Skarby mojej wyobraźni

01:04 Magda 4 Comments

  

     To może wydawać się dziwne, ale ja rzeczywiście wierzyłam, że świat może stać przede mną otworem. Że kiedy otworzę oczy, ujrzę najpiękniejsze zakątki świata, wejdę na podium jako zwycięzca i spełnię każde marzenie. Ja rzeczywiście wierzyłam, że mogę dostać wszystko, czego zapragnę, w nagrodę za dobre sprawowanie w dzieciństwie i latach młodzieńczych, ale wiecie co? Nic nie dostałam. 
     Chyba że liczyć wielkiego siniaka na obu pośladkach, który symbolizuje mój upadek. 
     Jestem w każdym skrawku pewna, że największym moim błędem była ta konspiracyjna myśl, że jeśli będę fair dla innych, to oni będą tacy dla mnie, w ramach rewanżu. I że ufałam ludziom niegodnym zaufania. No i wreszcie -  przestałam pokładać nadzieję w marzeniach, bo one nie zawsze zostają spełnione, albowiem nie ma tylu spadających gwiazd, które potrafiłyby zrealizować sny wszystkich ludzi. 
     Stałam się zatem kolejnym człowiekiem bez planu na przyszłość, bez perspektyw, które umożliwiłyby mu pójście na przód i realizowania celu. Stałam się wrakiem bez duszy, ponieważ zaprzepaściłam każdy centymetr mojej wyobraźni i zrezygnowałam z fantazjowania o świecie, który mógłby do mnie należeć, w którym zdobyłabym sławę i sukces. Byłam skazana na porażkę, bo żadna ludzka istota nie może do czegoś dojść nie marząc. Marzenia to fundament szczęścia i spełnienia. Dają nam szansę dążenia do szczytu, który może i jest wysoki i trudny do pokonania, ale nie niemożliwy. W gruncie rzeczy również, to nie spadające gwiazdy spełniają nasze marzenia, tylko my sami. One pokazują ludziom, że można. Przemieszczają się po niebieskim firmamencie i wtłaczają w nas wiarę, że będzie dobrze. 
     To jest zdrowe życie. Jeśli jednak ktoś zapomni śnić to przegra. Przecież żaden zwycięzca nie wygra myśląc o tym, że będzie ostatni, prawda? 
     Popełniłam w życiu masę podobnych lapsusów i żaden z nich nie wyszedł mi na dobre. Nie byłam dostatecznie cierpliwa, aby wierzyć, że odwiedzę najbarwniejsze krainy i wejdę na podium, a przecież w tym wszystkim o to chodzi. O czas, który poświęcimy, żeby wspiąć się na stromy szczyt marzeń. O ten czas, który będzie naszym przewodnikiem, będzie nas uczył i pomagał zdobywać kolejne etapy wyprawy. Wiem, że jest trudno. Przeszłam przez to nie jeden raz i zdaję sobie sprawę, że w takich chwilach łatwo jest się poddać myśli, że marzenia są dla bogatych i silnych, a cała reszta żyje w ich cieniu. Wiem to bardzo dobrze, bo sama wypowiadałam podobne słowa milion razy. A potem wróciłam do tej bajkowej krainy, chociaż może bez wróżek i skrzatów, gdzie były wszystkie rzeczy, które chciałam zrobić i osiągnąć. I był też ten magiczny plan opracowany wraz z czasem i wyobraźnią. Obrałam nowy kurs, wyjechałam do tajemniczych pustyń w Afryce i cieszyłam się fotografiami z tej podróży, odhaczając jednocześnie pierwszy punkt z mojej listy zatytułowanej "Skarby mojej wyobraźni". 
      Spełniłam pierwsze marzenie i chciałam spełniać kolejne. 
    Miałam już kilkanaście lat na karku, widziałam nie jedną gwiazdę, leżąc w trawie w moim ogrodzie i wsłuchując się w śpiew świerszczy. Miałam te kilkanaście lat i miałam wiarę, że jednak można, jeśli tylko się chce. A ja chciałam i to bardzo, od długiego czasu, więc te moje marzenia kumulowały we mnie (chyba tak jak wygrane w totku ) i wreszcie musiałam wyciągnąć wygraną. A jak wygrało się jeszcze raz to należało sięgnąć dalej i dalej, póki los się do nas uśmiecha, ale... karma to suka, wiem, że za tę radość, której doświadczyłam, dostanę znowu po dupie. 
    Gdyby ktoś w chwili nostalgii i przeczuć, że nic się nie uda, zapytał "co by było gdyby" odpowiedziałabym, że nie można gdybać, bo to dla nowicjuszy życia, dla nastolatków i ludzi naiwnych, jednak teraz tak nie powiem. O nie! Teraz gdyby ktoś zadał to pytanie, wyszłabym na zewnątrz, położyła się na zielonym posłaniu i wskazała w nocne niebo. Tam kryła się odpowiedź na pytanie - konstelacje, gwiazdy, marzenia... "Co by było gdyby", stało się dla mnie hymnem, który wyśpiewuję każdego dnia:
     - Co by było gdybym wreszcie odważyła się skoczyć na bungee ?
     - Co by było gdybym kandydowała na prezydenta?
     - Co by było gdybym przeprosiła rodziców?
     Marzyłam o tej nieznanej przyszłości i odpowiadałam na te niezadane pytania, bo wiedziałam, że muszę. I stawiałam plusy tam, gdzie byłyby jakieś korzyści - dla mnie i dla innych. Odrzucałam te fałszywe marzenia, które nie miały nic wnieść do mojego życia, a były wywołane przez zawiść czy zazdrość. Stałam się wreszcie takim człowiekiem, jakim zawsze chciałam być - pełnym pasji, popędu, chęci zmian, wyobraźni... Stałam się najszczęśliwszą osobą na świecie, bo wierzyłam, marzyłam i spełniałam każdą najdrobniejszą błahostkę!
     Tobie też się uda jeśli tylko bardzo będziesz tego chciała. Wystarczy chwilę pomyśleć, wyjąc serce przed oczy i zacząć z niego czytać. Tam musi być odpowiedź na pytanie - czego tak naprawdę pragnę? Tam musi być także wiara, że marzenia się spełniają. 

PHOTO: Rose Erkul

4 komentarze:

  1. nie no ale serio?! powiedz mi czemu to jest takie boskie? czemu ja tak nie potrafię pisać! serio szacun! życze weny

    (spam)
    hey, była bym bardzo szczęśliwa gdybyś do mnie wpadła i napisała swoją opinię http://niesmiertelny-czlowiek.blogspot.com/ ZAPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja przychodzę z podziękowaniami za pozytywny komentarz u mnie na atomy-szczescia.blogspot.com :)
    Jeszcze tu wrócę, gdy będę miała czas, by na spokojnie i z należytym szacunkiem przeczytać to, co tworzysz, tymczasem jeszcze raz bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny twój tekst, który podniósł mnie na duchu. Jeszcze w trakcie mojej przygody z twoim blogiem wyjdzie, że będziesz takim typowym motywatorem. Bardzo podoba mi się przesłanie tego niesamowitego tekstu. Chyba warto wyznaczyć sobie cele w życiu. Nawet te małe najdrobniejsze jak wyjazd do ciepłych krajów czy choćby zarobienie pieniędzy na własnego kotka. Czasem jak patrzę na swoich znajomych, którzy na pytanie: co będą robić dalej mówią "nie wiem", robi mi się jakoś tak smutno jakby ich istnienie było jakieś takie nieuzupełnione. Pamiętam jak kiedyś sama podobnie odpowiedziałabym w ten sposób, ale wtedy czułam się taka pusta, jakby niekompletna.
    Odnoszę wrażenie, że więcej gadam o sobie niż o tym, o czym powinnam, czyli o twoim tekście.
    W każdym razie pięknie przelewasz myśli na papier. Aż się zastanawiam jaki kierunek wybrałaś studiów, jeśli oczywiście mogę zapytać ;) Lubię tą lekkość bijącą z twoich prac. Niektóre blogi sprawiają wrażenie pisanych na siłę. Dobór słów jest niesamowity. Ten post podobał mi się szczególnie.
    Na dziś to tyle, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś pisała o sobie. To też daję mi pojęcie o świecie i jakieś takie pomysły, które mogą przerodzić się w kolejny post. Zawsze dobrze mi się słuchało ludzi, więc absolutnie mi to nie przeszkadza.
      Ja sama wiem, że chcę pisać i wiedziałam to chyba od zawsze tylko potrzebowałam upewnić się w tym postanowieniu. Teraz tylko dążyć do tego celu i marzenia... Twój komentarz na prawdę wiele dla mnie znaczy, dobrze wiedzieć, że komuś lekko czyta się mój tekst, tym bardziej, że czasami tak bardzo się gubię w tym co piszę, że nie wiem czy dotrze to w pełni do czytelnika. Myślę, że znajdziesz tutaj inne teksty, które (mam nadzieję) spodobają Ci się jeszcze bardziej.
      A jeśli chodzi o kierunek studiów - studiuję dziennikarstwo :)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)