W jego ramionach

14:55 Alice McDalvis 9 Comments

      
     W pewnym momencie wszystko się kończy: mleko w kartonie, nudna lekcja, ulubiona książka, przyjaźń... miłość. Przychodzi taka chwila, że świat widzialny przestaje mieć znaczenie. Otwierają się nowe drzwi, ale nie są one tym, na co z taką niecierpliwością czekaliśmy. Pojawiają się nowe możliwości, ale co, gdy te stare są nam bliższe? Gdy je kochamy?
      Jest taka sekunda, która zmienia wszystko co znane w coś zupełnie absurdalnego, niebezpiecznego i smutnego. Siedzisz spokojnie na miejscu dla pasażera, słuchasz ulubionej kapeli, rozglądasz się po okolicy i wdychasz zapach świeżego powietrza, wierząc, że jesteś w niebie na ziemi i że nic złego cię nie spotka. Albo przeglądasz stare zdjęcia z przyjacielem, dotykasz poszarzałych fotografii i wiesz, że to, co było już nie wróci.  W mgnieniu oka zmienia się perspektywa, życie nabiera ciemnego koloru, rozpływa się w stercie wyuzdanych metafor, których nie możesz zrozumieć... A miłość? Jej zdrada powoduje najgorszy ból ze wszystkich.
      Jest taka sytuacja, po której nie jesteś już sobą, tracisz wigor, chęć do życia. Tracisz wszystko co jest ci drogie, a palące pręty odbijają się w głębi twojego serca, zabijając pozostałości duszy. Każda noc staje się przekleństwem, nie możesz spać, nie widzisz tego, co dostrzegałaś wcześniej. Obraz pozostały w pamięci rozrywa wspomnienia przynoszące nadzieje i rozpacz, ponieważ w głębi serca pozostaje świadomość, iż to, co było już nigdy nie wróci.
      W jego ramionach niebo stało otworem, tajemnice świata przestawały być sekretami, a drobnostki zaczynały mieć moc zbawczą. W jego oczach odbijał się widok najpiękniejszych miejsc, przygód i pocałunków. Z jego uczucia czerpało się energię potrzebną do bycia, życiodajną siłę potrafiącą uleczyć najbardziej popaprany przypadek... a teraz nie ma nic.
      Gwiazdy muszą wiedzieć jak dużo zrobiłabym dla niego. Gwiazdy muszą dostrzegać moje szczęście, gdy leżę wtulona w jego szyję, wdychając zapach życia, ucząc się każdego skromnego symbolu. Firmament niebieski powinien zauważać, jak umysł otwiera się pod dotykiem jego palców, szuka odpowiedzi na pytania i wkłada do mojej głowy równania, których nie jestem wstanie obliczyć, ale nie chce ich zapomnieć. I wreszcie - niebo powinno rejestrować jego uśmiech, który odbija się w moich oczach i zabija każdy kawałek duszy, ponieważ jego ferment jest tak złożony, że muszę się mu poddać i oddać część siebie w zamian za obietnicę wiecznego szczęścia.
      -Na zawsze?
      -Na zawsze.
      Ale zawsze wydaje się zbyt krótkie, zbyt prozaiczne, trywialne, przyziemne, statyczne, banalne... Zawsze kradnie każdą składaną przysięgę, serce pełne pożądania i sentymentu. Zostawia za to pustkę. Pustkowie, na którym nic nie może rozwinąć korzeni. Rzeczywistość, w której rozrasta się tylko coś przeciętnego, nieznaczącego nic dla innych.
      Zawsze odbiera nam wiarę w życie, gdy skończy się etap wyznań i obietnic. Gdy ktoś powtarzał „zawsze”, a potem doznał rozczarowania to nie może znaleźć swojego raju, arkadii, nie dostrzega światełka w tunelu, ponieważ ono zniknęło, spalone przez piekielne płomienie, które zabrały również tę osobę, która z pewnością w głosie powtarzała to jedno słowo- zawsze.
      Historia zaczyna się w jego spojrzeniu, kojącej nucie wyznaczającej bieg czasu. Koleje losu mają swoje źródło w jego spokojnych ruchach, które wiodą go przez ścieżki doczesności. W tym, jak wystawia prawą stopę w wewnętrzną stronę, w tym, jak zabawnie marszczy brwi, gdy się śmieje i w tym, w jaki sposób wygina palce, trzymając w dłoni długopis. I myślę, że te małe rzeczy mogę dostrzec tylko ja. Mogę obserwować jego piękną twarz, gdy się złości i martwi i ruchy jego sylwetki, kiedy wrzuca piłkę do kosza. Mam możliwość patrzenia na wszystko z boku i od środka i znam go lepiej niż sama siebie, ale...chyba to powoduje, że staje się ofiarą tej obietnicy. Zakochuje się w nim, zaczynam widzieć rzeczy, które dla innych nie mają znaczenia (a dla mnie są całym światem) i potem dźwigam krzyż stworzony z retrospekcji o nim, o mnie, o nas. Nas, których historia niesie w różnych kierunkach. Nas, dla których świat przestał byś wspólnotą. Nas... złączonych bólem.
      On jest jedyną osobą, która pamięta, żeby przymknąć szufladę w biurku nocnym, wiedział, że swój ulubiony kubek mam zawsze wystawiony na blacie stołu, obok plamy po syropie. Był samotny w swoim doszukiwaniu się szczegółów z mojego życia i analizowaniu zachować. Stanowił wyjątek, bo nie przechodził obojętnie obok nikogo, a w pierwszej kolejności - obok mnie. Tymczasem teraz stoi po drugiej stronie przepaści, żegna się ze mną słowami pełnymi miłości i bólu, ale nie mówi „na zawsze”. Nie dodaje tego zakończenia i wiem, że to koniec, że już nie będzie ciągu dalszego, że nie spotkamy się jutro i nie przywitamy stałym zwrotem... i że nie będę miała kogoś, kto powie, że mnie kocha.
      Puls przyśpiesza swój bieg wraz z szybkością wypowiadanych przez niego słów. Widzę go teraz, z twarzą przybitą troską i marzeniem. Widzę z jakim skupieniem przypatruje się podłodze w pomieszczeniu i wreszcie odnajduje jego wzrok, ale nie ma tam tego, czego szukam. Nie ma igraszek w tęczówkach, nie ma błysku, który był symbolem wiecznej namiętności. Brakuje w nim powietrza, brakuje... jego oczy są jak skały: zimne, szare, duże oraz nieruchome. Nie istnieje w nich już codzienna wrażliwość, empatia, troskliwość, czujność - nie istnieje w nich żadne uczucie, a co za tym idzie, nie ma w tych oczach życia. Część jego umarła i jest to śmierć straszna, gdyż zabiera ze sobą inne ofiary w tym mnie na początku tej listy.
      I to zabija mnie od środka, walczy o każdą komórkę, która ma jego znamiona i nie zostaje absolutnie nic, co mogłabym wykorzystać, aby o niego zawalczyć. Nie ma w pobliżu nic, dzięki czemu mogłabym na nowo toczyć batalię o jego uczucie. Nie została stworzona rzecz, która mogłaby przywołać go do mnie i moglibyśmy mieć swoje „na zawsze”.
      W jego ramionach... w jego ramionach, wierz mi, spotykają się wszystkie ścieżki mojego życia: dobro, pośpiech, uśmiech, ból, oddanie, przelotność, miłość i spokój, którego nic nie byłoby w stanie zburzyć. Ale w tym samym czasie spadają grube mury ochronne, którymi mnie otaczał. Opada zasłona broniąca mnie przed niepogodą i ulatnia się nadzieja na lepsze jutro i powrót po kłótni.
      W tym miejscu zaczyna się nowa historia, nowy etap, nowy start, ale już nie ma w nim miejsca na jego dołeczki w policzkach, brązowe tęczówki, smukłą figurę i dziwną wrażliwość w duszy. To będzie smutna opowieść, ale może będzie miała swoje szczęśliwe zakończenie...


W głośnikach Lykke Li- "No one ever loved", a ja tworzę. 
Ten post jest idealnym prologiem do długiej historii o miłości...

Zapraszam do wyrażania opinii w KOMENTARZACH



PHOTO: Tord Sollie

9 komentarzy:

  1. bosh jakie kochana, świetne to !
    @lovemewm
    i tak cie uwielbiam :*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. " W mgnieniu oka zmienia się perspektywa, życie nabiera ciemnego koloru, rozpływa się w stercie wyuzdanych metafor, których nie możesz zrozumieć.." - to mnie najbardziej przyciagnelo. Jest to prawda i w bardzo doskonaly, elokwentny sposób napisane.
    Jesteś bardzo wartościową dziewczyną.
    Dajesz coś w stylu... Poznania Ciebie.
    Widzę tu mnóstwo uczuć i to jest piękne.
    Dziękuję.
    ; *

    OdpowiedzUsuń
  3. aww znowu stworzyłaś coś niesamowitego, za kazdym razem zaskakujesz! czekam na kolejne dzielo x

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne! xoxoxo
    Zapraszam do czytania i komentowania: http://wciazczekamnatwojeslowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. [SPAM]Zapraszam do mnie
    - http://andziablogangelika.blogspot.co.uk/
    - http://oto-moja-historia.blogspot.co.uk/
    - http://mysweetgraphic.blogspot.co.uk/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. [SPAM]Zapraszam do mnie
    - http://andziablogangelika.blogspot.co.uk/
    - http://oto-moja-historia.blogspot.co.uk/
    - http://mysweetgraphic.blogspot.co.uk/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć, chciałabym zaprosić Cię do zgłoszenia swojego bloga do katalogu Spisu Opowieści. Możesz tam także znaleźć lekturę dla siebie!

    SPIS-OPOWIESCI.BLOGSPOT.COM

    Bardzo przepraszam za spam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze na co zwrócę uwagę (pewnie gadam o tym w każdym komentarzu, ale co tam) na ogromną uczuciowość jaka bije z tego tekstu. Nie dość, że sama wylewasz jakąś cząstkę swojej duszy (w końcu nie zależnie od tego jak bardzo historia jest wymyślona, wszystko pochodzi z wnętrza artysty, prawda?) to jeszcze przekazujesz emocje dalej. Na początku zrobiło mi się smutno, a potem miałam już tylko łzy w oczach. To chyba najlepszy dowód na to, że naprawdę poruszyłaś moje serce. Wiesz, czego potrzeba, by stworzyć coś tak niesamowitego i jednocześnie przejmującego. To się nazywa prawdziwy talent ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Fantazjować można do woli, ale zawsze w tych fantazjach pozostawia się cząstkę siebie.
      Zawsze stawiam i stawiać będę na emocje, może to w końcu będzie monotonne i to zmienię, ale nigdy do końca się od tego nie uwolnię. Może dopiero jak coś wydam (marzenie!).
      Nie wiem na ile te łzy sa metaforyczne, ale i tak dziękuję. To wiele dla mnie znaczy, cieszę się, że ktoś to docenia :)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)