Skąd u ciebie tyle cierpienia?

20:08 Alice McDalvis 9 Comments



     - Śmiem wątpić.
     - W co?
     - W świat...

     Ktoś, na poprzednich kartach tej powieści, powiedział, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ciągle żyłem w przeświadczeniu, że to prawda. Wierzyłem, że każde niepowodzenie przyniesie, kiedyś, choć cień sukcesu. I pomyliłem się. To nie była wielka strata, bo, w gruncie rzeczy, nic wspaniałego mi się nie przytrafiało, ale przynajmniej miałem w co wierzyć, a chyba o to chodzi w życiu. O wiarę: w lepsze jutro, marzenia, Boga... Czego byście nie wybrali jest dobre, ponieważ jest wasze, zatem nie można wam tego odebrać.
     Prawdopodobieństwo, że zostanę stracony budziło we mnie odrazę. Jak ktoś taki, jak ja, mógłby zginąć przez to, że czuł i miał nadzieje? Nie mogłem patrzeć na przyszłość, która się przede mną plasowała, gdyż nie było to niczym przyjemnym. Tkwiłem zamknięty w czterech ścianach, słuchając szumu spływającej po skałach wody i szelestu skrzydeł nietoperzy czekających aż na dworze zapadnie noc. Noc, która w tej zamkniętej przestrzeni ciemności, nigdy nie wpuszczała słońca. Stałem oparty o zimną kratę i czułem przeszywający smród morderczych oddechów, które siedziały tuż obok. Dotykałem zmizerniałą ręką tego, co zostało z wolności danej mi wiele lat temu. To część wspomnień noszonych w sercu. Wspomnień o kobiecie, szacunku, pozycji. O tym, kim byłem...
     Dlaczego tracę grunt pod nogami i zapadam się coraz głębiej w dół? Dlaczego nie mogę zmienić tego, co będzie? Wydostać się z uwięzienia, przejść przez problemy i, tak jak zawsze, podążyć dalej? Zdarzyło się coś, co odmieniło moje życie i zabrało fantazję, którą każdy z nas ma w sobie, o każdej porze dnia i nocy. Bez tej fantazji giniemy w toku rozmyślań i uciśnień, paradoksów i antytez. I ja także toczę, teraz, taki żywot. Pusty i bez znaczenia, bo taki już jestem, dla tych wszystkich, którzy wcześniej sięgali do mnie i wczytywali się w każde słowo. Słowo pozostawiające wiele niewyraźnych punktów, z których odchodzi wiele dróg. To zawsze do innych należała interpretacja morału, udziwnienia, jakie wnieśli i poprawki, które nanieśli tworząc mnie takim, jakim, według nich, powinienem być.

     - Skąd u ciebie tyle cierpienia?
     - To chyba ludzie...
     - Chyba?

     W pewnym momencie rozdziały się kończą i nie ma dalej nic. To jest moment kiedy można wybrać czy gramy od początku czy kończymy i zaczynamy coś zupełnie innego. Ja, odkąd istnieje, cieszę się na myśl, że ktoś ponownie zatopi wzrok w tym, co we mnie najlepsze. Że poszuka radości i odkryje powołanie. A może komuś ,w jakiś sposób, przedstawię plan na przyszłość, myślę. I tak działo się w czasach, kiedy byli ludzie gotowi patrzeć w głębie. Zatracać się w przestworzach. Czarować niewinnością.
     Bywały osobniki, które zerkały z szyderstwem i kpiną widząc tylko zło, czające się przecież w każdym z nas. Nie zwracałem na nich uwagi tocząc wojny, które mi zapisano i odkrywając pasje odkryte już dawno tylko pozostawione, zastąpione innymi czynnościami, które kazano mi robić. Wśród niedowiarków miałem swoich ulubieńców, którzy wracali do mojej historii analizując ją, krok po kroku. Robili to nie tyle z ciekawości, co przyzwyczajenia i to przyzwyczajenie układało moją egzystencje, pozwalając jej niezmiennie trwać. Tylko dzięki nim żyłem, bo to oni nadawali mi duszę i kształtowali niewyraźne fragmenty osobowości. Ludzie byli tym, co dla mnie najważniejsze, czyli szansą na kolejny oddech. Możecie uznać to za bzdurę, ale gdyby nie oni, to mnie by nie było... Przecież to się dzieje teraz. Tracąc ich, gubię siebie i w pewnym momencie mogę nie znaleźć odpowiedniego wyjścia i zostać tam na zawsze. W tej ciemności, coraz słabszy, coraz mniej widoczny.
     Przeznaczenie, to jest takie coś, co każdy ma zapisane w gwiazdach. Niektórzy w nie wierzą, inni nie, ale tak jak zaznaczyłem wcześniej, wiara bywa zależna od osobistości. Moja rosła w siłę z napływem bratnich dusz.
     To nie jest tak, że ja nie wiedziałem co mnie czeka. Nie! Wiedziałem to od pierwszej strony i nadal to wiem, ale w tej mojej pracy chodzi o nie ulotność chwili, o zatrzymanie tego, co jest i co będzie, we właściwych miejscach, do których zaglądają wybrańcy mogący kontynuować w miejscu, które wybiorą - czasami od początku, czasami nie - abym ja mógł trafić do obozu z mieczem w ręku i uśmiechem na ustach, bo tak chciano, abym zrobił.
To, czym i kim będę oraz jak skończę, zależy bowiem nie tylko ode mnie, lecz również od przeznaczenia, które ma w sobie człowiek. Moim przeznaczeniem jest żyć, póki któreś z nich będzie miało w planach spotkać mnie, o północy, na wzgórzu.

     - Zło jest wszędzie.
     - W Tobie również?
     - We mnie jest go najwięcej...

     W momencie, kiedy człowiek kończy czytać książkę o mnie, czasoprzestrzeń znika. Słowo „koniec” ma zatem dwa odrębne znaczenia. Czytelnik myśli, że skończył opowieść i może wrócić do tego, co przeczytał, albo może kreować nowe życie i wątki, ale mnie już wtedy nie ma. Znowu ginę na dnie mroków zapomniany i opuszczony przez wszystkich. Czekam na kolejnego śmiałka, który spojrzy na okładkę i pozwoli sobie zerknąć na jedną stronę sprawdzając, czy warto poświęcać czas na spotkanie ze mną. Bywa, że moja radość jest przedwczesna, a wielkie tomisko zatrzaskuje się głucho i pozostaje zakurzone na dolnych pułkach w bibliotece, a ja... ja po prostu cierpliwie wyczekuje, aż kogoś uwiedzie przeszłość, bo nikt nie dopisał mi przyszłości.
     Tylko że teraz jest trudniej. Wzloty i upadki zdarzają się coraz częściej. Od lat nikt nie zajrzał do tego, co w sobie kryję i przez to cierpię ja i mistrz, który nadał mi formę. Jesteśmy - chociaż nikt nie może potwierdzić naszej obecności. Tułaczka kończy się nieszczęśliwie, bo chodź wiem, że ktoś jest blisko i czuję niemal dotyk, to karty się nie otwierają. Bezużyteczność sprowadza mnie na skraj i niemal tracę kontakt nad świadomością pozwalając, aby ogłupił mnie strach. Strach przed tym, że zawiodłem ludzi i przed tym, że zawiódł pisarz, który zrobił niepełną historię, urywając ją, w najlepszym punkcie.
     Jeśli książka jest otwarta to mogę widzieć nowy świat, który ewoluuje z każdą chwilą i napawa mnie żalem, bo nigdy w pełni nie będę jego częścią, gdyż jestem jedynie postacią niknącą w oczach. Postacią, która nie wyróżnia się niczym specjalnym, nie potrafi latać, nie jest mędrcem czy wodzem...
     Przez te chwilę, kiedy czytelnik siedzi nachylony nad moim życiem, ja odgrywam swoją roli i zaglądam do życia, które on wiedzie. Dlatego też zdarza mi się widzieć nieuprzejmość i tęsknotę. Oraz ból... Dużo jest bólu na tym świecie i nie mogę zrozumieć dlaczego, skoro człowiek może robić to, co chce, ponieważ nie jest uwięziony w schemacie - jak ja. Rozglądam się i widzę niewyraźne miny z uśmiechem i radością. Widzę zranioną dziewczynę, która zasnęła po nieudanej nocy z chłopakiem i starego mężczyznę, którego powoli opuszcza życie, ale mimo wszystko dalej czyta swojemu wnukowi, który został na świecie sam. Potrafię przysłuchać się opowieściom, które przekazują sobie ludzie, dzięki czemu doświadczam zaskoczenia, słysząc o morderczych czynach, które nie miałyby żadnego poparcia w moich czasach. Słyszę jak ciekawość doprowadza człowieka do ruiny, ponieważ nie był on godny podążać swoją ścieżką tylko chciał poznać tajemnicę sukcesu innych ludzi.
     To wszystko jest ze mną, kiedy samotnie siedzę w ciemnościach, nie potrafiąc zrozumieć, co takiego zrobiłem źle i dlaczego odsunięto mnie od rzeczywistości, która może ranić jednocześnie sprawiając radość.

     - Dlaczego życie boli?
    - Bo nie jest łatwe... I dlatego, że wymaga skupienia i cierpliwości, a także poświęcenia. Życie to po prostu bariery do pokonania i problemy, które należy zniszczyć, kiedy się mnożą.

PHOTO: Glen Noble

9 komentarzy:

  1. nominowałam Cię/Was do Libster Award Blog. szczegóły -> http://darkblood5.blogspot.com/2013/12/libster-award-blog.html ily

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej!
    Wielokrotnie obiecałam sobie, że skomentuję chociaż jeden post i oto jestem. Piszesz prosto z serca - to widać. Patrząc na zdania, te krótki dialogi można wywnioskować, że pisząc, na serio wczuwasz się w to, co robisz. Pomimo drobnych błędów - ortograficznych, interpunkcyjnych i powtórzeń, wszystko jest piękne. Obiecuję, że nadrobię każdy Twój wpis, który wcześniej przeoczyłam i nadal będę sledzić twoje posty. Pisz dalej, bo masz talent.
    Pozdrawiam, Macy (@ItsJoasia z tt)

    OdpowiedzUsuń
  3. często mam rozkminy po twoich postach, wprowadzasz ten klimacik i wgl.. wszystko takie prawdziwe i realne, uwielbiam to czytać.. ludzie też są źli hah

    OdpowiedzUsuń
  4. wszystko co piszesz jest takie prawdziwe wow! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie sądziłam, że tak długo będę rozmyślała nad swoim życiem po jednym poście...
    Jestem w szoku Twojego zasobu słownictwa i tego jak pięknie potrafisz wyrazić nie tyle co emocje, ale i napięcie w słowach, jakimi się posługujesz.
    Czytając to, miałam wrażenie, jakbym po prostu była ową osobą...
    Bardzo, ale to bardzo jestem na TAK dla Twoich postów i czekam na następny.
    shadow-means-trouble.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. PRZYZNAM SIĘ BEZ BICIA- NIE LUBIĘ CZYTAĆ xD ALE FF UWIELBIAM!! MIĘDZY TYMI HISTORYJKAMI ZNAJDUJE SIĘ TWÓJ BLOG. NIE FF A SAMA PRAWDA. ZAPISAŁAM SOBIE NA KARTCE CYTATY <33 @WildBieberAir

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej. To znowu ja. Od razu powiem, że jak zobaczyłam, że to kolejny niezwiązany z poprzednimi fragment z perspektywy męskiego bohatera od razu się ucieszyłam. Chyba właśnie takie teksty w całej twojej twórczości lubię i cenię sobie najbardziej.
    Przeczytałam już tyle różnych twoich postów, a wciąż - tak jak teraz - bywam zaskoczona jak doskonale potrafisz dotrzeć do wnętrza czytelnika.
    Z początku myślałam, że tym razem bohater prowadzi nas przez mrok własnej osobowości, aż nagle uświadomiłam sobie, że jest to bohater książki, który mówi sam za siebie. Niesamowite. Nigdy nie pomyślałabym, że można stworzyć coś w takiej koncepcji. Ile jest w nim goryczy i frustracji. Jego historia jest mu już znana, więc brak mu jakichkolwiek perspektyw na inne życie. Czuję, że tym samym zwracasz uwagę, na to, że człowiek może osiągać co chce jeśli tylko złoży w to jakiś swój wysiłek. Podczas gdy bohater nie ma takiej możliwości. Napisałam, że pełno w nim frustracji i goryczy, ponieważ jego historia jest historia zapomnianą, która leży na dnie biblioteki. Każdy bohater pragnie sławy i uwielbienia, ale jeśli nie ma kto o nim czytać, jaki sens ma jego egzystencja? (Swoją drogą statystycznie ludzie zbyt mało czytają, co jest naprawdę smutne.)
    Bardzo podoba mi się ta niezwykła koncepcja. Lubię też to, że w swoich tekstach zwracasz uwagę na ważne zagadnienia i dajesz do myślenia. To chyba właśnie to w połączeniu z talentem czyni ten blog jednym z najlepszych jakie znam.
    Życzę dużo weny i oczywiście pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa, bardzo przepraszam, że tak długo trzeba czekać na nowy post i przez to wracać do starych (ale i tak zapraszam). Sama lepiej nie skomentowałabym tego tekstu.
      Pozdrawiam, bardzo serdecznie. :)

      Usuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)