5 dowodów na to, że sesja przydaje się studentom

23:49 Alice McDalvis 13 Comments


Na wstępie przepraszam, że tak długo mnie nie było. Trochę się działo, a teraz sesja, więc… Tak, właśnie nadszedł czas na nowy post, a nawet coś więcej.
            Chciałabym wprowadzić na bloga nową kategorię. Oprócz zwykłych dla mnie opowiadań (które postaram się publikować częściej, obiecuję!), pojawi się coś takiego jak #DziennikarskiPiątek. Będą to teksty na różne tematy, które nie mieszczą się w skali opowiadań. Może będzie to tekst dziennikarski, częściej lista pewnych zagadnień, jak w dzisiejszym wypadku, czasami coś zupełnie innego. Nazwa kategorii (zwłaszcza to dziennikarstwo) nie koniecznie ma zastosowanie do tego, co tutaj zobaczycie - uprzedzam. Ma ona różnić się od tego, co już znacie – albo poznanie (witajcie, nowi czytelnicy), i trochę nawiązywać do tego, co robię aktualnie. Po prostu będzie to tekst na blogu, różny od tego, który ujrzycie w inny dzień tygodnia. 
Mam nadzieję, że uda mi się publikować coś w każdy piątek. Taki postawiłam sobie cel i będę bardzo się starała, aby się spełnił.
            Swoje pomysły na kolejne piątkowe teksty możecie wstawiać w komentarzach, serdecznie do tego zachęcam. :)

5 DOWODÓW NA TO, ŻE SESJA PRZYDAJE SIĘ STUDENTOM

Kreatywności 3x TAK
Prowadzisz bloga? Jesteś typem kreatywnym, który wiecznie musi coś robić? Nie masz nowego pomysłu, a koniecznie chcesz pochwalić się czymś fajnym? Spokojnie. Sesja jest najlepszym momentem na robienie takich rzeczy. Jeżeli brakowało ci czasu wcześniej, albo – o zgrozo – nie mogłeś wykrzesać z siebie odrobiny zaangażowania to wiedz, że perspektywa kilku egzaminów pobudzi twoje komórki odpowiadające za kreatywność. Nic tak nie mobilizuje jak perspektywa wielogodzinnego ślęczenia nad książkami. Nie musisz nawet nic robić, pomysły znajdą cię same, a wtedy nie pozostaje nic innego jak tylko tworzyć, tworzyć i jeszcze raz olewać naukę.
Możesz malować, komponować nowe piosenki, albo być mną i wymyślać nową kategorię na blogu, który ma już swoje lata i przydałby mu się powiew świeżości. Szczęście, które cię dopadnie po zmarnowanych godzinach na rozmyślaniu o tym, co by zrobić, aby było dobrze, zrekompensuje brak wiedzy potrzebnej do zdania ważnego testu (mam nadzieję). W końcu – nie samą nauką człowiek żyje, wiadomo, że studia nie gwarantują ciepłej posady, więc przynajmniej powinniśmy robić to, w czym jesteśmy dobrzy, bo może będzie to miało jakiejś przyjemne konsekwencje w przyszłości. Tak przynajmniej sobie to tłumaczę, kiedy odwracam wzrok od sterty notatek.

Mamo, tato, chyba zbłądziłem w Internetach
Ty też szukałeś kiedyś wiadomości, które mogłyby okazać się zbawienne na teście? Google oferowało miliony pomocnych stron, a ty z uporem maniaka klikałeś w kolejne okienka, żeby tylko przeczytać jak najwięcej? Jak chomik zbierałeś kolejne fakty, które mogły się przydać na jutrzejszy egzamin? Po kilku godzinach nadal siedziałeś przed monitorem, tym razem zaśmiewając się do łez? Tak, chyba zabłądziłeś w Internecie. Nie, nie ma dla ciebie ratunku. Możesz marnować kolejne kwadranse, dni i lata przeskakując do kolejnych bezsensownych stron, które nie wnoszą do twojego życia absolutnie nic. No chyba, że endorfiny. I jakieś nowe piosenki, których wcześniej nie udało ci się przesłuchać. Jak to śpiewała pewna Sylwia, cieszmy się z małych rzeczy.

Mhhh
Jeśli mieszkasz poza domem i nie było okazji, aby wrócić do niego w weekend, bo przecież „mamo, muszę się uczyć…”, to na pewno przeżyłeś traumę pustej lodówki. Słoiki z ulubionymi potrawami nie zajmują zaszczytnych miejsc w najczęściej odwiedzanych przez ciebie miejscach, ponieważ ostatnia porcja skończyła się dawno temu. I jeszcze ta sesja! Wdech-wydech. Nie ma powodu do niepokoju. Nadszedł czas, aby odpalić Internet i przeszukać bardziej produktywne strony niż Facebook czy Snapchat (chociaż… może wyślę pare fotek, kilku znajomych, żeby wiedzieli jak ciężko pracuję). W oceanie niepotrzebnych informacji bardzo łatwo dotrzeć do stron oferujących ciekawe, szybkie i tanie przepisy na śniadanio-obiado-kolacje – w sam raz na studencką kieszeń. Na zakupach opróżniasz swój portfel (albo mamusiny), podwijasz rękawy i bierzesz się za gotowanie. Jeśli myślałeś, że słaby z ciebie kucharz to byłeś w wielkim błędzie. Potrawa, chociaż nie jest tak ładnie przygotowana jak mamy, smakuje o wiele lepiej niż prawo, filozofia czy technologie informacyjne, które leżą gdzieś pod warstwą mąki, cukru i sałaty. Teraz tylko czekać na kolejny egzamin, a Gordon Ramsay będzie musiał rozglądać się za inną pracą!

Solidarność
Nic tak nie zbliża ludzi jak wspólne narzekanie. Dlatego, jeśli jeszcze nie udało ci się poznać wszystkich osób dzielących z tobą ten sam kierunek to teraz masz idealną okazję. W końcu los was połączył i możecie w spokojnej ekscytacji oczekiwać wyroku. Znajdźcie nowych przyjaciół od serca (albo od kieliszka, kto co lubi, nie mnie oceniać). Porozmawiajcie, wymieńcie się doświadczeniami. Współpracujcie, radujcie się, albo smućcie. Bądźcie, bo to najważniejsze. Wierzcie mi, utwierdzicie się w przekonaniu, że nie było warto poświęcać bezcennego czasu na naukę. Inni nic nie umieją i zdają, a więc lepiej zaczerpnąć języka i zapytać, jak minął weekend. Może umówić się na jakąś dużą imprezę po sesji. Bądź w jej trakcie, tak na rozluźnienie. Przyjaźnie na całe życie? Nigdy nie mów nigdy.

Perfekcyjna Pani Domu
Mój osobisty faworyt. Ileż to razy siedząc nad książkami patrzyłam na kurz zalegający na biurku czy śmieci porozrzucane po podłodze. Ileż to razy odkładałam notatki, brałam odkurzacz i sprzątałam cały pokój, cały dom, a teraz, całe mieszkanie. Nie ważne, że to nie moja kolej. Liczy się fakt, że mogę spełnić swoją obywatelską powinność i zgarnąć nieporządek w ciemny kąt. Najważniejsze jest, że meble błyszczą swoimi blatami, mrugając do mnie z wdzięczności, a podłoga z przyjemności trzeszczy pod moimi stopami. Kluczowe są dla mnie małe rzeczy – wyniesione śmieci, pozmywane naczynia i okna umyte, bo dawno nikt ich nie dotykał, chyba że swoimi brudnymi paluchami! A one też potrzebują miłości! I kwiatki jakoś odżyły, dostając podwójną porcję wody, a żyrandol daje jaśniejsze światło. Kibelek też jakiś przyjaźniejszy….
Wszystko z uśmiechem na ustach. W końcu najważniejszy jest klimat. Nie można uczyć się w syfie, bo niby jak można wtedy cokolwiek zapamiętać czy zrozumieć? Niee, trzeba sprzątać. Będzie pożytek dla mnie i dla współlokatorów. Mieszkanie jeszcze nigdy nie wyglądało tak ładnie, a to wszystko twoja zasługa. Sam tylko pomyśl. Czy to nie definitywny plus? A co jest za to odpowiedzialne? Oczywiście sesja. Na zdrowie, na zdrowie.

PS. Po takim wysiłku należy się odpoczynek. Tylko krótka drzemka. Pouczę się jutro :)

A Ty jakie widzisz plusy egzaminów?


PHOTO: Ryan McGuire

13 komentarzy:

  1. Zamiast sie uczyc to ta pisze posty :D nie no, ciekawie sie to czyta i powiem Ci ze po tym fragmencie o porzadkach az mnie sama.zachecilas do tego a ja taki len jestem. Powodzenia na sesji,trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję, ale sprzątnąć polecam. Od razu się człowiekowi robi dobrze na sercu. :D

      Usuń
  2. Kochana, ten post wyszedł Ci zjawiskowo! :D Czytałam i śmiałam się sama do siebie, bo ze mną jest identycznie. Najczęściej sprzątam. Bo nagle denerwuje mnie kurz, brud, ubrania leżące w nieładzie. Nawet łóżka potrafiłam odsuwać, żeby i tam sprzątnąć. Dlatego czytając ten tekst widziałam swoją postać robiącą wszystko to, co Ty tu napisałaś;D
    Internety... ta,.. często i moje oko nagle zaczynało interesować się bezużyteczną, bestami, mistrzami i innymi tego typu stronami, mimo iż zazwyczaj ich nie oglądam. Do czego ta sesja potrafi doprowadzić człowieka! :D
    Notka genialna! W sumie popatrz, w poniedziałek mam egzmin, w czwartek mam egzamin, a ja zamiast siedzieć przy książkach i kuć słówka na angielski to łażę po blogach i czytam "5 sposobow na to, że sesja przydaje się studentom". O ironio!!

    No cóż, życzę Ci powodzenia, ściskam za Ciebie kciuki, a Ty ściskaj za mnie! :D Damy radę, a potem może notka "jak przetrwać sesję" :D

    PS tak mi do głowy przyszło.... jesteś dziennikarką? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się z Tobą w bólu. Sesja to strasznie wkurzający czas. Jeszcze początek jest ok, ale potem to już się człowiekowi nie chcę. Mnie czekają dwa egzaminy w poniedziałek, kolejny w piątek i ostatni w nastepny poniedziałek... Tak... Wróciłam do domu, tak sprzątnęłam cały dom, szafę i zrobiłam pranie. Nie, nauka jakoś nie zajmuje mi wiele czasu.
      Studiuję dziennikarstwo. :D

      Usuń
  3. Ech, skąd ja to znam? Kiedy czeka mnie jakiś ważny egzamin albo koniecznie muszę coś zrobić, od razu budzi się we mnie zapał do sprzątania, gotowania czy właśnie do pisania. Nagle mam ogromną ochotę obejrzeć jakiś film albo uznaję, że dawno nie widziałam się ze znajomymi. A pouczyć się oczywiście i tak zdążę, bo przecież dzień jest długi, najlepiej uczy mi się wieczorem itd. Problem tylko w tym, że kiedy rzeczywiście nadchodzi wieczór, najczęściej jestem zmęczona tym całodziennym sprzątaniem, bieganiem od znajomego do znajomego i robieniem masy innych rzeczy, na które normalnie jakoś nie miałam wielkiej ochoty.
    Niestety, to dosyć powszechny problem. Naprawdę zazdroszczę tym, którzy potrafią po prostu zmobilizować się do nauki. Osobiście mam tak, że jak już nawet usiądę z tymi wszystkimi książkami, to co chwilę wstaję, żeby coś zjeść, coś porobić chociaż przez pół godziny, bo przecież należy mi się przerwa i kto to widział, żeby tak uczyć się bez chwili wytchnienia.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam-tak-samo-jak-ty...
      Jak już przysiądę nad książką to zaraz coś mnie rozprasza. Przypominam sobie, że miałam coś zrobić i wybijam się z rytmu nauki. O ile zimą jest łatwiej się zmobilizować tak latem - o ile łatwiej byłoby się uczyć, bo pogoda tak nie męczy (przynajmniej mnie, bo lubię ciepło) - to jednak przez to zawsze jest coś do zrobienia.
      Ja osobiście bardzo nie lubię uczyć się wieczorami, wolę poświęcić przedpołudnie weekendu niż siedzieć w środku tygodnia nad książkami, bo wtedy najzwyczajniej w świecie mi się nie chcę. Chociaż sesja uczy pokory. Jest taki moment kiedy człowiek nawet byłby wstanie zarwać noc - nawet ja, przyznaję, czasami mam takie odpałowe myśli - żeby tylko zakuć i napisać ten egzamin.

      Usuń
  4. Przeczytałam i mam wrażenie, jakbyś właśnie opisała moje przygotowania do matury sprzed kilku tygodni :D
    W czasie, kiedy powinnam się uczyć, napisałam trzy rozdziały na bloga, choć wcześniej nie miałam na nie żadnego pomysłu. Wróciłam się do czasu, kiedy Zbigniew Boniek zdobywał gole dla Juve, oglądałam przeróżne filmiki, które pokazywały, że głupota ludzka jednak nie ma granic i znalazłam kilka ciekawych blogów. Mieszkam z rodzicami, ale mimo to odkryłam, ze byłby ze mnie całkiem dobry kucharz/cukiernik. Cóż, jest to jakaś alternatywa jakbym matury jednak nie zdała (mimo tych ciężkich przygotowań, oczywiście). Snapchat niestety niesamowicie działał mi na nerwy. No dlaczego oni wysyłają zdjęcia jak się uczą i są zarzuceni książkami, podczas gdy ja właśnie jem drugą porcję lodów mówiąc, że pouczę się za chwile ?! Oszaleli...
    Tak więc, egzaminy z pewnością wnoszą wiele do naszego życia. No bo jak się nie pouczysz, to zrobisz milion innych rzeczy, co tak czy inaczej wyjdzie na plus, bo przecież kiedyś i tak musiałabyś to zrobić :)

    Narazie zdążyłam przeczytać tylko tą notkę, ale z pewnością wszystko nadrobię, bo bardzo podoba mi się to, jak piszesz. Tak lekko i przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dziękuję za komplement i z przyjemnością będę Cię gościła na moim blogu (wink, wink).

    Moje przygotowania do matury wyglądały podobnie, chociaż sesja jest o wiele gorszym zjawiskiem. W liceum przynajmniej jeszcze się jakoś i czegoś uczysz w międzyczasie a tymczasem głównym problemem studentów jest właśnie sesja, a cała reszta to wątpliwe przyjemności pozostawione gdzieś na uboczu. Więc jak już człowiek się ogarnie, że to czas na naukę to okazuję się, że egzamin już za 3, 2, 1 dzień, albo dziś w samo południe. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, ta sesja. Dzisiaj pierwszy egzamin, jeszcze tylko siedem...

    OdpowiedzUsuń
  7. No pięknie zamiast się uczyć to takimi rzeczami się zajmujesz. Nie ładnie. Ale to prawda wszystkie żmudne zajęcia na które nie mamy większej ochoty powodują, że nagle innych rzeczy do zrobienia jest całe mnóstwo. Nie dziwię ci się, z drugiej strony zostawianie nauki na ostatnią chwilę, albo wyjście na egzamin na głupiego Jasia, bez żadnej wiedzy chyba nie jest dobrym pomysłem. W każdym razie tych pięć dowodów jest bardzo prawdziwych i życiowych. Jak nie nagły przypływ weny i pomysłów, to nagle ogląda się urocze kotki albo pieski czy całkiem co innego według własnych preferencji. Milion rzeczy do zbadania, a w brzuchu jakoś tak pusto. Tak pusto, że jest się gotowym pobić na głowę szefa Amaro, Pascala, czy innego tam kucharza. A ze sprzątaniem? Tak to wszędzie walają się skarpety, a tak wszystko wyszorowane na błysk. Wolę nawet nie pytać ile czasu odbierają te inne zajęcia, podczas gdy notatki leżą.
    Jestem jak najbardziej za pomysłem #DziennikarskiegoPiątku. Nawet jeśli nie uda ci się publikować co tydzień z różnych powodów, to jednak to zawsze jakiś ruch na blogu, no i czytelnicy mają co robić ;)
    Życzę dużo weny, więcej motywacji i przyjaźni z notatkami i oczywiście pozdrawiam ;*
    Na kolejny #DziennikarskiPiątek wpadnę jutro :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzenie na egzamin na głupiego Jasia (fajne określenie, może się przyjmie!) to nie moja bajka, chyba, że wiem, że egzamin katastrofą nie będzie i można będzie sobie dopomóc. Są jednak chwile pełne zwątpienia, kiedy naprawdę człowiekowi nie chce się już więcej patrzeć na notatki i musi odpocząć. Ja nie jestem typem człowieka, który bez przerwy może wgapiać się w kartkę papieru i udawać, że coś rozumie. Niestety. Wolę sobie naukę rozłożyć w czasie i uczyć się stopniowo. Wiem, życia przez to nie mam, ale tak po prostu już mam. A lepiej nauczyć się raz i potem mieć z głowy.
      Na swoje usprawiedliwienie - jeśli chodzi o tę notkę, powiem, że dwie godziny potem w panice uczyłam się do egzaminu, wiedząc, że inaczej będzie wrzesień.

      Przyjaźń z notatkami dobiega końca. Jeszcze tylko poniedziałek i pożegnam się z nimi (mam nadzieję) do stycznia.
      Bardzo zachęcam do dalszego czytania i dziękuję za wyrażenie pozytywnej opinii co do mojego pomysłu. :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. ten post nie dotyczy tylko studentow, ja uczennica technikum (liceum to licealistka, a technikum? technikarzysta? psia mac, nie ma takiego slowa raczej ;/) czytajac, widzialam siebie oczami wyobrazni w niemal wszytskich wymienionych przez ciebie sytuacjach. oprocz tej z gotowaniem, bo do tego mam dwie lewe rece i wole wrocic na weekend do domu i napisac troche gorszej test niz samej gotowac xD no ale mniejsza.
    nie umiem samazmotywowac sie do nauki, dzien przed sprawdzianem wszystko jest wazniejsze niz nauka. moze gdyby zalezalo od tego moje zycie, to cos by sie w tej kwesti zmienilo...?
    kiedy mam sie uczyc, sprawdza sie jeszcze u mnie cos w stylu #zapchajczas. niedokonczona ksiazka, jakis dobrze zapowiadajacy sie film i nawet blizej nauki - ozdobienie zeszytu (najczesciej do religii) lub pokolorowanie zakreslaczami notatek (nie mylic z ich czytaniem!) :D
    ciekawy pomysl na posty. lece czyta inne :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)