Każdy ma kogoś, za kim tęskni

14:52 Alice McDalvis 4 Comments

  

     Noc jest cicha. Tak cicha, że przynosi dźwięki przeszłości. Nasze wspólne wędrówki do zaginionych skarbów, zabawy w piaskownicy i śmiech dwojga beztroskich dzieci. Ta noc przynosi bolesne wspomnienia o świecie, do którego już nie należę. Kojarzy się z przyjacielem, który odszedł na zawsze i już nigdy nie wróci.
     Każdy ma kogoś, za kim tęskni. Każdy wspomina nieudane plany i nierozstrzygnięte sprawy, a potem wini siebie za kłótnie oraz spory. Każdy wspomina o ludziach, którzy wnosili niewiarygodnie dużo barw do szarości życia...
     Bardzo ciężko jest trwać, gdy ktoś obok znika, a serce wypełnia pustka, która unosi się w pokoju, w którym czuć jeszcze perfumy ukochanej osoby. Ciężko jest zamknąć oczy i zatrzasnąć drzwi do bram przeszłości. Ona zawsze wraca i sprawia, że marzenia zostawiają cierń w duszy, bo nie ma już osoby, z którą te marzenia tworzyłaś. Głowa staje się ciężka od nadmiaru bezsilności, a wszystko wokół jest obce, nieznośne, przytłaczające. I wtedy obok siada urojona mara, która wygląda jak prawdziwy człowiek: brat, który poległ na polu walki; chłopak, który zginął za kółkiem; przyjaciel, który popełnił samobójstwo...Wszyscy ci ludzie, którzy są opłakiwani, tak jak Ty, przeze mnie.
     Bóg daje nam życie i miłość. Pozwala nam poczuć ciepło drugiego ciała, a potem sprowadza śmierć, tak szybką, że przez długi czas cierpimy, nie mogąc wyleczyć się z bólu i wspomnienia. Nie można się pogodzić z myślą, że pewne rzeczy zrobiło się ostatni raz. Ścieżka do domu, nie jest już tą samą ścieżką, którą dreptałyśmy we dwie. Gwiazdy na niebie nie przynoszą już tyle otuchy... Blask księżyca nie kojarzy się z wyimaginowanymi historiami o miejscach, które razem zwiedziłyśmy. Całe oblicze radości zastępuje gorycz, rozpacz, zagubienie. Przyszły smutne dni. Dni, które niosą za sobą problemy i niedopowiedzenia. Rozpoczyna się walka o to, co było i co miało się zdarzyć wkrótce.
     Nie chcę podróżować. Cała magia tego przedsięwzięcia zniknęła, gdy Twoje ciało legło kilka metrów pod ziemią. Nie chcę bliskości drugiego człowieka, bo wiem, jak jest ją stracić w kilku chwilach, które są potrzebne, aby zasypać trumnę ziemią. Nie chcę cierpliwości innych osób, nie chcę ich ramion, które zatrzaskują mnie w miejscu, z którego chcę, jak najszybciej, uciec.
     Jedyne czego pragnę zatrzymuje się na słowie „zrozumienie”. Czy jednak ktoś może zrozumieć moją przeszłość? Czy może pomóc mi, nie znając Ciebie tak, jak ja znałam? Czy, wreszcie, ktoś może uleczyć rany, powstałe po stracie, skoro są one nieskończenie wielkie?
     Śmierć działa tak strasznie niszczycielko i desperacko. Zbiera ofiary, nie patrząc na płeć, rasę czy wiek. Bezlitośnie zabiera małe dzieci, które nie zdążyły poznać świata. Zabiera przyjaciół i wrogów i nie przejmuje się życiem innych. Zabiera spokój i szaleństwo każdego dnia, zostawiając miłość, której nie można nigdzie ulokować. Boże... Wybacz, że zgrzeszyłam i pozwoliłam jej odejść. Wybacz mi brak wiary i grzechy. Postąpiłam źle, ale.. Czy odebranie najlepszego przyjaciela było jedyną dobrą karą?
     Pamiętam jak siedziałyśmy razem na werandzie, a słońce powoli znikało za wzgórzami. Powiedziałaś wtedy, że nie ważne, co w życiu się zdarzy, zamierzasz iść dalej, bo tylko śmierć może powstrzymać Twoje kroki. Byłaś tak szalenie poważna, że zamarłam w oczekiwaniu na kolejną część zwierzeń, ale Ty już nic nie dodałaś. Zamiast tego dotknęłaś mojej ręki i wcisnęłaś dłoń w moją łącząc je na zawsze. Do końca razem, tak to wyjaśniłaś, patrząc na ostatnie widoczne promienie słońca. Ta scena dręczy mnie od miesięcy i nie ważne jak bym się starała, nie mogę przegonić potoku łez. Śmierć powstrzymała Twoje kroki, nie idziesz już dalej, nawet nie wiem, gdzie jesteś. A przy okazji nie wiem, gdzie znajduje się ja sama. Poszłam w nieznane, za Tobą, ciągnięta przez Twoją dłoń. Jestem teraz w zupełnie nieznanym mieście, z ludźmi, których nigdy wcześniej nie spotkałam. Jestem zagubiona w świecie, ponieważ zniknął z niego punkt trzymający mnie w miejscu. Zniknęłaś Ty, a przez to moja egzystencja przestała być stabilną bieżnią, po której idzie się z uniesioną głową i pewnością siebie. Gdy Twoje ciało stało się zimne jak lód, moje serce zamieniło się w skałę, której nic nie ruszy.
     Im człowiek jest silniejszy tym lepiej radzi sobie z utratą kogoś lub czegoś. Od początku wiedziałam, że lepiej byłoby gdyby to mnie pochłonęła śmierć, ponieważ Ty, w jakiś sposób, przystosowałabyś się do nowej sytuacji. Mogłabyś dalej trwać, korzystać z uciech, jakie proponuje nam nieznane, a ja? Dla mnie nie ma już przyszłości, nie jestem tak silna jak Ty. Nie jestem tak piękna, utalentowana. To nie za mną podążało grono ludzi, gotowych na wszystko, za jeden jedyny uśmiech. Byłaś tym, co najlepsze w moim życiu. Nigdy nie ukrywałam, jak wiele przyjemności niesie mi kontakt z Tobą. Nigdy nie musiałam udawać, że jest inaczej i Ty również nie kryłaś takich tajemnic. Byłyśmy razem, tworzyłyśmy zespół, każdy zazdrościł nam młodości, płynącej w naszych ciałach, a teraz...Teraz tylko mówią, że to nie moja wina. Na to stać człowieka, który nie przeżył takiej tragedii. Owoc został przekrojony na pół, a obie jego części okazały się niezjadliwe. Po Twojej śmierci, umarłam i ja. W lesie, na polanie. Z dala od widoku ludzkich oczu śmierć zabrała mi empatię, wrażliwość, delikatność. Zostało tylko to, co przynosi względny spokój tylko, że jest uznawane za... złe.
     Twój ostatni oddech był jak koniec bajki. Karty książki przestały się przewracać, bohaterowie zastygli, a przygoda stała się przeszłością. Zakończyło się życie Twoje i moje, oraz wielu innych ludzi. Stracił urok letni wieczór i podróż po kraju. Po prostu...życie straciło urok i już nie mogę tak dłużej. Nie jestem w stanie dalej trwać, jakby nic się nie wydarzyło, z myślą, że może przyszłość zatrze ślady nocy, w której odebrano mi wszystko, co dobre. Nie mogę przetrwać chwili nie myśląc o Twoim posiniaczonym ciele i słabym uśmiechu, którym chciałaś dodać mi otuchy. Jestem zbyt słaba by dalej walczyć, zbyt słaba by uciec od przeznaczenia, zbyt słaba by oprzeć się podążającej za mną śmierci.
     Chcę Cię spotkać...Całą i zdrową...


4 komentarze:

  1. jakie to bardzo smutne, ale prawdziwe..pewnie się powtarzam ale cieszę się, że znajduję tu elementy prawdziwych zdarzeń które mogą się faktycznie przydarzyć a nie wymyślone historie które są za bardzo przesłodzone. Bardzo piękna notka dzisiaj i faktycznie mnie zaskoczyłaś. To jest przepiękne, aż łezka się kręci.. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. jeden z wyjątkowych wpisów.. mam nadzieję, że to ostatni wpis przed maturą tylko i potem pojawią się następne, bo jestem "głodna" nowych opowieści :*


    __________________
    @WezzyOficial

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, przepiękna ta notka. Od razu zaczęłam myśleć, o osobach które odeszły i nie wrócą...
    Kolejny raz poruszyłaś mnie prawdziwością i doświadczeniem. Przemijalność jest naprawdę dołująca. Nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że wszystko pewnego dnia zniknie z naszego życia. Ktoś odchodzi, wyjeżdża (bądź gorzej, jak w twoim tekście, umiera), coś tracimy i to po prostu nie wraca. Kurcze, nakłaniasz mnie do refleksji nad życiem :). Wzruszyłam się tym co przeczytałam.
    Chyba nie jestem dziś zdolna do konkretnych komentarzy, ehh. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)