Żałuję, że żałuję

12:15 Magda 8 Comments


     Leżałem na łóżku, a wokół mnie pobrzękiwały sprzęty medyczne. Krople z kroplówki spływały po przezroczystej rurce i wpływały do mojego ciała. Oddychałem z lekką pomocą maszyny i ogólnie rzecz biorąc, czułem się tak, jakby przejechał po mnie czołg. Żarówki drażniły moje oczy, w powietrzu unosił się mocny zapach środków chemicznych. Byłem zdany na lekarzy, bo teraz od nich zależało jak długo jeszcze pożyje, a nie sądziłem, że może to trwać choćby jeden dzień więcej, bo:

1. Miałem swoje lata.
2. To nie był mój pierwszy zawał.
3. Był jednak tak silny, że wylądowałem w szpitalu.
4. Moja rodzina miała łzy w oczach gdy tylko przekraczała próg pokoju.
5.Nie miałem już absolutnie nic do zrobienia.

     Pielęgniarki uwijały się przy innym pacjencie, który- nie wiedzieć dlaczego- dostał nagle silnych spazmów, a wielkie i świecące maszyny zaczęły dziko piszczeń. Szerze mówiąc, miałem dość tego miejsca i byłem gotowy zejść z łóżka, iść do domu i zamienić się w proch. Pewnie bym to zrobił gdyby nie fakt, że nie miałem siły ruszyć palcem, a co mówić o przemaszerowaniu kilkunastu kilometrów, które dzieliły mnie od domu. Jestem pewien, że to kara za wszystkie błędy, które w ciągu swojego życia popełniłem. Świadomość, że czegoś się nie dopełniło jest jak gwóźdź wbijany w trumnę, który z każdym kolejnym walnięciem młotka drażni drewno coraz bardziej. Nie byłem święty. Miałem czego żałować, dopuściłem się wielu występków. Doskonale wiedziałem, że kiedyś przyjdzie mi za nie zapłacić.
     A oto lista rzeczy, które chciałem zrobić przed śmiercią, ale nigdy nie miałem na nie czasu (to chyba jedynie te rzeczy trzymałyby mnie przy życiu, bo z wyjątkiem nich, taki staruszek jak ja nie przyda się światu na nic):

1. Chciałem przemierzyć kontynent i zobaczyć te wielkie miasta, nad którymi wzdychają wszyscy ludzie.
2. Chciałem zobaczyć jak moja wnuczka dostaje dyplom ukończenia studiów, ale jak na razie moja córka nie może zajść w ciążę. 
3. Marzyłem, aby zarobić wystarczająco pieniędzy, żeby wybudować dom nad jeziorem pośrodku lasu i patrzeć wieczorami w niebo, szukając mojej zmarłej, przed wielu laty, żony.

     Dlaczego w takim razie czekałem na śmierć? Może dlatego, że to był jedyny sposób na uwolnienie się od świata, do którego powoli przestawałem pasować. Świata, który zmienił się nie do poznania i w którym trudno się nie zgubić. Mogłem żyć, ale jednocześnie wiedziałem, że to nie jest konieczne i tylko przeciągam w ten sposób nieuniknione. Na filmach często jest tak, że do ciężko chorego podchodzi dziecko i pyta, czy boi się śmierci. Ja się nie boję. Może trochę. Ale w końcu to chyba normalne, bo nikt żywy nie wie, co jest po tym jak mózg przestanie pracować, a ciało zacznie kostnieć. Przede wszystkim miałem pewność, że los każdego z nas jest policzony, a za mną nikt nie będzie długo tęsknił. W tej samej chwili, kiedy ta myśl formuje się w moim umyślę, słyszę jak otwierają się drzwi i widzę moją kochaną jedynaczkę, która wyrosła na piękną i mądrą kobietę. Stoi w zielonej, letniej sukience i czarnych szpilkach (to jedna z rzeczy, których uczą w mieście - kobieta powinna zawsze i wszędzie wyglądać perfekcyjnie, a szpilki do idealne buty i jeśli odpowiednio ułoży się stopę to nigdy nie sprawią problemu).
     Pozwólcie, że przytoczę wam kilka zdań, które często słyszałem od tej dziewczyny, a były one lekiem na stare serce i pomarszczoną twarz.

„Ty nigdy mnie nie zostawisz. Wiem, że tak będzie, bo ojcowie nigdy nie pozwolą swoim córką chodzić samotnie po świecie - zwłaszcza, kiedy jest taki niebezpieczny.”

„Sprawiłeś, że moje dzieciństwo było idealne, nawet bez mamy. Zastąpiłeś mi ją w taki sposób, że czasami nie zdawałam sobie sprawy, że mam w sercu pustkę, która pali.”

„Nie musiałeś robić awantury przy moim chłopaku! Przecież wiesz, że nie zrobiłby mi krzywdy! Wiesz doskonale, że to najlepsza, najuprzejmiejsza i najuczynniejsza osoba w okolicy. Jest dla mnie drugim najważniejszym mężczyzną w moim życiu.”

     Nie zapytałem wtedy, kto jest tym pierwszym mężczyzną - nie dlatego, że wiedziałem iż odpowie, że jestem nim ja. Przeciwnie. Panikowałem na myśl o tym, że serce mojej córeczki mógł skraść jeszcze ktoś, a ona w końcu odejdzie ode mnie i pójdzie w świat.
     Wiekuista zasada w naszym domu głosiła, że nic na ziemi nie jest ważniejsza niż rodzina. Tylko, że kiedy moja córka wyszła za mąż to zaczęło mieć zupełnie inne znaczenie. Teraz musiała dbać nie tyle o mnie co o męża, z którym (nawet nie chce myśleć o scenach w sypialni!) starała się o dziecko.
     Teraz dopiero dostrzegłem jego rękę na jej ramieniu i pochyloną głowę. Coś jej szeptał, ale starość zrobiła swoje także z moim słuchem, więc nie usłyszałem nic, ale nie odebrałem tego jako natarcia na swoją osobę. Jej mąż był w gruncie rzeczy porządnym facetem. Tylko cholera mnie zżerała kiedy myślałem o tym, co oni razem wyprawiają.
     Moje jedyne dziecko podeszło do mojego łóżka i mocno ścisnęło moją dłoń.
     - Jak się czujesz, tato?
     Pamiętam wszystkie zwroty jakie stosowała w rozmowach ze mną, a były to między innymi takie słowa jak:

-tatku (kiedy czegoś chciała)
-tatusiu (kiedy miała jakiś problem)
-ojcze (kiedy się na mnie wkurzyła)
-człowieku, który mnie spłodził (kiedy była na skraju wytrzymałości i tylko silna wola powstrzymywała ją przed rzuceniem się na mnie)

     Z tego wszystkiego najbardziej podobał mi się ten dzisiejszy zwrot. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale odczuwałem wtedy spokój i harmonię, te dwie rzeczy, które uwielbiałem.
     Kasztanowe włosy mojej córeczki spływały kaskadą po jej ramieniu, a zaczerwienione od płaczu oczy pozwalały mi sądzić, że nie przespała nocy.
     - Przestań się zamartwiać, kochanie. Nic mi nie będzie - powiedziałem.
     Sam nie wierzyłem w te słowa, ale musiałem ją uspokoić. Taka jest rola ojca i trzeba ją wypełniać najlepiej jak się potrafi. Wiedziałem, że kiedy mnie zabraknie, jej mąż stanie na głowie, aby nigdy nie musiała się martwić. I wiedziałem też, że znajdzie oparcie u mojej siostry czy brata. Tak to u nas było.
      - Jesteś niemożliwy!
     Jej słaby głos przerwał ciszę. Głaskała moją dłoń i płakała jednocześnie, a ja nie byłem w stanie jej powstrzymać. Najzwyczajniej w świecie zabrakło mi siły na walkę. Leżałem wpatrzony w kobietę, która wylewała łzy i żałośnie szlochała.

Kilka rzeczy, których żałuję:
a) pozwoliłem uciec miłości swojego życia
b) byłem upartym osłem i nie przeniosłem się do córki, kiedy mi to zaproponowała
c) nie potrafiłem przyznać się do błędów
d) zrobiłem mnóstwo głupot, ale nie wymienię ich, bo się wstydzę
e) żałuję, że żałuje

     Poczułem ból w piersi i po mojej twarzy przemknął cień. Bolało, jakby ktoś grzebał w moim sercu rozżarzonym pogrzebaczem. W tej oto chwili poczułem, że to koniec. I zrobiłem coś, czego nie robiłem od lat - popłakałem się. Tak po prostu. Łzy bólu i niespełnionych ambicji moczyły szpitalną koszulę. Wiedziałem, że już nic się nie zmieni, że nie będę miał szansy na naprawienie błędów. Zrozumiałem, że mój czas nadszedł. I że będę musiał iść w nieznane zostawiając po sobie nieporządek. I dziurę w sercu mojego dziecka, które nagle straci drugiego rodzica.
     To była chwila, ale ja czułem jakbym przebiegał po starych filmach i oglądał swoje lata młodości. Widziałem wszystko co zapadło mi w pamięci i to, o czym kompletnie zapomniałem. Wróciła przeszłość i zasłoniła na chwilę teraźniejszość.
     Kiedy się ocknąłem wykrzesałem z siebie ostatnie resztki siły i złapałem dłoń mojej córki w uścisk jednocześnie patrząc w jej oczy:
     - Cokolwiek by się stało patrz w gwiazdy. Tam mnie znajdziesz. Będę zawsze na Ciebie czekał, o tej samej porze nocy. Rozpoznasz mnie od razu i będziesz widziała nawet podczas zachmurzonego nieba. Będę blisko - wyszeptałem.
     I zdałem sobie sprawę, że to były ostatnie słowa jakie wypowiedziałem, ponieważ:

1. Ciemność zasnuła mi widok.
2. Nie czułem już żadnego bodźca zewnętrznego.
3. Zrobiło mi się niesamowicie ciepło.
4. I zobaczyłem to, co widzą umarli.


PHOTO: Sarah I

8 komentarzy:

  1. Powinno być 'żałujĘ' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LOL. Nie podkreśliło więc nie przywiązywałam do tego wagi. :D
      Dzięki, poprawione :)

      Usuń
  2. człowieku, który mnie spłodził :D hahaha lol dobre :P @lovemewm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam innego pomysłu, przyznaje :D

      Usuń
  3. znowu z ' innej beczki ' opowiesc, ale to wlasnie u ciebie lubie. Masz tyle pomyslow ze az brak mi slow. Bardzo wyjatkowy rozdzial.. Pokazuje ze nie powinnismy zostawiac naszych marzen na sam koniec, ktory nie wiadomo kiedy przyjdzie. Poza tym zawsze mozna naprawic swoje bledy. Wystarczy tylko chciec. Poruszajaca historia :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Boże :(( Aż się popłakałam. Świene <3 Będziesz mnie informowała na tt o nowych rozdziałach? :) @Louuuis_1D

    OdpowiedzUsuń
  5. tak jak napisała to dziewczyna wyżej to znowu z `innej beczki` ale to jest u ciebie właśnie fajne i to bardzo! Nigdy nie wiadomo co i jakiego rodzaju tekst nam zaserwujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z koleżanką wyżej; nigdy nie można się spodziewac co tutaj zastanę. Powiem Ci szczerze, że miałam łzy w oczach i to nie tylko przez tekst. Podobało mi się, że facet się nad sobą aż tak nie użala. Wie co go czeka i... czeka. Scena z córką na serio mi się podobała. Wszystko pokazuje jak ważna jest rodzina i marzenia. Wczoraj oglądałam pewien film i ryczałam jak bóbr, a dzisiaj to... poruszyło mnie na całego i do końca. Pisz dalej i informuj mnie. Oczywiście przepraszam, że tak nieregularnie wpadam. Skleroza powinna bolec w moim przypadku!
    Do następnego kochana! <3
    http://rummage-effect.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)