeżeli zdecyduje się na wyprowadzkę z koleżanką, to też przyda nam się facet w mieszkaniu :D

      W wolnej chwili zapraszam na nowy rozdział do siebie :) http://lovemelikeyoudo15.blogspot.com/

      Usuń
    5. Hahahaha, światełka to w ogóle notoryczny problem w mojej rodzinie, na szczęście ja się nimi nie zajmuję :D A facet w mieszkaniu to definitywnie skarb <3

      Usuń
  2. Mieszkanie z rodzicami jest o wiele prostsze niż mieszkanie samemu. Szczerze mówiąc nie rozumiem moich znajomych, którzy za wszelką cenę chcą jak najszybciej wyrwać się z domu. Mówią, że to ich nauczy samodzielności itd., ale dla mnie to trochę śmieszne. Rodzice będą im płacić za wynajęte mieszkanie, jedzenie i w ogóle za wszystko, czego będą potrzebować, więc samodzielnością bym tego nie nazwała. Co innego, gdyby znaleźli sobie pracę i sami troszczyli się o utrzymanie.
    Mieszkanie z rodzicami jest wygodniejsze i pod wieloma względami zdecydowanie lepsze. Wydaje mi się, że nie ma się co spieszyć do dorosłości, bo na nią i tak w końcu nadejdzie czas. Oczywiście, jeśli ktoś wyjeżdża studiować do innego miasta, trudno żeby mógł nadal mieszkać z rodziną, ale przeprowadzanie się do własnego mieszkania, jeśli nigdzie się nie wyjeżdża tylko po to, żeby mieszkać samemu, to jak dla mnie głupota.
    Osobiście lubię mieszkać w mieście, może dlatego, że mieszkam w nim od zawsze. Co prawda nie jest to samo centrum, ale mam do niego niedaleko. Blisko domu mam las, kilka miejsc, w których nie ma zbyt wiele domów i jest to ogromny plus, kiedy chcę trochę odpocząć i wybrać się na przyjemny spacer. A z drugiej strony nie znajduję się też daleko od ogromnych sklepów czy ruchliwych ulic. Na wsi czy w małym mieście pewnie bym długo nie wytrzymała, bo przywykłam do ciągłego pośpiechu, hałasu i tłumu ludzi.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z niecierpliwością czekałam na zamieszkanie poza domem, chociaż przyznam szczerze, że zabrało mi to połowę roku akademickiego, bo jakby nie patrzeć - na uczelnie nie mam tak strasznie daleko. Tylko niestety dojazdy robią swoje i w pewnym momencie człowiek przechodzi kryzys i ma dosyć. Więc o wiele łatwiej jest mieszkać w mieście gdzie się studiuje.
      Jeśli zaś chodzi o ludzi, którzy "na siłę" próbują być dorośli - no cóż. Bardzo dobrze, że są samodzielni i sami zarabiają na siebie, a jeśli i tak wszystko (jedzenie, pieniądze) dostają od rodziców to też nie jest znowu tak źle. W końcu przychodzi taki moment, że człowiekowi wstyd, że tak "żeruje" na rodzicach i chce zarabiać na siebie. Także ja tutaj widzę plus. :)

      Pozdrawiam serdecznie: )

      Usuń
  3. Uwielbiam Twoje teksty i mówię to całkowicie szczerze! ;) Opisujesz to wszystko w tak zabawny sposób, że nie sposób się nie uśmiać ;D Dziennikarski Piątek to strzał w dziesiątkę!

    Tak, mieszkanie z rodzicami ma swoje plusy, choć przyznam szczerze, że akurat ja w domu robię o wiele więcej niż w mieszkaniu na studiach. Na początku rzeczywiście odczuwałam tą niby "samodzielność" i radość z faktu, że jestem sama dla siebie i mogę robić co chcę. Ale po trzech latach chyba mi się to znudziło xD Poza tym w domu mogę sobie bez żadnych krępacji puścić bąka, a w pokoju trochę głupio przed współlokatorem. To szkodzi mojemu organizmowi!!

    Ahh... zazdroszczę Ci mamy, która wszystko prasuje. U mnie to ja piorę, prasuję, sprzątam, czasem gotuję (choć to ostatnie kompletnie mi to nie wychodzi), myję podłogi, zmiatam podłogi i to wszystko w ciągu piątku-soboty! Oddaj mamę na jeden week;D

    Punkt 2 i już Cię kocham! <3

    Punkt 1 jako że jestem pescowegetarianką schabowego zamieniłabym na pasztet z dyni mojego taty<3 A reszta wyjęta z życia! :D Ah, dogadałybyśmy się! :D

    Niecierpliwie czekam na kolejny piątek i ciekawa jestem czym tym razem mnie zaskoczysz! :D A co do Twojego komentarza u mnie - spokojnie, czekam cierpliwie ! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, a myślałam, że komik ze mnie żaden. Bardzo mnie cieszy, że jednak tak nie jest, ponieważ te wpisy miały być prześmiewcze, więc spełniłam swój cel. :D

      To ja w domu robię niewiele, chociaż i tutaj leżę do góry dupą, zastanawiając się co począć, bo przecież nie będę sprzątała (chyba, że to sesja ;')). Mamy nie oddam, no chociaż - jeśli Twoja gotuje dobre obiady (SCHABOWY!!) to możemy się ewentualnie zamienić:D)

      Punkt 2 rywalizował zawzięcie z jedynką D

      Pytanie, gdzie studiujesz, bo jeszcze się okaże że kiedyś na siebie wpadniemy w mieście!
      Bardzo zapraszam w piątek, przepraszam, że jeszcze do Ciebie nie dotarłam, ale wróciłam do doooomu i było tyyyyle do zrobienia, że nawet się jeszcze nie ogarnęłam na jutrzejszy egzamin :):)

      Usuń
  4. Jakież to prawdziwe! Wprawdzie nie mieszkam z rodzicami od ładnych paru lat, nie mam przyjemności mieszkać z kimś, kogo znam ledwo co, gotować w miarę umiem, więc nawet kotlety są prawie jak u mamy i jeszcze żyjemy (!), ale i tak wyobrażam sobie te wszystkie punkty z lekkim uśmieszkiem na twarzy, dziękując losowi, że te przyjemności mnie ominęły szerokim łukiem! No może poza prasowaniem, bo mam ten sam patent :P Tylko że kasę ściągam od narzeczonego, nie mamy :D Ale zawsze działa, bo "no przecież nie będę chodzić w takich szmatach, no weź! Jak ty się ze mną pokażesz?! Jak ja pokażę się innym?!", a on biedny nie ma argumentów.

    Zajrzę częściej :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładne rzeczy - chcesz mi powiedzieć, że z tego się nie wyrasta? Potem prasowanie zostawia się narzeczonemu, mężowi, a potem własnym dzieciom? Mój Boże, to może ja wezmę się za prasowanie. :D
      Zazdroszczę talentu kucharskiego, u mnie to niestety totalny niewypał.

      Usuń
    2. Dziękuję, że wpadałaś i zapraszam do zwiedzania bloga :)

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Ja niestety nie wyrosłam, ale z tobą może będzie lepiej i los okaże się łaskawszy! :D
      Lata praktyki w kuchni. Do dziś pamiętam te spalone skwary przy próbach stworzenia czegoś "wykwintnego", czyt. "bułek w jajku". Jakoś przetrwać trzeba!

      Usuń
    4. Oby jajecznicę umieć zrobić (czasami mi wychodzi :') )

      Usuń
  5. Jestem kochana, jak obiecałam! :)) Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny i komentarz u mnie! :** ^^

    Bardzo przydatny, ciekawy blog! :)) Z pewnością będę na nim stałą bywalczynią - możesz mieć to zagwarantowane! :D Taka ucieczka od rzeszy opowiadań, na które jestem zapraszana! :)) Dziękuję Ci za mój nowy azyl! :)) *.* :3
    Opisy, które nam serwujesz są wspaniałe! :)) Humorystyczne, lekkie! Cudnie odziewasz uczucia w słowa! Jestem pod wielkim wrażeniem! :)) ^^
    Co do samej notki... Nie wyobrażam sobie własnej wyprowadzki z domu! :D Miałabym zamieszkać w bloku, gdzie ciasno? Miasto przepełniają wrzaski... Chyba zapłakałabym się na śmierć za swoją wioską i lasem blisko domostwa! :D Kocham świeże powietrze i swój ogrodowy basen! :D Na szczęście mieszkam godzinę drogi od Krakowa, więc może nie będę musiała tułać się po akademikach! :)) Zresztą nawet nie wiem, czy tak naprawdę chcę studiować. Może kiedyś... Zamierzam mieszkać dalej u rodziców, ale nie tak, że siedzieć i ciągnąć od nich kasę. W sumie już nawet pracuję. :3
    Ta scenka ze schabowym była epicka! :D Nie ma jak u mamy! Coś nas również łączy... I ja mam lęk wysokość! Tylko że u mnie jest on OGROMNY! Czasem nawet na balkon boję się wyjść! :D ^^

    Pozdrawiam serdecznie! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, na moim blogu też znajdziesz opowiadania! Tylko w trochę innej formie niż normalnie, bo u mnie jeden post to jedno opowiadanie. Serdecznie zachęcam do zajrzenia do któregoś z nich, może uda mi się przekonać Ciebie do czytania także moich literackich wypocin :) Polecam szczególnie:
      http://somethingdiffernet-imagine.blogspot.com/2015/04/ukrada-go.html#comment-form
      Jeśli chodzi o mój lęk wysokości to on jest obecny, ale przeszkadza mi aż tak w życiu. Kiedyś nawet na drzewa się wspinałam (taaak, faceci jako znajomi... ciekawe doświadczenie), co prawda niezbyt wysoko, ale jednak ;D
      Ja nie sądziłam, że będę musiała się przeprowadzać, ale jednak to wielkie ułatwienie. Wcześniej dojeżdżałam na uczelnie przez prawie 2 godziny, teraz wystarczy mi 20 minut, żyć nie umierać.Także warto się zastanowić :D

      Dziękuję, że wpadłaś :)

      Usuń
  6. Witam!
    Na wstępie pragnę Cię przeprosić, że dopiero teraz tutaj przybywam, lecz mój laptop jest w stanie ciężkim i nie mogłam wpaść wcześniej. Wracając do postów. Twoje teksty czyta się łatwo i przyjemnie. Masz talent, to widać. Tworzysz także bardzo ładne opisy.
    Niestety już tu więcej nie wpadnę. Czytam głównie blogi o tematyce potterowskiej i tak raczej pozostanie.
    Życzę Ci, abyś utopiła się w morzu weny oraz znalazła wielu czytelników!
    Selene Neomajni

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobają mi się Twoje teksty, są bardzo szczere i przydatne. Ładnie dobierasz słowa i wszystko co opisujesz bardzo lekko się czyta. W sumie, to prawda, że mieszkanie z rodzicami, nawet kiedy jest się już pełnoletnim jest o wiele prostsze niż samemu. To trochę takie zderzenie z rzeczywistością, kiedy jesteś daleko od domu, a nikt Ci nie pomoże posprzątać ani Ci nie ugotuje.
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Najgorsze jest to gotowanie :D

    Pozdrawiam również :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna notka! A powiem ci, że ten temat dotyka również moją osobę, bo za trzy miesiące również "wyfruwam z gniazda", bo przeprowadzam się do Krakowa na studia. Obaw mam, że ho, ho, ale myślę, że aż tak źle nie będzie. Zdecydowanie będzie mi brakować kilku z tych punktów :D Na przykład ten pierwszy. Samodzielność pod pewnymi względami jest świetna, ale pod wieloma również do bani!
    Co do dużego miasta... Mnie do niego ciągnie, bo całe życie wychowywałam się w malutkim mieście i takie życie mi się znudziło. Ciągle widzieć to samo i tylko szukać chwili, aby móc się wyrwać do większego miasta do kina albo na zakupy. Nie wiem jak będzie, gdy będę musiała przebywać w tym większym zamieszaniu więcej czasu, ale myślę, że jakoś się dostosuję.
    Dzięki ci za ten wpis, bo rzucił więcej światła na niektóre sprawy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciesz się z najdłuższych wakacji w życiu! Potem studia, praca, mąż i dzieci - szkoda czasu na zamartwianie się dojrzałością :D
    Duże miasto faktycznie ułatwia życie i nie mogę powiedzieć, że są same minusy mieszkania w wielkim mieście, ale jednak ja doceniam ciszę i spokój swojej rodzinnej miejscowości ;)

    Bardzo dziękuję :) Mam nadzieję, że wpadniesz (dzisiaj) na nowy wpis :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. jejku,skad ja to znam? piszesz tak fajnie, ze mialam wrazenie jakbym czytala o sobie (z wyjatkiem mieszkania w bloku, bo koczuje w bursie, a za nocne igraszki mozna wyleciec na zbity ryj). tez kocham schabowego mojej mamy, mmm... taki z buraczkami. miam :) i roniez nie dotykam sie do zelazka, ale to juz wina mojej malej fobi do goracych przedmiotow. gdy musze sama zaparzyc herbate, przezywam zawal. :(

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)