Gwiazdy pokazują ścieżkę, którą należy iść, jeśli nie ma się celu i planu

15:05 Alice McDalvis 7 Comments


     Wiecie co mówiłam kiedyś? Mówiłam, że nigdy się nie poddam, że będę walczyła o swoje jeśli znajdę szansę na spełnienie marzeń.

     Ale potem przyszedł ten dzień, który zepsuł wszystko co mógł.

   Pięknego lipcowego dnia siedziałam w fotelu na werandzie i patrzyłam w zachodzące słońce. Było ogromne i prawie czerwone, a poświata wokół niego była tak urodziwa, że jeszcze na długo po tym, jak słońce zniknęło za horyzontem, ja wpatrywałam się w niebo. Kolory tworzyły idealną paletę barw i aż prosiły się, aby jakiś malarz uwiecznił to na płótnie.

     Kiedy kolory zbladły, a na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy wstałam z fotela. Otworzyłam białe, siateczkowe drzwi, a potem następne - duże i drewniane, bardzo mocne. W progu zdjęłam stare tenisówki, które były mocno zużyte. Postawiłam je na wycieraczce i poszłam boso w stronę kuchni.

   Dom był duży i stary, ale dzięki temu bardziej go lubiłam. Starodawne wzory na kolumnach przy drewnianych schodach. Rzeźbienia na regałach. Jasne i ciemne kolory jednocześnie. Do tego mnóstwo wolnej przestrzeni i obrazy z widokami na wsie i miasta sprzed stu lat.

     W tym domu człowiek czuł magię i ta magia przenikała go do głębi.

   Wolnym krokiem weszłam do kuchni. Białe szafki kuchenne były ustawione niemal na wszystkich ścianach. Naprzeciwko mnie było wyjście na werandę (która notabene ciągnęła się przez trzy ściany domu), a pośrodku stał mały stół z czterema krzesłami wokół. Jadalnia przylegała do kuchni z prawej strony, ale czasami wolałam szykować posiłki i jeść w tym miejscu, bo - może to głupie - tutaj wszystko smakowało lepiej. Przechyliłam głowę na bok i spojrzałam na okno znajdujące się nad zlewem. Byłam pewna, że dzisiejszego dnia go nie otwierałam, a jednak! Do środka wpadało ciepłe powietrze w ten ciepły wieczór.   
     Podeszłam i szybko je zamknęłam. Niedługo zleci się wszelkiego rodzaju robactwo, którego trudno się pozbyć, pomyślałam. Kremowa firanka przestała powiewać na wietrze, ale w pomieszczeniu jeszcze przez chwilę unosił się zapach kwiatów, które hodowałam w wielkim ogrodzie. Obok zlewu stała duża lodówka, którą otworzyłam i na wypełnionych produktami półkach odszukałam mleko. Wzięłam szklaną buteleczkę, a potem przelałam biały napój do szklanki wyjętej z szafki. Z kolejnej wzięłam talerzyk, z jeszcze innej nóż. Ustawiłam to wszystko na blacie stołu i stamtąd też sięgnęłam po placek z jabłkami, który upiekłam rano. Ukroiłam kawałek i położyłam na talerzyk, gotowa już iść, ale wtedy zobaczyłam jakiś cień na podwórzu. Coś skradało się między rabatkami kwiatowymi.

     Nie przejęłam się tym. Mieszkałam na wsi, a tutaj roiło się od stworzeń.

    Mój wzrok ponownie spoczął na cieście i po chwili zastanowienia wstawiłam talerzyk na mój wypiek, włożyłam tam jeszcze nóż i podniosłam cały placek. Lewą ręką ujęłam szklankę mleka i otworzyłam sobie drzwi łokciem, robiąc przy tym delikatny zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Ponownie wyszłam na werandę, wykopując przy okazji tenisówki, które włożyłam po odłożeniu mojej kolacji na niski stoliczek. Chwiejąc się na jednej nodze włożyłam but, następnie drugi i zadowolona z siebie oparłam się o barierkę patrząc w gwiazdy. Odnalazłam jedyny gwiazdozbiór, który potrafię zlokalizować i przyglądałam mu się długo. Ciała niebieskie jaśniały na tle ciemnego nieba i wskazywały drogę tym, którzy zbłądzili. Przynajmniej tak zawsze mawiał mój ojciec.

     - Gwiazdy pokazują ścieżkę, którą należy iść, jeśli nie ma się celu i planu.

     - Ale ich jest tyle. Skąd mam wiedzieć, która jest odpowiednia dla mnie? - zapytałam kiedyś.

     Ojciec spojrzał na moje serce.

     - Ono także ci pomoże - rzucił i znowu spojrzał w gwiazdy.

    Wciągnęłam w nozdrza zapach wieczoru i przymknęłam powieki. To był dobry dzień. Jak każdy spędzony z rodziną.

     Wsłuchałam się w świat. Świerszcze robiły swoją muzykę, żaby swoją, a co jakiś czas dały się słyszeć pohukiwania sowy. Liście szeleściły przy każdym najdrobniejszym porywie wiatru, a u sąsiada szczekał pies, który był postrachem całej okolicy. Na Ziemi nigdy nie było absolutnej ciszy. Przekonałam się o tym nie raz. Nawet jeśli nie dochodzi do ciebie jakiś dźwięk to sam go robisz, albo o nim myślisz, aż w końcu staje się rzeczywistością. Tak działa ludzki umysł i dlatego łatwo go oszukać.

     Gdyby człowiek żył w takiej symbiozie jak inne stworzenia to świat byłby lepszym światem, bez przemocy i krzywd. Stara nauka.

     Odsunęłam się od barierki i usiadłam w fotelu. Wzięłam talerzyk z ciastem na kolana i jadłam nadal przyglądając się pięknu naturalnemu.

      Dźwięki przyrody zakłócił huk w moim domu. Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę i zerwałam się z miejsca wiedząc, że spadło coś ciężkiego. Modliłam się, aby to nie była żadna pamiątka po babci. Zapaliłam światło, aby mieć lepszy widok i zamarłam widząc zegar z kukułką na podłodze salonu. On nie mógł przewrócić się sam. Ktoś tutaj był. W moim domu. Na moim prywatnym terenie.

     Ktoś pragnął kłopotów.

   Próbowałam kogoś odnaleźć, ale nie mogłam. Oprócz starego zegara wszystko wyglądało tak, jak powinno. Żadnych śladów intruza, nic nie było ruszone.

     - Wychodź póki daje ci taką szansę! - krzyknęłam, a echo moich słów odbiło się od ścian.

     Nikt się nie odezwał, nikt się nie poruszył. Wszystko wyglądało jak zawsze.

    Załamałam ręce gotowa przyznać sama przed sobą, że zwariowałam. Nie mogłam uwierzyć w to, że jedna z moich rodzinnych pamiątek przewróciła się sama, ale może taka była prawda, a ja po prostu miałam urojenia z powodu zmęczenia. Zamierzałam wyjść na dwór i ochłonąć, ale wtedy na górze coś skrzypnęło. Podziękowałam w duchu przodkom, którzy zbudowali drewniany dom i pobiegłam na piętro mijając po dwa stopnie i walcząc o każdy oddech. Nie byłam wysportowana, nie miałam w sobie wystarczająco siły więc jak stanęłam na górze to podparłam się na kolanach i wciągałam zachłannie powietrze. Kilka stopni, a wykończyło mnie bardziej niż mogłabym przypuszczać. Wsłuchałam się w ciszę i ruszyłam do swojej sypialni, która była najbliżej. Przekręciłam klamkę, ale nikogo nie widziałam. Tylko czerwień i czerń swojej przystani, w której spałam. Potem był pokój gościnny. Też nic. Schyliłam się aby zajrzeć pod łózko, ale tam także nic nie było.

     Następny był... Nie...  Nikt by się nie odważył tam zajrzeć. Nie do pokoju mojego zmarłego syna. Nie do jego świątyni.

     Mijały trzy lata odkąd go straciłam. Moją jedyną pociechę, która była ważniejsza od innych, bo przez te dziewięć miesięcy znajdowała się pod moim sercem. Był moim aniołkiem, nadzieją na lepsze jutro, moim kochanym dzieckiem, dla którego gotowa byłam oddać wszystko. Był ulubieńcem, rozpieszczanym jedynakiem, który zginął przez głupotę innych...

     Nikt nie miał prawa wchodzić do jego pokoju! Nikt.

    Wściekłość pulsowała w moich żyłach, nienawiść zagościła w sercu, a strach? Nie czułam go w ogóle, nawet wtedy kiedy otworzyłam kolejne drzwi i zobaczyłam jego...

   Mojego syna który został zabity przez pijanego kierowcę. Tego chłopca z uśmiechem na ustach, który siedział na swoim łóżku i patrzył na mnie ufnymi oczami, pełnymi miłości.

     - Cześć mamo - powiedział ze spokojem.

    Zawsze tak robił kiedy coś przeskrobał. Tą nutkę poznałabym wszędzie i zawsze, ona tak bardzo przypominała mi tego chłopca. Chłopca, który leżał pogrzebany...

    Łzy stanęły w moich oczach na chwilę uniemożliwiając widzenie. Pojedyncze krople moczyły moją brązową sukienkę. Mój syn wrócił do domu.

     Ale on wcale nie wrócił. To nie było moje dziecko. To tylko złudzenie, mara, czar...Może czar tego domu.

     - Wiesz mamo, zawsze powtarzałaś mi, że nie powinienem się poddawać, pamiętasz? - jego cichy głosik palił mnie od środka, a oczy przeszywały na wskroś-Powiedziałaś, że za marzeniami należy iść i je dogonić kiedy będą wystarczająco blisko, a każde zadanie można wykonać jeśli jest się pełnym nadziei i wiary. Ale kiedy ja się uwolniłem od krzywd tego świata i chciałem płynąć dalej, za marzeniami, to nie mogłem. Nie mogłem przekroczyć wielu barier, a próbowałem z każdej strony!

     Krzyk. Krzyk mojego dziecka uderzył mnie z taką siłą, że upadłam na podłogę. Szlochałam. Zakrywałam uszy, aby tylko nie słyszeć skarg.

     - Ty kłamałaś. Marzenia nigdy się nie spełnią! Ja ich nie spełnię. Już nie - wstał z łóżka i zmierzał w moją stronę - Ale wiesz co? Tego dnia i ty nie spełnisz swoich snów, bo ten dzień zostanie w twojej pamięci jako jeden z najgorszych. I będzie się za tobą ciągnął do końca twoich dni, bo moje...moich dni już nie ma. Umarłem. Ciężko było mi do tego dojść, ale w końcu to zrozumiałem. I poznałem kolejną tajemnicę świata: umarli nie spełniają marzeń.

     W pokoju zaległa cisza, a ja poczułam chłód. Niemal mróz, który sprawiał, że z moich ust wydobywały się obłoki pary, a szyby zamarzły by następnie rozbić się na setki kawałeczków. Chłopiec zniknął, uleciał, rozpłynął się w powietrzu.

     Zawołałam jego imię. Niewyraźnie przez szloch i połykane łzy. Tak bardzo za nim tęskniłam, tak bardzo chciałam go spotkać. Tak bardzo pragnęłam go przytulić i usłyszeć, że mnie kocha...ale ja usłyszałam tylko oskarżenia. I ta świadomość była jak sopel lodu wbity w serce, który zabija wszelkie sny.

     Zabił moje marzenie o lepszym świecie i powrocie syna. A przez to zabił także cząstkę mnie. Tylko to było moim celem i zaprzepaściłam szansę.

     Spojrzałam na okno. Kawałki szkła wystawały na rogach. Trochę leżało na parapecie. Odbijały się w nich gwiazdy.

     Wstałam z podłogi i szukałam mojego syna, a nie widząc go spojrzałam w górę.

    - Myliłeś się tato. Patrząc w gwiazdy nie zawsze można odnaleźć swój cel. Czasami się go traci.



7 komentarzy:

  1. O matko, nie wiem co napisać...
    Matka, jej zmarłe dziecko, to co oni mówiło do matki... nawet nie wiem jak skleić ten komentarz.
    Całkiem inny tekst od Twoich wcześniejszych, nie często czytam coś w tym stylu, ale to nawet mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I JAK TU NIE PŁAKAĆ?!?! TO SMUTNE, ALE W PEWNYM SENSIE PIĘKNE :'( <3 @ImWildBelieber

    OdpowiedzUsuń
  3. to jest piękne. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. to faktycznie jest cos innego, chyba najbardziej smutna historia napisana przez ciebie :c ale urocze, ale zarazem tez bardzo prawdziwe. Trzeba zyc chwila i spelniac marzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Na Ziemi nigdy nie było absolutnej ciszy."
    takie inne, bardziej mroczne, smutne
    Trzeba walczyć o marzenia, bez względu na to co powie reszta świata
    @laughIsMyName

    OdpowiedzUsuń
  6. UWIELBIAM CIE !! EROSOMANIE :*:*
    @lovemewm

    OdpowiedzUsuń

Jeśli się spodobało to zostań ze mną na dłużej!
Zaobserwuj, żeby być na bieżąco albo kliknij lajka na Facebooku, żeby wiedzieć więcej:)